Maria Hawranek: W naszych mózgach nie ma żadnego obszaru genetycznie zaprogramowanego na czytanie. Mimo to naukowcy stwierdzili, że tzw. obwód głębokiego czytania (ang. deep reading circuit) aktywuje go niemal w całości. Opowie Pani o tym coś więcej?
Maryanne Wolf, psycholingwistka: Z radością! Temat fascynuje mnie od lat. Głębokie czytanie aktywuje wszystkie pięć warstw mózgu – od mózgowia do rdzenia, a także obie półkule i cztery płaty w każdej z nich (czołowy, ciemieniowy, skroniowy i potyliczny). Oznacza to, że przeczytanie jednego tylko słowa pobudza do działania miriady neuronów! Możemy sobie wyobrazić, co dzieje się w mózgu, gdy czytamy eseje, opowiadania albo wiersze.
Co się dzieje?
Generalnie, kiedy czytamy dłuższe teksty, zachodzi proces, w którym nasze prognozy czy założenia spotykają się z percepcją, a czasem wręcz ją antycypują. Interakcje między percepcją, językiem i procesem głębokiego czytania przyspieszają rozumienie tekstu, bo pozwalają nam przeczytać zdanie jako sumę prognozowanych myśli o wiele szybciej, niż gdybyśmy czytali je jako informację zawartą w indywidualnie przeczytanych słowach.
W swojej książce cytuje Pani badanie przeprowadzone przez Natalie Philips z neuronaukowcami z Uniwersytetu Stanforda.
Studentów poproszono, by czytali tekst „normalnie” lub „ze skupioną uwagą” – już sama prośba o skupienie wystarczyła, by aktywowały się różne obszary związane z obwodem głębokiego czytania.
Okazuje się, że kiedy czytamy o jedwabnej sukience Emmy Bovary, w mózgu aktywują się obszary związane z dotykiem, a kiedy czytamy o tym, jak bohaterka potknęła się wybiegając z powozu w pogoni za młodym kochankiem, aktywują się obszary odpowiedzialne za ruch.
Czy głębokie czytanie to działanie, która najbardziej aktywuje mózg?
Dekadę temu przeprowadzono badanie, które wykazało, że mózg najbardziej się aktywuje w czasie lektury wierszy, bo musi poradzić sobie z wieloznacznością słów i znaleźć między nimi połączenia, odwołując się do całej zgromadzonej przez nas wiedzy kontekstualnej i semantycznej.
Druga sytuacja największej aktywacji mózgu miała miejsce u pianistów grających koncert, ponieważ muszą oni łączyć pamięć motoryczną z afektywnymi funkcjami poznawczymi. Zatem rzeczywiście niektóre formy czytania aktywują nasz mózg w najbardziej totalny sposób.
Aby w ogóle ten obwód powstał, musimy słuchać i czytać od najmłodszych lat.
Wysiłek włożony w proces głębokiego czytania rozbudowuje obwód. Wszystko, co już przeczytałaś, przyczynia się do tego, co przeczytasz w przyszłości. Jak mawia argentyński pisarz Alberto Manguel, czytelnik nieustanie „buduje” swoje czytanie. Jeśli nie korzystasz z tych umiejętności, budowa po prostu staje.
Podam przykład: gdy jakiś czas temu po latach sięgnęłam po „Grę szklanych paciorków” Hermana Hessego, którą kiedyś się zachwycałam, pomyślałam: mój Boże, jak on mógł kiedykolwiek dostać Nobla? A przecież to nie on zgłupiał przez lata – to ja się zmieniłam. Książka wydała mi się zbyt gęsta, zdania zbyt długie, opisy – nadmiarowe. Dlaczego? Mój mózg przyzwyczaił się do pasywnej konsumpcji krótkich, niewymagających treści i rozproszenia uwagi.
Ale nie poddałam się i codziennie przez 20 minut zmuszałam się do tego Hessego. Ostatecznie przeczytałam tę książkę jeszcze dwa razy – z wielką satysfakcją.
Lata temu Ziming Liu i inni badacze ruchów gałek ocznych opisali nowy rodzaj cyfrowego czytania –„skimming”. Szybko przebiegamy tekst, by zrozumieć kontekst, wyłapać kluczowe słowa i wnioski końcowe. Ten sposób czytania w internecie przekłada się na to, jak obcujemy z tradycyjnymi tekstami. A badanie zwyczajów medialnych wykazało, że dzisiejsze dwudziestolatki zmieniają źródło mediów 27 razy na godzinę! Zamieszkujemy świat dystrakcji.
Powinniśmy się zmuszać do czytania?
Nie mogę mówić ludziom, co mają robić. Ale mogę mieć nadzieję, że staną się świadomi tego, co tracą, nie podejmując wysiłku lektury bardziej wymagających tekstów i nie przeznaczając czasu na czytanie w skupieniu. Jeśli podejmą ten wysiłek, będą mogli utracone umiejętności odzyskać.
W przypadku obwodu głębokiego czytania u dorosłych, którzy już go kiedyś odpowiednio zbudowali, obowiązuje zasada „use it or lose it”. U dzieci ten obwód może się po prostu nie wykształcić w odpowiednim stopniu.
Dwie trzecie uczennic i uczniów czwartych klas amerykańskich szkół podstawowych nie osiągnęło biegłości w czytaniu. W społeczności afro-latynoskiej jest to prawie połowa. Biuro Więziennictwa od lat na tej podstawie kalkuluje, ile łóżek będzie potrzebnych w przyszłości w aresztach.
Najnowsze badania pochodzą z ubiegłego roku. Okazuje się, że wśród czwartoklasistów i ósmoklasistów tylko jedna trzecia osiąga biegłość w czytaniu ze zrozumieniem. A i tak dotyczy to dzieci bardziej uprzywilejowanych. Wśród dzieci o kolorze skóry innym niż biały tę biegłość osiąga tylko 15 procent.
Ubiegłoroczny wynik jest najgorszy od dwóch dekad dla czwartoklasistów, a dla ósmoklasistów – od czterech! Zatem to nie tylko bardzo palący kryzys, ale też największy, z jakim mieliśmy do czynienia od lat.
Dlaczego jest gorzej?
Zmiennych jest wiele. Jedna, z którą nic nie możemy zrobić, to strata czasu szkolnego w czasie pandemii. Drugi czynnik to przestarzała metodyka nauczania. Tu powoli zachodzi zmiana ze względu na naukowe doniesienia związane z czytaniem i w swojej książce opisuję, jakie metody powinniśmy stosować. Ważne, by nie zakładać, że po trzeciej klasie szkoły podstawowej wszyscy potrafią biegle czytać – nadal należy dzieci w tym wspierać, a nie, jak teraz, po prostu iść dalej z materiałem.
Trzeci istotny czynnik to regres związany ze spędzaniem zbyt dużej ilości czasu z urządzeniami cyfrowymi, który okrada dzieci z chwil, jakie powinny przeznaczać na czytanie dla przyjemności. Znaczenie ma również fakt, że dzieci dostają często zadania za pośrednictwem ekranów, a nie w formie drukowanej.
Oczywiście do tego wszystkiego musimy dodać biedę, dramatyczne zdarzenia związane z deportacjami, które dzieją się teraz w całych Stanach, i wszystkie tragiczne błędy popełniane przez aktualną administrację, niemającą pojęcia o edukacji.
Podam przykład – moja praca w obszarze dysleksji w dużej mierze była finansowana przez Biuro ds. Edukacji Specjalnej. To biuro zostało zamknięte przez Donalda Trumpa.
Gdy myślimy o analfabetyzmie, przychodzą nam do głowy kraje Globalnego Południa. Tymczasem na całym świecie możemy się spodziewać pogorszenia umiejętności czytania ze zrozumieniem. Tracimy poznawczą cierpliwość.
Jakość naszej uwagi spada. Piszą do mnie zaniepokojeni profesorowie literatury z różnych uniwersytetów, skarżący się, że studenci nie mają cierpliwości do czytania „gęstszej” literatury amerykańskich twórców – Henry James pozostaje dla wielu z nich poza zasięgiem. Piszą też o rosnącej niechęci do podejmowania wysiłku. Średnia długość zdań w bestsellerowych powieściach jest dziś o połowę mniejsza niż w tych z początków XX w., jest w nich mniej zdań składowych i fraz.
W kontekście młodszych uczennic i uczniów mówi się z kolei o nowym rodzaju nudy wynikającym z przebodźcowania – zmęczone mózgi nie są w stanie podjąć twórczej aktywności. Inny fenomen zgrabnie określił Seymur Papert, naukowiec z MIT, mówiąc o „umyśle konika polnego”. To umysł przyzwyczajony do spazmatycznego korzystania z treści cyfrowych, przeskakiwania z jednej aktywności na drugą, który nie potrafi skupić uwagi na dłuższym tekście z jednego medium.
To, że dzieci mają coraz więcej trudności z pisaniem z powodu deficytów uwagi, również ma związek z nadmierną ekspozycją na ekrany. Wychowujemy dzieci, których mózgi doświadczają nadmiaru informacji, co utrudnia im skupienie, a tym samym zapamiętywanie, a więc budowanie wiedzy ogólnej. Dzieci nie mogą spędzać kilku godzin dziennie z telefonem. Ale do tego potrzebujemy rozwiązań politycznych, odgórnych, dotyczących szkół.
Dzieciom jest dziś o wiele trudniej skupić uwagę na bardziej wyrafinowanych procesach głębokiego czytania, które stanowią podstawę rozumowania. Jeśli nie opanują tego w podstawówce do tego stopnia, by czytać płynnie i z uwagą, będą mieć kłopoty z rozwojem krytycznego myślenia i empatii. Badanie Sary Konrath i jej współpracowników na Uniwersytecie Stanforda wykazało 40-procentowy spadek empatii wśród młodych ludzi w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Najgwałtowniejszy nastąpił w ostatniej dekadzie. Trudno nie wiązać tego ze wzrostem obecności dzieci w internecie.
Zatem, kiedy mówimy o spadku umiejętności czytania, mówimy w istocie o spadku umiejętności myślenia i odczuwania, co jest znacznie poważniejszym kryzysem. Dzieci nie potrafią myśleć w złożony sposób, którego wymaga od nich uczestnictwo w społeczeństwie demokratycznym.
To nie tylko problem dzieci.
Oczywiście! Kiedy mamy tysiące opcji do wyboru, pojawia się tendencja do wybierania tego, co już znamy i co nie wymaga od nas wysiłku i uwagi. Bezkrytycznie przyjmujemy tylko jedną perspektywę, słuchamy tylko jednej partii, jednego lidera. Wszystko to jedynie utwierdza nas w naszych własnych przekonaniach. A demokracja to wielogłos.
Czytanie ze zrozumieniem to jedyny sposób, by rozwinąć krytyczne myślenie, empatię, zdolność podejmowania świadomych decyzji, rozumienia innych punktów widzenia?
Czytanie ze zrozumieniem daje podstawy, które są wykorzystywane we wszystkich tych procesach. Im więcej czytasz, tym bardziej rozbudowują się obwody głębokiego czytania w twoim mózgu.
Jednym z największych zagrożeń dla demokracji jest niezdolność do przyjęcia perspektywy innych, niezdolność do krytycznego przetworzenia potężnej dawki informacji, jaką codziennie dostajemy. Chcę, byśmy zauważyli niebezpieczeństwa związane z tym, że przestajemy czytać. Pisarka Jane Smiley zapytana, czy powieść umrze, odpowiedziała, że nie, ale że znajdzie się na peryferiach, a wtedy naszymi przywódcami staną się ludzie niezdolni do rozumienia innych.
Wiele razy wspomina Pani w swojej książce o Sokratesie, który był przeciwnikiem pisma. Filozof pomstował, że zuboży ono naszą pamięć. Mylił się. Nie jest Pani teraz trochę jak Sokrates XXI wieku, pomstujący na ekrany?
Cóż, on mylił się tylko w połowie. Uważał, że pisanie jest receptą na zapominanie. I rzeczywiście zapisywanie myśli całkowicie zmieniło sposób funkcjonowania naszej pamięci. Z jednej strony pomaga nam pamiętać, bo możemy sięgać do tego, co zostało powiedziane, opisane. Z drugiej strony nasza osobista pamięć funkcjonuje przecież zupełnie inaczej niż w czasach sokratejskich.
Może zatem nasz mózg stworzy inną ścieżkę rozwoju krytycznego myślenia i empatii?
Ta myśl bardzo mi się podoba, bo jest w niej nadzieja. Mieszkam w Kalifornii, mój syn pracuje w Dolinie Krzemowej, dzięki niemu spotkałam ludzi, którzy wierzą, że za jakiś czas będziemy programować informacje w naszym mózgu.
Być może nastąpią niesamowite zmiany w sposobie, w jaki będziemy odbierać informacje, jednak tym bardziej wymaga to od nas rozwiniętej inteligencji i etyki, która zabezpieczy nas przed stworzeniem mózgowych Frankensteinów. Może się bowiem zdarzyć, że pojawią się tacy, którzy stwierdzą, że ludzie o przeciętnej inteligencji nie są nam potrzebni, bo nasz gatunek powinien się składać jedynie z najwyższych form inteligencji.
Spodziewamy się, że szkodliwy wpływ ekranów jest związany z ekspozycją na smartfony, iPady. Tymczasem w Pani książce przeczytałam, że i dorośli i dzieci o wiele gorzej zapamiętują treści czytane na czytniku niż w papierowej książce.
Nasza pamięć działa inaczej w interakcji z ekranem. Papier sprawia, że bardziej zanurzamy się w lekturze, lepiej zapamiętujemy jej treść, a w efekcie rozbudowujemy naszą wiedzę ogólną. Z książkami papierowymi wchodzimy też w głębszą relację – Susan Sontag mówiła o nich: moi przyjaciele.
Kiedy rodzic czyta dziecku papierową książkę, tworzy się między nimi magiczny moment współdzielenia uwagi, interakcji, fizycznej obecności, bezpieczeństwa związanego z powtórzeniem. Wciąż przecież najlepiej przewiduje się rozwój umiejętności czytania u dziecka w przyszłości na podstawie tego, jak często rodzic czytał mu w dzieciństwie.
Choć sama zabieram kindla w każdą podróż, to gdy chcę coś dobrze zrozumieć i zapamiętać, sięgam po książkę papierową. Wszyscy powinniśmy stosować naprzemiennie oba te rodzaje czytania.
Ale czy wciąż potrzebujemy wiedzy ogólnej, skoro jest ona teraz na wyciągnięcie palca?
To prawda, że z jednej strony wiedza jest bardzo dostępna, jak nieskończony magazyn. Jednak korzystając z niego, sięgamy do repozytorium wszystkiego, czego dowiedzieliśmy się do tego momentu naszego życia – wszystkie informacje przetwarzamy w kontekście tego, co już wiemy i co potrafimy zrobić.
Dlatego im większa nasza wiedza ogólna, tym lepiej rozumiemy to, co czytamy, i tym bardziej potrafimy dostrzegać zasadne analogie i oceniać informację. Nasze zasoby wiedzy ogólnej są krytycznie ważne dla całego tego procesu. Wiedza ogólna stanowi podstawę wychodzenia poza własną perspektywę, podstawę krytycznego myślenia. Marcel Proust napisał, że istotą aktu czytania jest przekroczenie mądrości autora, by odnaleźć swoją własną.
To szczególnie istotne w dobie nadmiaru informacji i braku umiejętności ich krytycznej oceny – prawda jest dziś bardziej zagrożona niż w czasie, gdy pisałam książkę. Kiedy zabito pielęgniarza Aleksa Pretty’ego, sekretarz prezydenta USA powiedział, że strzelano do niego, bo był uzbrojony. Mimo że na własne oczy mogliśmy zobaczyć na filmach udostępnionych w mediach społecznościowych, że to, co trzymał w ręce, to był telefon – nie broń.
Powiedziała Pani, że musimy zbudować dwujęzyczne mózgi. Co to znaczy?
Nie chcę nawoływać do porzucenia ekranów – to byłoby nieracjonalne. Jednak równie nieracjonalne jest twierdzenie, że wystarczy nam tylko nauczanie cyfrowe. Dlatego sądzę, że musimy znaleźć sposób na włączenie edukacji cyfrowej w rozwój dzieci w taki sposób, by nie przejmowała ona kontroli nad ich umysłami. A do tego konieczne jest równoległe nauczanie różnych umiejętności, może na wzór tego, jak pracują w szkołach Reggio Emilia we Włoszech, gdzie dzieci czytają książki i budują z klocków Lego, ale mają też czas na naukę programowania i kodowania.
Wszystkie aktualne badania z USA, Singapuru, Tajwanu, Kanady, Norwegii, Hiszpanii, Włoch czy Izraela wykazują, że większa ekspozycja na technologie cyfrowe w młodym wieku wpływa na pogorszenie rozwoju mechanizmów uwagi i języka u dzieci w wieku 8-12 lat.
Dlatego kiedy ostatnio byłam w Korei i dowiedziałam się, że digitalizują tam wszystkie materiały drukowane, w każdym wywiadzie namawiałam ich do tego, by nie rezygnowali z książek w podstawówce, ponieważ to one stanowią podstawę głębokiego czytania. Musimy korzystać z materiałów drukowanych i cyfrowych równolegle przynajmniej do 12. roku życia.
Moja propozycja oparta jest na wynikach badań, ale można z nią dyskutować. Jej celem jest wywołanie refleksji nad tym, jak na nowo budować edukację. Jesteśmy w momencie wielkiej tranzycji – w historii było takich momentów wiele. Jednak tym razem mamy technologię i naukę, które pozwalają nam zrozumieć, z jakimi wyzwaniami mamy do czynienia, i zmierzyć się z nimi, zanim będzie za późno.

Maryanne Wolf – doktorka psychologii, neuronaukowczyni i psycholingwistka zajmująca się tym, co dzieje się w mózgu w trakcie czytania i dlaczego niektóre dzieci mają trudności z opanowaniem tej czynności. Opracowała programy diagnostyki i interwencji dla dzieci z dysleksją. Dyrektorka Center for Dyslexia, Diverse Learners and Social Justice na Uniwersytecie Kalifornijskim, współzałożycielka programu alfabetyzacji dzieci na świecie Curious Learning: A Global Literacy Initiative, autorka książek.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





















