Opublikowany w dziale Wiara artykuł Artura Sporniaka „Gdy moralność szkodzi” porusza sprawy ważne dla wielu ludzi. Argumentacja uderza jasnością – i dobrze, bo materia jest delikatna. Inna sprawa, że w naszych czasach każdy pisze, co uważa, a jeśli jego pogląd wymaga sprostowania, zawsze jest ktoś, kto go sprostuje. Ostatecznie będziemy sądzeni według naszych sumień, nawet – zwłaszcza jeśli bez naszej winy – błądzących. A na głos (ewentualnego) krytyka spokojnie poczekamy.
Niewątpliwie wiedza o człowieku się poszerza i poglądy Augustyna oraz Tomasza są leciwe. Oczywiście i po tych świętych mężach napisano wiele prac, bynajmniej nie kopiujących ich dzieł, lecz szukających własnych rozwiązań. Dzięki temu nauczanie Kościoła się wzbogaca, a w każdym razie może się wzbogacić. Dawna wiedza z konieczności idzie do archiwum lub podlega (czasem radykalnej) rewizji. Można wyrażać żal, że w przeszłości Kościół zbyt kategorycznie definiował sprawy, które nie były dobrze rozpoznane, i należy się cieszyć, że teraz naprawdę wiadomo, o czym się pisze. W wielu dziedzinach tak się dzieje. Zbyt wolno? Może zbyt wolno. Ale gdyby zbyt szybko, też nie byłoby dobrze.
Wątpliwości jest dużo. Weźmy np. pozaustrojowe zapłodnienie kobiety, która w normalnym trybie nie może mieć dzieci. W naszych czasach te procedury stały się czymś praktykowanym na względnie szeroką skalę. Jeśli piszemy o problemach małżeńskich, dobrze by było napisać i o tym. Dziś ogólna wiedza na ten temat zawiera jeden pewnik: tak urodzone dziecko należy ochrzcić. Poza tym przeciętny katolik wie, że in vitro jest złe, ale coraz częściej się zdarza. Więc co? Należy się wyspowiadać, żałować tego, co w tym grzeszne, odprawić pokutę i… żyć, ciesząc się wymarzonym dzieckiem.
„Toporne normy” – pisze Artur Sporniak o niektórych zasadach katolickich i, co gorsza, trudno nie przyznać, że ma rację. Ale do jakiego punktu? I czy we wszystkim? Odwołania do nauk Pawła VI i Jana Pawła II nasz autor opatrzył komentarzem, że „papież obawiał się utraty przez Kościół wiarygodności”. Nie wiem, jak to było, o co papieżom chodziło, wiem natomiast, że znajomość ludzkiego organizmu poczyniła niebywałe postępy. Potrzebna jest więc – na pewno – nowa, jasna i czytelna dla wszystkich wykładnia nauki Kościoła o małżeństwie.
Nie chodzi o to, by była łatwiejsza. Sądzę, że małżeństwo chrześcijańskie bywa trudne z rozmaitych powodów, tak jak w ogóle życie chrześcijańskie bywa trudne. Chodzi o to, żeby jasno i dobitnie powiedzieć, co Bóg miał na myśli i co Kościół ma na myśli, błogosławiąc sakramentalną więź: co jest w tym sakramencie z Boga, co z ludzkiej natury. Jednym słowem, żeby współczesnemu człowiekowi powiedzieć jasno, czym jest sakrament małżeństwa. Bo zbyt wiele spraw tu się nakłada: tradycyjne poglądy pasujące do nieistniejących dziś form społecznych i istniejące ponad czasem sacrum, dawne rozumienie więzi dwojga ludzi i współczesne związki budowane na innej zasadzie niż niegdyś. Oraz co to znaczy, że dobrowolnie i świadomie – i aż do śmierci.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















