Na ten pogrzeb w Winnicy trafiliśmy przypadkiem. Ustawieni szpalerem przed Cerkwią Przemienienia Pańskiego, żałobnicy oczekiwali na przyjazd trumny. Po nabożeństwie auto z napisem „Na tarczy” (zastąpił posowiecki symbol „Gruz 200”), transportujące poległego, ruszyło przez miasto. Wyły syreny, ludzie klękali na chodniku, tramwaje stawały. Na chwilę życie zamarło. Winnica żegnała swojego bohatera.
Dzień wcześniej zaprzyjaźniona gospodyni z wioski pod Żytomierzem opowiadała nam o innym pogrzebie, na który przyszła cała wieś. Bo Olega wszyscy znali, lubili. Dobrze się uczył, zawsze chętny do pracy i pomocy.
Od czterech lat takie momenty wpisały się w krajobraz wszystkich miast, miasteczek, wiosek Ukrainy. Zachodnia i centralna część kraju są, owszem, spokojniejsze, drony przylatują tu rzadziej niż do Charkowa. Ale cenę tej wojny widać także tam.
Wojna w głowach. Historie ocalałych z Winnicy i Lwowa
W Winnicy rozgrywa się jedna z historii opisanych w książce Tetiany Kolesnyczenko i Macieja Stanika „Robaków rozgryzać nie wolno”. Nastoletniego Romczyka świat poznał, gdy wystąpił w Parlamencie Europejskim. Drobny, z poparzoną twarzą i kępkami odrastających włosów. Wojna dopadła go w poczekalni szpitala w Winnicy. Czekał tam wraz z mamą, gdy na budynek spadły rakiety. Zginęli wszyscy prócz niego.

Takich historii jest w „Robakach” więcej. Już pierwsze strony pokazują, że nie jest to łatwa lektura. Poznajemy Jarosława: ojca, który w ataku na Lwów stracił żonę i trzy córki. Ten obraz wyznacza ton: autorzy prowadzą czytelnika przez świat ludzi, którzy mimo tego, co ich spotkało, próbują żyć.
Kolesnyczenko jest reporterką, Stanik fotografem. Ich wspólna książka powstała z rozmów. Wydana przez Centrum Mieroszewskiego, ukazała się cztery lata po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny. Ten dystans jest ważny: pozwala zobaczyć, co dzieje się dalej, gdy relacje z frontu znikają z nagłówków. Np. kobieta próbuje układać sobie życie po śmierci bliskich. Żołnierz wraca z frontu i nie potrafi się odnaleźć. Ktoś inny opowiada o niewoli; jej doświadczenie trudno przełożyć na język cywilnego świata.
Wojna zostaje w ich głowach, w pamięci. Czasem każe biec w panice, choć zagrożenie dawno minęło. Każdy z nich niesie w sobie doświadczenie, które trudno objąć.
Trauma, pamięć i codzienność. Jak wojna zostaje w życiu
Kolesnyczenko nie próbuje układać z tych historii jednej wielkiej narracji o konflikcie. Pozostaje przy konkretnych ludziach. Ich historie nie układają się w linearną opowieść. Przypominają impresje: urywki rozmów, krótkie sceny, powroty do miejsc, w których coś się wydarzyło. Z takich fragmentów powstaje jednak spójny obraz całości, o której wolimy nie myśleć, choć jest tak blisko.

Fotografie Stanika nie są jedynie ilustracją tekstu. Tworzą równorzędną, autonomiczną warstwę narracji. Nie przypominają zdjęć reporterskich, do jakich przyzwyczajają nas agencje i media. Zamiast efektu informacyjnego otrzymujemy zaproszenie do uważności i skupienia. Czarno-białe kadry mają charakter kontemplacyjny, są zapisem cierpienia i kruchości.
Trudno czytać tę książkę bez poczucia, że jej ważną funkcją jest podtrzymywanie pamięci. Ta wojna nie może stać się tłem, które przestaje poruszać. Nie możemy się do niej przyzwyczaić ani zobojętnieć.

Tetiana Kolesnyczenko i Maciej Stanik „Robaków rozgryzać nie wolno”, wyd. Centrum Mieroszewskiego, Warszawa 2026.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















