Reklama

Cud nad Wisłą, czyli generał przed marszałkiem

Cud nad Wisłą, czyli generał przed marszałkiem

24.08.2020
Czyta się kilka minut
Uparte nazywanie odparcia bolszewików cudem nad Wisłą to pokłosie przedwojennej narracji endeckiej, próbującej obniżyć zasługi Piłsudskiego, autora miażdżącego manewru znad Wieprza.
B

Był człowiekiem wielkiej szczerości i pokornej wiary. Pomimo ogromu zadań, potrafił przeżywać z oddaniem czas modlitwy i wszystkie swoje starania zawierzać Bogu i Matce Najświętszej” – mówił o gen. Józefie Hallerze bp Marek Solarczyk podczas mszy kończącej obchody 100-lecia Bitwy Warszawskiej. Odbyła się ona w sanktuarium Matki Bożej Hallerowskiej w Mińsku Mazowieckim – to tam 100 lat wcześniej Haller zawierzył Polskę Bogu. Według biskupa warszawsko-praskiego zasługi generała w zgromadzeniu 100-tysięcznej Armii Ochotniczej sprawiły, że „to przede wszystkim jego osoba wzbudzała podziw u Polaków”.

Uparte nazywanie odparcia bolszewików cudem nad Wisłą to pokłosie przedwojennej narracji endeckiej, próbującej obniżyć zasługi Piłsudskiego, autora miażdżącego manewru znad Wieprza. Rola gen. Hallera w zwycięstwie 1920 r. była drugorzędna, a w polityce lat 20. i 30. – trzeciorzędna. Dziwi też ignorowanie przez biskupa niechlubnych kart z życiorysu generała: antyżydowskich pogromów dokonywanych przez żołnierzy Błękitnej Armii czy podgrzewania nastrojów ulicznych po wyborze na prezydenta Gabriela Narutowicza („Polskę sponiewierano!”), które doprowadziły do tragicznego finału.

Sto lat po Bitwie Warszawskiej biskupi wpisują się w endecką narrację. Inna sprawa, że czynienie hagiografii z życiorysu postaci historycznej jest ryzykowne, a szukanie w niebiosach przyczyn zwycięstw doprasza się konsekwencji. Ktoś mógłby np. pytać, dlaczego półtora wieku po poświęceniu Rzeczypospolitej Matce Bożej przez Jana Kazimierza to dzieje powolnego upadku, zakończonego zniknięciem z mapy. ©℗

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz działu „Wiara”, z „Tygodnikiem Powszechnym” związany od 2007 roku. Specjalizuje się w tematach religijnych i historycznych. Studiował historię na Uniwersytecie Jagiellońskim i...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Nie jestem znawczynia akurat tego fragmentu polskich dziejów, niemniej raczej juz powszechnie wiadomo, ze Piłsudskiego podczas słynnej bitwy nawet nie było w Warszawie, poniewaz cierpiał na depresję z powodu poprzednich porazek. Leczył skołatane nerwy w Bobowej u pani Szczawinskiej, zas bitwą dowodził gen. Rozwadowski, uwazany za własciwego autora "cudu". Na posiedzeniu Rady Obrony Państwa w lipcu krytykowany Piłsudski wpadł w histerię i groził swoja dymisją. Złozył ja zreszta na ręce premiera Witosa, który ja schował i nie nadał jej dalszego biegu. Kiedy wreszcie zacznie sie proces demitologizacji tej kontrowersyjnej postaci, jaka był Pilsudski?

Nie było go w Warszawie, bo wyjechał do wojsk wykonujących manewr przez niego zaplanowany (i za który brał odpowiedzialność, stąd dymisja na wypadek porażki). Rozwadowski zaś kierował sztabem, czyli wydawaniem rozkazów konkretnym wojskom i koordynacja. Haller, Sikorski i reszta dowódców konkretnych wojsk za to odpowiadali za swoje wycinki. Wszystkie tryby zadziałały i plan Piłsudskiego się powiódł. To nie wzbudza żadnych kontrowersji wśród historyków. Ale dla publicystów to już inna sprawa - nie pasuje im to do poglądów, więc wymyślają "cuda nad Wisłą".

Nie było go w Warszawie, bo złozył dymisję. Na naradzie 12 sierpnia ostro skrytykował plan gen. Rozwadowskiego obrony na linii Wisły (nie był, jak widać, jego autorem:))) Nie chciał ponosić odpowiedzialnosci za jego realizacje i oswiadczył, ze udaje sie do Puław, aby objąć dowództwo nad grupą uderzeniową. Wyjął z kieszeni list, który odczytał, a z którego wynikało, ze podaje sie do dymisji ze stanowiska Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza. Pisał: "...Sądze, że jestem odpowiedzialny zarówno za sławę i siłę Polski w dobie poprzedniej, jak i za bezsiłę oraz upokorzenie teraźniejsze. Przynajmniej do tej odpowiedzialnosci sie poczuwam zawsze i dlatego naturalną konsekwencja dla mnie jest podanie sie do dymisji." W nocy wyjechał do Bobowej. Tymczasem grupa uderzeniowa złożona z trzech armii przez trzy dni od 13 do 15 sierpnia stała bezczynnie, a przez kolejne dwa dni maszerowała w próżni. Dopiero 17 sierpnia pod Garwolinem Naczelny Wódz, który podał sie do dymisji, mógł usłyszeć odgłosy bitwy. Nikt nie umniejsza roli, jaką odegrała akcja poscigowa za bolszewikami, niemniej przypisywanie zasług Piłsudskiemu w przygotowaniu zwyciestwa pod Warszawą jest zwyczajnym naduzyciem.

Słusznie pani podkreśla brak własnych kompetencji, a postacie jednolicie krystaliczne to występują jedynie w umoralniających bajkach dla dzieci. A cud był, a jakże. Zjednoczenie wszystkich, poza komunistami nurtów polskiej polityki ,ich skuteczne działanie i pozytywny wynik tychże działań to przecież prawdziwy CUD.

I takiego cudu sobie i wszystkim dziś życzę. A cud był, a jakże. Zjednoczenie wszystkich, poza komunistami nurtów polskiej polityki ,ich skuteczne działanie i pozytywny wynik tychże działań to przecież prawdziwy CUD.

Moja skromność w sprawie wiedzy historycznej, zapewniam, była grzecznosciowa:))) Co do jednosci (prócz komunistów) - bierze Pan pod uwagę ludzi z IQ powyzej 100, którzy przeciez zdawali sobie sprawę, co oznacza najazd bolszewików. Trochę inaczej wygladała sprawa, jeśli zastosować kryterium "klasowe". Ziemiaństwo gosciło wojsko polskie, dawało konie i synów, chłopstwo dezerterowało z szeregów armii i czekało na obiecaną przez bolszewików "ziemie". I bynajmniej nie byli to "komunisci". A "cudu" nie było, tylko determinacja zołnierzy i sprawność dowodzenia Szefa Sztabu Generalnego pod skandaliczną nieobecność Naczelnego Wodza:)))

IQ chłopstwa poniżej 100, ziemiaństwa powyżej to jakiś prymitywny darwinizm. Pokutuje do dziś gdy wielkomiejskie elity zaprzeczają intelektualnej sprawności mieszkańcom wsi. A tylko gdy widzimy śmierć, rany, nieludzkie zmęczenie, głód podnieśmy kamień i rzućmy w dezertera. I tak jestem zdumiony, że tylu morloków zdecydowało się walczyć za tak wydumany konstrukt jak Polska w 1920 roku. Narracja komunistów była zdecydowanie ciekawsza, tylko to jej niezrozumiałe antyklerykalne ostrze.

Wyjątkowo tandetna prowokacja
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]