Czy na nabożeństwa majowe nie ma już miejsca? Przestrzegam przed prostą odpowiedzią

Maj bez „majowego” jest trudny do wyobrażenia. Litania zaś jako forma modlitwy nie wydaje się zwietrzała. Każdy da radę skupić się choćby na jednym wezwaniu litanii.
Czyta się kilka minut
Ks. Adam Boniecki, wrzesień 2021 r. // fot. Grażyna Makara
Ks. Adam Boniecki, wrzesień 2021 r. // fot. Grażyna Makara

Oczywiście, lubimy wiosnę. Wiosna to nadzieja, wiosna – jak ktoś powiedział – to wielka oszustka. Wszystko rodzi się do życia, by na jesieni... no dobrze, nie będziemy mówić o jesieni.

Popatrzyłem na zestaw historycznych wydarzeń w maju. Była Konstytucja 3 maja, był przewrót majowy, było robotnicze święto 1 maja, różni ważni ludzie urodzili się lub umarli w maju. W sumie wszystko jak w innych miesiącach... ale niezupełnie. Bo w maju jest jeszcze nabożeństwo majowe.

Pamiętam je z czasów młodości, kiedy nie było mszy wieczornych. Pamiętam, że kościół św. Michała w Warszawie (jeszcze ten stary, odbudowany w miejscu zniszczonego, dość zgrzebny) był wypełniony ludźmi. Wszyscy przychodzili na te nabożeństwa, choć przecież nieobowiązkowe. Przychodzili, by śpiewać litanię do Matki Boskiej i wysłuchać „czytanki” (bo na nabożeństwach majowych nie było kazania, tylko „czytanka”). Nie pamiętam, żeby księża jakoś specjalnie zachęcali do udziału. Po prostu, na „majowe” się chodziło. I, o ile wiem, w wielu miejscach wciąż się chodzi.

Nie wszędzie jednak: są miasta, gdzie na tym nabożeństwie tłumów nie ma. Czego znakiem jest to przerzedzone uczestnictwo? Czy tego, że ludzie przestali przywiązywać taką jak niegdyś wagę do Matki Boskiej? Litania jest ułożona z biblijnych obrazów i metafor, które współczesnemu człowiekowi mówią coraz mniej? Sposób modlenia się jest dziś inny? A może po prostu laicyzacja społeczeństwa poczyniła takie postępy, że na „majowe” już nie ma miejsca?

Nie wiem. Przestrzegam jednak przed uproszczoną odpowiedzią. Bo maj bez „majowego” jest trudny do wyobrażenia. Litania zaś jako forma modlitwy nie wydaje się zwietrzała. Nawet człowiek, który nie jest w stanie długo utrzymać uwagi na jednym przedmiocie, jest w stanie skupić ją przynajmniej na kilku czy choćby na jednym wezwaniu.

Nie piszę tego gwoli przyciągnięcia kogokolwiek do praktyk religijnych, które same z siebie nie przyciągają. Ale nie mogę się powstrzymać od napisania tego dla tych, którzy sami nie zdając sobie z tego sprawy, zaniechali czegoś, co było w ich życiu dobre i piękne. Nie wiem, czy śpiew litanii był czymś takim. Gorzej, że nie wiem, jaki rodzaj nabożeństwa jest odpowiedni dla dzisiejszego człowieka. 

Praktyka litanii do Matki Boskiej z pewnością nie jest warunkiem bycia dobrym chrześcijaninem ani zbawienia. Ale jeśli jest coś, np. śpiew w rytmie kontemplacyjnym, co pomaga w uczynieniu dalszych kroków, albo co jest sposobem nawiązania łączności z Matką Jezusa, nie należy tego lekceważyć. Dlatego to wszystko dziś, na początku maja, napisałem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 18/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Maj, majowe