Niewielu prezydentów USA ma swoje ulice w polskich miastach. Wśród nich jest Thomas Woodrow Wilson. Czym na to zasłużył?

To on zerwał z doktryną izolacjonizmu, która długo określała amerykańską politykę zagraniczną. Dziś, gdy Donald Trump otwarcie mówi, że Stany odwrócą się od Europy, warto przypomnieć Wilsona.

30.01.2024

Czyta się kilka minut

Frank Graham Cootes, Prezydent  Woodrow Wilson, 1913 r. / Domena publiczna / wikipedia
Frank Graham Cootes, Prezydent Woodrow Wilson, 1913 r. / Domena publiczna / wikipedia

Gdy jego imieniem nazywano plac na warszawskim Żoliborzu albo ulice w Opolu, Częstochowie czy Tarnowie, a także gdy stawiano mu pomnik w Poznaniu – kontrowersji wokół tych projektów nie było. Inaczej niż w przypadku innego prezydenta USA, Franklina Delano Roosevelta – gdy pojawiały się idee honorowania ulic nazwiskiem polityka, który pospołu z Churchillem zaakceptował oddanie Polski w ręce Stalina, miały miejsce spory.

Natomiast zmarły sto lat temu, 3 lutego 1924 r., Thomas Woodrow Wilson jest u nas pamiętany jako prezydent USA, który podczas I wojny światowej publicznie upomniał się o niepodległą Polskę.

Zasłużył na pamięć – także dziś, gdy Amerykanie bliscy są wybrania ponownie na głowę państwa Donalda Trumpa, który otwarcie mówi, iż pod jego rządami USA odwrócą się od Europy – jeszcze z jednego powodu. To Wilson zerwał z doktryną izolacjonizmu, która długo dominowała w amerykańskiej polityce zagranicznej.

NOWY TYP POLITYKA | Kim był? Pochodził z rodziny irlandzko-szkockiej, a urodził się w rodzinie pastora w 1856 r. w Staunton (Wirginia). Otrzymał wykształcenie prawnicze i zaczął karierę akademicką: od 1890 r. był profesorem Uniwersytetu Princeton, a w 1902 r. został jego rektorem. Prace naukowe pisał z dziedziny nauk politycznych i historii – i to właśnie stało się później źródłem jego poglądów jako polityka.

Z czasem związał się z Partią Demokratyczną i w latach 1910-1912 był gubernatorem stanu New Jersey. W 1912 r. wygrał wybory prezydenckie.

Jak na tamte czasy był nowym typem polityka. Gdy w 1913 r. obejmował urząd, za sprawą dynamicznej industrializacji Stany stawały się najbardziej rozwiniętym gospodarczo państwem świata. Pod hasłem Nowej Wolności (New Freedom) Wilson przeprowadził szereg reform, w tym doprowadził do obniżenia taryf celnych (1913 r.), powołania systemu Rezerwy Federalnej nadzorującego banki (1913 r.), wzmocnienia ustawodawstwa antymonopolowego (ustawa antytrustowa Claytona 1914 i utworzenie Federalnej Komisji Handlu), wprowadzenia ograniczonego podatku dochodowego.

DOKTRYNA MONROEGO | Na arenie światowej największym dlań wyzwaniem stał się wybuch I wojny światowej.

W swoich pismach Wilson twierdził wcześniej, że wojny to efekt władzy autorytarnej. Uważał, że USA mają za zadanie propagować w świecie swoje zasady rządzenia, a pokój powinien wynikać nie z równowagi sił, lecz z postępów demokracji. Według niego USA powinny uczynić świat „bezpiecznym dla demokracji” i popularyzować zasady państwa prawa. Kraje powinny być osądzane wedle tych samych norm moralnych co jednostki, a interes narodowy polegać powinien na respektowaniu uniwersalnego systemu prawnego.

Początkowo jednak – wbrew swojej wcześniejszej tezie, iż USA mają do wykonania misję przekształcania świata – Wilson trzymał Stany z dala od wojny. Przyczyną tego były silne tendencje izolacjonistyczne, na które wpływ wywarła jeszcze XIX-wieczna tzw. doktryna Monroego, zakorzeniona w czasach jeszcze wcześniejszych. Mówiła, iż kontynent amerykański nie może podlegać dalszej kolonizacji ani ekspansji politycznej ze strony Europy, a w zamian USA nie będą ingerować w sprawy państw europejskich i ich kolonii.

WOJENNY WYSIŁEK | Dlatego w 1914 r. Wilson ogłosił neutralność USA, oferując zarazem mediację walczącym stronom. Zwykły Amerykanin odnosił się obojętnie do tego konfliktu, którego głównymi stronami były kraje europejskie. Nawet gdy w 1915 r. Niemcy zatopili brytyjski statek pasażerski „Lusitania” z obywatelami USA na pokładzie, Wilson obstawał przy neutralności. Zyskał tym duże zaufanie społeczne, czego potwierdzeniem było zwycięstwo w kolejnych wyborach w 1916 r. Amerykanie nie chcieli iść na tę wojnę.

Stopniowo jednak w rządzie Wilsona przewagę zdobyła opcja antyniemiecka. O zmianie stanowiska USA przesądziło ostatecznie ogłoszenie przez Berlin nieograniczonej wojny podwodnej i ujawnienie faktu, że Niemcy nakłaniały Meksyk do wojny z USA. 6 kwietnia 1917 r. Stany wypowiedziały wojnę Niemcom i następnie Austro-Węgrom.

Oznaczało to wysiłek państwa i społeczeństwa na niespotykaną dotąd skalę – o ile w 1914 r. amerykańskie wojska lądowe liczyły niecałe 100 tys. żołnierzy (uważano, że więcej nie potrzeba), w 1918 r. było to już 2,5 mln, z czego na front trafiło ponad 1,4 mln ludzi. Udział USA w walkach, a także wielkie wsparcie materiałowe dla państw Ententy, przesądziły o jej zwycięstwie.

PROGRAM POKOJOWY | Tym, co wyraźnie odróżniało styl Wilsona na tle ówczesnych polityków, było, iż uzasadniając decyzję o przystąpieniu Stanów do wojny – prócz przesłanek wynikających z zagrożenia interesów USA przez działania Niemiec – na pierwszy plan wysunął kwestię nowego ładu światowego.

8 stycznia 1918 r. przedstawił Kongresowi swój program pokojowy, obejmujący czternaście punktów. Chciał zatem uregulować całokształt stosunków w świecie i zbudować nowy oraz trwały światowy ład polityczny, ekonomiczny i militarny – oparty na demokracji, uniwersalnym prawie, instytucjach ponadnarodowych, na współpracy państw i narodów.

Ambitna koncepcja Wilsonowskiej wizji porządku międzynarodowego stanowiła odbicie marzenia o zbudowaniu lepszego świata – i miała także wyeliminować z niego konflikty zbrojne. W tym celu Wilson postulował utworzenie Ligi Narodów (punkt czternasty programu), która miała być gwarantem niepodległości i integralności terytorialnej wszystkich państw.

Postulował też jawność w dyplomacji i rezygnację z zawierania porozumień tajnych (to punkt pierwszy), a także wolność żeglugi (punkt drugi), zniesienie barier ograniczających rozwój gospodarczy i handlowy (punkt trzeci) oraz redukcję zbrojeń (punkt czwarty).

W programie znalazł się też postulat o samostanowieniu Polski oraz innych narodów i państw.

TRZYNASTY POSTULAT |  Wilson wspierał sprawę polską jeszcze przed przystąpieniem USA do wojny. „Mężowie stanu wszędzie są zgodni, że powinna powstać zjednoczona, niepodległa i sama stanowiąca swe prawa Polska” – mówił (z pewnym nadmiarowym optymizmem, gdy idzie o tę zgodę) w orędziu z 22 stycznia 1917 r.

Jego poparcie wynikało w dużej mierze zarówno z osobistej sympatii, jak i znajomości z Ignacym Janem Paderewskim, znanym i popularnym w USA jako wybitny pianista. Ważną rolę w promocji polskiej sprawy – w trakcie wojny i podczas konferencji pokojowej w Paryżu – odegrał też najbliższy doradca Wilsona pułkownik Edward Mandell House. Uważany za szarą eminencję Białego Domu, House poznał Paderewskiego i za jego sprawą stał się orędownikiem polskich interesów (dziś ma pomnik w Warszawie).

Dla sprawy polskiej znaczenie miał zwłaszcza trzynasty postulat orędzia Wilsona z 8 stycznia 1918 r., który mówił o potrzebie stworzenia niepodległego państwa polskiego, zamieszkanego przez bezsprzecznie polską ludność, która powinna mieć zapewniony wolny i bezpieczny dostęp do morza, a której polityczna i gospodarcza niepodległość i integralność terytorialna powinna zostać zagwarantowana przez międzynarodowe przymierze.

Program Wilsona odbił się szerokim echem na świecie. Także kwestia polska zyskała tu nowy wymiar. Choć część z czternastu punktów nie przetrwała próby czasu, polska niepodległość okazała się jednym z trwalszych zrealizowanych postulatów. Dzięki poparciu Wilsona Polska i USA szybko nawiązały stosunki dyplomatyczne: prawnie USA uznały niepodległość Polski już w styczniu 1919 r., a w maju otwarto w obu stolicach ambasady.

Generał  Jozef Haller i prezydent USA Thomas Woodrow Willson. Chicago, maj 1923 r. / Zbiory Muzeum NIepodległości / EAST NEWS

NOBEL ZA LIGĘ | Stany wyszły z wielkiej wojny zwycięskie i wzmocnione. W grudniu 1918 r. Wilson udał się do Europy, by podczas paryskiej konferencji pokojowej zabiegać o realizację swej idealistycznej wizji. Chciał osobiście dopilnować jej realizacji. Wywołało to w USA ogromną dyskusję – dotąd nie zdarzyło się, by urzędujący prezydent udał się do Europy. Jego wyjazd traktowano jako objaw megalomanii.

Już wcześniej, 22 stycznia 1917 r., w orędziu do Senatu Wilson mówił: „Przetrwać może jedynie pokój między równymi, jego podstawową zasadą jest równość i wspólny udział we wspólnym dobru”. Uważał, że pokój miał być zawarty bez odszkodowań i aneksji, z poszanowaniem prawa każdego narodu do samostanowienia.

Teraz, w Paryżu, oponował więc przeciw podziałowi łupów po pokonaniu państw centralnych. Proponował „pokój bez zwycięzców”, co miało zapobiec rewanżyzmowi w Europie. Jego stanowisko było jednak nie do zaakceptowania przez zwycięskie państwa europejskie. Wilson zdołał tylko przeforsować ideę włączenia do traktatu wersalskiego Paktu Ligi Narodów. Jego program pokojowy stanowił – w sferze ideowej – tamę przeciw radykalizacji nastrojów społecznych i alternatywę dla bolszewickiej rewolucji światowej.

Choć z jego planu zrealizowano tylko część, Wilson uważał, że konferencja paryska to krok milowy, gdyż po raz pierwszy na taką skalę dopuszczono do obrad małe narody, które mogły wyrażać swą opinię. Ponadto jawność debat i przepływ informacji odsuwały w cień praktykę podejmowania decyzji za plecami zainteresowanych.

W 1919 r. na paryskiej konferencji uchwalono utworzenie Ligi Narodów, która zaczęła działalność w 1920 r. Za utworzenie tej organizacji Wilson otrzymał Pokojowego Nobla.

ROZCZAROWANIA | Mimo tych sukcesów dla Wilsona wielkim rozczarowaniem okazali się jego rodacy – nie przyjęli z entuzjazmem paryskich ustaleń. Zresztą jego koncepcja polityczna nigdy nie była rozumiana przez większość społeczeństwa USA. Niektórzy wypominali mu, że złamał neutralność i wciągnął społeczeństwo w wojnę. Z kolei nieznana dotąd forma współpracy między państwami, jaką miała być nowa organizacja międzynarodowa, budziła w USA wiele obaw: Ligę Narodów traktowano jako zagrożenie dla suwerenności Stanów. Społeczeństwo miało dość słuchania o misji ich państwa w świecie.

Aby przekonać Amerykanów do swoich koncepcji, Wilson udał się we wrześniu 1919 r. w długą podróż po Stanach. Wtedy to, wyczerpany fizycznie, doznał wylewu i uległ częściowemu paraliżowi. Na wiele miesięcy został wyłączony z aktywności prezydenckiej. Ostatecznie zdominowany przez Republikanów Senat odrzucił ratyfikację traktatu wersalskiego wraz z Paktem Ligi Narodów. Był to koniec aktywności Stanów w europejskiej polityce aż do roku 1940, gdy – zanim jeszcze przystąpią do II wojny światowej – zaczną pomagać materiałowo osamotnionej Anglii (początkowo zresztą z oporami).

4 marca 1921 r. schorowany Wilson ustąpił z urzędu prezydenta.

SPOŁECZNOŚĆ NARODÓW | Wilson był twórcą jednego z głównych nurtów amerykańskiej myśli politycznej – tej przełamującej doktrynę izolacjonizmu – i wpłynął na kształtowanie się poglądów elity i opinii publicznej USA na temat miejsca i roli Stanów w świecie. Zainicjowany przez niego kierunek nosi miano „wilsonowskiego idealizmu”.

Wierzył on, że po takiej katastrofie jak I wojna światowa uda się stworzyć mechanizmy w międzynarodowej polityce, które zapobiegną nowemu kataklizmowi. Fakt, że odwoływał się tu do ideałów, nie oznacza, iż był pozbawiony pragmatyzmu. W swych działaniach kierował się także racją stanu – proponowany przez niego powojenny ład przyznawał Stanom szczególną rolę, co miało wspomóc także dalszy rozwój gospodarczy kraju. Zachęcał do Ligi Narodów, wierząc, że utrwali ona amerykańską dominację polityczno-gospodarczą w świecie – gdzie Stany występowałyby jako nośnik idei wolności i demokracji.

Wilson twierdził, że aby uniknąć następnej wojny, należy zbudować „społeczność narodów”. Jego dziecko, Liga Narodów, nie utrzymało wprawdzie pokoju. Jednak przetarło szlak do stworzenia społeczności Narodów Zjednoczonych po II wojnie światowej. A po roku 1945 Stany nie powtórzyły błędu sprzed ponad dwóch dekad – i nie wycofały się z Europy.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru Nr 5/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Uczynił Amerykę wielką