Druga tura wyborów na granicy błędu. Nawrocki blisko, Trzaskowski pod presją

O wyniku wyborów prezydenckich może zdecydować kilkaset tysięcy głosów, więc znaczenie może mieć nawet mały błąd. Jeśli popełni go Trzaskowski i przegra, Karol Nawrocki po zwycięstwie może zrealizować tajny plan Jarosława Kaczyńskiego.
Czyta się kilka minut
Rafał Trzaskowski po spotkaniu z mieszkańcami Sosnowca. 20 maja 2025 r. // Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl
Rafał Trzaskowski po spotkaniu z mieszkańcami Sosnowca. 20 maja 2025 r. // Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl

20 maja, Sejm. Rafał Trzaskowski spotyka się z Szymonem Hołownią, by uzyskać oficjalne poparcie w drugiej turze. Tego samego dnia analogiczną decyzję ma zakomunikować wicemarszałek Senatu Magdalena Biejat. Gdy to następuje, Trzaskowskiego przy niej nie ma. Kandydat KO zdążył w międzyczasie ruszyć w kampanijną trasę. Sytuacja ta ilustruje rosnący chaos organizacyjny w sztabie Trzaskowskiego pogłębiony szokiem, nieco przypominającym ten, w jakim znaleźli się sztabowcy Bronisława Komorowskiego po jego porażce z Andrzejem Dudą w pierwszej turze w 2015 r.

To, że sytuacja kandydata KO jest poważna, dowodzi też spotkanie ze sztabowcami, jakie następnego dnia po wyborach zwołał u siebie Donald Tusk, a także nagłe wywiady premiera i Trzaskowskiego w TVN24 (choć tam trudno o łowienie nowych wyborców) po opublikowaniu niekorzystnych sondaży, w których obaj podkreślali chuligańską przeszłość kandydata PiS. Już wcześniej – podczas spotkania z szefami regionów PO 6 maja – Tusk miał narzekać na współpracę ze sztabem Trzaskowskiego. Efekt był taki, że w jego prace został mocniej zaangażowany główny spec premiera od wizerunku Igor Ostachowicz.

Sam Tusk też miał się bardziej zaangażować, ale w taki sposób, który nie będzie potwierdzał tezy, że jest „szefem” Trzaskowskiego. Wykluczone są wspólne spotkania wyborcze.

Czy Koalicja nie przegrzała tematu kawalerki Nawrockiego?

Czy sam Tusk jest bez winy, że Nawrocki osiągnął tak dobry wynik? Przegrany marszałek Sejmu Szymon Hołownia jeszcze podczas wieczoru wyborczego oświadczył, że wyborcy dali rządzącym żółtą kartkę, a jedną z win tej ekipy było zbyt częste wchodzenie w niektórych sprawach – takich jak obsada spółek Skarbu Państwa czy media publiczne – w buty PiS.

Sam Tusk potwierdził częściowo te zarzuty, tłumacząc w TVP, że przy ostrej grze nie można się dziwić żółtym kartkom. Ta „ostra gra” to właśnie piętnowane przez Hołownię – ale także przez Konfederację czy Razem – przyjęcie przez rządzących logiki działania w ramach skrajnego antagonizmu politycznego, wzmacniającego duopol i gwarantującego utrzymanie obu elektoratów w stanie maksymalnej mobilizacji. Czego jednym ze skutków jest wysokie poparcie dla Nawrockiego i impregnowanie jego elektoratu na wszelkie zarzuty.

Politolog dr hab. Olgierd Annusewicz przyznaje, że zjawisko to można było zaobserwować choćby w związku ze sprawą kawalerki kandydata PiS. Krytyka Nawrockiego w tej sprawie była tak intensywna, iż jego wyborcy uznali ją za spisek i prowokację. – Ta historia z kawalerką została przegrzana, nawet nie przez sztabowców Trzaskowskiego, tylko przez media i pozostałych kandydatów – mówi Annusewicz.

Politologowi sprawa ta przypomniała historię z tzw. taśmami kaliskimi z 2000 r. (współpracownik prezydenta Marek Siwiec naśladował gesty Jana Pawła II na lotnisku w Kaliszu). Sztab Mariana Krzaklewskiego eksploatował ten film do przesady, w efekcie Kwaśniewski wygrał w pierwszej turze, a Krzaklewski był dopiero trzeci.

– Gdyby Nawrocki przejechał teraz przysłowiową zakonnicę na pasach, nie zaszkodziłoby mu to. Jego sztabowcy wyjaśniliby, że była podstawiona czy coś w tym rodzaju, a ich wyborcy by uwierzyli – uważa polityk KO.

Politolożka z UW, prof. Anna Wojciuk jest zdania, że w pierwszej turze wokół Nawrockiego zmobilizował się ostatecznie cały obecny elektorat PiS, co przez znaczną część kampanii nie miało miejsca. Choć zarazem było to o 1 mln 800 tys. głosów mniej niż w 2023 r.

Wnioski z wpadek po pierwszej turze wyborów

Wysoki poziom antagonizmu umożliwił ukrycie niejednej wpadki sztabów, których zarówno w przypadku Nawrockiego, jak i Trzaskowskiego było co najmniej kilka. Ludzie związani z kandydatem PiS przyznają, że o sprawie Tadeusza Batyra nie wiedzieli, sprawa słynnej kawalerki była jednak znana, ale została zlekceważona. Dodają, że Nawrocki okazał się wyjątkowo trudnym kandydatem do kontrolowania, bo kilkakrotnie mówił rzeczy niekonsultowane. Jednocześnie przyznają, że szybko się uczy technik wystąpień publicznych.

Sztabowcy Trzaskowskiego mają przede wszystkim na koncie wpadkę z debatą w Końskich, która nie tylko obniżyła notowania, wywołując napięcia między sztabem i politykami PO, ale jeszcze była kosztowna, bo trzeba było zapłacić ogromne pieniądze TVP. Sztabowcy kandydata KO zapewniają też, że zostali zaskoczeni akcją z nielegalnymi reklamami w sieci, wykupywanymi przez firmę z zagranicznymi powiązaniami, co wykryła NASK.

Generalnie przed drugą turą oba sztaby starają się wyciągać wnioski z wpadek i przygotować najlepszą strategię. Jednym z pomysłów jest szukanie wyborców tam, gdzie była niższa frekwencja, zwłaszcza w woj. opolskim. Poseł KO z tego regionu Tomasz Kostuś przyznaje, że zaktywizować trzeba zwłaszcza mieszkańców trzech powiatów – Głubczyc, Brzegu i Nysy. Najlepiej, aby pojawił się tam sam Trzaskowski.

Inni politycy KO zwracają uwagę, że 18 maja wielu wyborców tego ugrupowania nie poszło głosować (zwłaszcza na Pomorzu Zachodnim), uspokojonych dobrymi sondażami. – W wyborach parlamentarnych po stronie koalicji było 11 mln 600 tys. głosów, 18 maja nasi kandydaci uzyskali ich 8 mln 900 tys., zatem ubyło ponad 2 mln 600 tys. To dużo, ale pozytyw jest taki, że mamy potencjał – uważa poseł Konrad Frysztak z KO.

Prof. Anna Wojciuk potwierdza, że elektorat całej koalicji rządowej nie był zmobilizowany w stosunku do tego, co było w 2023 r. – Rezerwy mobilizacyjne są zdecydowanie większe po stronie czterech partii, które tworzą rząd. Istota polega na tym, by ludzie poszli do wyborów i poparli Trzaskowskiego. Mogą dać się przekonać tym, że w 2023 r. zainwestowali w ten rząd. Nawet jeśli nie są z niego zadowoleni, pytanie czy nie powinni dać mu jeszcze jednej szansy i umożliwić wybór swojego prezydenta – mówi politolożka.

Analizując obecne wybory prezydenckie nasuwają się porównania do elekcji sprzed 10 i 20 lat. Zarówno w 2005, jak i w 2015 r. o ostatecznym wyniku zdecydowały głosy oddane na kandydata, który w pierwszej turze zdobył… trzecie miejsce. W 2005 r. to Lech Kaczyński postanowił pochylić się w stronę wyborców Andrzeja Leppera, doprowadzając do tego, że lider Samoobrony go poparł. To zaś przesądziło o zwycięstwie kandydata PiS, choć pierwszą turę wygrał Donald Tusk. 

W 2015 r. Bronisław Komorowski postanowił przed drugą turą nieudolnie zawalczyć o elektorat Pawła Kukiza, wnioskując o referendum w sprawie okręgów jednomandatowych. Zostało to potraktowane jak akcja spóźniona i interesowna, więc urzędującemu prezydentowi nie przysporzyła głosów w rywalizacji z wygranym w pierwszej turze Andrzejem Dudą. Sam Kukiz też nie palił się do popierania ówczesnego prezydenta i głosy jego wyborców zgarnął Duda.

Kogo popiera Sławomir Mentzen

Tym razem ze swoją ofertą dla obu finalistów wystąpił Sławomir Mentzen (zdobył prawie 15 proc. głosów), zapraszając ich na debatę jeden na jeden i dając do podpisania ośmiopunktową deklarację.

Olgierd Annusewicz przyznaje, że Mentzen miał dobry pomysł z punktu widzenia interesu politycznego swojego i Konfederacji. Jako superarbiter będzie zapewne do ostatniej chwili celebrował decyzję, kogo poprze. Nawrocki jest tu w lepszej sytuacji, bo podpisał całą deklarację (włącznie z odmową zgody na wstąpienie Ukrainy do NATO i zapowiedzią niepodnoszenia podatków), Trzaskowski zaś tego nie zrobi.

Generalnie debaty kandydatów z Mentzenem, w opinii Annusewicza, mogą mieć wpływ na wynik wyborów, a jego ewentualna decyzja w sprawie poparcia jednego z nich ma szansę przechylić szalę. Wypowiedzi innych polityków Konfederacji, uważa politolog, nie będą miały aż takiego znaczenia, choć Nawrockiego poparł np. bardzo popularny Krzysztof Bosak.

Paradoksalnie Trzaskowski nie jest na straconej pozycji, jeśli chodzi o możliwość pozyskania części wyborców Mentzena. 

– W politologii istnieje nurt badań porównujących wyborców do tzw. fandomów. Zakłada on, że główną przyczyną, dla której popiera się ugrupowanie i jego lidera, nie jest program wyborczy, tylko osobowość, zachowanie, różne elementy bazujące na formie. To się przekłada na wysoką emocjonalność, ale jest też niestabilne. Taki fan jest wierny, ale jeśli jego idol zrobi coś niefajnego, może się od niego odwrócić – mówi Annusewicz. – Jeżeli w drugiej turze idol takiego wyborcy znika, to fan albo zostaje w domu, albo wybiera sobie kogoś, kto najbardziej mu idola przypomina. Czynnik programowy nie odgrywa wtedy istotnej roli – dodaje.

Z tego punktu widzenia obaj kandydaci nie powinni odpuszczać wyborców Mentzena i Zandberga. Z tym ostatnim w ubiegłym tygodniu usiłował umówić się kandydat KO, ale Maciej Konieczny z Razem był sceptyczny, czy Adrian Zandberg zdecyduje się kogokolwiek poprzeć. Nawrocki reprezentuje zupełnie inny system wartości, zaś rząd Tuska – a zatem ekipa Trzaskowskiego – właśnie podtrzymał krytykowaną przez Razem ustawę o zawieszeniu prawa do azylu, nie zrobił też nic w sprawach mieszkaniowych.

Co zdecyduje o wygranej w drugiej turze

Wszystkich obserwatorów kampanii łączy jedno – przekonanie, że różnica między oboma kandydatami będzie 1 czerwca minimalna. Zdaniem Anny Wojciuk, może to być nawet 200-300 tys. głosów. W opinii Annusewicza będzie ona mniejsza niż w 2020 r. miedzy Dudą a Trzaskowskim (400 tys. głosów), a o wyniku przesądzi suma drobiazgów.

Oba sztaby zaczęły więc grać sprawami, które mogą sprzyjać ich kandydatowi. Sztab Trzaskowskiego pochwalił się poparciem ze strony niedawnego człowieka Dudy, szefa BBN Jacka Siewiery. Sztab Nawrockiego zaczął epatować wypowiedzią posła KO Przemysława Witka, który w Polsacie na pytanie, czy Trzaskowski może podpisać się pod ośmioma postulatami Mentzena, odpowiedział: „cóż szkodzi obiecać”.

Nie można też wykluczyć, że pojawią się kolejne informacje mające kompromitować jednego lub drugiego, w rodzaju „dziadka z Wehrmachtu”. Choć oba sztaby mają świadomość, że sprawa kawalerki pokazała ograniczoną skuteczność „haków”.

Otoczenie Trzaskowskiego wierzy w zwycięstwo swojego kandydata, argumentując,  że w drugiej turze decydować będą przede wszystkim elektoraty negatywne, a ten ma większy Nawrocki. Jednak politycy PO spoza sztabu są ostrożni.

 – Wygramy, jeśli frekwencja przekroczy 70 proc., a Trzaskowski nie popełni już błędu – mówi polityk PO. Przyznaje, że Nawrocki ma tu łatwiejszą sytuację, bo nawykł do ataków na siebie.

Politycy PiS są oczywiście pełni wiary z uwagi na wynik w pierwszej turze, lepszy niż oczekiwali. Przyznają zarazem, że do pozyskania są zwłaszcza dawni wyborcy ze ściany wschodniej, którzy kiedyś popierali PiS, a dziś albo nie poszli do urn, albo przerzucili głosy na Mentzena czy Brauna. Teraz atutem może okazać się to, że Nawrocki jest spoza PiS – gdyby był politykiem partyjnym, byłoby mu trudniej.

Marcin Przydacz przekonuje, że druga tura to będzie kolejne głosowanie „przeciw Tuskowi”. Jego zdaniem, mimo poparcia udzielonego przez Władysława Kosiniaka-Kamysza pod pomnikiem Wincentego Witosa, „doły PSL” zagłosują raczej na Nawrockiego. Dopuszcza to inny polityk PSL, dodając, że tych bardziej konserwatywnych wyborców, którzy negatywnie zareagowali na aborcyjną historię z Oleśnicy, może zniechęcić to, że Trzaskowski już w swoim wystąpieniu na wieczorze wyborczym poruszył sprawę aborcji.

Czy te wybory zakończą polaryzację?

Wszystkich najbardziej jednak zajmuje pytanie, jakie będą skutki zwycięstwa jednego lub drugiego. Politycy KO przekonują, że jeśli wygra Trzaskowski, należy oczekiwać dokończenia na początek reformy sądownictwa i zmian w mediach publicznych. To wcale nie musi być jednak przesądzone, bo prawdopodobna jest erupcja sporów wewnątrz koalicji. 

Ich sygnałem jest reakcja Hołowni na wypowiedzi Tuska o rekonstrukcji rządu po wyborach – marszałek Sejmu zwrócił uwagę na potrzebę zmiany umowy koalicyjnej i wyboru „trzech, czterech spraw”, które obóz rządowy zobowiąże się zrealizować do końca kadencji. Negocjacje w sprawie zmiany umowy uważa za otwarcie politycznej puszki Pandory.

Jeśli wygra Karol Nawrocki, Polskę czeka, przyznają to wszyscy nasi rozmówcy, zaostrzenie politycznej wojny i być może przyspieszone wybory. Jeden z posłów KO obawia się, że zacznie się pojedyncze pozyskiwanie posłów z ugrupowań tworzących koalicję, by uniemożliwić uchwalenie budżetu na 2026 r. i w ten sposób doprowadzić do rozwiązania Sejmu przez prezydenta Nawrockiego.

W PiS są jednak i głosy, że Nawrocki może pokazać niezależność od partii, tak jak w kampanii prezentował niezależność od sztabu, a nawet z czasem zakwestionować przywództwo w obozie Kaczyńskiego. I że wcale jego prezydentura nie musi pomóc w zwycięstwie PiS w roku 2027. Raczej nie dojdzie też do powstania w tej kadencji koalicji PiS–Konfederacja–PSL, bo w tym ostatnim ugrupowaniu musiałoby dojść do buntu przeciwko Kosiniakowi-Kamyszowi. Konfederacja też nie będzie zainteresowana taką koalicją, mając dziś mniej posłów niż poparcia.

Potwierdzają to politolodzy. Zdaniem prof. Wojciuk dla PSL to PiS jest największym zagrożeniem. Wejście w taką koalicję byłoby dla tej partii końcem. Tym niemniej, dodaje politolożka, rządowi będzie bardzo trudno rządzić, bo Nawrocki może działać dużo brutalniej niż Andrzej Duda i tam, gdzie prezydent ma kompetencje, czyli w zakresie polityki zagranicznej i zwierzchnictwa nad armią, będzie na kursie kolizyjnym względem rządu.

Także w opinii Annusewicza wygrana Nawrockiego będzie wojną na górze na skalę, jakiej jeszcze nie widzieliśmy, i oznaczałaby zyski dla tych, którzy będą się tej wojnie przyglądali, czyli np. Konfederacji. – Nie wierzę w przedterminowe wybory. Wojna będzie integrowała środowisko koalicji, więc budżet zostanie przyjęty, a nie ma poparcia dla samorozwiązania Sejmu. Wcześniejsze wybory to dla koalicji zbyt duże ryzyko – mówi.

Czy Kaczyński ma tajny scenariusz?

W PiS można usłyszeć o tajnym scenariuszu wymyślonym przez Kaczyńskiego, na którego realizację Nawrocki miał się zgodzić. Ma polegać na „egzekwowaniu konstytucyjnych uprawnień prezydenta”. Jego podstawą będzie zawarty w ustawie zasadniczej zapis: „prezydent jest strażnikiem konstytucji”.

Kaczyński znany jest z nadużywania prawa lub interpretowania go niezgodnie z jego duchem. Tak było w 2006 r., gdy chciał namówić brata do rozwiązania Sejmu, a także w roku 2015, podczas wyboru przez poprzedni Sejm pięciu członków TK.

Nie można wreszcie wykluczyć scenariusza z unieważnieniem wyborów przez Izbę Kontroli Nadzwyczajnej Sądu Najwyższego. Zwłaszcza jeśli różnica w głosach będzie minimalna, a pojawią się liczne protesty wyborcze ze strony przegranych. 

W związku z tym wzrośnie znaczenie marszałka Hołowni, bo to w jego rękach będzie decyzja, czy werdykt zignorować – w związku z podnoszonymi przez rządzącą koalicję wątpliwościami co do legalności Izby – i zwołać mimo wszystko Zgromadzenie Narodowe na 6 sierpnia, w celu odebrania przysięgi od zwycięzcy. Czy też werdykt uznać i samemu po tej dacie – gdy skończy się kadencja Dudy – przejąć obowiązki prezydenta, by rozpisać nowe wybory. Jeśli marszałek Sejmu stanie przed takim wyborem, będzie to sytuacja nie do pozazdroszczenia.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 0.00 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 22/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Suma drobiazgów