Jestem Hania, a to moja historia. W wieku 13 lat zachorowałam na depresję. Cięłam się i biłam, żeby mniej czuć, jak boli. Potem przyszedł strach i zmęczenie. Ataki paniki do nieprzytomności. Podejrzenie dwubiegunowości. W światowy dzień walki z depresją proszę, nie bądź obojętny, nie bądź sam”.
Hanna Kmieciak, córka Błażeja Kmieciaka, opublikowała swoją historię w mediach społecznościowych w 2023 r. „Proszę o przemyślenie, nie ocenianie. Na celu mam poszerzenie świadomości, że depresja to nie smutek, to nie wymysł, to nie wada – to choroba. Patrzcie na waszych bliskich, od 2021 r. samobójstwo popełniło średnio ponad 5,2 tys. osób. Zadbaj o uśmiech swój i swoich bliskich, pomóż gdy tego potrzeba” – napisała. I podała numery telefonów zaufania, z których mogą skorzystać osoby w kryzysie.
– Tej choroby nie można zobaczyć w wynikach badań, nie da się jej zlokalizować w ciele, odpowiedzieć na pytanie o przyczyny. Nagle pojawia się tajemnica, która dotyczy najbliższej nam osoby – mówi Błażej Kmieciak, który przez lata pracował m.in. jako rzecznik praw pacjenta szpitala psychiatrycznego, przewodniczący Państwowej Komisji ds. pedofilii, a od 2025 r. główny koordynator ds. ochrony zdrowia psychicznego w Biurze Rzecznika Praw Pacjenta.
Gdy pytam o tamten czas, opisany przez jego córkę, dobiera słowa ostrożnie. – Trwała pandemia. Hania przez jakiś czas właściwie nie wychodziła z pokoju. Nie było momentu, żebym nie chciał do niej wejść i być obok. Jednocześnie wiedziałem, że ona całą sobą krzyczy, żeby zostawić ją w spokoju. To jest trudne, bo każda sytuacja jest inna i każda zależy od specyfiki choroby. Ale być może nawet wtedy, gdy dziecko mówi, żebyśmy „wypieprzali”, w głębi myśli i czuje: „bądźcie” – opowiada Kmieciak.
I dodaje: – Przez cały ten czas sprawdzałem, czy ona tam jeszcze jest. Czułem, że potrzebuje wsparcia. Po latach wiem, że my – bliscy chorujących – też go potrzebujemy. Ale o ile telefony wsparcia dla dzieci są, to jako dorosły mężczyzna, który przeżywa własny kryzys, nie wiedziałbym, gdzie zadzwonić po pomoc.
Zaburzenia psychiczne diagnozuje się dziś coraz szybciej i leczy coraz skuteczniej. Przestają one też powoli stanowić tabu: jeśli chorujący decydują się publicznie opowiedzieć o tym, czego doświadczają, możemy poznać ich perspektywę. Jest jednak jeszcze jedno doświadczenie, równie ważne – ich bliskich. Rodziców, partnerów, dzieci, rodzeństwa.
Jak ci, którzy wspierają chorujących, mogą zadbać o siebie?
Co mówi raport „Kondycja psychiczna mieszkańców Polski”
– Co czwarty dorosły w Polsce doświadczył zaburzeń psychicznych. Mówimy więc o ponad ośmiu milionach osób – podsumowuje dr Jacek Moskalewicz, redaktor naukowy wspólnie z prof. Jackiem Wciórką raportu „Kondycja psychiczna mieszkańców Polski”, który ukazał się w 2021 r. i jest najobszerniejszym i jednym z największych na świecie badaniem na ten temat.
Badacze z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie już po raz drugi koordynowali kompleksowe badanie stanu zdrowia psychicznego społeczeństwa i jego uwarunkowań – EZOP. Wyniki poprzedniej edycji poznaliśmy ponad dekadę wcześniej.
W pierwszej edycji badacze skoncentrowali się na osobach w wieku produkcyjnym, w drugiej poszerzyli zakres i wyodrębnili trzy grupy – dzieci do 6. roku życia, dzieci i młodzież w wieku 7-17 lat oraz dorosłych. Najpierw uczestników badania wylosowano z rejestru PESEL, potem ankieterzy umawiali się z wylosowanymi, którzy zgodzili się na udział w badaniu, na wywiady twarzą w twarz. Łącznie wzięło w nich udział ponad 12 tys. dorosłych, ponad 2,2 tys. dzieci i młodzieży w wieku 7-17 lat oraz ok. tysiąca rodziców wylosowanych dzieci do szóstego roku życia z całej Polski. Średni wywiad z dorosłymi uczestnikami badania trwał półtorej godziny, ale zdarzały się wielogodzinne.
– Skala zaburzeń i chorób psychicznych nas zaskoczyła, choć już wyniki pierwszej edycji EZOP-a uwidoczniły problem. Osiem milionów, o których mówimy, to liczba osób, które choć raz w życiu doświadczyły zaburzenia psychicznego. Szacujemy, że od dwóch i pół miliona do trzech przeżyło kryzys psychiczny w roku poprzedzającym badanie – mówi Moskalewicz. – Skala może być jednak większa, bo do tych, którzy właśnie chorują, najtrudniej dotrzeć. Także dlatego, że rodzina roztacza nad nimi parasol ochronny.
Ankieterzy pytali o choroby i zaburzenia psychiczne: depresję, epizody manii, zaburzenia lękowe, także ataki paniki, fobie, tendencje samobójcze. O chroniczne zmęczenie, zaburzenia odżywiania, natrętne myśli, czynności kompulsywne. Także o nadużywanie alkoholu i substancji psychoaktywnych. O objawy psychotyczne, hospitalizację z powodu zaburzeń psychicznych, przyjmowanie leków. Czyli o całe spektrum chorób, zaburzeń, objawów.
– Wśród najczęściej wymienianych dominowały dwie kategorie: nadużywanie substancji, zwłaszcza alkoholu, i zaburzenia nerwicowe, głównie lęki i fobie – podsumowuje Moskalewicz. – Co ważne, tzw. treatment gap, czyli różnica między tymi, którzy przeżywają kryzys psychiczny, a tymi, którzy w związku z tym podejmują leczenie, wynosi w Polsce blisko 80 proc. To oznacza, że specjalistyczną pomoc otrzymują zaledwie dwie osoby na dziesięć.
W wywiadach z dorosłymi uczestnikami badań nie uczestniczyli członkowie rodzin. Nie mamy więc danych dotyczących ich przeżyć i doświadczeń. Jednak autorzy opracowania zwracają uwagę na kilka wniosków, które pośrednio dają obraz sytuacji rodzinnej osób chorujących psychicznie.
Grupy narażone na kryzysy psychiczne
O kryzysach psychicznych mówią równie często kobiety, jak i mężczyźni. Wzrost liczby kryzysów i zaburzeń zbiega się z kilkoma istotnymi momentami w życiu.
Badacze zwracają uwagę na wiek 16-17 lat. – Młodzi ludzie kończą szkołę i nie zawsze są przygotowani psychicznie na podjęcie samodzielnej gry o własną przyszłość – mówi Moskalewicz. – Warto jednak pamiętać, że w tej grupie zaburzenia psychiczne są wciąż na niższym poziomie niż wśród osób w wieku 18-29 lat – dodaje.
Badacze zwrócili także uwagę na najmłodszych, czyli dzieci do 6. roku życia. W tej grupie wywiadów udzielali rodzice dzieci i dotyczyły one nie tyle kryzysów psychicznych, ile zaburzeń rozwojowych. – Wynika z nich, że nie ma znaczącej różnicy między chłopcami i dziewczynkami. Zaskoczyło nas jednak to, że zaburzeń rozwojowych u dzieci wychowanych na wsi było dwukrotnie więcej niż u dzieci z miast – przyznaje Moskalewicz. – Być może to sygnał, że na wsiach wciąż brakuje instytucji, które w miastach kompensują niedostatki czy braki kompetencyjne rodziców.
Autorzy raportu zaobserwowali też ważną zmienną wśród seniorów, często wymienianych jako grupa znacznego ryzyka.
– Wiemy, że zagrożenie zaburzeniami psychicznymi rośnie wraz z wiekiem. Gdy jednak rozbiliśmy okres po 60. roku życia na pięcioletnie etapy, okazało się, że najwięcej osób, które deklarują problemy psychiczne, jest tuż po 65. roku życia, co zbiega się z okresem przejścia na emeryturę. Po 70. roku liczba zaburzeń psychicznych przestaje rosnąć – mówi Moskalewicz.
W grupach ryzyka, co nie zaskakuje, są także osoby, w życiu których nastąpiły gwałtowne i trudne zmiany: straciły partnerów czy wypadły z rynku pracy.
Diagnoza choroby psychicznej zmienia całą rodzinę
Doświadczająca zaburzeń osoba zaczyna zachowywać się inaczej niż dotąd. Wcześniej chodziła do szkoły albo pracowała, prowadziła życie towarzyskie, dbała o siebie i swoje otoczenie, a teraz może obawiać się wyjść z domu. Staje się podejrzliwa. Może mieć urojenia. Mogą nie cieszyć ją rzeczy, które dotąd sprawiały przyjemność. Może przestaje dbać o siebie. Może mieć obniżony nastrój i codzienną aktywność. Objawów mogą być dziesiątki, w zależności od zaburzeń.
Domownicy, bliscy, partnerzy, przyjaciele zaczynają to zauważać. I nie zawsze rozumieją, co się dzieje.
– Zdarza się, że zmiany te są opisywane jako nerwicowe, a przez to mniej uchwytne, a co za tym idzie nie zawsze uznawane za takie, które warto skonsultować od razu z psychiatrą – mówi prof. Bogdan de Barbaro, psychiatra, psychoterapeuta i były kierownik Zakładu Terapii Rodzin Katedry Psychiatrii Collegium Medicum UJ i Katedry Psychiatrii. – Badania jednak pokazują, że w chorobach takich jak schizofrenia im krótsza droga do psychiatry, tym lepsze rokowania.
Co ważne, diagnoza choroby psychicznej sprawia, że przed zmianą staje cała rodzina. – Jeśli na schizofrenię zachorował młody człowiek, to jego rodzice będą musieli pogodzić się na przykład z tym, że może przerwać studia. I że pokładane w nim nadzieje mogą się okazać niemożliwe do zrealizowania. W tym sensie wraz z pojawieniem się choroby musi nastąpić pewien reset relacji – mówi prof. de Barbaro. – Ale to nie ma być kapitulacja w tej relacji, tylko dostosowanie jej do nowych warunków.
Prof. Dominika Dudek, psychiatra, kierowniczka Katedry Psychiatrii i Psychoterapii oraz Kliniki Psychiatrii Dorosłych Collegium Medicum UJ, która specjalizuje się m.in. w zaburzeniach depresyjnych, porównuje sytuację osób z depresją – za Antonim Kępińskim – do znajdowania się w głębokiej studni. Człowiek chory czuje się samotny. I choć docierają do niego promyki światła i głosy radosnych ludzi, wie, że nie może się wydostać. Więc radosne głosy bywają tym boleśniejsze.
Wśród tych głosów są także głosy najbliższych i ich codzienność, w której chorujący dotąd uczestniczył i z której się powoli wycofywał. Brak jego obecności, zainteresowania, chęci udziału w tym, co dla rodziny ważne, także smutek, czy wręcz przeciwnie – niemiłe, a nawet agresywne nastawienie i reakcje wywołane chorobą, są dla najbliższych źródłem niepokoju o bliskiego i własnego cierpienia.
– Jeśli choruje pacjent, choruje cała rodzina. Nie da się zrobić tak, by choroba nie odbijała się na życiu rodzinnym. Na początku najbliżsi, którzy obserwują zmiany w zachowaniu osoby chorej, mogą je wypierać. Mogą nawet zaprzeczać diagnozie albo szukać alternatywnych metod leczenia – mówi prof. Dudek. – Od samego początku rolą psychiatry jest zapewnić rodzinie takie wsparcie, dzięki któremu nie będą czuli, że siedzą na beczce prochu. I że nawet w najcięższych chorobach psychicznych możliwe jest zaleczenie objawów i życie z chorobą.
I podkreśla: – A także ciągłe zachęcanie, by, na ile to możliwe, nie żyć tylko chorobą. By zauważać pozostałych członków rodziny. By nie rezygnować ze spotkań z przyjaciółmi i z pasji. Wreszcie: by w samym chorym widzieć te wszystkie cechy, za które go lubiliśmy i które, mimo choroby, ciągle ma.
Co przeżywają bliscy osób cierpiących psychicznie
Znów: dalsze scenariusze będą zależeć od wielu czynników. Od relacji w rodzinie. Od rodzaju zaburzenia psychicznego. Od przebiegu leczenia. Są jednak pewne emocje, które towarzyszą najbliższym szczególnie na początku – gdy obserwują pierwsze objawy i dostają diagnozę.
Zaczyna się od tego, że najbliżsi próbują zrozumieć, co się dzieje. Czytają, czym jest choroba i jakie ma konsekwencje. Próbują przełożyć to, czego doświadczają, na własne wyobrażenia. Zwłaszcza, jeśli to dotyczy ich dzieci, a także starszych rodziców, za zdrowienie których czują się tym bardziej odpowiedzialni.
Prof. Barbara Józefik, psycholożka i psychoterapeutka, która zajmuje się zaburzeniami jedzenia, na ich przykładzie wyjaśnia, jak radzą sobie z diagnozą rodzice. – Na początku mogą nie rozumieć zachowania dziecka. Zastanawiają się, jak to możliwe, że ich córka, która dotąd rozwijała się prawidłowo, nagle zaczęła robić coś wbrew biologii i ze szkodą dla siebie samej. Jak może odmawiać sobie jedzenia, gdy jest głodna? Albo dlaczego ma nie zjeść czegoś, co dotąd bardzo lubiła? – opowiada.
Na dalszych etapach choroby rodzice mogą poczuć, że tracą wpływ na sytuację. Racjonalne argumenty dotyczące zdrowego odżywiania, usilne prośby o zjedzenie obiadu czy nawet presja wywierana na dziecko już nie działają.
– Doświadczają niemocy i braku poczucia bezpieczeństwa – wyjaśnia Józefik. – Przede wszystkim przeżywają jednak ogromny lęk, bo zaczynają zdawać sobie sprawę, że to poważna choroba, która nieleczona może zakończyć się śmiercią.
Prof. Józefik zwraca też uwagę na to, jak choroba zmienia relację rodziców z dzieckiem: – Rodzice przyznają, że z dzieckiem, którego nie rozumieją, nie potrafią nawiązać takiej bliskości, jaką mieli dotychczas. A nierzadko tracą do niego także zaufanie, bo zauważają, że w kwestii jedzenia są regularnie okłamywani. Utrata bliskości, zaufania i brak zrozumienia wewnętrznego świata dziecka – wszystko to jest doświadczeniem traumatycznym – przyznaje.
Do tego dochodzi poczucie winy. Pojawiają się pytania: czy zawsze byłem, gdy dziecko mnie potrzebowało? Czy nie popełniłem błędów w wychowaniu? A może czegoś nie zauważyłem?
I nierzadko osamotnienie: – Bo nawet jeśli rodzice zaczynają rozumieć, w jakim potrzasku znalazło się ich dziecko, jak dalece doszło do zmian przeżywania własnego ciała i jak poważna jest to zmiana psychiczna, to nie zawsze potrafią znaleźć wsparcie w najbliższej rodzinie. Zawłaszcza u starszych rodziców, gdzie zderzają się z niedowierzaniem: „Co to znaczy, że nie chce jeść?”, „Nie potraficie jej zmusić?” – mówi prof. Józefik.
W wydanej po raz pierwszy w 1986 r., a potem wznawianej książce „Możesz pomóc. Poradnik dla rodzin pacjentów chorych na schizofrenię i zaburzenia schizotypowe”, pod redakcją Bogdana de Barbaro, Krystyny Ostoi-Zawadzkiej i Andrzeja Cechnickiego, autorzy zebrali kilkadziesiąt pytań, z którymi najczęściej zwracają się bliscy osób chorujących.
Oto kilka z nich:
„Od tygodnia u mego męża obserwuję wyraźne pogorszenie: przestał chodzić do pracy, nie rozmawia z nikim, prawdopodobnie ma halucynacje słuchowe. Kategorycznie odmawia kontaktu z lekarzem. Czy w tej sytuacji wskazany jest przymus hospitalizacji?”.
„Przed przyjęciem do szpitala moja córka usiłowała popełnić samobójstwo. Teraz już czuje się dobrze, ale obawiam się, by stan depresji i napięcia nie powrócił. Jak mogę rozpoznać stan, w którym istnieje zagrożenie samobójstwem?”.
„Zauważyłem, że mój syn w kontakcie ze mną stał się bardziej chłodny i nieżyczliwy. Jak sobie radzić z uczuciem, że moje dziecko mnie nie potrzebuje, a nawet, że przestało mnie kochać?”.
– To, co przeżywa rodzina, gdy bliski zaczyna chorować psychicznie, to swego rodzaju ciężar emocjonalny, brzemię, które muszą dźwigać bliscy osoby chorującej – mówi prof. de Barbaro. – Dużo zależy w tym procesie od lekarza, który powinien zaprosić pacjenta i jego najbliższych do życzliwej współpracy i stworzenia przymierza terapeutycznego. Chodzi o zachęcenie rodziców do przejścia od bycia oskarżonym do bycia współterapeutą. Samego rodzica też trzeba chronić, by nie był naduwikłany: żeby umiał zrozumieć przeżycia dziecka, ale wiedział też, kiedy potrzebna jest dodatkowa interwencja.
Postawa społeczeństwa wobec chorujących psychicznie
Najbliżsi chorujących zaczynają działać na wielu frontach. Z ich historii wyłania się obraz ciągłej czujności i niepokoju.
Starają się zrozumieć i wspierać samych chorujących. Reagują na objawy zaostrzenia czy nawrotu, a nierzadko także doglądają, by chory przyjmował regularnie leki. Starają się nie zaniedbywać innych relacji w rodzinie – przede wszystkim nie tracić z pola widzenia pozostałych dzieci, które mogą czuć się odtrącone skupieniem uwagi na chorującym. Są przy okazji jak rzecznicy rodziny – oceniają, którymi informacjami o tym, co przeżywają w związku z chorobą, można podzielić się z dalszymi krewnymi i znajomymi.
To tym trudniejsze, że – jak podkreślają eksperci – w społeczeństwie wciąż istnieje obawa przed psychiatrą i poczucie wstydu w związku z chorobą. – Znam takie sytuacje, że rodzice kogoś, kto przebywa w szpitalu, nie chcą własnemu rodzeństwu powiedzieć, co dzieje się z ich siostrzeńcem czy bratankiem – mówi prof. de Barbaro.
I dodaje: – To częsty dylemat – otwierać informacje o chorobie dla dalszej rodziny czy trzymać je w tajemnicy. Dużo będzie zależało od tego, jaki rodzaj relacji jest między rodzicami a dalszymi krewnymi. Ile jest bliskości, otwartości, szczerości, życzliwości w tych relacjach, a ile rywalizacji, napięcia, niechęci czy wrogości. Warto podkreślić, że proces stygmatyzacji i wykluczania społecznego dotyczy głównie pacjentów, ale także rodziców i innych bliskich, a nawet samych lekarzy psychiatrów.
Potwierdzają to wyniki badań. Między pierwszą a drugą edycją badań EZOP minęła dekada, podczas której o chorobach psychicznych zaczęliśmy rozmawiać publicznie. Poszerzyła się dostępna wiedza, kosztem mitów i szkodliwych wyobrażeń.
– To było zaskakujące, ale między oboma edycjami EZOP-a zaobserwowaliśmy wzrost postaw dystansujących wobec osób chorujących psychicznie – mówi dr Jacek Moskalewicz. – Trudno to wyjaśnić. Być może ostatnie lata zwiększyły ogólną niechęć do „Innych” – migrantów, osób odmiennej orientacji seksualnej, a także osób, które chorują psychicznie.
Z badania EZOP II wynika, że tylko 12,7 proc. osób zgodziłoby się, by nauczycielem ich dziecka była osoba, która chorowała psychicznie i leczyła się w szpitalu psychiatrycznym. A opiekunką dla dziecka: jedynie 9,8 proc. Ponad 80 proc. nie chciałaby, żeby w ich rodzinie pojawiła się synowa lub zięć, którzy cierpią z powodu zaburzeń psychicznych. 56,3 proc. nie chce takiego sąsiada. Zdecydowana większość nie chciałaby też posła czy księdza, którzy leczyli się w szpitalu psychiatrycznym.
Jak zmienia się życie, gdy choruje dziecko
Jest zwłaszcza jedna sytuacja, która sprawia, że cała rodzina przechodzi w tryb kryzysowy. Opowiadają o niej dwie matki dorosłych dzieci chorujących psychicznie, z którymi spotykamy się tuż przed zajęciami terapeutycznymi dla bliskich dotkniętych tym problemem (podobne grupy działają w wielu miastach).
Pani Lucyna mówi o córce, którą zostawiała dzisiaj w niewielkiej miejscowości, żeby przyjechać na spotkanie. Opowiada o wczorajszym kryzysie i emocjach, które dalej w niej są. O rozmowie, której nie udało się dokończyć. O złości córki i jej agresji. O ciągłej huśtawce, zmianie nastrojów. O tym, że choruje od 20 lat. I tę opowieść przerywa, by pochwalić córkę za jej sukcesy: skończone studia, pasje, znalezioną, choć nie utrzymaną pracę. I wreszcie o tym, że córka odstawiła raz leki, gdy przeczytała na blogu znanej podróżniczki, że w depresji stosuje się nie leki, tylko placebo. I córka uznała, że w schizofrenii może być podobnie.
– Stron internetowych podważających choroby psychiczne i cierpienie samych chorych, a także leczenie, jest mnóstwo – mówi pani Lucyna. – Dlatego wielu z nas szuka konferencji, na które przyjeżdżają lekarze i eksperci, żeby dowiedzieć się jak najwięcej. I mieć merytoryczne argumenty.
Syn pani Haliny też rozchorował się 20 lat temu, gdy był na studiach. – Z młodego człowieka, który ma pasje i wychodzi ze znajomymi, stał się kimś, kto zamyka się w domu, przestaje o siebie dbać. Ten stan narastał i narastał – opowiada jego matka.
I mówi o tym, jak wraz z pojawieniem się choroby zmienił się człowiek, który był zawsze obok. Jak zmieniła się ich wspólna codzienność.
– To jest takie wyczekiwanie – mówi pani Halina. – Ciągłe obserwowanie w napięciu, jaka jest sytuacja. Czy już jest na tyle źle, że syn zagraża sobie lub innym i można wezwać karetkę i policję. Sama procedura jest okropna. Bo proszę sobie wyobrazić: syn jest w silnej psychozie, od dawna nie bierze leków. Nikt nie wie, co za chwilę zrobi. Dzwonimy z jego kolegą, który próbuje nas wesprzeć, po pogotowie i policję. Przyjeżdżają funkcjonariusze policji w pełnym umundurowaniu. Jak na taką sytuację ma zareagować osoba chora? I jak my, którzy ich wezwaliśmy, mamy się czuć?
– Jeśli pacjent nie chce się leczyć albo przerywa leczenie, pytam najbliższych, do kogo ten człowiek ma największe zaufanie? Odpowiadają na przykład, że do starszego brata. Radzę im wtedy, by starszy brat powiedział młodszemu: „Bracie, zrób to dla mnie i idź na jednorazową konsultację z lekarzem. Słyszę o twoim niepokoju, zauważam, że coś przykrego przeżywasz, ale proszę, idź, żeby się zorientować”. Na ogół pomysł z jednorazową konsultacją działa. Wtedy kwestią umiejętności konsultanta jest to, żeby namówić pacjenta na dalszy ciąg spotkań. Najpierw może ambulatoryjnych, a jeśli byłaby konieczność, szpitalnych – mówi prof. de Barbaro.
Dodaje: – Tak, to jest często kruche. Bo jeżeli ktoś będzie ogarnięty przekonaniem, że cały świat jest przeciwko niemu, jeżeli każdy gest będzie odczytywany przez pryzmat przeżyć urojeniowych, to wtedy także zaufanie do bliskich może być zrujnowane. Czasem uzyskuje się efekt mówiąc: „Bracie, może uważasz, że nie mam racji, ale zrób to dla mnie”.
A to istotne także z terapeutycznego punktu widzenia, bo – jak podkreśla – jeśli pacjent po pierwszym epizodzie choroby bierze leki i ma dobre relacje z rodziną, ryzyko nawrotu objawów w najbliższych dziewięciu miesiącach wynosi ok. 10 proc. Jeśli odmawia leczenia i ma złe relacje z rodziną – ponad 90 proc.
Na ważną zmianę, która zaszła w ostatnich dekadach, zwraca uwagę Agnieszka Lewonowska-Banach, wiceprezes Stowarzyszenia Rodzin Zdrowie Psychiczne, członkini zarządu Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Psychiatrii i Opieki Środowiskowej. Dorastała w małym miasteczku na Podlasiu, w którym był szpital psychiatryczny.
– To było w czasach, gdy pacjenci żyli przez wiele lat w takich placówkach, zlokalizowanych na uboczu miasta i funkcjonujących jak teren zamknięty – opowiada. – Dziś szpital wciąż dla wielu chorych jest koniecznością, ale dąży się do tego, żeby okres pobytu szpitalnego był jak najkrótszy. Dzięki odpowiedniemu leczeniu coraz więcej chorujących może funkcjonować w lokalnych społecznościach i przy ich wsparciu. Tym ważniejsza jest rola najbliższych i rodziny – mówi. – W stowarzyszeniu skupiliśmy się m.in. na aktywizacji osób z zaburzeniami psychicznymi na rynku pracy, mieszkaniach treningowych dla nich oraz grupach wsparcia, w których uczestniczą też rodziny.
Jak wspierać bliskich i stawiać granice chorobie
– Być może to najtrudniejsza część tej historii, ale zdarza się, że codzienność z osobą chorującą psychicznie jest na tyle trudna, że wsparcie lekarza czy psychoterapeuty jest potrzebne również bliskim tej osoby – mówi prof. Dudek. – Takie wsparcie, dzięki któremu osoby te nauczą się wyznaczać granice w relacjach z chorującym i zadbają o własny komfort psychiczny.
Podaje przykład z własnej praktyki z ostatnich dni: – Przyszła do mnie matka pacjenta, który nie zażywa leków i który jest na co dzień dla swoich najbliższych okrutny. Matka wielokrotnie wzywała policję, pogotowie, ale syn potrafi dysymulować i gdy przyjeżdżają lekarze, nagle jest spokojny i miły. Jedyne, co matka może wtedy zrobić, to pokazać zdjęcia zdemolowanego pokoju syna. Wsparcie dla niej jest więc równie ważne, co dla jej syna.
Na opowieści rodzin i ich doświadczenia nakłada się jeszcze jedna rzeczywistość: dostępność gabinetów psychoterapeutycznych i wydolność samego systemu opieki psychiatrycznej.
– Moja córka szukała w lutym psychiatry, który przedłuży jej leki. Zaproponowano jej termin na lipiec. Podkreślała, że chodzi o receptę, ale to nic nie pomogło. Poszła więc do gabinetu prywatnego, gdzie wizyta trwała dokładnie trzy minuty. Gdy się o tym dowiedziałem, miałem ochotę użyć kilku niecenzuralnych słów – mówi Błażej Kmieciak.
Sytuację, jak podkreśla, zmieniają Centra Zdrowia Psychicznego, których punkty konsultacyjne są od kilku lat w każdym powiecie. – Dzięki nim możemy trafić do psychologa bardzo szybko. Bo dla nas, bliskich osób chorujących psychicznie ważne jest to, żeby pojawił się „ktoś trzeci”– mówi Kmieciak. – I podkreślam to jako ojciec córki, która przeszła kryzys psychiczny, brat siostry, która choruje psychicznie, i człowiek, który ma na co dzień kontakt z chorującymi i ich rodzinami. A także dorosły mężczyzna, który sam przeszedł kryzys.
Tym „kimś trzecim”, kto wesprze, może być specjalista, który pojawi się na pierwszym etapie i będzie potrafił ocenić sytuację. – To może być psycholog w szkole, który dobrze zna dziecko i widzi, co się dzieje. To może być mądry lekarz rodzinny, który zna rodzinę i który nas wysłucha i zaproponuje możliwe rozwiązania – wylicza. – Zwłaszcza że lekarze rodzinni przechodzą obowiązkowy kurs z psychiatrii i psychiatrii dzieci i młodzieży oraz mogą od razu we własnym gabinecie przeprowadzić podstawowe testy używane m.in. w diagnostyce depresji. To może być ekspert z telefonu kryzysowego, który przedstawi możliwości działania. Ważne, by nie zostać z tym samemu.
I podkreśla: – Bo nasza miłość do najbliższych, którzy chorują, nie ma polegać na tym, że się z tej miłości sami spalamy. Tylko że szukamy dla nich pomocy, ale dbając o siebie, uczymy się także stawiania granic chorobie.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















