Nasi najbliżsi krewni – szympansy, goryle i orangutany – żyją w społecznościach o różnej strukturze, ale w żadnym nie dominują monogamiczne pary. To oznacza, że w rodzinie małp człowiekowatych tylko nasi przodkowie wynaleźli monogamię lub zostali do niej zepchnięci w wyniku unikalnych dla nich presji środowiskowych.
Dlaczego monogamia ogranicza duże, agresywne samce
Nie jest jasne, kiedy i jak to nastąpiło, ale można sądzić, że był to rozłożony w czasie proces, ponieważ w toku ewolucji człowieka stopniowo zanikał powiązany z systemem reprodukcyjnym dymorfizm płciowy w zakresie rozmiarów ciała. Jeśli bowiem w jakimś gatunku reprodukcja odbywa się w stabilnych parach, to każdy samiec i każda samica mają szanse na spłodzenie potomstwa. Ma to istotne konsekwencje dla optymalizacji strategii alokowania zasobów.
W monogamii samce nie konkurują między sobą o większą liczbą partnerek, więc nie muszą inwestować w siebie, by płodzić dzieci. Mogą za to doczekać się większej liczby zdrowych dzieci – i mieć dużą pewność, że to oni je spłodzili – jeśli oddadzą się życiu rodzinnemu i przeznaczą zasoby na pomoc przy ich wychowaniu.
Stąd w gatunkach monogamicznych różnice w rozmiarach ciał samców i samic są niewielkie.
U współczesnych ludzi mężczyźni są o ok. 15 proc. więksi od kobiet, co zbliża nas do wzorcowo monogamicznych gibonów (u których samce i samice są nieodróżnialne po rozmiarach ciała) i sytuuje z dala od poligynicznych goryli czy nosaczy (ich samce mogą być nawet dwukrotnie cięższe od samic).
Uważa się, że u wczesnych gatunków człowieka dymorfizm rozmiarów ciała wynosił ok. 40-50 proc.
Konsekwencje monogamii sięgają jednak daleko poza dymorfizm płciowy: przynosi ona mniejszą agresję wewnątrzgatunkową (rzadsze walki między samcami) i minimalizuje ryzyko dzieciobójstwa (powszechnego w gatunkach, w których samce rywalizują o haremy samic). A to otwiera drogę do złożonej kooperacji, będącej podstawą naszego ewolucyjnego sukcesu.
Jak biolodzy mierzą monogamię
To wszystko sprawia, że biolodzy mocno interesują się monogamią i jej ewolucją. Najnowszym wyrazem tego zainteresowania jest praca Marka Dyble’a z Uniwersytetu w Cambridge, który zaproponował w czasopiśmie Royal Society nowy wskaźnik monogamii i porównał pod jego kątem ludzi i inne ssaki.
Dyble zebrał dane dotyczące stosunku pełnych rodzeństw (dwoje tych samych rodziców) do półrodzeństw (jeden wspólny rodzic) w ponad 100 społecznościach ludzkich – w tym historycznych i prehistorycznych – a także u ponad 30 gatunków innych ssaków. W gatunkach monogamicznych powinny dominować pełne rodzeństwa, podczas gdy w poligamicznych pełne rodzeństwa pojawiałyby się tylko przypadkowo.
Jak często zdradzają monogamiczne ssaki
Dla wszystkich ludzkich społeczności ten współczynnik wynosi 66 proc. (i waha się od 26 proc. dla neolitycznej społeczności z Wielkiej Brytanii do 100 proc. dla żyjącej w podobnym czasie grupy z Francji – widzimy więc różnice kulturowe), co stawia nas w czołówce klasyfikacji.
Ustępujemy np. bobrom europejskim (73 proc.), likaonom (85 proc.) czy myszom kalifornijskim (100 proc.!). Na dole klasyfikacji (współczynnik poniżej 5 proc.) znalazły się niedźwiedzie czarne, delfiny butlonose, pawiany, szympansy czy rezusy.
Przyjęta metoda z jednej strony mogła nie doszacować naszej monogamiczności – ponieważ ludzie żyją długo, a ciąże są najczęściej pojedyncze. Z drugiej strony mówi ona wyłącznie o monogamiczności reprodukcyjnej – a tylko my wynaleźliśmy antykoncepcję oraz zdrady, które nie muszą prowadzić do płodzenia dzieci.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















