Jeśli tak samo chorujesz na raka jak ja, ten utwór jest dla ciebie” – rapuje Maja Mecan, 11-letnia dziewczynka z ogoloną niemal na łyso głową.
Jej utwór „Ciągle tutaj jestem”, wykonywany razem z raperem Bedoesem, czyli Borysem Piotrem Przybylskim, obejrzało do poniedziałkowego południa 27 kwietnia ponad pięć milionów trzysta tysięcy Polaków. „Ciągle tutaj jestem / Myślałeś, że mnie masz? / Ciągle tutaj jestem / Śmiejemy ci się w twarz” – odgraża się dalej dziewczynka, której historia mogła już wycisnąć łzy więcej niż pięciu milionom rodaków.
Najpierw było długie, wyczerpujące leczenie ostrej białaczki szpikowej, włącznie z przeszczepem i chemioterapią, później wznowa choroby, która zaatakowała – poza szpikiem – także oko, płuca i jelita, przybierając wyjątkowo ciężką postać. Wreszcie nieoczekiwany chyba przez nikogo dopływ nadziei w postaci jednoczącej się wokół historii Mai – i innych podobnych historii – Polski.
Jak narodziła się akcja Łatwoganga
Bo losy tej dzielnej jedenastolatki to sam początek historii, która wymknęła się spod jakiejkolwiek kontroli, a teraz ma wszelkie szanse, by trafić do książek o społecznej historii Polski – na pewno zaś do podręczników opisujących zmiany, jakim podlega nasza masowa dobroczynność. Oto 14 kwietnia inna z młodych gwiazd internetu, znany pod ksywą Łatwogang Piotr Hancke, publikuje na Tik-Toku filmik, w którym zapowiada zorganizowanie akcji nawiązującej do utworu Mai i Bedoesa.
Trzy dni później rozpoczyna się – zakończona dopiero w niedzielę 26 kwietnia – całodobowa internetowa transmisja charytatywna, którą żyje cała Polska, i w ramach której uzbierane zostaną środki będące równowartością kapitału kolekcjonowanego miesiącami przez Jerzego Owsiaka i WOŚP – ponad ćwierć miliarda złotych!
Z przeznaczeniem na Fundację Cancer Fighters pomagającą dzieciom cierpiących na nowotwory, a pochodzące i od setek tysięcy anonimowych Polaków, i od nielicznych, zmobilizowanych energią akcji bogaczy (rekord, czyli 6 mln zł, należy do szefa InPostu Rafała Brzoski).
Co nowego pokazują nam Maja, Bedoes i Łatwogang
Ten maraton, uświetniony przez największe polskie gwiazdy m.in. sportu i rozrywki (łączenia choćby z Robertem Lewandowskim, Wojtkiem Szczęsnym, Marylą Rodowicz; rozmowa na żywo i golenie głowy przez Kasię Nosowską oraz wiele innych) to niebywałe połączenie nowego ze starym.
Nowego, bo kompletnie nieznane są przecież nazwiska, ksywy i facjaty frontmanów całego przedsięwzięcia (nieznane, rzecz jasna, pokoleniom Y, X i starszym – bo już ich dzieciom i wnukom jak najbardziej).
Nowego, bo ten dziewięciodniowy spontaniczny karnawał nie potrzebował niczego, co można by uznać za warunek sine qua non udanej masowej akcji – tradycyjnych, ponadpokoleniowych autorytetów, tradycyjnych mediów, tradycyjnej machiny organizacyjnej z tysiącami wolontariuszy w tle (owszem, i stare autorytety, i tradycyjne media odegrały w tej akcji swoją rolę, ale trudno nie odnieść wrażenia, że bardziej one potrzebowały tej akcji, niż ona ich).
Wreszcie nowego, bo ta rewelacyjna akcja wpisuje się w bodaj wszystkie wychwytywane przez raporty na temat dobroczynności współczesne trendy. Weźmy choćby wydany nie tak dawno przez Pomagam.pl „Portret darczyńców w Polsce” i wyciągniętą zeń garść wniosków oraz danych.
„Cenimy proste płatności online bez zobowiązań”; ponad połowa Polaków woli pomagać konkretnym osobom niż organizacjom; 61 proc. z nas ocenia swoje wsparcie jako „spontaniczne i emocjonalne”. „Możliwość wsparcia inicjatywy jednym kliknięciem sprawia, że decyzje o darowiznach są coraz częściej impulsywne i sytuacyjne”. Brzmi znajomo?
Nie potrzebujemy tradycyjnych mediów, potrzebujemy wspólnoty
Ale też „starego”, bo przecież sprawdziły się tutaj znowu ćwiczone od lat – także przez WOŚP i Szlachetną Paczkę – a wychwytywane przez te same raporty społeczne diagnozy.
Że lubimy pomagać zrywowo. Że wolimy wspierać z pominięciem instytucji (specjalnie z pominięciem takiej instytucji jak państwo zbierające pieniądze z podatków i składek – także na system ochrony zdrowia). Że naszą hojność na masową skalę są w stanie zmobilizować z grubsza tylko trzy wielkie tematy – zwierzęca krzywda, ludzka bieda i dziecięca choroba, ale już kompletnie nie wartości abstrakcyjne dla większości z nas, takie jak demokracja czy równość.
Jest też to oczywiście historia o czymś całkowicie ponadczasowym: o rzeczach, które nad Wisłą układają się ostatnio w zestaw towarów szczególnie deficytowych.
O potrzebie jedności. O niezaspokojonej tęsknocie za wspólnotą. O ponadpolitycznym karnawale (nawet jeśli niektórzy przedstawiciele prawicy próbowali na konika tej akcji radośnie wskoczyć i na nim pogalopować, przeciwstawiając akcję WOŚP-owi i „państwu Tuska”, zrobili to nieskutecznie: dość powiedzieć, że transmisje z „maratonu” szły sobie najspokojniej i w TVN24, i w TV Republika).
Nacieszmy się tym wszystkim choć trochę – coś takiego w Polsce nie może przecież trwać przesadnie długo.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















