Decyzja prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, aby nadać imię „Bohaterów UPA” jednemu z oddziałów Sił Zbrojnych Ukrainy, nie wynika z braku wyobraźni politycznej. Jest to działanie świadome i wyrachowane.
Głowa państwa ukraińskiego i jego otoczenie nie mogli nie zdawać sobie sprawę z konsekwencji takiego kroku dla relacji z Polską. Szczególnie, że niejednokrotnie byli przed tym przestrzegani przez stronę polską, zaś w administracji prezydenckiej i rządowej w Kijowie nie brakuje osób, które doskonale znają nasz kraj – jak choć Andrij Sybiha, szef tamtejszej dyplomacji.
Korzyści dla Zełenskiego z oburzenia w Polsce
Mimo tego Zełenski, który znajduje się dziś w trudnej sytuacji wewnętrznej i potrzebuje jakoś „przykryć” skandale korupcyjne w swoim najbliższym otoczeniu, uznał, że jest gotów zapłacić cenę za pogorszenie stosunków z Polską.
Jest to bowiem dla niego kwestia drugorzędna wobec korzyści, jakie przynosi mu – oczekiwana – wielka mobilizacja społeczeństwa ukraińskiego „wokół flagi” w sytuacji, gdy jego decyzja spotkała się w Polsce z falą autentycznego gniewu. Te korzyści już widać. Rzut oka na ton ukraińskich dyskusji w mediach i sieciach społecznościowych nie pozostawia wątpliwości – Ukraińcy walnie stanęli po stronie swojego Zełenskiego. Zaś możliwość odebrania mu Orderu Orła Białego potraktowali osobiście.
Konsekwencje oportunizmu Zełenskiego
Nie po raz pierwszy ukraińscy politycy nie biorą pod uwagę polskiej wrażliwości, czy też demonstracyjnie ją lekceważą. Coraz bardziej widoczne jest, że nauczyli się instrumentalizować kwestię relacji z Polską do swoich celów wewnątrzpolitycznych.
Ceną za to jest ochłodzenie relacji polsko-ukraińskich – na niecały miesiąc przed wielką międzynarodową konferencją o odbudowie Ukrainy w Gdańsku, którą premier Donald Tusk ma otworzyć wspólnie z Zełenskim.
Konsekwencją oportunistycznej polityki Zełenskiego jest również dalsze rozczarowanie społeczeństwa polskiego Ukrainą, a w efekcie dalszy spadek doń sympatii społeczeństwa polskiego.
Polska i Ukraina są skazane na konflikt pamięci
To wszystko ma miejsce w czasie egzystencjalnej wojny z Rosją i jest ostatnią rzeczą, której potrzebuje zarówno Kijów, jak i Warszawa. Nie ma wątpliwości, że Kreml zaciera ręce z radości. W sytuacji ogromnych emocji społecznych, jakie po ponad 80 latach wciąż budzi Zbrodnia Wołyńska, zachowanie prezydenta Ukrainy – po raz nie wiadomo już który – przypomina słonia w składzie porcelany.
Realistyczna analiza podpowiada, że oba nasze kraje skazane są na trwały konflikt pamięci. Nikt nie wie, jak rozbroić tę historyczną „minę”, demolującą nasze relacje dwustronne. A czasami, jak widać dzisiaj, zwyczajnie nie chce.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















