Dwa cytaty. Izabela Leszczyna (30 sierpnia): „Występowanie przez lekarza lub szpital o drugą opinię specjalisty lub konsylium zostanie uznane za utrudnianie dostępu do świadczeń gwarantowanych”. Też Leszczyna (5 września): „Występowanie o drugą opinię lub konsylium jest możliwe, lekarz ma do tego prawo, jednak nie jest to obowiązek i ma być wyjątkiem od reguły”.
Można dociekać, co sprawiło, że w ciągu niespełna tygodnia poglądy ministry zdrowia wyewoluowały w kierunku, który ma więcej wspólnego z prawem (choć nie w pełni, skoro projektuje ona jakieś zewnętrzne ograniczenia w postaci „wyjątków od reguły”). Leszczyna już kilka miesięcy temu wsławiła się innowacją prawniczą, która miała pozwolić korzystać z tzw. usługi farmaceutycznej, niebędącej świadczeniem zdrowotnym (pilotaż pigułki „dzień po”), niepełnoletnim nastolatkom bez wiedzy i zgody opiekunów. Zderzenie z rzeczywistością musiało być bolesne: farmaceuci odmówili przyjęcia tak frywolnej interpretacji prawnej, przypominając, że przed sądami liczą się przepisy, a nie to, co sądzi na ich temat urzędnik, po drugie – z pilotażu korzystają niemal wyłącznie osoby pełnoletnie.
Umiejętność uczenia się na błędach w procesie rządzenia jest bezcenna. Pytanie tylko, czy wycofanie się z radykalnych stwierdzeń to rzeczywiście „przyznanie się do błędu”? Bo nie same wytyczne ws. aborcji, ale komentarz Leszczyny i polityczny kontekst jego wygłoszenia, czyli obecność premiera Donalda Tuska i ministra sprawiedliwości Adama Bodnara, stwarzały wrażenie, że lekarzom rzeczywiście przyjdzie honorować zaświadczenia uzyskane w drodze teleporad, nawet jeśli będą mieć wątpliwości co do ich zasadności.
A może konferencja 30 sierpnia była tylko politycznym humbugiem? Może tak naprawdę wytyczne co prawda trochę porządkują rzeczywistość, przypominając szpitalom o oczywistych okolicznościach, w których kobiecie nie można odmówić zabiegu terminacji ciąży – ale nie zmieniają reguł gry? Zwracali na to uwagę i prawnicy, i aktywistki organizacji działających na rzecz prawa kobiet do aborcji, oraz sami lekarze. Przepisy pozostają – i to ich muszą się trzymać obywatele. A tym bardziej urzędnicy.
Również ci z NFZ i Biura Rzecznika Praw Pacjenta, którzy 30 sierpnia dostali wyraźny sygnał, że każdy przypadek nie tylko odmowy wykonania aborcji, ale też podjęcia przez lekarza lub szpital czynności weryfikujących zasadność zaświadczenia o wystąpieniu przesłanki do legalnej aborcji ma być ścigany. Egzegeza komunikatu, jaka nadeszła kilka dni później, koryguje ostry kurs. Tak to jest w państwie opartym na wytycznych, zamiast na prawie.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















