Józef Wittlin. Zapomniany autor „Soli ziemi” i polski Odyseusz

Polak, Żyd, wygnaniec. Napisał jedną z najważniejszych powieści antywojennych II RP. Józef Wittlin, polski Odyseusz XX wieku, wciąż czeka na powrót do naszej pamięci.
Czyta się kilka minut
Józef Wittlin, Woodstock w stanie Nowy Jork, 1945 r. // Muzeum Literatury / PAP
Józef Wittlin, Woodstock w stanie Nowy Jork, 1945 r. // Muzeum Literatury / PAP

Tomasz Mann stwierdził, że „Sól ziemi”, antywojenna powieść z 1935 r., to jedno z niewielu „mitycznych i epickich” dzieł tamtej epoki. W 1939 r. dzięki niej rozważano Wittlina na kandydata do Nagrody Nobla, a dziś wciąż może śmiało stać na półce np. obok „Na Zachodzie bez zmian”. Różnica jest taka, że książka Ericha Marii Remarque’a wciąż funkcjonuje w sferze publicznej – także za sprawą jej niedawnej ekranizacji – natomiast powieść Józefa Wittlina została zapomniana.

Szkoda, bo to równie mocne świadectwo swoich czasów.

Józef Wittlin: Galicja, Lwów i wojna

Urodził się 130 lat temu: 17 sierpnia 1896 r., w dzierżawionym przez ojca majątku Dmytrów (dziś Ukraina, w obwodzie lwowskim). Syn Karola i Elżbiety z Rosenfeldów, zasymilowanej rodziny żydowskiej, lata szkolne spędził we Lwowie, w VII Gimnazjum. Szkoła ta, o profilu klasycznym, zaszczepiła w nim miłość do antyku, zwłaszcza Homera. Debiutował w 1912 r. wierszem na cześć Zygmunta Krasińskiego, a od 1913 r. publikował w lwowskim „Słowie Polskim”.

Po wybuchu I wojny światowej zgłosił się w sierpniu 1914 r. do Legionu Wschodniego, który jednak już we wrześniu został rozwiązany (na skutek zajęcia Lwowa przez Rosjan i sporów w polskich środowiskach). Pojechał do Wiednia, gdzie zaczął studia. Tu poznał literatów Josepha Rotha (zaprzyjaźnili się), Rainera Marię Rilkego, Karla Krausa.

W 1916 r. wcielony do c.k. armii, miał trafić na front włoski, ale zapadł na szkarlatynę. Po wyleczeniu służył na tyłach, jako tłumacz w obozie dla włoskich jeńców. Zwolniony we wrześniu 1918 r. z powodu stanu zdrowia, wrócił do Lwowa, by kontynuować studia filozoficzne; zapisał się też na filologię polską. Studia przerwały polsko-ukraińskie walki o Lwów (nie brał w nich udziału, o czym za chwilę).

Poezja, Skamander i włoskie fascynacje

W latach 1919-21 uczył w szkołach średnich we Lwowie. W 1920 r. opublikował zbiór wierszy „Hymny”, w którym nie krył swej antywojennej postawy. Dzięki temu tomikowi stał się rozpoznawalny. Związany najpierw ze środowiskiem ekspresjonistów, już w 1920 r. nawiązał  współpracę ze „Skamandrem”, a w 1924 r. z „Wiadomościami Literackimi”.

W 1921 r. przeniósł się do Łodzi, gdzie pracował w Teatrze Miejskim jako kierownik literacki. W 1925-26 przebywał jako stypendysta rządowy we Włoszech, gdzie zbierał materiały do książki o św. Franciszku (pobyt ten wpłynął istotnie na jego duchowość). W 1927 r. zamieszkał w Warszawie. Podróżował też do Francji, aby zbierać materiały z okresu I wojny światowej do powieści „Sól ziemi”.

Kultura śródziemnomorska fascynowała go przez całe życie. Pisał eseje poświęcone kulturze antycznej i nowoczesnej, a także literaturze polskiej i obcej. W 1933 r. wydał tom esejów „Etapy”; znalazły się tu relacje z jego podróży. Widać w nich optymizm, radość życia.

„Sól ziemi”: wielka powieść antywojenna

To jego najsłynniejsze dzieło: powieść „Sól ziemi”, wydana w końcu 1935 r. (już z datą 1936). Pracował nad nią 10 lat. Należy ona do najwybitniejszych osiągnięć kultury międzywojnia, a dzięki licznym przekładom wpisała się w nurt europejskiej literatury antywojennej po I wojnie światowej – razem z takimi bestsellerami, jak książka Remarque’a czy „Przygody dobrego wojaka Szwejka” Jaroslava Haška.

Maria Janion pisała, że zrozumiały dla czytelników spoza Polski sens tego utworu mógł wybrzmieć dzięki temu, że Wittlin nie skorzystał z żadnego z „tradycyjnie polskich” literackich sposobów przedstawiania wojny. Nie sięgnął po wzorzec romantyczny (walka wyzwoleńcza) ani sienkiewiczowski (wojna jako męska przygoda). Zamiast tego buduje jej uniwersalny obraz: katastrofy, która pożera jednostkę.

Bohaterem powieści jest dróżnik kolejowy na granicy imperiów habsburskiegorosyjskiego, wcielony do c.k. armii. Wittlin przedstawia tu doświadczenie będące udziałem ok. 3,5 mln Polaków, powołanych do armii carskiej, pruskiej i austriackiej. 

Powieść, która mogła dać Nobla

Wittlin podszedł do tematu wojny nową, własną drogą. To nie optyka herosów Homera, ale zwykłego człowieka: machina wojny staje naprzeciw pozornie prostej postaci jego bohatera. Pozornie, bo jego zdziwienia i nieporadne reakcje budują dystans do wydarzeń wojennych. To opowieść o końcu epoki, załamaniu się porządku świata.

„Sól ziemi” zyskała w Polsce ogromne powodzenie. Wittlin otrzymał za nią w 1936 r. nagrodę redakcji i czytelników „Wiadomości Literackich”. Rok później uhonorowano go Złotym Wawrzynem Polskiej Akademii Literatury. Powieść szybko zdobyła też uznanie poza Polską. Mówili o niej Tomasz Mann, Gabriel Marcel, Alfred Döblin. W 1939 r. Wittlin został nominowany za nią do literackiego Nobla (otrzymał ją fiński pisarz Frans Eemil Sillanpää; potem w latach 1940-43 nagrody nie przyznawano). 

„Sól ziemi” miała zapoczątkować trylogię pt. „Powieść o cierpliwym piechurze”. Niedoszłej – także za sprawą kolejnej wojny, której nadejście Wittlin przeczuwał.

Los Odyseusza

Cofnijmy się nieco. Już w szóstej klasie gimnazjum, w 1914 r., Wittlin zaczął pracę nad przekładem „Odysei”. Odtąd towarzyszyła mu całe życie. Gdy został powołany do c.k. armii, zabrał dwie książki: Biblię i „Odyseję”.

Jego pierwsza wersja tłumaczenia ukazała się w 1924 r. Wittlin osadził ją w realiach Europy po Wielkiej Wojnie. Bo dla niego epos Homera był wiecznie aktualny. W przedmowie pisał: „Wszyscy jesteśmy żeglarzami, wszyscy jesteśmy wędrowcami po niezmierzonym oceanie życia i wszyscy dążymy do praojczyzny naszej, co leży za morzem, za morzem, kędy mniemamy odnaleźć gniazdo szczęścia”. W innym miejscu patetycznie pisze: „Każde z Was jest Odyssem, a oto historia Waszej tułaczki!”.

Józef i Halina (z zawodu nauczycielka, rodem z Łodzi) pobrali się w 1924 r. Tu na zdjęciu wkrótce po ślubie, w ukochanym Lwowie pisarza // Muzeum Literatury / PAP

Na tym przekładzie nie poprzestał. W 1931 r. ukazało się drugie tłumaczenie, zmienione. Potem kolejna wojna stała się inspiracją, by przekład aktualizować: językowo (oczyszczając z naleciałości młodopolskich) i na poziomie znaczeń. Utwór, który opowiadał wcześniej o tułaczce uczestnika Wielkiej Wojny, stał się głosem emigranta, Żyda uciekającego przed Holokaustem. Ta trzecia wersja ukazała się w 1957 r.

Tymczasem los Wittlina zaczął przypominać los Odyseusza. Chcąc nie chcąc, stał się archetypem: poetą wygnańcem, Żydem wiecznym tułaczem, Odyseuszem właśnie (na marginesie: w jego dorobku translatorskim znalazł się też przekład starobabilońskiego eposu „Gilgamesz”, a także przekłady z niemieckiego, angielskiego, włoskiego i hiszpańskiego).

Żyd i Polak. Podwójna tożsamość

Czuł się Polakiem, ale korzenie zaciążyły na jego życiu. Będąc, jak pisał, „w swej świadomości (...) kompletnie i głęboko Polakiem”, mówił o sobie: „Ja, Józef Wittlin, z pokolenia Judy”. Stwierdzał, że „dla Polaków jest za bardzo żydowski, a dla Żydów za bardzo polski”.

Swoją odrębność uświadomił sobie we Lwowie w listopadzie 1918 r., gdy po odwrocie sił ukraińskich z miasta miał miejsce pogrom ludności żydowskiej (oskarżanej o sprzyjanie Ukraińcom). Walki o Lwów unaoczniły Wittlinowi nie tylko brutalność konfliktu etnicznego, ale też nowy dyktat nacjonalizmu, prowadzący do rozpadu społeczności, jaka zgodnie żyła w monarchii habsburskiej. 

Pisał: „W owych pamiętnych dniach listopadowych 1918 roku, jak każdy mieszkaniec Lwowa, postawieni zostaliśmy wobec kategorycznego pytania: czy Lwów ma być polski, czy ukraiński? Trzeciego wyjścia z sytuacji nie było, na ulicach Lwowa już strzelano. Obaj pacyfiści – śp. przyjaciel mój Jan Stur [poeta – red.] i ja – odpowiedzieliśmy bez namysłu: polski. W takim razie należało popierać tę wojnę, która już była faktem dokonanym. Nie uczyniliśmy tego. Nasz sentymentalny patriotyzm za mocno kolidował z pacyfizmem. (...) W końcu padliśmy ofiarą tragicznego rozdwojenia, z którego jedynym wyjściem była poezja”.

Nagonka i widmo Berezy Kartuskiej

Chyba najbardziej był zżyty z Żydami pochodzącymi jak on z Galicji Wschodniej. Do jego przyjaciół należeli pianista Mieczysław Horszowski, malarz i rzeźbiarz Zygmunt Menkes i pisarze, jak Roth. Drugi krąg znajomych to twórcy jak on zafascynowani grecko-rzymskim antykiem: Stanisław Vincenz, Jerzy Stempowski, Jan Parandowski.

W końcu lat 30. odczuł boleśnie, co znaczy pochodzenie. Razem z przyjaciółmi Antonim Słonimskim i Julianem Tuwimem stał się ofiarą antysemickiej nagonki, oskarżony o defetyzm. W wyniku interpelacji poselskiej minister spraw wojskowych wystąpił o osadzenie obu poetów i Wittlina w obozie w Berezie Kartuskiej, na podstawie oskarżenia o działalność antypaństwową (wykonanie odroczono).

Józef Wittlin (w środku) jako laureat nagrody „Wiadomości Literackich”. Od lewej: Wojciech Bąk, Ferdynand Goetel, Zofia Nałkowska, Wittlin, Kazimiera Iłłakowiczówna, Światopełek Karpiński. Warszawa, 1936 r. // Narodowe Archiwum Cyfrowe

Wittlin rzadko odpowiadał na zaczepki nacjonalistycznej prasy. Jego strategia polegała na ignorowaniu krytyków. Ale w listach są świadectwa, że się nią bardzo przejmował. Pisał: „z własnego doświadczenia przedwojennego wiem, ile szkody mogą zrobić nagonki. Tuwim i Słonimski znosili je lepiej (...). Ja milczałem i połykałem najbardziej jadowite pigułki. Po dziś dzień leżą niestrawione w moim organizmie”.

Ambiwalentne emocje wobec własnego ocalenia

W lipcu 1939 r. Wittlin jedzie na Zachód. Lato 1939 r. spędza w opactwie Royaumont w Val-d’Oise, pracując nad kontynuacją „Soli ziemi”. Po wybuchu II wojny światowej, po wielu staraniach w 1940 r. do Paryża docierają jego żona Halina (małżeństwem byli od 1924 r.) i 8-letnia córka Elżbieta. 

Wraz z agresją III Rzeszy na Francję, zaczęła się ich nowa ucieczka. Pisarka Maria Danilewicz, wspominając exodus polskich uchodźców z Francji, pisała: „Jeden tylko człowiek (...) nie załamał się, bladł może tylko i mizerniał. Był nim Wittlin. Obserwowaliśmy go z podziwem, posądzając naprzód o niedocenianie grozy sytuacji, to znów o żelazną siłę woli. A on – był po prostu sobą, jakimś rezerwuarem spokoju i franciszkańskiej dobroci”.

Po upadku Francji przedostali się całą rodziną do Portugalii, a stąd w styczniu 1941 r. do USA. Osiedli w Nowym Jorku. 

Do własnego ocalenia – gdyby nie opuścił Polski w lipcu 1939 r., możliwe, że zginąłby w Holokauście – Wittlin miał ambiwalentne odczucia. Córce przypominał: „ile wdzięczności winna jesteś Bogu za to, że cię wybrał z milionów dzieci polskich i żydowskich i pozwolił wywieźć twe niewinne życie z piekła na ziemi i z czyśćca. Całym życiem winniśmy spłacać ten dług zaciągnięty wobec naszych przyjaciół znanych i nieznanych w Europie”. 

W innym miejscu pisał: „Właściwie to jest podłe uczucie, widzieć dookoła siebie zagładę, a samemu być ocalonym. (...) Czy warto jeszcze żyć na świecie, który już nie istnieje?”. 

Wittlin na emigracji. Pisarz-wygnaniec w USA

Po 1945 r. postanowił nie wracać do pojałtańskiej Polski. Ale w USA czuł się obco, nie był w stanie stworzyć kontynuacji „Soli ziemi”, o czym marzył. Jacek Hajduk pisze, że „To Ameryka uczyniła Wittlina w pełni Odyseuszem”.

Był aktywny. W 1946 r. wydał tom „Mój Lwów”, jeden z najpiękniejszych hołdów literackich, jakie złożono temu miastu. W 1963 r. zaś tom esejów „Orfeusz w piekle XX wieku”, rodzaj autobiograficznego portretu. Publikował w londyńskich „Wiadomościach” (m.in. przekłady europejskiej literatury) i paryskiej „Kulturze”. Współpracował z Rozgłośnią Polską Radia Wolna Europa – nadającą z Monachium, dla Polaków w kraju była oknem na świat, a przez komunistów znienawidzona. 

W 1956 r. podpisał apel do pisarzy na emigracji o niepublikowanie w PRL-u, a na przełomie 1975/76 list pisarzy polskich na emigracji („List 59”), którzy solidaryzowali się z sygnatariuszami krajowego protestu przeciw zmianom w konstytucji PRL. 

Stronił od konfliktów, pomagał młodym twórcom. W kręgu jego przyjaciół byli Kazimierz Wierzyński, Jan Lechoń, Hermann Kesten.

Zmarł 50 lat temu, 28 lutego 1976 r. Spoczął na Cemetery of the Gate of Heaven w Nowym Jorku. Za jego życia jego utwory nie były publikowane w PRL, ukazały się dopiero po śmierci (w dużym stopniu dzięki Zygmuntowi Kubiakowi).

Duchowe poszukiwania i chrzest

Wittlin całe życie szukał trwałych, uniwersalnych wartości. Bliski był mu franciszkański ideał chrześcijaństwa, ubogiego i tolerancyjnego. Zaś jego duchowe poszukiwania zwieńczył chrzest w wieku 57 lat. Przyjęcie chrześcijaństwa było wtedy odbierane przez innych Żydów jako odcięcie się od korzeni.

Jak pisze Jacek Hajduk: „Odyseusz, Żyd Wieczny Tułacz, franciszkanin, c.k. patriota, lwowianin, Polak. Wittlin pozostał do końca człowiekiem o wielu tożsamościach. Do końca też nie pogodził się z tym, że jedna z tych tożsamości – będąc najpierw przyczyną jego ucieczki z ojczyzny, a potem boleśnie uwierającym cierniem – została de facto zanegowana”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 23/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Odyseusz z Galicji