Mało kto o nim dziś pamięta. Może dlatego, że gdy mowa o Legionach Polskich z czasów Wielkiej Wojny 1914-1918, w naszej narracji dominuje I Brygada i jej komendant Józef Piłsudski. O pozostałych dwóch brygadach legionowych i ludziach z nimi związanych pamiętamy mniej.
Kim był zatem Zieliński – ten dwukrotny kawaler Orderu Virtuti Militari, czterokrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych i jeden z nielicznych wojskowych, który otrzymał w okresie międzywojennym najwyższe odznaczenie, Order Orła Białego?
Zygmunt Zieliński zaczynał służbę w armii austriackiej
Urodził się w 1858 r. w podkrakowskich Rzeszotarach, w niezamożnej rodzinie szlacheckiej. Gdy miał pięć lat, ojciec poszedł na ochotnika za graniczną Wisłę – w zaborze rosyjskim wybuchło powstanie styczniowe, a austriacka Galicja stała się dlań zapleczem operacyjnym: stąd szli ochotnicy i materiały wojenne.
Ojciec przeżył i wrócił, a mały Zygmunt słuchał potem jego opowieści o ojcowskiej służbie pod komendą legendarnego Dionizego Czachowskiego, który dowodził oddziałem w Świętokrzyskiem (i zginął, w listopadzie 1863 r.).
Zygmunt kształcił się w gimnazjum w Nowym Sączu, po czym wstąpił do austriackiej armii. W tamtym czasie, w II połowie XIX w., w Galicji panowała coraz większa autonomia i postrzeganie państwa zaborczego było inne niż w Kongresówce. Korzystając z autonomii, także politycznej, galicyjscy Polacy coraz mniej widzieli w Austrii i jej cesarzu Franciszku Józefie władzę narzuconą, a coraz bardziej państwo i władcę, z którymi mogą się utożsamiać.
Szkołę kadetów piechoty w Wiedniu Zygmunt ukończył w 1878 r.; zdał egzamin oficerski. Przez kolejne lata służył w 20. Pułku Piechoty, którego żołnierzy zwano „Cwancygierami” lub „Dwudziestakami”; garnizonem pułku był Nowy Sącz. W 1910 r. otrzymał awans na pułkownika i krótko dowodził 13. Pułkiem Piechoty w Krakowie; jego żołnierzy zwano „Krakowskie Dzieci” (w obu pułkach większość żołnierzy stanowili Polacy).
Choć miał opinię solidnego oficera, nie zrobił kariery w c.k. armii. Po 36 latach służby, w 1911 r. przeszedł w stan spoczynku i osiadł w Krakowie.

Dowódca 2. Pułku Piechoty Legionów
Przed wybuchem I wojny światowej Zieliński, już jako cywil, wykorzystał swoje kwalifikacje: współtworzył organizacje strzeleckie – Polowe Drużyny Sokole.
Gdy zaczęła się Wielka Wojna, miał 56 lat i jako oficer rezerwy 22 sierpnia 1914 r. został zmobilizowany. Wystąpił jednak od razu z prośbą o przeniesienie do powstających Legionów Polskich. Otrzymał zgodę – i przystąpił do formowania 2. Pułku Piechoty, którego dowództwo objął 11 września.
Wbrew pragnieniu legionistów, którzy chcieli ruszyć na teren Królestwa Polskiego, jednostka Zielińskiego została skierowana na Węgry: do c.k. zgrupowania, które miało przeprowadzić kontrofensywę, by wyprzeć wojska carskie z regionu Marmaros-Sziget. Teren okazał się trudny, a jesienne walki wyczerpujące.
Po przejściu Karpat Wschodnich, już na terenie Galicji, legioniści podjęli ofensywę na Nadwórną (24 października), wypierając zaskoczonych Moskali. Pięć dni później brali udział w bitwie pod Mołotkowem, jednej z najkrwawszych w dziejach Legionów.
Następnie od grudnia 1914 r. do stycznia 1915 r. pułk Zielińskiego uczestniczył w walkach pod Ökörmező (dziś Miżhirja na ukraińskim Zakarpaciu), przyczyniając się do powstrzymania odwrotu sił austro-węgierskich.
Żelazna Brygada walczy w Karpatach Wschodnich
Potem grupa bojowa, którą dowodził Zieliński, zaczęła swój najdłuższy szlak, wiodący na wschód w kierunku Bukowiny. Polem walki stały się Alpy Rodniańskie, najwyższe pasmo Karpat Wschodnich (dziś w północnej Rumunii i na pograniczu z Ukrainą). Jeden z legionistów wspominał: „Gorszymi wrogami wówczas od Moskali były śniegi i mrozy”.
Po przekroczeniu przełęczy Prislop oddziały zmierzały do położonej wysoko na stokach miejscowości Kirlibaba. W warunkach górskiej zimy, po ciężkich bojach legioniści zdobyli 22 stycznia 1915 r. główny punkt oporu Rosjan, ponownie otwierając armii austro-węgierskiej drogę na Bukowinę i do Galicji Wschodniej.
Sami też tam wkroczyli i idąc na północ, doszli do rzeki Prut, a 18 lutego 1915 r. zajęli Śniatyń. Wówczas to komendant całych Legionów, gen. Karol Trzaska-Durski, tak napisał o Zielińskim: „Doskonały ten wódz, dzielny żołnierz, zacny człowiek (...) posiadł najwyższe uznanie i zaufanie Komendy Legionów, a szacunek i miłość u swoich podkomendnych”.
Po reorganizacji Legionów, z 2. Pułku (Zielińskiego) oraz 3. Pułku (dowodzonego przez ppłk. Józefa Hallera) utworzono II Brygadę, zwaną Żelazną lub Karpacką. Wkrótce trafiła ona na front bukowińsko-besarabski. Dowodząc częścią brygady, w czerwcu 1915 r. Zieliński zajął miejscowość Mamajowce i toczył boje o Rarańczę. Tam 13 czerwca 1915 r. miała miejsce słynna szarża na pozycje rosyjskie pod Rokitną.

Od swych żołnierzy Zieliński zyskał czuły przydomek „Dziadek”
Zieliński należał do grupy najlepszych dowódców legionowych. Dawał żołnierzom przykład osobistej odwagi, ale też rozwagi. Jego podwładny z 2. Pułku wspominał: „W czasie jazdy na Węgry poczuliśmy od razu żelazną jego wolę i zamiłowanie do karności (...) w czasie największego boju lęk zaczął się zamieniać w cześć, do czci dołączył się podziw, wreszcie entuzjazm”.
Podobnie pisał o nim Stanisław Rostworowski, wtedy młody wachmistrz (podczas II wojny światowej dowódca Okręgu Krakowskiego AK): „To bohater-wódz, który stał się w czasach największych trudów i najcięższych walk, najprzód 2. Pułku, a potem całej Brygady, jej głową i sercem, jej symbolem i już dzisiaj nieledwie legendą. (...) Gdy on szedł na przedzie, wiedzieliśmy, że nie idziemy na darmo”.
Ze wspomnień żołnierzy można sądzić, iż Zieliński był typem dowódcy-opiekuna, który dbał o podwładnych, unikał nieprzemyślanych rozkazów, jakie mogły pociągnąć duże straty, i napominał, by niepotrzebnie nie szafowali „trudem, krwią i życiem”. W II Brygadzie zyskał przydomek „Dziadek” – rzecz charakterystyczna, że identyczny nadali Piłsudskiemu jego podkomendni z I Brygady.
Jesienią 1915 r. Zieliński został komendantem Grupy Legionów Polskich. Uczestniczył w formowaniu III Brygady, której następnie został dowódcą.
Zieliński na czele całych Legionów Polskich
W 1916 r. zaostrzył się konflikt o polityczną koncepcję Legionów między Piłsudskim z jednej strony a Komendą Legionów, a także Departamentem Wojskowym Naczelnego Komitetu Narodowego (Komitet powstał w 1914 r. jako polityczna reprezentacja galicyjskich Polaków) z drugiej. Piłsudski chciał większej samodzielności Legionów, na co nie godzili się Austriacy i Niemcy.
Spór ten zaważył na losach Legionów. Wiosną 1917 r. zostały one przekazane przez cesarza Karola I (następcę zmarłego w 1916 r. Franciszka Józefa) niemieckim władzom wojskowym. 24 kwietnia 1917 r. rozkaz generała-gubernatora Hansa von Besselera mianował Zielińskiego komendantem całych Legionów.
Objął dowództwo w okresie dramatycznej sytuacji politycznej. Jako zwolennik dalszej współpracy z Wiedniem i Berlinem został poddany ciężkiej próbie. Uważał, że należy przetrwać kryzys w Legionach, by zachować kadry dla przyszłego wojska polskiego. Zapewniał, że będzie stać na straży interesów wojska, i apelował o wytrwanie.
Na początku lipca 1917 r. Zieliński opowiedział się za złożeniem przez legionistów przysięgi „wiernego dotrzymania braterstwa broni wojskom Niemiec i Austro-Węgier”. Za jej złożeniem opowiedziała się też Komenda Legionów, większość II Brygady Hallera i Krajowy Inspektorat Zaciągu na czele z płk. Władysławem Sikorskim.
Dlaczego tak postąpił? Zapewne nadal czuł się związany przysięgą, którą wiele lat wcześniej złożył władcy Austro-Węgier. Jednak znaczna część legionistów, z Piłsudskim na czele, odmówiła złożenia nowej przysięgi.
Od kryzysu przysięgowego do bitwy pod Rarańczą
W odpowiedzi na ten tzw. kryzys przysięgowy Zieliński wspólnie z gen. Tadeuszem Rozwadowskim opracowali projekt organizacji przyszłego wojska polskiego. Rozkazem z 9 października 1917 r. dowódcą nowej formacji – Polskiego Korpusu Posiłkowego – został mianowany Zieliński, a trzon nowej jednostki stanowiła II Brygada. Jesienią 1917 r. Korpus trafił na besarabski odcinek frontu. W listopadzie Zieliński został awansowany na generała majora.
O dalszych losach Polskiego Korpusu Posiłkowego przesądziło podpisanie przez państwa centralne traktatu pokojowego z Ukraińską Republiką Ludową w Brześciu 9 lutego 1918 r.; zakładał on oddanie powstającemu państwu ukraińskiemu także ziem uważanych za polskie. Skompromitowało to rząd Austro-Węgier w oczach Polaków i pogrzebało nadzieje tych, którzy nadzieje na niepodległość wiązali z Wiedniem.
Wśród legionistów dojrzała koncepcja przejścia na drugą stronę frontu i połączenia z III Korpusem Polskim na terenie Rosji. Próbę przebicia się podjęto nocą z 15 na 16 lutego pod Rarańczą. Józef Haller pisał o Zielińskim, że ten, tak lubiany i szanowany przez żołnierzy, w tym czasie był załamany, gdyż czuł, że „wiążą go przysięgi i długie współżycie koleżeńskie w armii austriacko-węgierskiej, w której służył”.
Na wydarzenie pod Rarańczą austriackie władze odpowiedziały represjami, aresztując oficerów i żołnierzy Korpusu. Także Zielińskiego, który trafił do obozu w Huszt.
1918-1919: w walce o niepodległą Polskę
Jesienią Austro-Węgry rozpadły się, a zwolniony Zieliński zgłosił się do służby w powstającym Wojsku Polskim. Odrodzone państwo musiało walczyć o granice. Zielińskiego oddelegowano do Przemyśla, gdzie miastu zagrażały oddziały ukraińskie. Został dowódcą grupy operacyjnej, która wkrótce zdobyła Dobromil, a następnie Chyrów.
W kwietniu 1919 r. Zieliński zaczął formowanie 3. Dywizji Piechoty i został jej dowódcą. W połowie maja jednostki kierowane przez niego znów toczyły walki w rejonie Chyrowa i zajęły Borysław, zabezpieczając tam zagłębie naftowe. Następnie w czerwcu Zieliński walczył w rejonie Brzeżan, gdzie dzięki powstrzymaniu wojsk ukraińskich siły polskie mogły przegrupować się i na przełomie czerwca i lipca 1919 r. przeprowadzić kontrofensywę. W połowie lipca Zieliński odrzucił oddziały ukraińskie za linię Zbrucza.
Za tę wojnę otrzymał Krzyż Srebrny V klasy Orderu Virtuti Militari. Tak pisał o nim gen. Wacław Iwaszkiewicz: „Nadzwyczaj wytrwały, osobiście waleczny. (...) Posiada głęboką fachową wiedzę wojskową wspieraną wybitnym zmysłem taktycznym i organizacyjnym”. Tymczasem wyczerpany Zieliński pisał do żony: „Może to już było moje ostatnie przedstawienie. Chciałbym dać wojaczce spokój, bo faktycznie fizycznie już nie mogę”.
Rok 1920 i Order Orła Białego
W sierpniu 1919 r. utworzono okręg wojskowy w Poznaniu, którego pierwszym dowódcą został Zieliński. W kwietniu 1920 r. otrzymał awans na generała porucznika. Mając 62 lata, był wtedy zapewne najstarszym generałem w czynnej służbie.
Gdy wkrótce potem bolszewicy ruszyli na Warszawę, 26 czerwca 1920 r. został mianowany dowódcą 3. Armii, zmagającej się m.in. z konnicą Budionnego.
6 sierpnia 1920 r. Naczelne Dowództwo WP wydało rozkaz przegrupowania wojsk, przed decydującą bitwą na przedpolach Warszawy. Zadaniem 3. Armii, rozlokowanej na linii Kock-Brody, była obrona Warszawy od południa. Mimo szczupłości sił, Zieliński wywiązał się z tego, osłaniając (we współpracy z 4. Armią) koncentrację Grupy Uderzeniowej Piłsudskiego. To ona w połowie sierpnia rozpoczęła kontrofensywę znad rzeki Wieprz i rozstrzygnęła o losach bitwy warszawskiej (za wkład w wojnę polsko-bolszewicką dwa lata później Zieliński otrzyma Krzyż Komandorski II klasy Orderu Virtuti Militari).
W październiku 1920 r. został pierwszym dowódcą okręgu wojskowego „Pomorze”. W lipcu 1921 r. otrzymał Order Orła Białego, a w 1922 r. awans na generała broni.
Zieliński spoczął obok swoich żołnierzy spod Rokitny
Zygmunt Zieliński odszedł z wojska na własną prośbę na początku 1923 r. Długo się nie cieszył emeryturą: zmarł w Krakowie 11 kwietnia 1925 r. w wieku 66 lat. Pamiętając zdanie z listu do żony („już nie mogę”), można tylko spekulować, na ile przyczyniło się do tego sześć lat spędzonych na wojnie.
Spoczął na cmentarzu Rakowickim, w pobliżu wspólnej mogiły jego podwładnych – ułanów, którzy polegli w szarży pod Rokitną (w 1923 r. ich szczątki zostały ekshumowane i przeniesione z Bukowiny).
We wspomnieniu o nim Władysław Leopold Jaworski, profesor UJ i znany polityk konserwatywny, napisał: „W czem szukać magii tego człowieka? (...) Bez cienia chytrości i kłamstwa. Rycerz bez lęku i zmazy”. Z kolei socjalista Herman Lieberman wspominał Zielińskiego, że był to „skromny, bez osobistej ambicji, szczery, do kłamstwa i złego uczynku niezdolny, a nade wszystko miłujący Polskę i jej dążenie do niepodległości; wszystko a wszystko, swoje zdrowie, swój byt, swoje sympatie i antypatie tej idei podporządkował”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















