Nowe książki o USA: Hochschild i Tarczyński objaśniają współczesną Amerykę

W książkach Tarczyńskiego i Hochschild czytelnicy znajdą odmienne podejścia do USA. Od teorii spiskowych po troskliwe spojrzenie na zwykłych ludzi. Kto z tej dwójki lepiej rozumie współczesną Amerykę?
Czyta się kilka minut
Arlie Russell Hochschild, „Skradziona duma. Strata, wstyd i triumf prawicy”, Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2025; Piotr Tarczyński, „Oślizgłe macki, wiadome siły. Historia Ameryki w teoriach spiskowych”, Znak Literanova 2025 // Materiały prasowe
Arlie Russell Hochschild, „Skradziona duma. Strata, wstyd i triumf prawicy”, Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2025; Piotr Tarczyński, „Oślizgłe macki, wiadome siły. Historia Ameryki w teoriach spiskowych”, Znak Literanova 2025 // Materiały prasowe

Jaka jest dzisiejsza Ameryka? Czy nadal chcemy przeglądać się w niej jak w lustrze? Jak zrozumieć kraj, który połowa głosujących postanowiła uczynić znowu wielkim, a którego „mniejsza” połowa dziś nie poznaje? Do księgarń trafiły niedawno dwie książki, które mogą pomóc w odpowiedzi na te pytania.

Arlie Russell Hoschschild „Skradziona duma. Strata, wstyd i triumf prawicy”

Pierwsza z nich, „Skradziona duma. Strata, wstyd i triumf prawicy” Arlie Russell Hochschild, to zarówno kontynuacja, jak errata słynnej pracy „Obcy we własnym kraju. Gniew i żal amerykańskiej prawicy”. Wówczas autorka – socjolożka z Berkeley – po raz pierwszy przekroczyła klasowe podziały i porozmawiała z mieszkańcami Luizjany, którzy czuli się ograbieni z amerykańskiego snu przez grupy upominające się o swoje marzenia: Afroamerykanów, kobiety, imigrantów i uchodźców. „Wtedy nie przewidziałam, że gniew wobec »drugiej strony« wyeskaluje do nienawiści i nawoływania do »zemsty«” – napisała dekadę później.

Tym razem w poszukiwaniu źródeł gniewu Hochschild udała się do Pikeville, miasteczka w piątym okręgu wyborczym w Kentucky, najbielszym spośród 435 okręgów w USA i przedostatnim od końca pod względem zamożności. Zaprosił ją demokratyczny kongresmen Ro Khanna z Kalifornii, który w porozumieniu z republikaninem Halem Rogersem z Kentucky uruchomił tam szkolenia programistyczne InterApt dla ludzi tracących pracę w upadających branżach. Liczyli na powstanie Doliny Krzemowej bis.

Leżące w Appalachach Pikeville staje się dla Hochschild laboratorium nowego prawicowego elektoratu. „Uświadomiłam sobie, że Ameryka ma nie tylko gospodarkę materialną, lecz także równoległą do niej i równie ważną ekonomię dumy” – streszcza tezę książki. Dumę porównuje do emocjonalnej skóry, zapewniającej bezpieczną tożsamość, a wstyd do takiej skóry, którą chciałoby się z siebie zrzucić. Posiadanie kapitału dumy związane jest po części z koniunkturą gospodarczą w regionie, a przede wszystkim z jego pozycją kulturową w społeczeństwie. Deficyt dumy wystawia na pułapkę wstydu.

Badaczka przyjeżdża w czasie szczególnym – przed organizowanym w Pikeville marszem neonazistów gromadzącym grupy wyrosłe z Ku Klux Klanu, ruchu narodowosocjalistycznego i kultu teorii spiskowych. Rozmawia z lokalnymi politykami, z osobami zagrożonymi rasizmem (Afroamerykanką, żydowskim uchodźcą czy muzułmańskim imigrantem), a także z uczestnikami szkoleń InterApt, policjantami, nauczycielami, pracownikami socjalnymi, studentami, więźniami, duchownymi, kelnerką czy monterem rur. Większość głosuje na republikanów.

Ci, którzy spodziewaliby się z ich ust listu miłosnego do Trumpa i litanii prawicowych haseł, powinni jednak wziąć w nawias stereotyp konserwatywnego, maczystowskiego wyborcy z prowincjonalnej Ameryki. Rozmówców Hochschild łączy ponadprzeciętna refleksyjność i krytyczny (ale nie spiskowy) ogląd świata. Nie mają złudzeń co do szczerości obietnic Trumpa, ale są wdzięczni, że uczynił ich godnymi politycznej uwagi.

Hochschild stawia diagnozę, ale nie przepisuje recept

„Jedyna różnica między czarnymi z przedmieścia i białymi z duliny to muzyka. My mamy rzewne country. Czarni mają rap” – twierdzi David Maynard, który mieszka w przyczepie i dorywczo pracuje jako grafik. O dulinach (dolinach w dialekcie z Apallachów) pisał J.D. Vance w „Elegii dla bidoków”. W jego książce również dopatrywano się klucza do rozwiązania tajemnicy tego, dlaczego demokraci na długo stracili Pas Rdzy. A być może także recepty, jak go odzyskać.

Hochschild stawia diagnozę, ale nie przepisuje recept. Twierdzi, że bardziej niż status i ideologia łączą lokalnego biznesmena z Kentucky, przekwalifikowanego górnika i białą osobę po odwyku powidoki tradycyjnej etyki protestanckiej. Uważają oni, że głównym źródłem zamożności jest pracowitość, a nie pochodzenie i pozycja społeczna. Porażki przypisują sobie, rozgrzeszając kapitalizm. Staroświecki typ indywidualizmu staje się w biedniejszych stanach glebą dla wstydu oraz resentymentu wobec elit i mniejszości.

Ten afekt mogliby skanalizować neonaziści, upominający się o amerykańską dumę, ale to nie takie proste. Marsz okazuje się dużo mniej popularny, niż się spodziewano. Idzie w nim około stu osób, a kontrdemonstrantów dwustu. Do pochodu neonazistów przyłącza się ledwie kilku miejscowych. Może zysk dumy, jaki mógłby się wiązać z udziałem w marszu, nie jest wyższy niż wstyd, jaki przyniosłaby etykietka miasta białych nacjonalistów i przegrywów?

Autorka nie rozlicza mitu amerykańskiego snu. Przeciwnie: chce jego rozszerzenia o solidarnościowe i terapeutyczne wersje opowieści o dumie. Jej rozmówcy czerpią ją z różnych źródeł. Istnieje duma ocalałych z uzależnienia narkotykowego i opioidowego, z bezdomności i bezrobocia, podobnie jak duma przestępcza, wynikająca z konsekwentnego bycia „moralnym wyrzutkiem”. Dumni są też ci, którzy przechodzą przez „most empatii” i próbują nawiązać nić porozumienia z osobami z przeciwnego obozu. Hochschild znajduje ich  np. wśród lokalnych pastorów mówiących o solidarności z czarnymi Amerykanami.

Szkoda, że koniec końców badaczka sprowadza różnorodność postaw swoich rozmówców głosujących na Trumpa do konstruktu, o którym pisała już w „Obcym we własnym kraju”. Prawicową „głęboką historią” nazywa opowieść o białym mężczyźnie, który mimo wysiłków nie pnie się do góry, bo wpychają się przed niego inni – Czarni, imigranci, wyzwolone kobiety, wielkomiejskie elity. Wyzywają go: „Ty zacofany seksistowski rasistowski homofobiczny rednecku!”. W końcu pojawia się wielki łobuz, który spycha go w dół. Nowy rozdział tej historii pisze dopiero Trump: dobry łobuz, skutecznie stający w obronie tych, którzy zostali zepchnięci na koniec kolejki. Wady Trumpa stają się dla nich drugorzędne, bo wolą łobuza, który nimi nie pogardza. Proste? Trochę za bardzo.

Piotr Tarczyński „Oślizgłe macki, wiadome siły. Historia Ameryki w teoriach spiskowych”

Jeden z bohaterów „Skradzionej dumy”, choć sam się na marsz neonazistów nie wybiera, martwi się o udział w nim przyjaciela, Harry’ego, który tłumaczy sobie świat teoriami spiskowymi. Hochschild nie idzie tropem tego niepokoju, mimo że polityczno-medialny fenomen teorii spiskowych jest ważnym elementem amerykańskiej zagadki. Dlatego warto czytać jej książkę w parze z „Oślizgłymi mackami, wiadomymi siłami” Piotra Tarczyńskiego.

Autor tej książki, amerykanista i tłumacz, zastanawia się bowiem, skąd u ludzi takich jak Harry przekonanie, że ich krajem rządzą spiski. Nie ulega przy tym pokusie psychologizacji zjawiska. Odcina się też od tradycji, zapoczątkowanej przez historyka Richarda Hofstadtera w latach 60. XX w., żeby obecność teorii spiskowych w polityce wiązać z paranoją ich głosicieli i wyznawców. Bliższe mu jest spojrzenie Poppera, który w „Społeczeństwie otwartym i jego wrogach” przestrzegał nie przed ludźmi, ale przed błędnymi założeniami, na których ufundowane są opowieści o złych siłach. O ile Hochschild patrzy z troską na Amerykę zwyczajnych ludzi, o tyle Tarczyński rozlicza elity władzy i mediów.

„Oślizgłe macki…” czyta się jak kronikę amerykańskich teorii spiskowych, ale ta książka jest też aktem demaskacji spisku jako leitmotivu tamtejszej kultury politycznej. Co wspólnego ma jednodolarowy banknot z wizerunkiem George’a Washingtona i Wielką Pieczęcią Stanów Zjednoczonych, na której rewersie widnieje oko opatrzności w świetlistym trójkącie na szczycie piramidy, z mailami z 2016 r., w których John Podesta, szef kampanii Hillary Clinton, zamawiał pizzę z serem i sosem?

Co wiąże antysemickie przekonania o porywaniu dzieci na krew przez żydowską diasporę z oskarżeniami QAnonu, że elity mordują najmłodszych, a następnie wyodrębniają z ich szyszynek adrenochrom, rzekomy eliksir młodości?

Łączy te przypadki wola doszukiwania się ukrytych znaczeń, które nadawałyby jakiś, choćby najbardziej wymyślny sens epokom politycznej zmiany. Za znakiem pieczęci mieli stać masoni, a zamawianie pizzy z serem i sosem, miało oznaczać dostarczanie pedofilom z elitarnych kręgów dziewczynek do seksualnych orgii.

Poczet wyznawców teorii spiskowych

Kompendium teorii spiskowych Tarczyński zmienia w lekcję historii politycznej USA. Przypomina, że czołowymi propagatorami antykatolickich, antymasońskich lub antysemickich teorii o zmowie były osoby skądinąd wybitne lub wizjonerskie, jak Samuel Morse, Charles Lindbergh czy Henry Ford, który spopularyzował w USA „Protokoły Mędrców Syjonu”.

Jeszcze w latach 70. świeckim kapłanem wyznawców teorii spiskowych był profesor astronomii Allen Hynek, ale w kolejnych dekadach kaganek alternatywnego oświecenia przejęli ludzie mediów, jak Milton William „Bill” Cooper, były instruktor nurkowania, radiowiec amator i autor kultowej książki „Behold a Pale Horse”, zgodnie z którą światem rządzą nie tylko Sowieci i Żydzi, ale obcy z kosmosu. Na początku XXI w. David Icke, były brytyjski dziennikarz sportowy, skutecznie przeniósł na amerykańską ziemię teorię o reptilianach rządzących globem (jaszczuroludźmi mieli być wszyscy prezydenci USA). Kolejnymi królami teorii spiskowych stali się Tucker Carlson z Fox News i Alex Jones z serwisu Infowars.

Potem nadszedł czas QAnona, dekonspiratora na miarę mediów społecznościowych. W 2017 r. zaczął publikować na 4chanie oskarżenia polityków (zwłaszcza demokratów) o pedofilię. Dziś cesarzem, żeby nie powiedzieć: carem, teorii spiskowych jest urzędujący prezydent. A jego dwór tworzą Pete Hegseth z Fox News, obecny szef Pentagonu, Tulsi Gabbard, szefowa wywiadu, a wcześniej współpracowniczka Tuckera Carlsona, prokuratorka generalna Pam Bondi, zaangażowana w podważanie wyników wyborów z 2020 r. czy kierujący FBI Kashyap „Kash” Patel, autor cyklu książek dla dzieci „Spisek przeciw królowi”, gdzie występuje m.in. dobry król Donald i zła Hillary Queenton.

Tarczyński stara się wypowiadać w tonie zdystansowanego eksperta, który nie pozwala sobie na nazywanie zwolenników teorii o reptilianach głupkami. Zasłania jednak niewidoczny dla czytelników śmiech ironią i sarkazmem, np. gdy stwierdza: „Jak najlepiej walczyć ze spiskiem? Zgodnie z najlepszą amerykańską tradycją oczywiście – zawiązując własny”. To w Ameryce działał prowadzony przez FBI program COINTELPRO – kompleksowej inwigilacji i sabotażu wszelkich krytyków władzy. To tu funkcjonowały tajne badania technik kontroli umysłu MKUltra, prowadzące nieetyczne, a czasem tragiczne w skutkach eksperymenty na ludziach. To Reagan z pomocą CIA stał za aferą Iran-Contras, a George Bush Jr. i Dick Cheney urobili opinię publiczną, że za atak na World Trade Center pierwszym odpowiedzialnym jest Irak.

Czego nie rozumiecie? – chciałoby się zakrzyknąć, przywołując memiczny slogan. W świetle historycznych faktów serial „Z archiwum X” można odbierać jako paradokument o amerykańskim fantazmacie ukrytej prawdy, wielokrotnie materializującym się w realnie prowadzonej polityce.

Kto ma rację: Hochschild czy Tarczyński?

Dla Tarczyńskiego ostatecznym wyważeniem przez teorie spiskowe mocno im uchylonych drzwi w polityce amerykańskiej był szturm na Kapitol. Dla Hochschild wydarzenia z 6 stycznia 2021 r. to coś innego – poligon zawstydzania przez rząd federalny tych, którzy z żarliwością poparli swojego kandydata, a dla Trumpa zakończony sukcesem sprawdzian socjotechniki. Przegrany wówczas polityk zaczyna od prowokacji, pozwala sądom i oponentom na to, by jego i jego zwolenników zawstydzano, po czym przechodzi do ataku, przelicytowuje oskarżenia i ogłasza się zwycięzcą. „Rytuał odwstydzający pełną gębą” – podsumowuje Hochschild. Sugeruje, głosem swoich rozmówców, że właśnie próby zawstydzania Trumpa jako szkodnika oraz chęć uratowania go z opresji bardziej przywiązują doń wyborców niż zielone światło, jakie daje teoriom spiskowym.

Kto ma rację? Każdy po trochu i nikt do końca. Hochschild pisze o Ameryce prawdziwej dla pewnej konstelacji ludzi, którzy przez wielu rodaków są nazywani redneckami i bidokami. Ich wstyd i gniew są najpewniej szczere, ale reaktywne. Z kolei Tarczyński rozlicza elity sponsorujące teorie spiskowe, zwłaszcza te polityczne, a więc polaryzujące i niebiorące jeńców. Zatem i on jeńcami – to jest społeczeństwem – się nie zajmuje. W tych książkach wielka Ameryka sąsiaduje z małą Ameryczką, a ich losy przecinają się głównie przy okazji wyborów.

Kusi, żeby te zaatlantyckie rozważania przenieść na nasz grunt. Wszak w ostatnich dekadach nie raz słyszeliśmy o pedagogice wstydu i pedagogice dumy. Także inspirowana z Rosji dezinformacja zbiera żniwo – więcej osób wolało słuchać tego, co miał do powiedzenia o dronach Dziki Trener niż poważne media. Nie dajmy się jednak zwieźć łatwości takich analogii. Żeby nazwać nasze problemy trzeba własnych pojęć, opowieści i symboli, a w amerykańskich problemach lepiej widzieć zamiast znaku równości – znak ostrzegawczy.

Arlie Russell Hochschild, SKRADZIONA DUMA. STRATA, WSTYD I TRIUMF PRAWICY, przeł. Hanna Pustuła-Lewicka, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2025

Piotr Tarczyński, OŚLIZGŁE MACKI, WIADOME SIŁY. HISTORIA AMERYKI W TEORIACH SPISKOWYCH, Znak Literanova, Kraków 2025

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”