Kampania na azylanta. Tusk zmienił prezydenckie opcje

Słowa Donalda Tuska o zaostrzeniu polityki migracyjnej są nie tylko wyrazem doraźnej taktyki, ale też elementem szerszej strategii. Jej najważniejszym skutkiem może być rezygnacja z wystawienia Rafała Trzaskowskiego w wyborach prezydenckich.
Czyta się kilka minut
Donald Tusk i Radosław Sikorski przed spotkaniem z delegacją ukraińską. Warszawa, 28 marca 2024 r. // Fot. Paweł Wodzyński / East News
Donald Tusk i Radosław Sikorski przed spotkaniem z delegacją ukraińską. Warszawa, 28 marca 2024 r. // Fot. Paweł Wodzyński / East News

Takiego zamieszania w rządzie Donalda Tuska, do jakiego doszło akurat w pierwszą rocznicę wyborów, nie było od dnia jego powstania. Wszystko przez słowa premiera podczas sobotniej konwencji Koalicji Obywatelskiej, wedle których w nowej strategii migracyjnej rządu znajdzie się m.in. możliwość czasowego zawieszenia prawa do składania wniosków azylowych

Polityka migracyjna Tuska we własnych szeregach

Słowa te wywołały polityczną burzę, a jednym z jej elementów było votum separatum, jakie wobec decyzji Tuska zgłosiła czwórka ministrów z lewicy. W efekcie nie poparli oni nie tylko nowych przepisów azylowych, ale też programu integrowania imigrantów z polskim społeczeństwem, mającego zapobiegać tworzeniu się etnicznych enklaw.

Gwałtowna reakcja lewicy była do przewidzenia. Jest zgodna z linią tego środowiska, zarazem daje mu szansę, by odróżnić się wreszcie w jakiejś ważnej sprawie od KO i odnotować wzrosty sondażowe. Stąd też m.in. nagłośnienie postawy ministrów Nowej Lewicy (liderzy partii Razem są poza rządem) w mediach i płomienne wystąpienie Anny Marii Żukowskiej z trybuny sejmowej, która utyskiwała, że koalicji nie udała się pierwsza rocznica.

Podobnie, choć nieco łagodniej zachowała się Polska 2050 – Szymon Hołownia deklarował, że jego partia ma prawa człowieka na sztandarach, więc nie może zgodzić się na zawieszenie prawa do azylu. Finalnie jednak ministrowie od Hołowni całą strategię poparli.

Najbardziej zaskakująca dla Tuska okazała się reakcja w samym klubie KO, którego kierownictwo jest przyzwyczajone, iż słowa premiera przyjmowane są bezkrytycznie. Część posłów odmawiała np. podawania dalej w mediach społecznościowych przekazów z konwencji. Tak robili m.in. Zieloni, stanowiący jeden z czterech elementów KO, którzy zresztą na konwencji w ogóle się nie pojawili. Klaudia Jachira stwierdziła, że „demokraci próbują udawać nacjonalistów”; inni politycy KO pozwalali sobie jednak na komentarze tylko w nieformalnych rozmowach.

Bardzo krytyczne opinie, jak można było oczekiwać, wyraziły natomiast organizacje broniące praw człowieka oraz takie osoby jak Agnieszka Holland, Janina Ochojska czy Hanna Machińska, które przypominały, że prawo do azylu należy do podstawowych praw człowieka. Podobnych głosów było więcej, a to zmusiło szefa rządu do ofensywy medialnej, w ramach której doprecyzował i złagodził stanowisko. 

Wschodnia granica łagodzi nastroje

W sejmowym wystąpieniu, polemicznym wobec orędzia prezydenta Andrzeja Dudy, próbował też wykpić obawy, że przez zawieszenie azylu nie będą mogli przyjechać do Polski opozycjoniści białoruscy, tłumacząc, że rozwiązanie będzie ograniczone nie tylko czasowo, ale i terytorialnie – ma dotyczyć ludzi przysyłanych bezpośrednio na granicę przez służby Łukaszenki i przedostających się przez zbudowaną tam barierę.

To rozładowało część napięcia. – Na podstawie konstytucji i umów międzynarodowych, których Polska jest stroną, ludzie prześladowani w swoich krajach mają prawo wystąpić o ochronę międzynarodową w państwach UE. Nie wyobrażam sobie, żeby tę możliwość zlikwidować. Jedyny wyjątek, który mogłabym zaakceptować, to nasza granica wschodnia, gdyby sytuacja się tam zaostrzyła – mówi posłanka KO Katarzyna Piekarska, która długo zajmowała się opieką prawną nad uchodźcami.

Generalnie słowa Tuska nie zdziwiły obserwatorów sceny politycznej, gdyż wpisują się one w tendencję panującą w Europie, gdzie mainstreamowe partie zaczynają dostrzegać problemy z integracją imigrantów, dotychczas zauważane tylko przez radykałów. Tusk widzi, że nastroje w politycznym centrum, do którego zawsze się odnosił, zostały przesunięte w tej kwestii w prawo i podążył w tym samym kierunku.

W ocenach działań premiera powtarza się stanowisko, że to jego typowy ruch taktyczny, do jakich nas w przeszłości przyzwyczaił, umiejętnie wyczuwając nastroje społeczne – choćby wtedy, gdy domagał się chemicznej kastracji pedofilów albo ograniczał z dnia na dzień rynek hazardu. Niektórzy zwracają jednak uwagę, że w sprawie migracji Tusk aż tak bardzo nie zmienił frontu. Bo choć wypominane mu jest zdanie o „biednych ludziach” z 2021 r., gdy wybuchł kryzys na granicy polsko-białoruskiej, to zarazem jeszcze jako przewodniczący Rady Europejskiej był np. niechętny liberalnemu paktowi migracyjnemu.

Czy Platforma upodabnia się do PiS-u?

Pojawiają się jednak opinie, że tym razem mamy do czynienia z prawdziwą zmianą politycznej strategii: z próbą przesunięcia KO w prawo i przyduszenia PiS do ściany. Deklaracja polskiego premiera była zarazem „przygotowaniem artyleryjskim” przed ostatnim szczytem UE, który miał się wypowiedzieć w sprawach migracji. Jak się okazało, udanym, bo inni przywódcy bez zastrzeżeń poparli linię Tuska w sprawie azylu, o ile będzie czasowa. To także dowodzi zmiany klimatu w UE. 

W tym wszystkim nie miało większego znaczenia to, że wobec oporu lewicy, a także spodziewanego sprzeciwu PiS i prezydenta, może być problem z przełożeniem strategii migracyjnej na ustawę. Dla Tuska liczy się dziś przede wszystkim wywołanie wrażenia sprawczości, a do tego wystarczą deklaracje.

– Tusk wyraził słowami to, co jest opisem rzeczywistości. Nie wygłosił nowej teorii, tylko podążył za praktyką – uważa prof. Jarosław Flis z UJ. Jego zdaniem taki krok był tym bardziej do przewidzenia po wprowadzeniu w Niemczech wyrywkowych kontroli granicznych, mających służyć odsyłaniu „nieautoryzowanych” imigrantów do krajów, w których przekroczyli oni po raz pierwszy granicę Unii. Czyli w praktyce w dużym stopniu do Polski, choć tak naprawdę to nie nasz kraj jest ich celem, tylko Niemcy, które przez lata stosowały bardzo liberalne zasady azylowe, zachęcając tym samym miliony ludzi z Azji i Afryki do podróży do Europy.

Zdaniem Flisa zwrot w kwestii stosunku rządu do imigracji i podkreślanie wagi bezpieczeństwa obywateli (dalekie od poglądów Janiny Ochojskiej lub Agnieszki Holland) nie są tylko retoryką, ale formą zagospodarowania ważnego tematu przez Tuska, tak by nie stał się on paliwem dla Konfederacji czy też PiS. – Platforma przez lata odchodziła od centrowego wyborcy, biorąc na sztandary tematy atrakcyjne dla lewicy i jednocześnie ją osłabiając – mówi prof. Flis, lecz po chwili dodaje: – Tym samym PO likwidowała jednak własne skrzydło konserwatywne, robiąc pole dla Konfederacji, Kukiza’15, po części też dla PSL, a nawet Polski 2050.

Stąd też prof. Flis przypuszcza, że obecna strategia premiera jest próbą powrotu PO (a właściwie KO) do politycznego centrum, które obecnie – w dużej mierze z uwagi na obawy społeczne związane z imigracją – przesunęło się na prawo w stosunku do sytuacji sprzed kilkunastu lat, gdy PO była najpopularniejszą partią. Tu właśnie jest dziś przeciętny, wciąż trochę niedookreślony wyborca, do którego chce się odnosić Tusk.

Wszystko kręci się wokół wyborów prezydenckich 2025

Podobnie ocenia zwrot premiera politolog prof. Olgierd Annusewicz z UW. – Jeżeli Tusk mówi o zawieszeniu prawa do azylu, robi to absolutnie świadomie i wie, że w swojej masie elektorat KO podziela tę opinię, bo w głębi ducha uznaje, że dzięki temu poczuje się bezpieczniej. Nawet jeśli nie będzie chciał się do tego otwarcie przyznać i nawet jeśli jakaś część wyborców będzie temu przeciwna albo wręcz zdegustowana – mówi. – To jest tak jak w tym słynnym powiedzeniu, że ludzie dzielą się na tych, którzy śpią ze swoimi psami, oraz na tych, którzy się do tego nie przyznają.

Zdaniem politologa Tusk po pierwsze celuje w niezdecydowany elektorat, po drugie robi miejsce koalicjantom, żeby mogli zaistnieć (głównie lewicy), a po trzecie kradnie PiS temat, dzięki któremu wygrał wybory w 2015 r.

Wiele wskazuje na to, że nie skończy się na jednej takiej akcji, bo atmosfera zarówno w Polsce, jak i w całej Europie każe eskalować taki skręt. Sprzyja mu też atmosfera związana z wojną rosyjsko-ukraińską, każąca „zwierać szeregi” wokół podstawowych interesów państwa. I skłaniająca do większej politycznej odwagi choćby generałów, którym coraz częściej zdarzają się mocne polityczne wypowiedzi. Najbardziej charakterystyczne są tu słowa szefa Sztabu Generalnego, gen. Wiesława Kukuły. Jego zdaniem jesteśmy pokoleniem, któremu zapewne przyjdzie bronić ojczyzny.

Na zapleczu Tuska obrona praw uchodźców, obecna w przekazie PO za rządów PiS, także jest już głosem przeszłości. Wielu posłów KO przyznaje premierowi rację. – Nadzwyczajne okoliczności wymagają nadzwyczajnych reakcji. Nie zgadzam się z wrzawą, jaka podniosła się w organizacjach ochrony praw człowieka – mówi jeden z nich. – Nawet jeśli w klubie to się niektórym nie podoba, ważne, że podoba się ludziom – mówi inny.

Symptomy dzisiejszego skrętu w prawo można było zaobserwować już od jakiegoś czasu: w krytyce Zielonego Ładu czy też w braku zapału do zmiany prawa aborcyjnego, dalekiego od wypowiedzi Tuska z 2022 r., gdy przestrzegał, że żaden przeciwnik liberalizacji aborcji nie znajdzie miejsca na listach KO. Albo w ostrych wypowiedziach premiera pod adresem niektórych decyzji rządu niemieckiego, kłócących się z podsycanym przez PiS wizerunkiem Tuska jako polityka sprzyjającego Niemcom.

– Nasza bańka trochę brunatnieje – komentuje anonimowo posłanka KO. – Oby tylko dzięki temu, co robi Tusk, udało się przynajmniej wygrać wybory prezydenckie.

Dla nikogo w partii nie jest tajemnicą, że deklaracje jak ta o azylu mają konkretny cel polityczny: zwycięstwo w walce o Pałac, w której największym zagrożeniem dla KO będzie kandydat PiS. – Nawet jeśli kilka osób uzna, że doszło do jakiejś zdrady ideałów, to myślę, że słuch społeczny Tuska nie zawodzi, gdy liczy na poparcie wyborców niezdecydowanych, a nie tylko plemiennych – uważa prof. Annusewicz. – Aktywiści są oburzeni, ale oni zawsze będą w mniejszości. Większe będą zyski polegające na odebraniu tematu potencjalnemu kontrkandydatowi.

Kandydat Koalicji na prezydenta

Konsekwencją zmiany strategii w KO jest dużo gorsza sytuacja Rafała Trzaskowskiego, który według najczęstszych opinii ma największe szanse, by zostać kandydatem na prezydenta. To polityk o profilu bliższym lewicy (o czym świadczy choćby afera z krzyżami w warszawskich urzędach) i prawom człowieka. – Tusk wbija właśnie Trzaskowskiemu nóż w plecy – przyznaje anonimowo polityk KO.

W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” premier zapowiedział, że kandydat zostanie wskazany 7 grudnia i będzie nim jedna z osób przemawiających na konwencji. Byli nimi Trzaskowski, Radosław Sikorski i oczywiście sam Tusk.

W klubie KO można usłyszeć o badaniach, z których ma wynikać, że nawet po antyimigranckim zwrocie Tusk nie traci swojego silnego negatywnego elektoratu, w związku z tym ma nieduże szanse na wygraną. Trzaskowski i Sikorski wypadają tu dużo lepiej. Sam Tusk kilkakrotnie wykluczał start, tym niemniej jego kandydatura co chwila się gdzieś pojawia, ostatnio lansuje ją znany z niekonwencjonalnych wypowiedzi polityk PSL, Marek Sawicki.

Trzaskowski z nożem w plecach

Trzaskowski jest w badaniach najpopularniejszy, ale niektórzy politycy przypominają casus Jacka Kuronia w latach 90. – on też był najpopularniejszym politykiem, ale gdy ruszyła kampania, nie przełożyło się to na wynik prezydencki. Od niektórych polityków KO można więc usłyszeć, że notowania Trzaskowskiego jako kandydata powoli, ale systematycznie spadają. Niektórzy wiążą to ze zmieniającą się atmosferą w kraju, z kolei starsi stażem politycy przypominają sytuacje, gdy jakiś scenariusz wydawał się w przeszłości pewnikiem, a dziś wręcz śmieszy. Niemal wszyscy np. uważali, że po wyborach parlamentarnych w 2005 r. rządzić będzie koalicja PO-PiS, a premierem zostanie Jan Rokita...

Na dodatek o Trzaskowskim coraz częściej można usłyszeć w KO opinie, że to w sumie nieudacznik, który przespał swoje pięć minut. Że po wyborach w 2020 r. mógł stanąć na czele PO, ale stchórzył. Nic nie wyszło też z założonego w tym samym roku Ruchu Wspólna Polska ani z namawiania go na stworzenie nowej formacji z Szymonem Hołownią i Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, choć ci dwaj bardzo go do tego zachęcali. „Trzask” ma być więc uważany za niezbyt zdecydowanego polityka.

Pojawiają się też głosy, że ewentualne zwycięstwo Trzaskowskiego może zwiększyć prawdopodobieństwo koalicji PiS z PSL. Wyraźnie lewicowa agenda prezydenta Warszawy (ostatnio znowu zaostrzona przez kłótnie o zgodę na Marsz Niepodległości) ma oczywiście plusy, bo przyciąga np. elektorat proaborcyjny. Zarazem może jednak spowodować, że ludowcy będą chcieli przywrócić polityczną równowagę i przynajmniej rozważą ofertę PiS. Podczas ostatniego orędzia w Sejmie w roli kusiciela wystąpił tu sam prezydent Duda, niebywale chwaląc Władysława Kosiniaka-Kamysza.

Sikorski gotów kandydować 

Tusk musi zapobiec wizji erozji koalicji. Stąd coraz częściej w klubie KO można usłyszeć, że kandydatem mógłby zostać Sikorski. Jego zwolennicy przekonują, że nie tylko bardziej pasuje do zmieniającej się atmosfery politycznej, ale i w sposób bardziej skuteczny od prezydenta Warszawy może w drugiej turze zagospodarować elektorat Konfederacji, a może nawet pewną część elektoratu PiS.

Gdy się obserwuje działalność Sikorskiego w roli szefa MSZ, widać, że jest ona właściwie permanentną kampanią. Temu służyły jego ostre wypowiedzi na temat Wołynia, temu też podporządkował polemikę z ambasadorem Rosji na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ. Sikorski się tam pojawił, choć nie był to jego szczebel. – Nawet na prawicowych forach niektóre akcje Sikorskiego są oceniane pozytywnie – przyznaje polityk PiS.

Ostatnio dał sygnał, że jest gotowy kandydować i wbił zarazem szpilę Trzaskowskiemu. Przekonywał dziennikarzy, że orędzie Dudy dowiodło, iż potrzebny jest prezydent ponad podziałami, a nie taki, który będzie wkładał przeciwnikom „ideologiczne kije w szprychy”.

Dziś wiadomo jedno – niezależnie od tego, kto zostanie kandydatem KO na prezydenta, ostateczna decyzja w tej sprawie będzie jednoosobowa. Podejmie ją Donald Tusk.

współpraca Marek Kęskrawiec

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 43/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Ten trzeci