Ks. Piotr Studnicki o skrzywdzonych, archiwach i decyzjach Jana Pawła II

Ks. Piotr Studnicki, rzecznik prasowy krakowskiej kurii: Z kryzysu przestępstw seksualnych w Kościele albo wyjdziemy ze skrzywdzonymi, albo nie wyjdziemy wcale.
Czyta się kilka minut
Ks. Piotr Studnicki. Kraków, marzec 2026 r. // Fot. Grażyna Makara
Ks. Piotr Studnicki. Kraków, marzec 2026 r. // Fot. Grażyna Makara

Anna Goc: „Myślałem przede wszystkim o osobach, które zostały wykorzystane seksualnie jako dzieci” – napisał Ksiądz w komentarzu. Wróciła dyskusja o działaniach kard. Karola Wojtyły, gdy był metropolitą krakowskim, wobec księży, którzy w tym czasie wykorzystywali seksualnie małoletnich. Perspektywy osób skrzywdzonych wciąż brakuje?

Ks. Piotr Studnicki: Z doświadczenia pracy z osobami skrzywdzonymi wiem, że to właśnie one najmocniej przeżywają publikacje na ten temat. Publiczne dyskusje potrafią otworzyć na nowo zasklepione rany. Ale też skłonić do złożenia zawiadomienia o tym, co je spotkało.

Nie ukrywam, że przygotowując oświadczenia w tym temacie, konsultuję ich treść zawsze z osobami skrzywdzonymi wykorzystaniem seksualnym w Kościele. Tak też było i tym razem.

Były uwagi?

Dwie. Pierwsza, by jaśniej podkreślić, że kwerenda archiwalna dotycząca kard. Wojtyły nie jest sprawą zamkniętą. Druga, że warto zwracać się do skrzywdzonych bezpośrednio – nie pisać „o nich”, tylko „do nich”.

Wiem, że oświadczenie może dotrzeć także do osób skrzywdzonych przez ks. Eugeniusza Surgenta i ks. Józefa Loranca, o których piszą Tomasz Krzyżak i Piotr Litka w opublikowanych właśnie w „Plusie Minusie” artykułach: „Czy kardynał Wojtyła mógł zrobić więcej" i w kolejnym „Ksiądz pedofil odcięty od dziewczynek”.

Z informacji, które zebrali dziennikarze, najpierw w 2022 r. na podstawie akt Służby Bezpieczeństwa, a teraz w oparciu o materiały z archiwum krakowskiej kurii, możemy przypuszczać, że pokrzywdzeni są w wielu parafiach. Chcieliśmy zapewnić, że jeśli zdecydują się zgłosić, przedstawiciele krakowskiego Kościoła są gotowi ich przyjąć, wysłuchać i zaproponować wsparcie.

Sądzi Ksiądz, że po ostatnich wydarzeniach – m.in. po odebraniu zespołowi prymasa Wojciecha Polaka prac nad powołaniem komisji niezależnych ekspertów do zbadania zjawiska wykorzystania seksualnego w Kościele – osoby skrzywdzone zaufają instytucji?

Zaufanie do instytucji jest zbudowane na osobach, które ją tworzą. Wierzę, że jest ono wciąż możliwe, również jako efekt otwartej komunikacji. W ostatnim czasie były nowe zgłoszenia do kurii krakowskiej.  

Czy to dotyczy całego Kościoła w Polsce? Ciągle mam nadzieję, że tak.

Marcin Gutowski w programie „Czarno na białym” TVN24 odnalazł osoby skrzywdzone przez księży, gdy metropolitą krakowskim był kard. Karol Wojtyła. Niektórzy z jego rozmówców podkreślali, że dotąd nikomu o tym, co wydarzyło się wiele lat temu, nie mówili. Czy Kościół próbował do nich dotrzeć?

Każde świadectwo osoby skrzywdzonej przybliża nas do prawdy i jeszcze kilka lat temu, gdy zaczynałem zajmować się tą tematyką, powiedziałbym, że trzeba zrobić wszystko, by do nich dotrzeć.

Teraz, także po konsultacjach z psychologami, którzy zajmują się traumą, wiem, że to nie jest proste. Chciałbym bardzo, by Kościół tych ludzi spotkał. Ale czy mamy prawo z własnej inicjatywy wchodzić w czyjeś życie i przypominać bolesną przeszłość? Nie wiemy przecież, w jakim stanie i w jakiej sytuacji są dziś ludzie, którzy kiedyś doświadczyli krzywd?

Na jakim są etapie mierzenia się z własną przeszłością? I jak przypomnienie tych spraw może wpłynąć na ich aktualne życie? Nie wszyscy chcą też rozmawiać o tym, że zostali skrzywdzeni przez księdza z innym księdzem lub świeckim przedstawicielem instytucji kościelnej.

Przeglądał Ksiądz teczki personalne ks. Surgenta i ks. Loranca?

Tak, choć nie zapoznawałem się z tymi materiałami szczegółowo, to jest praca dla historyków.

Jak sobie Ksiądz odpowiada na pytanie, które zadali dziennikarze „Czy kardynał Wojtyła mógł zrobić więcej”?

Patrząc na sprawy ks. Surgenta i ks. Loranca, można powiedzieć, że kard. Wojtyła respektował ówczesne prawo państwowe i stosował prawo kościelne. Przyglądając się jego reakcjom i oceniając je z dzisiejszej perspektywy, możemy być zawiedzeni, że nie podjął działań, które teraz wydają się oczywiste.

Czyli?

Nie zaopiekował się osobami skrzywdzonymi. Czy nie jest to jednak oczekiwanie, że powinien wyprzedzić swoją epokę? Czy w uczciwości nie powinniśmy patrzeć na kard. Wojtyłę jak na człowieka, który działał w latach 70. XX wieku i miał wiedzę, która w tamtym czasie była dostępna?

Pierwsze badania nad wykorzystaniem seksualnym dzieci zaczęły się w połowie lat 70. XX wieku. Oczywiście, wcześniej pedofilię uznawano za czyn z gruntu zły, niemoralny i przestępczy, ale dopiero dzięki badaniom naukowym pojawiła się świadomość, jak dewastujące i długotrwałe są konsekwencje tych krzywd w życiu człowieka. 

To również z tego powodu przełożeni kościelni reagując na wykorzystanie seksualne dziecka, swoją uwagę koncentrowali na ukaraniu sprawców, nie zauważając ich ofiar.

Dziś nie ma wątpliwości, że kard. Wojtyła już jako metropolita krakowski wiedział o księżach, którzy krzywdzą dzieci. Wszystko wskazuje na to, że na początku podchodził do tych spraw jak do indywidualnych historii, a nie systemowego problemu, który trzeba rozwiązać. Wtedy jeszcze nie mógł sobie zdawać sprawy ze skali tego zjawiska, tak w Kościele, jak i w społeczeństwie.

Z materiałów dziennikarskich wiemy, że ks. Surgent był przenoszony przez dekady z parafii na parafię. Litka i Krzyżak nazwali go „drapieżcą seksualnym”. Został skazany na trzy lata więzienia. Wciąż pozostaje pytanie o reakcję na zło, jakim jest krzywda dzieci w Kościele.

Kwerenda Krzyżaka i Litki pokazała, że częste przenoszenie ks. Surgenta z parafii na parafię w początkowych latach jego pracy duszpasterskiej było spowodowane konfliktowaniem się z innymi księżmi i parafianami, a nie stanowiło reakcji na zawiadomienia dotyczące krzywdzenia dzieci, bo takie informacje pojawiły się dopiero później. Wiemy też, że kard. Wojtyła wysłał go na badania psychologiczne.

Próbując ocenić reakcję na zło, musimy pamiętać, że na razie znamy dość dobrze dwie sprawy księży, którzy zostali skazani przez prawo państwowe. Nie możemy wykluczyć, że tego rodzaju przypadków jest więcej. 

Wiemy, że ogólne sposoby reakcji były wtedy, według naszej dzisiejszej wiedzy i wrażliwości, nieadekwatne. Nie możemy więc wykluczyć, że w innych sprawach mogło tak być. Nie mając całego obrazu, powinniśmy unikać skrajnych ocen. Mam nadzieję, że dalsze badania dadzą pełniejszy obraz. Są one dla nas szansą na odkrywanie człowieczeństwa Wojtyły, a także korygowanie naszego obrazu świętości.

Jak Ksiądz to rozumie?

Świętość Karola Wojtyły nie potrzebuje ani idealizacji jego osoby, ani przemilczania jego ograniczeń czy nawet błędów. Bo świętość polega na heroicznym przeżywaniu wiary, nadziei i miłości pomimo własnych grzechów, błędów i ograniczeń. Tak jak dumni możemy być z jego chrześcijańskich cnót, tak samo powinniśmy umieć przyjąć, że popełniał błędy i miał swoje niedoskonałości.

Z czego możemy być dumni?

Już jako metropolita krakowski działał zgodnie z ówczesnym prawem państwowym i kościelnym. Konieczność stosowania prawa i karania przestępców seksualnych jest widoczna w jego pierwszych apelach, które jako papież kieruje do episkopatu amerykańskiego na początku lat 90. 

W tym celu podnosi wiek ochrony małoletnich do 18. roku życia i wydłuża – dla Stanów Zjednoczonych – okres przedawnienia do 10 lat od ukończenia 18. roku życia. Z czasem, kiedy zdaje sobie sprawę, że problem nie dotyczy tylko krajów anglosaskich, w 2001 r. rozszerza to prawo na cały Kościół. 

Kwalifikuje wtedy pedofilię klerykalną jako jedno z najcięższych przestępstw, zestawiając je z profanacją Najświętszego Sakramentu i złamaniem tajemnicy spowiedzi. Ta decyzja pokazuje, że uświadamia sobie wtedy globalny charakter kryzysu spowodowanego wykorzystaniem dzieci i młodzieży.

Papież był na bieżąco informowany przez swoją przyjaciółkę Annę Teresę Tymieniecką o publikacjach „The Boston Globe”, który ujawnił skalę krzywdzenia dzieci i tuszowania tych spraw przez hierarchów. Korespondencję przejrzał Marcin Gutowski. „Sprawa skandalu zaszła bardzo daleko w świadomości społeczeństwa katolickiego. Reakcja Ojca Św. odebrana była słabo – zbyt późna i zbyt słaba. Trzeba koniecznie działać (sic!!)” – pisała Tymieniecka.

Wtedy Jan Paweł II już dostrzegał, że problemem nie jest tylko krzywdzenie małoletnich przez duchownych, lecz także tuszowanie tych przestępstw przez biskupów.

Z dzisiejszej perspektywy zabrakło jednak wyciągnięcia konsekwencji wobec przełożonych kościelnych skompromitowanych błędnymi decyzjami. Być może stało za tym klerykalne podejście do hierarchii, w myśl którego biskupa się nie degraduje. Choć w konsekwencji biskup Bostonu został przeniesiony, tyle że – to prawda – do Watykanu, czego nie można uznać za degradację. I to, z dzisiejszej perspektywy, jest bez wątpienia błędną decyzją papieża. 

Dopiero Benedykt XVI i Franciszek zaczęli tworzyć system, który pozwala chronić osoby skrzywdzone i który daje narzędzia do pociągnięcia do odpowiedzialności za tuszowanie przestępstw także przełożonych. Widać więc, że Jan Paweł II podlegał uwarunkowaniom i ograniczeniom. Nie mając wątpliwości co do moralnej niegodziwości pedofilii, nie ustrzegł się błędów. 

Wydaje się, że przynajmniej w początkowej fazie kryzysu nie w pełni zdawał sobie sprawę ze skutków zła, jakie to przestępstwo powoduje w życiu osoby wykorzystanej. Nie uświadamiał sobie, jak ważne jest przyjęcie optyki osoby skrzywdzonej, co wiąże się z osobistym spotkaniem i wysłuchaniem ofiar.

Jak Kościół reaguje na dyskusję „czy kard. Wojtyła mógł zrobić więcej”? 

W 2024 r. Rada Stała Episkopatu opublikowała list w tej sprawie. Pamiętam, że po jego upublicznieniu napisał do mnie duszpasterz jednej z osób skrzywdzonych. Powiedział, że po przeczytaniu tego listu osoba, której towarzyszył, nie potrafiła się pozbierać. Tak bardzo czuła się zawiedziona perspektywą pasterzy Kościoła.

W reakcji na list biskupów? 

List był obroną świętości Jana Pawła II. Ukazywał papieża w sposób posągowy, czyli taki, w którym nie ma miejsca na błędy i grzechy. Co prawda na końcu pojawiło się jedno zdanie, że świętość nie oznacza bezbłędności, ale treść listu pokazywała działania papieża jako pasmo sukcesów. Tymczasem dziś wiemy, że brakowało mu perspektywy osób skrzywdzonych, co też wpływało na sposób jego reakcji.

Ta perspektywa jest kluczowa w mierzeniu się z kryzysem przestępstw seksualnych w Kościele. Bo albo wyjdziemy z tego kryzysu razem ze skrzywdzonymi, współpracując z nimi, albo z niego nie wyjdziemy.

Sądzi Ksiądz, że to jeszcze możliwe?

Tak, inaczej nie byłbym w to zaangażowany.

Dlaczego zajął się Ksiądz tym tematem?

Temat sam do mnie przyszedł poprzez osoby, które spotkałem. Gdy byłem jeszcze w liceum, bliska mi osoba wyznała, że została w ten sposób skrzywdzona przez ojca. Po latach dowiedziałem się, że dwie inne bliskie mi osoby były w tamtym czasie wykorzystywane przez księży. W ten sposób odkrywałem, że pokrzywdzeni są blisko, wśród nas.     

Pierwszy tekst na ten temat napisałem w 2010 r., gdy byłem na studiach w Rzymie. W kilku krajach ukazywały się wtedy raporty o wykorzystaniu seksualnym nieletnich. Zebrałem je w tekście „Kościół, pedofilia, statystyka”. Dzisiaj wstydzę się trochę tego tekstu. Skupiłem się przede wszystkim na statystyce i skali zjawiska, a nie widziałem ludzi, których ta krzywda dotyczy.

Kiedy to się zmieniło?

Siedem lat później, gdy rozpocząłem współpracę z ks. Adamem Żakiem i Centrum Ochrony Dziecka. Poprzez spotkania z osobami skrzywdzonymi zdałem sobie sprawę, że to co z punktu widzenia statystycznego jest mniejszym lub większym procentem, w historii człowieka jest całym jego zranionym życiem. Odkryłem, jak bardzo ta krzywda wpływa na wiele obszarów życia – od strefy seksualnej, umiejętności budowania relacji, po sferę duchową. 

Każda historia jest inna, ale nie znam osoby, która po doświadczeniu skrzywdzenia mogłaby powiedzieć, że ma to już zupełnie za sobą.   

Gdy Fundacja św. Józefa KEP zaczynała działalność, jeździliście do osób skrzywdzonych. Jakie to były spotkania?

Jeździłem z Martą Titaniec, prezeską Fundacji. Świecka kobieta i ksiądz, co dla wielu osób skrzywdzonych miało znaczenie. Dzięki tym spotkaniom i rozmowom przesiąkaliśmy perspektywą osób skrzywdzonych.

Zdarzało się, że ktoś dzwonił z pytaniem, w jaki sposób możemy mu pomóc. Proponowaliśmy spotkanie, nierzadko w domu tej osoby. Zdarzało się, że przychodziła cała rodzina, bo wszyscy czuli, że ta sprawa ich też dotyczy, wpływa na ich życie. Pośredniczyliśmy także w spotkaniu w kurii, towarzyszyliśmy przy składaniu zawiadomienia. Zapewnialiśmy dalsze wsparcie.

W listopadzie 2024 r. odbyło się spotkanie delegacji osób skrzywdzonych z biskupami na Jasnej Górze. Był Ksiądz jednym z moderatorów. Delegacja skrzywdzonych była przygotowana – opracowali postulaty, propozycje zmiany w prawie kanonicznym, przeprowadzili ankiety wśród skrzywdzonych. Biskupi też przyszli przygotowani?

To spotkanie było bardzo ważne na drodze wzajemnego poznawania się. Osoby skrzywdzone szczerze i odważnie przedstawiły swoje postulaty. Ze strony biskupów widziałem również szczere i odważne odniesienie się do głosu skrzywdzonych. Miałem wrażenie, że biskupi słuchali, odpowiadali na pytania, nawet ci, których być może nie podejrzewałbym o otwartość i zaangażowanie w dyskusję.

Pytałam raczej o merytoryczne przygotowanie biskupów.

Myślę, że wśród wielu biskupów panuje przekonanie, że skoro jest delegat i jego biuro ds. ochrony dzieci i młodzieży, to ta grupa ludzi zajmie się wszystkim. W praktyce wygląda to tak, że prymas i jego zespół mogą proponować różne rozwiązania, jednak to, czy one będą wprowadzane w diecezjach i w parafiach, zależy od biskupów. Od tego, czy przekażą rekomendacje swoim delegatom ds. ochrony dzieci i młodzieży. I czy powiedzą: słuchajcie, to jest ważne, robimy to.

A co z tymi, którzy nie współpracują? 

Gdy przygotowywaliśmy z zespołem prymasa koncepcję komisji niezależnych ekspertów do zbadania wykorzystania seksualnego małoletnich w Kościele, spotkaliśmy się z ówczesnym delegatem episkopatu Francji ds. ochrony małoletnich.

Zapytałem, jak przekonać nieprzekonanych biskupów? Jakich argumentów użyć? W odpowiedzi usłyszałem, że to nie kwestia taktyki czy przeciągania na swoją stronę, ale sprawa nawrócenia. Sam odkrył, jak episkopat francuski przeżył czas mierzenia się z tym tematem jako moment nawrócenia. A w nawróceniu kluczowe jest to, że wszyscy, w tym także biskupi, odkryli, że w skrzywdzonych przychodzi do nas Chrystus.

Czy to odkryli, okaże się, kiedy przewodniczący i członkowie powołanej właśnie komisji zwrócą się do biskupów z pytaniem o współpracę.

Rozmawiała Anna Goc

Ks. dr Piotr Studnicki, rzecznik prasowy archidiecezji krakowskiej, wykładowca na wydziałach nauk o komunikacji Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie i Papieskiego Uniwersytetu Świętego Krzyża w Rzymie. Koordynator medialny Centrum Ochrony Dziecka w Krakowie (2018-2019) i kierownik biura Delegata KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży (2019-2024).
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 13/2026

W druku ukazał się pod tytułem: To kwestia nawrócenia