Archeolodzy pod Goszczą szukali śladów z pradziejów. Znaleźli żołnierza z I wojny światowej

Choć od I wojny światowej mija 110 lat, w lasach i górach dawnej Galicji i Kongresówki wciąż odkrywane są jej ofiary. Czasem udaje się ustalić ich tożsamość – i zawiadomić rodziny.
Czyta się kilka minut
Żołnierze 17. Pułku Piechoty Honwedu, sierpień 1914 r. Na czapkach i karabinach kwiaty, na mundurach kokardy w węgierskich barwach – takie pożegnalne zdjęcia robiono przed wymarszem na front. 110 lat temu pułk ten walczył pod Krakowem. // Ze zbiorów Jarosława Klai
Żołnierze 17. Pułku Piechoty Honwedu, sierpień 1914 r. Na czapkach i karabinach kwiaty, na mundurach kokardy w węgierskich barwach – takie pożegnalne zdjęcia robiono przed wymarszem na front. 110 lat temu pułk ten walczył pod Krakowem. // Ze zbiorów Jarosława Klai

Pierwszego z nich odnaleziono w 2010 r. przypadkiem: podczas robót budowlanych na wzgórzu Kielnik koło Goszczy, na północ od Krakowa. Badania obejmowały teren, gdzie spodziewano się znaleźć ślady z pradziejów, miały więc odbywać się pod okiem archeologa.

Były to szczątki mężczyzny ze strzępami płaszcza i wojskowymi guzikami. Przymaszerował tu zapewne z daleka – może spod Jarosławia i Rawy Ruskiej, gdzie zaczynała Wielką Wojnę jego dywizja. Miał znoszone buty. Jeden z nich, zapewne zbyt mały (żołnierz nosił buty w różnych rozmiarach), zdeformował kości stopy. Kolor munduru, guziki i amunicja do karabinu Mannlicher nie pozostawiały wątpliwości, że był żołnierzem austro-węgierskiej armii.

Kolejnych honwedów też odnaleźli badacze: zespół archeologa dr. Marcina Czarnowicza z UJ oraz dr. inż. Adama Zakrzewskiego z AGH, badający pole bitwy z jesieni 1914 r. w tzw. lesie goszczańskim – resztki okopów, dołki strzeleckie oraz ziemianki – i konfrontujący je z archiwaliami. Wynikiem ich badań mają być monografia „Nieznana bitwa pod Krakowem 1914” (jej publikacja planowana jest na koniec tego roku) i ścieżka edukacyjna, która poprowadzi śladami tej bitwy.

Szczątki żołnierzy z I wojny światowej: jak je zidentyfikować?

Kim był żołnierz odnaleziony na wzgórzu Kielnik? Zapewne pozostanie nieznany – nie miał znaku tożsamości, tzw. Totenkapsla, jak nazywali je żołnierze armii austro-węgierskiej. Wiemy, że miał 18-22 lata, był raczej drobnej budowy i zginął najpewniej od rany brzucha. Archiwalia ujawniają, że w miejscu, gdzie go odnaleziono, walczył 16. pułk piechoty Honwedu, wchodzący w skład 39. Dywizji Piechoty Honwedu.

Znaki tożsamości mieli natomiast dwaj kolejni znalezieni żołnierze: delikatne papierowe karteczki zachowały dane rezerwistów pochodzących z pogranicza dzisiejszych Słowacji i Węgier. Badacze czynią starania, aby odnaleźć i poinformować rodziny o odnalezieniu ich przodków. Ich uroczysty pogrzeb ma odbyć się w 2025 r.

110 lat temu ci dwaj zidentyfikowani polegli spoczęli w dołku strzeleckim wraz z jeszcze jednym kolegą, pochowani zapewne naprędce przez żołnierzy carskich, którzy wyparli honwedów z ich pozycji. Później miejsce pochówku przykryła warstwa śniegu, który, jak wiemy ze źródeł, z końcem listopada 1914 r. pokrył pola walk pod Krakowem.

Kolejną z odnalezionych żołnierskich mogił zlokalizowano w ciągu okopu carskiego, kilkaset metrów dalej. Pochowano w niej jednego żołnierza austro-wegierskiego. Pogrzebali go, znów zapewne w pośpiechu, carscy grenadierzy. Bez butów i czapki, zabranych być może przez marznących Rosjan.

Podczas pierwszych silnych mrozów z końcem listopada 1914 r. temperatura spadła w tej okolicy poniżej minus 10 stopni, a wiadomo, że żołnierzom brakowało zimowych czapek. Radzili sobie na różne sposoby: w jednej z ziemianek archeolodzy odnaleźli piec z rusztem wykonanym z luf karabinowych.

Śnieg przykrył wtedy także groby. „Mogiły tych, którzy odrzucili wroga spod Krakowa, wyglądają jak nikłe fale na gładkim morzu śniegu. Tylko drewniane krzyże sterczą w bezkresnej bieli” – pisał w styczniu 1915 r. Ferenc Molnár, węgierski pisarz i wówczas korespondent wojenny, który oglądał podkrakowskie pobojowisko.

Pól bitewnych na północ od Krakowa, leżących już na terenie dawnej Kongresówki, nie uporządkowano przed zakończeniem tamtej wojny tak starannie, jak tych w Galicji Zachodniej. Także dokumentacja – i austriacka, i polska z międzywojnia – pozostawia wiele znaków zapytania (np. w miejscu, gdzie pochowano trzech żołnierzy, archiwalia wskazywały mogiłę nawet stu ludzi). Wiele cmentarzy i mogił w tym rejonie uległo więc zapomnieniu i zniszczeniu. W konsekwencji bliscy poległych tu w 1914 r. żołnierzy nie poznali ich losów.

Kim byli honwedzi i skąd wzięli się pod Krakowem?

Armia Austro-Węgier stanowiła – w porównaniu choćby ze współczesnym wojskiem – twór skomplikowany: jej siły lądowe składały się z tzw. armii wspólnej i dwóch odrębnych Obron Krajowych: z cesarsko-królewskiej Landwehry w austriackiej części monarchii oraz z Honwedu, czyli królewskiej węgierskiej Obrony Krajowej.

Węgrzy traktowali Honwed jako „swoją armię”, akcentowano jej narodowy charakter. Podkreślały go węgierski język komendy (gdy w armii wspólnej i Landwehrze był nim niemiecki) i elementy umundurowania nawiązujące do węgierskich tradycji.

Terytorialny charakter poboru sprawiał, że w Honwedzie służyli nie tylko Węgrzy, lecz także m.in. Słowacy i Rumuni, a także górale ze Spisza i Orawy, stanowiących wtedy część Królestwa Węgier. Wiemy, że latem 1914 r. w 16. Pułku Piechoty Honwedu, który macierzyste koszary i okręg uzupełnień miał w Bańskiej Bystrzycy (dziś środkowa Słowacja), 56 proc. żołnierzy mówiło po węgiersku, a 41 proc. po słowacku.

Obrony Krajowe biły się na równi z żołnierzami armii wspólnej. Wyposażone podobnie, nie były – jak się czasem sądzi – formacją drugiego rzutu (inaczej było w armii niemieckiej, gdzie do Landwehry trafiali starsi wiekiem rezerwiści; ci w armii Habsburgów służyli raczej w Landsturmie, pospolitym ruszeniu).

Żołnierze Landwehry (w tym prapradziadek autora tego tekstu) i Honwedu walczyli więc 110 lat temu na Lubelszczyźnie i nad Sanem, a potem podczas odwrotu austro-węgierskiej armii, która „rosyjski walec parowy” zatrzymała w końcu w listopadzie 1914 r. na północ od Krakowa, m.in. w rejonie Goszczy.

Z początkiem grudnia na południe od Wisły ruszyła ofensywa – do historii przeszła jako operacja limanowsko-łapanowska – w wyniku której wojska carskie cofnęły się spod Krakowa. Tam też bili się bańskobystrzyccy honwedzi, przerzuceni 7 grudnia 1914 r. do Limanowej i Tymbarku.

Mogiła w lesie goszczańskim, postawiona po odnalezieniu szczątków żołnierzy. Wrzesień 2023 r. // Fot. Krzysztof Pięciak

Szczątki węgierskich żołnierzy w Galicji

Las goszczański to niejedyne miejsce, gdzie trwają dziś poszukiwania mogił z I wojny światowej.

W poprzednich latach zespół dr. Czarnowicza badał ślady i cmentarze w rejonie Jaślisk, Moszczańca oraz w okolicach Komańczy (tutaj m.in. w Zubeńsku i Maniowie). Również w Bieszczadach i wschodniej części Beskidu Niskiego ponad sto lat temu nie starczyło czasu i środków, aby uporządkować wszystkie pobojowiska. Wiele polowych cmentarzy, które wtedy zbudowano, nie zachowało się. Działają tam także pasjonaci i regionaliści – m.in. w Woli Michowej, gdzie w miejscowej kapliczce upamiętniono żołnierzy poległych tam w marcu 1915 r.

Poszukiwania na dużą skalę trwały przez kilka tygodni na szczycie Manyłowej (na współczesnych mapach: Łysy Wierch) w Bieszczadach. W leju powstałym po eksplozji ładunku, założonego przez austro-węgierskich saperów, złożono tam poległych w zażartych zimowych walkach (w tym żołnierzy 34. Pułku Piechoty, którzy kilka miesięcy wcześniej bili się pod Krakowem). Spośród 509 odnalezionych udało się zidentyfikować kilka węgierskich nazwisk.

Na powtórny pogrzeb tych 509 poległych, który odbył się 7 października 2023 r. na górskim cmentarzu zbudowanym na Manyłowej, przyjechali krewni jednego z tych zidentyfikowanych – Janosa Gabora.

Autor jest historykiem, pracuje w Biurze Poszukiwań i Identyfikacji Oddziału IPN w Krakowie. Ostatnio wydał: „W oddziale »Babinicza«. Działalność oddziału Konspiracyjnego Wojska Polskiego »Jastrzębie«/»Oświęcim« i losy jego partyzantów”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 43/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Honwedzi z Goszczy