Ukraina poza frontem. Jak żyje po czterech latach wojny

W książce „Robaków rozgryzać nie wolno” Tetiana Kolesnyczenko i fotograf Maciej Stanik pokazują Ukrainę poza linią frontu: żałobę, traumę i codzienność ludzi, którzy muszą żyć dalej.
Czyta się kilka minut
Pożegnanie poległych żołnierzy. Łuck, grudzień 2023 r. // Fot. Maciej Stanik
Pożegnanie poległych żołnierzy. Łuck, grudzień 2023 r. // Fot. Maciej Stanik

Na ten pogrzeb w Winnicy trafiliśmy przypadkiem. Ustawieni szpalerem przed Cerkwią Przemienienia Pańskiego, żałobnicy oczekiwali na przyjazd trumny. Po nabożeństwie auto z napisem „Na tarczy” (zastąpił posowiecki symbol „Gruz 200”), transportujące poległego, ruszyło przez miasto. Wyły syreny, ludzie klękali na chodniku, tramwaje stawały. Na chwilę życie zamarło. Winnica żegnała swojego bohatera.

Dzień wcześniej zaprzyjaźniona gospodyni z wioski pod Żytomierzem opowiadała nam o innym pogrzebie, na który przyszła cała wieś. Bo Olega wszyscy znali, lubili. Dobrze się uczył, zawsze chętny do pracy i pomocy.

Od czterech lat takie momenty wpisały się w krajobraz wszystkich miast, miasteczek, wiosek Ukrainy. Zachodnia i centralna część kraju są, owszem, spokojniejsze, drony przylatują tu rzadziej niż do Charkowa. Ale cenę tej wojny widać także tam.

Wojna w głowach. Historie ocalałych z Winnicy i Lwowa

W Winnicy rozgrywa się jedna z historii opisanych w książce Tetiany Kolesnyczenko i Macieja Stanika „Robaków rozgryzać nie wolno”. Nastoletniego Romczyka świat poznał, gdy wystąpił w Parlamencie Europejskim. Drobny, z poparzoną twarzą i kępkami odrastających włosów. Wojna dopadła go w poczekalni szpitala w Winnicy. Czekał tam wraz z mamą, gdy na budynek spadły rakiety. Zginęli wszyscy prócz niego.

Mieszkanie zniszczone na skutek ataku rakietowego. Kijów, sierpień 2025 r. // Fot. Maciej Stanik

Takich historii jest w „Robakach” więcej. Już pierwsze strony pokazują, że nie jest to łatwa lektura. Poznajemy Jarosława: ojca, który w ataku na Lwów stracił żonę i trzy córki. Ten obraz wyznacza ton: autorzy prowadzą czytelnika przez świat ludzi, którzy mimo tego, co ich spotkało, próbują żyć.

Kolesnyczenko jest reporterką, Stanik fotografem. Ich wspólna książka powstała z rozmów. Wydana przez Centrum Mieroszewskiego, ukazała się cztery lata po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny. Ten dystans jest ważny: pozwala zobaczyć, co dzieje się dalej, gdy relacje z frontu znikają z nagłówków. Np. kobieta próbuje układać sobie życie po śmierci bliskich. Żołnierz wraca z frontu i nie potrafi się odnaleźć. Ktoś inny opowiada o niewoli; jej doświadczenie trudno przełożyć na język cywilnego świata. 

Wojna zostaje w ich głowach, w pamięci. Czasem każe biec w panice, choć zagrożenie dawno minęło. Każdy z nich niesie w sobie doświadczenie, które trudno objąć. 

Trauma, pamięć i codzienność. Jak wojna zostaje w życiu 

Kolesnyczenko nie próbuje układać z tych historii jednej wielkiej narracji o konflikcie. Pozostaje przy konkretnych ludziach. Ich historie nie układają się w linearną opowieść. Przypominają impresje: urywki rozmów, krótkie sceny, powroty do miejsc, w których coś się wydarzyło. Z takich fragmentów powstaje jednak spójny obraz całości, o której wolimy nie myśleć, choć jest tak blisko. 

Eksodus ludności cywilnej. Irpień, marzec 2022 r. // Fot. Maciej Stanik

Fotografie Stanika nie są jedynie ilustracją tekstu. Tworzą równorzędną, autonomiczną warstwę narracji. Nie przypominają zdjęć reporterskich, do jakich przyzwyczajają nas agencje i media. Zamiast efektu informacyjnego otrzymujemy zaproszenie do uważności i skupienia. Czarno-białe kadry mają charakter kontemplacyjny, są zapisem cierpienia i kruchości.

Trudno czytać tę książkę bez poczucia, że jej ważną funkcją jest podtrzymywanie pamięci. Ta wojna nie może stać się tłem, które przestaje poruszać. Nie możemy się do niej przyzwyczaić ani zobojętnieć.

Robaków rozgryzać nie wolno, okładka książki // materiały prasowe

Tetiana Kolesnyczenko i Maciej Stanik „Robaków rozgryzać nie wolno”, wyd. Centrum Mieroszewskiego, Warszawa 2026.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 18/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Cena najwyższa