Najpewniejszą wiedzę o ewolucji człowieka czerpiemy z kości i genów. Znalezione części szkieletu i czaszki paleoantropolodzy oceniają pod kątem cech morfologicznych. Zakładamy, że im bardziej jeden okaz przypomina inny, tym większe było pokrewieństwo między osobnikami, po których te skamieniałości zostały. Ta najbardziej oczywista metoda ma ograniczenia, ponieważ podobieństwa fizyczne mogły pojawić się także u mniej spokrewnionych istot z przyczyn takich jak zbliżony styl życia czy podobne warunki środowiskowe.
Analizy genetyczne dostarczają pewniejszych dowodów na pokrewieństwo między dwoma osobnikami, ale materiał genetyczny nie zachowuje się dobrze w skamieniałościach. Rzadko udaje się go wyizolować z kości liczących więcej niż dziesiątki tysięcy lat, podczas gdy początki rodzaju ludzkiego sięgają 2,5-3 mln lat wstecz (to wtedy nasi przodkowie zaczęli się odróżniać od innych dwunożnych małp chodzących wówczas po tych samych terenach Afryki, co oni). Istnieje zatem długi okres naszej ewolucyjnej historii, o którym możemy wnioskować głównie po wyglądzie skamieniałości, ich wieku i rozkładzie geograficznym.
Inna rzecz, że nie potrzebujemy dużych części szkieletu, by pozyskać DNA. Czasem wystarczy szczęśliwie zachowany w zamarzniętej ziemi kawałeczek maleńkiej kosteczki, której morfologia nie powiedziałaby nam niczego o ewolucji człowieka, by na podstawie wyizolowanych stamtąd sekwencji genetycznych odkryć nieznany wcześniej gatunek.
W obu przypadkach jesteśmy uzależnieni od znalezisk – jeśli brakuje kości do badań z jakiegoś okresu lub regionu, to w naszej wiedzy na temat ewolucji człowieka pojawiają się dziury. Największa z nich zionie obecnie w samym środku naszej ewolucyjnej historii i dorobiła się nazwy „mętliku środkowego plejstocenu” (co po angielsku brzmi jak tytuł piosenki rockowej: muddle in the middle).
W ostatnim czasie dwie grupy paleoantropologów, po badaniach skamieniałości liczących przeszło 700 tys. lat oraz ok. miliona lat, znalezionych w dwóch różnych częściach świata, spróbowały tę dziurę nieco zasypać. Choć raczej udało im się ją pogłębić.
Jak wyglądali ludzie sto tysięcy lat temu?
Cofnijmy się najpierw o 100 tys. lat. Ludzkość wygląda wówczas trochę jak w powieściach Tolkiena – w Europie, Azji i Afryce występuje kilka różniących się od siebie populacji. W Europie, na Bliskim Wschodzie i w zachodniej Azji od kilkuset tysięcy lat dominują neandertalczycy – umięśnieni, krępi, posiadający stosunkowo krótkie ręce i duże głowy z niewielkimi czołami i potężnymi wałami nad oczodołami.
W Azji Środkowej i Wschodniej żyją denisowianie, o których do niedawna nie wiedzieliśmy zbyt wiele. Dowody na ich istnienie najpierw znaleźliśmy w materiale genetycznym wydobytym z kawałka kości palca znalezionego w Jaskini Denisowej (zawdzięczającej swoje imię XVIII-wiecznemu pustelnikowi) w górach Ałtaj w środkowej Azji.
Dziś wiemy o nich nieco więcej, ponieważ w ostatnich latach kilka skamieniałości różnie klasyfikowanych czaszek – np. jako H. longi – powiązano z genami denisowian. Przyjmuje się więc, że to różne określenia na tę samą linię ewolucyjną. Były wśród nich największe znane ludzkie czaszki – dlatego wiemy, że denisowianie, jak na nasze standardy, mieli wielkie głowy.
Na wyspach Indonezji (z pewnością na Flores), a być może również na Filipinach, żyją hobbici – skarłowaciali ludzie o małych mózgach i groteskowo dużych stopach.
H. sapiens, czyli przedstawiciele naszego gatunku, 100 tys. lat temu mieszkają w Afryce i co jakiś czas wyprawiają się na Bliski Wschód i do Europy. Już wówczas są do nas fizycznie bardzo podobni. Ok. 60 tys. lat temu grupa naszych przodków wyruszy z Afryki i dość szybko zastąpi wszystkich dotychczasowych mieszkańców innych regionów, a potem dotrze tam, gdzie nigdy wcześniej nie postała ludzka stopa – do Australii i Ameryk.
O tym wszystkim (z pominięciem nadal dość tajemniczych dla nas hobbitów) wiemy sporo. Duża liczba skamieniałości młodszych niż 100 tys. lat, a także badania genetyczne dawnych oraz współczesnych populacji pozwalają zrekonstruować szlaki ludzkich migracji i spotkań przedstawicieli różnych grup, które skutkowały przepływem genów. Do dzisiaj nosimy ślady tych międzygatunkowych romansów – u Europejczyków neandertalskie dziedzictwo wynosi ok. 1-2 proc., podczas gdy Azjaci, zwłaszcza dalekowschodni, mają nawet do 4-6 proc. genów denisowian.
Problemy z naszym rozumieniem ewolucji człowieka zaczynają się wcześniej. Skąd na trzech kontynentach wzięły się różne grupy ludzi: H. sapiens, neandertalczycy i denisowianie? Jak i kiedy doszło do tego, że jedna populacja, złożona z przodków tych wszystkich ludzi, rozdzieliła się na przynajmniej trzy odrębne linie, które po trwającej kilkaset tysięcy lat względnej izolacji reprodukcyjnej znowu się skrzyżowały? Dlaczego niedługo potem dwie z nich nagle wygasły?
Ostatni wspólny przodek Homo sapiens, neandertalczyków i denisowian
Cała ta historia z pewnością nie wyglądała jak w micie o Lechu, Czechu i Rusie, którzy celowo rozdzielili się i zajęli osobne terytoria. Populacja źródłowa dla H. sapiens, neandertalczyków i denisowian zapewne rozpadała się organicznie: stopniowo zajmowała coraz większe obszary i dzieliła się na subpopulacje, między którymi przepływ genów stawał się coraz rzadszy. Z czasem każda z tych grup dostosowywała się do nieco innych warunków środowiska, co skutkowało narastającymi różnicami w genomach i cechach fizycznych.
Prawdopodobnie nie był to jednorazowy rozpad na trzy gałęzie. Dane genetyczne sugerują, że neandertalczycy i denisowianie byli ze sobą bliżej spokrewnieni niż H. sapiens z każdą z tych grup. Dlatego wydaje się, że najpierw doszło do podziału na dwie linie: „naszą” oraz neandertalsko-denisowiańską – która dopiero później również się rozpadła. Przeprowadzone w ostatnich kilku latach analizy genetyczne szacowały czas tych wydarzeń, choć z dużym marginesem niepewności, na kolejno ok. 500–700 tys. lat i 380–450 tys. lat. Te analizy nie mogą być superdokładne – opierają się bowiem na przyjęciu pewnego tempa pojawiania się kolejnych mutacji genetycznych, którego nie możemy być pewni.
Większość badaczy przyjmuje, że miejscem życia dla tej źródłowej populacji H. sapiens, neandertalczyków i denisowian była Afryka – choć w teorii nie musiało tak być. Gdybyśmy cofnęli się o ok. 2,5 mln lat, to niemal na pewno (wczesnych) ludzi spotkamy wyłącznie w Afryce. Przynajmniej 1,8 mln lat temu człowiek (H. erectus) pojawia się już jednak w Eurazji.
I choć wiemy, że potem z Afryki na Bliski Wschód raz po raz napływać będą kolejni przybysze (którzy zastępowali poprzednich mieszkańców lub się z nimi mieszali), co podkreśla znaczenie tego kontynentu w naszej ewolucyjnej historii, to nie ma jednoznacznych dowodów na to, że do rozejścia się tych trzeci linii ewolucyjnych nie doszło np. na Bliskim Wschodzie czy w Azji Środkowej.
Taki scenariusz jest jednak nieco bardziej zawiły (przodkowie wszystkich trzech linii musieliby wyjść z Afryki, gdzie potem wróciliby przodkowie H. sapiens – by część z nich znowu opuściła Afrykę i skolonizowała resztę świata), a przy braku rozstrzygających dowodów za jakimś scenariuszem paleoantropolodzy preferują prostsze wyjaśnienia.
Problem polega jednak na tym, że otrzymujemy nieco inną historię do opowiedzenia, jeśli zamiast genom przyjrzymy się podobieństwom anatomicznym między skamieniałościami.
Co o naszej ewolucji mówią skamieniałości?
We wrześniu 2025 r. zespół chińskich badaczy pod kierunkiem Xiaobo Fenga, we współpracy z Chrisem Stringerem z Muzeum Historii Naturalnej w Londynie opublikował wyniki analiz czaszki Yunxian 2 i jej porównań z innymi skamieniałościami. Znaleziono ją przeszło 30 lat temu, ale była w mizernym stanie, z mocno zniekształconym układem kości. Nowe badanie polegało na cyfrowej rekonstrukcji jej oryginalnego wyglądu i przyjrzeniu się stworzonemu modelowi na tle całej kolekcji innych znanych i drobiazgowo pomierzonych czaszek.
Wiek Yunxian 2 szacuje się na ok. milion lat – a więc sporo przed przyjmowanym dotąd czasem rozejścia się trzech interesujących nas linii ewolucyjnych. Mogła mieścić mózg o objętości ok. 1,15 litra, co nie wyróżnia jej na tle innych znanych europejskich, afrykańskich i azjatyckich czaszek pochodzących z tego okresu (większość z nich tradycyjnie klasyfikuje się jako H. erectus). W badaniach nie brano jednak pod uwagę wyłącznie wielkości mózgu – autorzy wyznaczyli przeszło 500 cech anatomicznych, pod względem których porównano Yunxian 2 ze 179 innymi czaszkami – a następnie pogrupowano te wszystkie okazy pod kątem największego podobieństwa. I wtedy zrobiło się interesująco.
Wyniki ułożyły się w trzy linie ewolucyjne – związane z H. sapiens, neandertalczykami i denisowianami – które rozdzielają się już przeszło milion lat temu. Mówiąc precyzyjniej: według tych badań unikalne cechy anatomiczne, które z czasem wybrzmią wyraźnie w tych trzech liniach rozwojowych człowieka, zaczynają się pojawiać już tak wcześnie w naszej ewolucyjnej historii.
Co jeszcze bardziej interesujące, według tych analiz najpierw (ok. 1,3 mln lat temu) doszło do oddzielenia się linii neandertalskiej od tej prowadzącej do H. sapiens i do denisowian, których z kolei okres rozejścia się oszacowano na ok. milion lat temu. A to wnioski sprzeczne z tym, co sugerowały analizy genów (zarówno gdy idzie o czas, jak i kolejność rozejścia się linii ewolucyjnych).
Co więcej, ok. 950-770 tys. lat temu na północy Hiszpanii występowała populacja określana jako H. antecessor – a w tej samej analizie skamieniałości H. antecessor okazały się najbardziej przypominać skamieniałości z linii denisowian. Czyli te, które pojawiły się niemal na drugim końcu świata. To by sugerowało, że przodkowie denisowian i H. antecessor ok. miliona lat temu rozdzielili się na dwie grupy, z których jednej ślady odnajdujemy w Hiszpanii, a drugiej – w centralnej Azji. I dopiero potem od tej azjatyckiej linii (czyli od denisowian) oddzieliła się populacja, z której wywodzi się Homo sapiens.
Linia neandertalska miałaby oddzielić się od pozostałych populacji jeszcze wcześniej. A przecież najstarsze skamieniałości bezsprzecznie klasyfikowane jako neandertalczycy pochodzą z Hiszpanii sprzed ok. 400 tys. lat – i to dokładnie z tego samego wzgórza Atapuerca pod Burgos, na którym znaleziono skamieniałości H. antecessor… Czy ktoś jeszcze rozumie, co to wszystko znaczy?
Zagadka ludzi o małych mózgach
Do jeszcze innych wniosków na temat okresu i kolejności rozdzielania się trzech linii ewolucyjnych człowieka doszedł w styczniu tego roku kolejny zespół paleoantropologów, na czele z Jeanem-Jacques’em Hublinem. Przebadali oni skamieniałości z Grotte à Hominidés pod Casablancą w Maroku, datowane na ok. 770 tys. lat. Zaliczyli je do linii rozwojowej H. sapiens, od której, ich zdaniem, wcześniej oddzieliła się linia neandertalsko-denisowiańska.
Z tych badań wyłania się więc scenariusz, który bardziej przypomina ten stworzony na podstawie badań genetycznych – głoszący, że denisowianie są bliżej spokrewnieni z neandertalczykami niż z nami. Choć i w przypadku tych badań do rozdzielenia się trzech interesujących nas populacji miałoby dojść wyraźnie wcześniej, niż sugeruje to genetyka.
Cała historia jeszcze bardziej się skomplikuje, gdy weźmiemy pod uwagę inne populacje człowieka zamieszkujące świat w ciągu ostatnich setek tysięcy lat – a które prawdopodobnie nie mają bezpośredniego związku z H. sapiens, neandertalczykami i denisowianami, choć występowały na tych samych terenach.
Jedną z nich są wspominani już hobbici, których analiza dokonana przez zespół z Chin i Christa Stringera plasuje w sporej odległości od H. sapiens, neandertalczyków i denisowian. Linia hobbitów mogłaby się oddzielić od „naszej” nawet 1,7 mln lat temu – mniej więcej, gdy pierwsi ludzie weszli do Eurazji.
Jeszcze wcześniej, ponad 2 mln lat temu, według tych badań od reszty ludzi oddzielili się H. naledi – dziwaczny gatunek człowieka, o mózgach o połowę mniejszych niż nasze oraz małpich ramionach i dłoniach, który wyglądał trochę tak, jakby żałował zejścia z drzewa (albo nie całkiem zadomowił się na ziemi), znany wyłącznie z jednego miejsca na świecie – Jaskini Wschodzącej Gwiazdy w RPA – i datowany na ok. 235-335 tys. lat.
W gruncie rzeczy w historii Ziemi mogło współwystępować jeszcze więcej różnorodnych form człowieka niż w tolkienowskim Śródziemiu.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















