Matka Boża z krwi i kości

Czy Maryja wymodelowana na zakonnicę może być siostrą, wzorem i modelem dla seksualnie aktywnych, świeckich kobiet?
Czyta się kilka minut
Vlastimil Hofman, Madonna ze szpakiem, 1909 r. // Własność: Fundacja im. Raczyńskich przy Muzeum Narodowym w Poznaniu
Vlastimil Hofman, Madonna ze szpakiem, 1909 r. // Własność: Fundacja im. Raczyńskich przy Muzeum Narodowym w Poznaniu

Brzydka, gruba, stara i pomarszczona – czytałam w komentarzach o rzeźbie rodzącej Maryi z katedry w Lintz. Cały arsenał argumentów zawstydzania kobiecego ciała, body shaming w wydaniu maryjnym. Nie może wyglądać inaczej, niż sobie życzymy, wbrew kanonom maryjnej urody. Cielesność rzeźby była komentowana tak, jak komentuje się kobiece ciała na wybiegach, w mediach społecznościowych i na igrzyskach olimpijskich. Niczym na bazarze, każdy ma prawo ocenić, czy kobieta jest wystarczająco kobieca.

Projekcje Matki Bożej

Maria z Nazaretu w sztuce i teologii jest jak ekran, na który projektujemy swoje wyobrażenia, wrażliwość, poglądy. A jej ciało? Czego się od niego oczekuje? Dla jej dobra oczywiście, bo przecież Boża Matka nie może źle wyglądać. Czasem jest ubrana, czasem widzimy karmiącą lub po prostu odsłoniętą pierś. Ma być niezwykle piękna. Tylko... skąd to założenie konieczności spełniania kanonów? I których? Aktualnych, barokowych, średniowiecznych?

A może Maryja była krępą, ciemną i pryszczatą nastolatką? Przecież nie na podstawie urody Bóg wybrał ją na matkę swojego Syna. Myśląc o święcie, które wspomina, że ona z duszą i ciałem została wzięta do nieba, chcę zająć się właśnie jej ciałem i tym, co o nim przez wieki mówiono.

Nagość Bożej Matki z Lintz sprowokowała do tej rozmowy bardziej niż zwykle. Czy ona mogła rodzić jak zwykła kobieta, dzieliła ludzką dolę również w sposobie rodzenia? A może jej poród był inny, cudowny, bez parcia, trudu i bólu? W tradycji teologicznej chrześcijaństwa znajdziemy Maryję zarówno wywyższoną, oddaloną od ludzkich doświadczeń, jak i ludzką, naszą. Projektujemy różne obrazy w zależności od czasów, wrażliwości i potrzeb wynikających z aktualnych lub przeszłych teologicznych sporów. Maryja ciągnie za sobą wór opowieści o sobie jako zwyczajnej lub niezwyczajnej kobiecie. Co te opowieści znaczą dla nas, innych kobiet, i naszych ciał?

Tunika niefarbowana

Miała pospolite imię: połowa kobiet w Judei i Galilei pierwszego wieku naszej ery nosiła imię Maria lub Salome. Przytaczają je trzej synoptycy; autor Ewangelii wg św. Jana nazywa ją tylko matką Jezusa. Bez imienia.

A ciało? Jakie mogła mieć ciało, żyjąc wtedy w Nazarecie? Na pewno nie ubrane w błękitną suknię. Raczej w bawełnianą tunikę i szal, niefarbowane drogimi kolorami, bo nie była dziewczyną zamożną. Joan E. Taylor, biblistka i znawczyni początków chrześcijaństwa z londyńskiego King’s College, dociekając, jak wyglądał Jezus, wskazuje, że pewnie wyglądał przeciętnie, bo inaczej ktoś by zauważył i odnotował wyróżniający go wzrost lub urodę. Stwierdza też, że najbliższą etniczną paralelą byliby współcześni iraccy Żydzi.

Z ewangelicznych opisów nie dowiadujemy się o Marii przesadnie wiele. Tylko autorzy ewangelii wg Mateusza i Łukasza opowiadają o dzieciństwie Jezusa. Marek wręcz dystansuje Jezusa od rodziny, w tym matki. Mateusz podaje rodowód Jezusa prowadzący do zaślubionego Maryi Józefa. Na temat nietypowego poczęcia Jezusa anioł zwiastuje Józefowi, żeby nie oddalał potajemnie ciężarnej, bo „z Ducha Świętego jest to, co się w niej poczęło”. Autor Ewangelii wg św. Łukasza opisuje zwiastowanie samej Maryi, potem jej spotkanie z ciężarną kuzynką Elżbietą, wyśpiewanie Magnificat.

Ta narracja zyskuje kobiecy wymiar, a postać Maryi staje się wyraźniejsza. Podejmuje decyzje, ocenia swoją sytuację. O ciele cisza, oprócz tego, że zaszło w tę dziwną ciążę. Można spytać: po co niepokojące wyjaśnienia niepokojącej ciąży? Z jakimi zarzutami dyskutują autorzy? Czy już wtedy, w drugiej połowie I wieku, mówiono, że Jezus był kimś poczętym w niejasnych i budzących moralne wątpliwości okolicznościach? I czy odpowiedź, że Maryja poczęła z Ducha, miała satysfakcjonować polemistów, czy uspokoić wyznawców? Dla dwóch ewangelistów opowieść o matce jest ważna, bo ona wciela Chrystusa, gwarantuje jego ludzką naturę. Nie zstąpił z nieba, tylko narodził się z kobiety.

Obsesja na punkcie dziewictwa

Dziewicze poczęcie to najbardziej cielesna z dotyczących Maryi spraw omawianych w Ewangelii. Drugą, pochodną, jest kwestia, czy dziewictwo to trwało wiecznie. Dla Nowego Testamentu dziewictwo Maryi nie jest po narodzinach szczególnie frapujące, a sam koncept jest potrzebny tylko po to, by wyjaśnić, że poczęła Jezusa niewinnie, bez zdrady czy grzechu.

W Ewangelii wg Mateusza znajdziemy wzmiankę, że Józef „nie zbliżał się do niej, aż porodziła syna” – którą można odczytać jako sugestię, że potem prowadzili normalne małżeńskie życie. Skąd zatem pomysł, że i po narodzeniu Jezusa jego matka zostaje dziewicą?

Zaczyna się wcześnie, bo w apokryfach. Protoewangelia Jakuba pochodzi z drugiej połowy II wieku, była popularna, szeroko kopiowana (zachowało się 150 manuskryptów) i tłumaczona na wiele języków ówczesnego chrześcijaństwa. To z niej znamy imiona rodziców Maryi, to ona wdrukowała w ikonografię obraz dziewczęcia mieszkającego w świątyni, wprowadziła do kalendarza liturgicznego święta ofiarowania Maryi w świątyni, wspomnienia Anny i Joachima oraz poczęcia Anny, które na Zachód przewędrowało w IX wieku już jako święto poczęcia Maryi.

Czy obsesja na punkcie dziewictwa, jaką prezentuje Protoewangelia Jakuba, to odpowiedź na plotki? Maria pochodzi tu z dobrej rodziny, jako dwulatka zostaje oddana na służbę do świątyni, jest strzeżona przed utratą dziewictwa w jej murach. Nawet jedzenie otrzymuje od anioła, co każe zastanawiać się, czy wydala w sposób ludzki. Poczęta zostaje niemal bez seksu, bo słyszymy tylko eufemizm o pocałunku Anny i Joachima. Bracia i siostry Jezusa są dziećmi Józefa z poprzedniego małżeństwa, Józef zaś jest przedstawiony bardziej jak opiekun niż mąż.

Na koniec: narodziny Jezusa nie przerywają błony dziewiczej Maryi (o czym zaświadcza położna), więc jej dziewictwo jest niezniszczalne.

Kobieca słabość

Temat niekończącego się dziewictwa podjęli ojcowie Kościoła. Orygenes w III wieku tłumaczy, że po Jezusie Maryja już nie miała dzieci. Hieronim w IV wieku argumentuje, że wspominani w ewangeliach bracia i siostry Jezusa to jego kuzyni. Późna apokryficzna Ewangelia Pseudo-Mateusza akcentuje jeszcze mocniej: Maryja żyje wśród świątynnych dziewic, niczym w regule św. Benedykta.

Nie jest tak, że nikt nie sprzeciwiał się hipotezie wiecznego dziewictwa. Zwolennikami normalnego porodu byli żyjący w IV wieku Helwidiusz i Jowinian, ale zwalczali ich słynni ojcowie Kościoła, jak Hieronim, Ambroży czy Augustyn. Grzegorz z Nyssy stworzył zaś teorię o ślubach dziewictwa złożonych przez Maryję, którą w rozbudowanej formie znajdziemy w średniowiecznych apokryfach. Teologowie coraz mocniej łączyli stosunek seksualny z grzechem pierworodnym i rosło w nich przekonanie, że Maryja tego uniknęła.

Jak zauważa Ronald Hock, dziewica jest postacią graniczną, „kulturowo niekompletną kobietą”, jest niebezpieczna dla siebie i dla społeczeństwa, trzeba ją obserwować. Maria nie prezentuje jednak w apokryfach i teologicznych tekstach samostanowiącej, niezależnej od mężczyzn dziewicy, lecz raczej święty obiekt wymagający ochrony przez mężczyzn. W domyśle: ochrony przed mężczyznami, choć może i przed kobiecą rozwiązłością i słabością, o której ci sami autorzy lubią pisać. Jeśli kobieca słabość w ogóle jej dotyczy.

Bezbolesny poród

Ciąża Maryi i kończące ją narodziny Jezusa w betlejemskiej stajni są w Nowym Testamencie opisane skąpo. Ważniejszy jest komunikat, że rodzi się Mesjasz, zgodny z zapowiedziami Pisma, niż opis faktów związanych z doświadczeniami młodej matki. W kolejnych opowieściach te szczegóły okazują się coraz bardziej cudowne.

Protoewangelia Jakuba poród opisuje jako bezproblemowy. Po ciele Maryi nie widać, że rodziła. Salome, która twierdzi, że nie uwierzy, póki sama tego nie sprawdzi, bada genitalia Maryi, w wyniku czego jej ręka staje w płomieniach. To kara za wątpliwości. Jednak takie wątpliwości może mieć każdy, bo co to za poród bez śladu porodu?

To wtedy rodzi się tradycja, z której pochodzą głosy oburzenia rzeźbą z Lintz. W wywiadzie dla „Tygodnika” badacz Protoewangelii, dr Eric M. Vanden Eykel wyjaśniał, że to źródło ma skłonności doketystyczne. Doketyzm zakładał, że ciało Jezusa nie było prawdziwym ludzkim ciałem, tylko takim się wydawało. Dlatego ciało Maryi, rodząc takie nieludzkie ciało Jezusa, mogło pozostać nienaruszone. To by jednak znaczyło, że odmawiając Maryi prawdziwego porodu, wpadamy w nurt myślenia, który został już w starożytności potępiony, bo był nie do pogodzenia z wiarą, że Jezus był prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem.

Niepokalana

To myślenie o bezbolesnym porodzie towarzyszy jednak chrześcijaństwu w kolejnych wiekach. „Ody Salomona” z końca I lub z II wieku wspominają, że urodziła bez bólu. Nośnikiem zmieniających się przekonań o narodzinach Jezusa i zmaganiu realizmu z cudownością jest chrześcijańska ikonografia. O ile ikonografia Wschodu i wczesnego zachodniego średniowiecza pokazuje Maryję jako położnicę leżącą koło dzieciątka, to już późnośredniowieczna sztuka odchodzi od takiego przedstawienia na rzecz Maryi adorującej dzieciątko. Jak wyjaśnia Magdalena Łanuszka w „Podkaście Tygodnika Powszechnego”, adorująca dzieciątko na klęczkach Maryja nie ma być nierealistyczna – po prostu jej poród był nienaturalnie prosty. Miało to związek z krystalizowaniem się przekonania o niepokalanym poczęciu Maryi i z objawieniami św. Brygidy Szwedzkiej.

Jeśli chodzi o niepokalane poczęcie Maryi, to choć jako dogmat zostało ogłoszone w 1854 r., obowiązywało dużo wcześniej, bo już w 1477 r. Sykstus IV zatwierdził święto Poczęcia i sam obchodził je uroczyście. Z kolei w 1546 r. Sobór Trydencki, tłumacząc naukę o grzechu pierworodnym, zaznaczył, że nie dotyczył on Matki Jezusa. To rosnące przekonanie o wyjęciu Maryi spod grzechu pierworodnego miało mieć skutki dla jej fizycznych doświadczeń, bowiem i w seksualności, i w bolesności porodu widziano konsekwencje czynu Ewy.

W mgnieniu oka

Wpływowa arystokratyczna mistyczka, św. Brygida Szwedzka, tylko uzupełnia to plastyczną wizją. Brygida relacjonuje, że widzi narodziny Jezusa w grocie betlejemskiej. Dziewica w stanie błogosławionym jest nadzwyczaj piękna, ma delikatną suknię i wspaniałe włosy jakby ze złota. Towarzyszący jej starzec Józef zostawia Maryję w grocie z wołem, osłem i zapaloną świecą, a gdy święta zagląda do środka, widzi Maryję na klęczkach, zwróconą na wschód.

Dalej Brygida opisuje narodziny tak: „Podniósłszy zatem ręce i oczy ku niebu, stała nieruchoma w ekstazie, napełniona Bożą słodyczą. Gdy tak trwała na modlitwie, wtedy zobaczyłam Dziecię poruszające się w Jej łonie; i nagle, w mgnieniu oka porodziła Syna, który jaśniał tak niewypowiedzianym blaskiem, że słońce byłoby niczym ze swoim światłem. (...) Tak nagle zaś i niespodziewanie odbył się poród, że nie byłam w stanie śledzić jego przebiegu. Tylko naraz zobaczyłam czcigodne Dziecię leżące na ziemi i jaśniejące niewypowiedzianym blaskiem. Jego urocze ciało było wolne od wszelkiej skazy”. Porodziwszy, Dziewica uczciła dziecię, złożywszy ręce, skłoniwszy głowę i mówiąc: „Bądź uwielbiony, Boże mój, Panie mój i Synu mój!”. Po czym, gdy zaczęło kwilić z zimna, wzięła je w ramiona i zaczęła ogrzewać pocałunkami oraz własnym ciałem.

Zatem nawet w wizji św. Brygidy ten kontemplacyjny moment nie trwał długo i szybko zmienił się w matczyne tulenie, na obrazach jednak zastygł w ikonograficznej pozie klęczącej przed dzieciątkiem matki, wśród orszaku innych odwiedzających.

Wniebowzięta

Wraz z narastaniem przekonania o niezwykłości Maryi, jej osobności wśród innych śmiertelników, pojawiały się pytania o koniec jej życia. Jej starością niewiele się zajmowano. Gdy ikonografia podejmuje motyw śmierci, zaśnięcia czy później wniebowzięcia, Maryja nie wygląda na sędziwą i niewiele traci z urody. Ale rosnące przekonanie o wyjęciu jej spod konsekwencji grzechu pierworodnego postawiło pytanie o to, czy jej ciało umarło tak jak ciała grzesznych śmiertelników. A za nim odpowiedź, że nie, że cała, z ciałem, została wzięta do nieba.

Ma być w tym obietnica wobec wszystkich ochrzczonych wierzących, że też czeka ich niebo. W ślad za przekonaniem idzie ikonografia, co widać w późnośredniowiecznych przedstawieniach wniebowzięcia, choćby takich, jak wczesny pod tym względem krakowski ołtarz mariacki.

Jej ciało jest inne, obowiązują je inne reguły niż nas.

Pozbawiona bioder

Złotym maryjnym wiekiem nazwano lata między 1830 a 1950, gdy pojawiły się dwa nowe dogmaty oraz szereg prywatnych objawień i nasilenie maryjnej pobożności. Już od V stulecia, gdy chrześcijański rok liturgiczny się zapełnia i oprócz dawnego cyklu niedziel i Paschy świętowane są kolejne momenty roku i historii zbawienia, wiele z tych świąt zostaje związanych z Maryją. Coraz jej więcej w chrześcijańskim kalendarzu, kulturze, ikonografii. Przejęła metafory ze Starego Testamentu wplecione w akatyst i litanie, a także atrybuty pogańskich bogiń, z wyjątkiem tych związanych z płodnością i seksualnością.

Z marginalnej postaci Nowego Testamentu Maria z Nazaretu staje się centralną figurą chrześcijaństwa. Niesie w sobie dużo kulturowych klisz: jako królowa nieba promuje dominację obcą dzisiejszemu demokratycznemu światu i niezupełnie zrozumiałą; jako pocieszycielka utrwala obraz groźnego Boga sędziego.

W XIX wieku staje się bliższa, gdy objawia się wiejskim dzieciom, a zwłaszcza dziewczynkom. Zgodnie z charakterystycznymi dla epoki lękami przed kobiecą seksualnością, sama wygląda w tych wizjach jak wieczna dziewczynka: smukła, blada, bez bioder. Cień kobiety.

Od wieków nie ma w niej nic z żydowskiej dziewczyny, którą była. Czy Maryja wymodelowana na zakonnicę może być siostrą, wzorem i modelem dla seksualnie aktywnych, świeckich kobiet? Z trudem traci niebiański i odlegle nieludzki charakter nawet po Soborze Watykańskim II, który starał się ją pokazać jako pierwszą uczennicę Pana, a nie – jak chcieli niektórzy –  współodkupicielkę ludzkości.

Taka „niższa”, bliższa ziemi i ludziom Maryja sprzyja dialogowi ekumenicznemu oraz pomaga kobietom – bo ich nie przerasta niedoścignionym ideałem dziewiczej matki, pozbawionej doświadczeń zwykłych kobiet.

Takie, a nie inne

Czy wyobrażone ciało Maryi wpływa na nasze ciała i miejsce w Kościele? Stonowana, posłuszna, cicha i aseksualna kobiecość Bożej Matki od dawna była jedyną dopuszczoną. Dawaną za przykład zakonnicom i świeckim, dyscyplinującą – więc przez wiele współczesnych kobiet odrzucaną. To jej służebność i matczyność, a nie bycie prorokinią i uczennicą, powraca echem, gdy za teologiem von Balthasarem papież Franciszek mówi o maryjnym (służba) i piotrowym (władza) wymiarze Kościoła. Często tak brzmi odpowiedź na postulaty, by kobiety mogły pełnić istotniejsze role i posługi w Kościele. Opowiadanie Maryi jako samostanowiącej, może i dziewiczej, ale przez to niezależnej od mężczyzn, a nie chronionej jak przedmiot kultu; opowiadanie jej ludzkiej i kobiecej – pokazuje nam nowe przestrzenie tego, co możemy.

Kobiety chcą Maryi z krwi i kości, a nie niebiańskiej istoty – bo próbują wyrwać sobie godność w Kościele tym, kim są i jakie są. Ze swoimi nieidealnymi ciałami, seksualnością, płodnością i jej bólami, wyzwaniami i żałobami, nieidealnym macierzyństwem, ułomnością, słabością, niekompletnością, zmarszczkami, nadmiarem kilogramów i wreszcie starością i śmiercią. Bez zawstydzania, że jesteśmy właśnie takie.

Jeśli ona stała się drogą wcielenia Boga, to trudno ją przyjąć tak odległą od tego wszystkiego, co oznacza cielesność. Może przyszedł moment, by do wora z obrazami i znaczeniami Maryja dołożyła prawdziwą cielesność, opowiadaną ustami kobiet, a nie mężczyzn. I taką cielesność niech zabierze – we wniebowzięciu – aż do nieba.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 33/2024