Stefana Chwina 44 tezy o wierze i niewierze

Ateista i wierzący mają ze sobą więcej wspólnego, niż chcieliby przyznać.
Czyta się kilka minut
Hieronim Bosch „Sąd Ostateczny" (fragment), ok. 1482 r. Akademia Sztuk Pięknych w Wiedniu // Alamy / BE&W
Hieronim Bosch „Sąd Ostateczny" (fragment), ok. 1482 r. Akademia Sztuk Pięknych w Wiedniu // Alamy / BE&W

Oto moje czterdzieści cztery tezy o dialogu między wierzącymi a wierzącymi inaczej.

1. Nie ma ludzi niewierzących. Są tylko ludzie wierzący i ludzie wierzący inaczej. Jedni wierzą, że Bóg jest, podczas gdy drudzy wierzą, że Go nie ma. I jedni, i drudzy są dokładnie w takiej samej sytuacji. Nie mają żadnych racjonalnych dowodów na absolutną słuszność swoich przekonań, co zupełnie nie przeszkadza im co jakiś czas popadać w ostry stan religijnego albo ateistycznego fanatyzmu.

2. Fanatyzm ateistów potrafi być równie ostry jak fanatyzm wierzących, a czasem nawet go swoją ostrością przerasta.

3. Jeśli ludzie religijni wierzą, że Bóg jest, a ateiści wierzą, że Go nie ma, najuczciwsi wydają się agnostycy, którzy w swojej ostrożnej skromności skłonni są wierzyć, że w sprawach wiary należy konsekwentnie trzymać się najświętszego słowa „nie wiem”.

4. Są ludzie, którzy bronią swojej wiary, wyrzucając ateistę czy agnostyka za drzwi, by nie słyszeć wypowiadanych przez niego słów. Zatykając uszy, łudzą się, że wiarę w sobie wzmacniają. Tymczasem prawdziwa wiara żadnego ateisty czy agnostyka się nie boi, bo właśnie w spotkaniu z myślą sceptyczną pięknie rozkwita.

5. Kto posiada władzę i żarliwie wierzy w Jedyną Prawdę, potrafi dla szerzenia i obrony Prawdy zrobić wszystko, włącznie z surowym ukaraniem tych, którzy w Jedyną Prawdę nie wierzą.

6. Idea Prawdy zawiera w sobie szlachetną nadzieję prawdziwego poznania, ale zdarza się, że ocieka krwią.

7. Są kraje, w których dyskusja w sprawach wiary przypomina sytuację człowieka, który stojąc na torach, prowadzi racjonalną dyskusję z nadjeżdżającym tramwajem.

8. Boże, strzeż nas przed żarliwymi.

9. Piękna jest wiara podobna do otwartej bramy, przez którą wchodzą i wychodzą niepokorni słudzy Słowa.

10. Nie ma większego egoisty niż człowiek, który mości się wygodnie w ciernistym gnieździe wiary, napełniając swoje serce po brzegi szlachetną litością dla zbłąkanych ateistów i agnostyków, która go – jak czuje – dyskretnie wynosi ponad bezmyślne morze bezbożnej pospolitości i duchowej łatwizny, stanowiącej nieszczęsną przypadłość próżnych rzeczy świata tego.

11. Prawdziwy religijny narcyz ze skromnym podziwem wsłuchuje się we własne dążenie do trudnej pokory i głębokiego uniżenia, w ciszy swego serca rozkoszując się samym brzmieniem pradawnego słowa „kenoza”.

12. Dużo łatwiej być pokornym wobec Boga niż wobec bliźniego swego, który na przykład jest naszym podwładnym w pracy albo szefem, którego nie cierpimy.

13. Są ludzie, którzy czują się osobiście obrażeni, gdy ktoś ich nakłania, by uwierzyli w rzeczy niepojęte dla rozumu.

14. Nie ma większej pychy niż pycha katolicka, kiedy wierzący katolik z poczuciem wyższości mówi agnostykowi, że poprzez absolutną pewność swojej wiary sam dla siebie i dla innych ludzi jest żywym dowodem na istnienie Boga.

15. Żaden człowiek nie wierzy w pojedynkę. Wierzymy zwykle dlatego, że wierzą nasi znajomi i krewni. Grupy wyznaniowe to zbiorowiska, w których ludzie wzajemnie podgrzewają się w sprawach wiary, która bez podgrzewania gaśnie w pojedynczym ludzkim sercu jak płomień świecy pozbawiony ożywczego dopływu powietrza.

16. Dla wielu ludzi najzupełniej wystarczającym dowodem na istnienie Boga jest to, że w Niego wierzą.

17. Są katolicy, którym mocna wiara w Boga sprawia prawdziwą przyjemność. Bardzo ich irytują wszyscy, którzy swoim zupełnie niepotrzebnym, głupim gadaniem im tę przyjemność po prostu psują. Dotyczy to przede wszystkim religijnych pisarzy, którzy rozkosz estetyczną chętnie mieszają ze skrytą radością metafizycznego wzruszenia, nie bardzo wiedząc, czy bardziej kochają swój religijny wiersz, jaki właśnie piszą, czy Pana Boga, do którego w tym wierszu się skromnie zwracają.

18. Zdarzają się ludzie, którzy pragną wierzyć, że Uśmiechnięty Jezus jest aktywistą do walki z pedofilią w Kościele oraz wziętym terapeutą, chce przede wszystkim, byśmy wszyscy mieli frajdę z życia na pięknym, kwiecistym świecie, nie zabijali niepotrzebnie niedźwiedzi, lubi majówki, upomina się o prawa pracownicze, dba o społeczny klej, stoi po stronie dziewczyn, czuje sympatię dla zen, troszczy się jako świadomy spożywca o racjonalną dietę pudełkową oraz zupełnie już zapomniał o słowie tak nieprzyjemnym jak „Piekło”.

19. Ludzie, którzy kochają Biblię, zwykle kochają wybrane z niej zdania, rozsądnie pomijając całą dużo mniej przyjemną resztę.

20. Niewielu jest takich, którzy przyznają się do tego, że równie mocno jak wybrane zdania z Biblii kochają także biblijną opowieść o nieskończenie dobrym, miłosiernym Bogu, który żywcem spalił mieszkańców dwóch miast na Bliskim Wschodzie za to tylko, że byli gejami.

21. Ludzie, którzy najchętniej spaliliby żywcem swojego sąsiada, ale boją się zrobić to własnoręcznie, chętnie snują opowieści o kimś, kto sprawiedliwie zsyła na grzeszników deszcz ognisty, zmieniając ich w popiół.

22. Są katolicy, którzy zupełnie nie chcą przyjąć do wiadomości, że to właśnie dobry, nieskończenie miłosierny Bóg osobiście stworzył coś tak przerażająco okrutnego jak Piekło. Bo przecież – jak mówi Biblia – Piekła nie stworzył żaden Diabeł. On tylko został tam zesłany w ramach akcji odwetowo-represyjnej, jaka nastąpiła po karygodnym buncie aniołów.

23. Zdarzają się pisarze, którzy wierzą, że ludzkość zbierze się na Sądzie Ostatecznym, by sądzić Boga za morze cierpień, jakich zaznała przez tysiące lat na stworzonej przez Niego Ziemi. I że po sprawiedliwym procesie Pan zostanie skazany na drugie Ukrzyżowanie. Po czym miliardy obolałych ludzi, liżących swoje rany i oparzenia, zajmą całe Niebo, w którym jest mieszkań nieskończenie wiele. Powieść, tak przedstawiająca finał dziejów, z pewnością zostałaby przez wyznawców Nieskończenie Miłosiernego spalona na stosie razem z jej autorem.

24. Czy Nieskończenie Miłosierny głęboko współczuje ludziom, którzy cierpią w Piekle bez żadnej nadziei na polepszenie swojego losu, skazani na wieczną udrękę, której nie będzie końca, czy raczej z zupełnym spokojem mówi: „Cóż, mają to, na co sami sobie zasłużyli!”, bo nieskończona męka potępionych w najmniejszym nawet stopniu nie zakłóca Mu spokojnej radości wiecznego królowania w Niebie?

25. Czy w Niebie słychać straszliwe wycie potępionych, dolatujące z głębokości Piekła? Czy raczej są tam okna dźwiękoszczelne, dzięki którym ten nieprzyjemny, drażniący dźwięk nawet przez chwilę nie dolatuje do uszu mieszkańców niebiańskiej krainy, zażywających w zupełnym pokoju sprawiedliwego wiecznego szczęścia?

26. Czy z Nieba widać to, co dzieje się w Piekle? Czy więc matka, której dziecko trafiło do Piekła, przez całą wieczność będzie widzieć z Nieba jego straszliwe, pośmiertne cierpienia, które nie będą miały końca? Zresztą wystarczy, by przebywając w Niebie, tylko o tych cierpieniach cały czas wiedziała, a co się stanie z jej wiecznym szczęściem, którym powinna się cieszyć bez końca?

27. Rozkosz nawracania zbłąkanych dusz bywa upajającą przyjemnością, której nigdy nie wyrzekną się prawdziwi misjonarze, gotowi na wielkie ofiary i poświęcenia, a nawet na niewyobrażalne okrucieństwa, byleby tylko jak najintensywniej i jak najdłużej doświadczać tej rozkoszy, która bywa silniejsza niż wszelkie dostępne ludziom seksualne ekstazy.

28. Jeśli człowiek wierzący odnosi się do agnostyka z wysoka, dając mu do zrozumienia, że uważa go za zbłąkaną owcę, agnostyk ma równe prawo odnosić się do niego w sposób podobny.

29. Trudno o uczucie przyjemniejsze niż święte oburzenie, które sprawiedliwym ogniem ogarnia człowieka wierzącego w stanowczej odpowiedzi na karygodne słowa ateisty.

30. Człowiek wierzący uważa, że ma pełne prawo wyrażać w rozmowie z ateistą swoje religijne przekonania. Zwykle jednak do głowy mu nawet nie przyjdzie, że ateista ma równe prawo wyrażać w rozmowie z nim przekonania własne.

31. Katolik uznaje za najzupełniej naturalne prawo do nawracania ateistów. Mało jednak prawdopodobne, by kiedykolwiek znalazł się taki, który uznałby za równie naturalne prawo ateistów do nawracania katolików na ateizm.

32. Bywają matki tak żarliwe, że potrafią zamęczyć własne dzieci Panem Jezusem, Matką Boską i modlitwą do świętej Tereski, bezwiednie przygotowując w ten sposób swoje pociechy do porzucenia Kościoła Świętego w wieku dojrzałym.

33. Człowiek wierzący odbiera bezbożne słowa ateisty jako raniące. Rzadko jednak pomyśli o tym, że swoimi słowami nabożnymi może równie boleśnie ranić duszę ateisty.

34. Są katolicy, którzy wierzą w apokatastazę, kompletnie zapominając, że Kościół Święty kategorycznie zabrania takiej wiary. Kiedy zapewniają, że w końcu wszyscy ludzie zostaną stopniowo zbawieni, tylko zajmie to dużo czasu, dobrze się czują w roli objawicieli prawdziwie dobrej nowiny, na którą – jak mniemają – czekają w głębi serca wszyscy.

35. Fundamentem katolickiej pychy jest spokojna pewność wiedzącego, który z wyrozumiałym uśmiechem patrzy na agnostycznych profanów jak na nieszczęsnych głupców, którzy bezrozumnie nie kroczą – tak jak on sam – jedynie słuszną, ciernistą drogą do rzeczywistej Prawdy i Szczęścia.

36. Niestety, nie jest prawdą twierdzenie, że zło dzieje się na świecie dlatego, że ludzie odwrócili się od Boga. Straszliwe wojny religijne, rzezie, stosy i prześladowania były dziełem milionów ludzi, którzy całym sercem żarliwie kochali Boga, gotowi poświęcić dla Jego chwały wszystko, łącznie z własnym i cudzym życiem.

37. Nie tylko odwrócenie się od Boga, ale też żarliwe przywiązanie do Niego potrafi być źródłem niewyobrażalnych cierpień, jakie ludzie zadają ludziom.

38. Złu sprzyjają chwile, gdy ludzie są albo za daleko, albo za blisko Boga.

39. Od żarliwych serc świat niejeden raz zajmował się żywym ogniem.

40. Dużo ważniejszą przyczyną wojen niż ludzka niemoralność jest to, że dobry Bóg dość niesprawiedliwie obdarował narody naftą, węglem, złotem, uranem, diamentami i czarnoziemem. Gdyby wszystkie narody dostały od Niego tyle samo metali ziem rzadkich, wojen byłoby na świecie znacznie mniej.

41. W rozmowie między człowiekiem wierzącym a agnostykiem powinny obowiązywać równe prawa. Wierzący ma prawo wygłaszać swoje nabożne przemowy, tak jak agnostyk ma prawo wygłaszać swoje przemowy sceptyczne. I na dodatek obaj nie powinni się na siebie obrażać, lecz raczej cieszyć się różnicą zdań, która zawsze przewietrza duszną atmosferę każdego fanatyzmu.

42. Aby zapobiec szerzeniu się fanatyzmu religijnego, który stanowi realne niebezpieczeństwo dla duszy i ciała oraz zagrożenie dla spokoju społecznego, warto sporom na tematy religijne nadawać dyskretny ton łagodnych przekomarzanek, w których kwitnie ironiczny żart, obejmujący także rzeczy święte, bo tylko wtedy da się uniknąć przeklętego ducha krwawych religijnych waśni. Gdyby w XVII wieku ludzie tak traktowali własne i cudze przekonania, potworności wojny trzydziestoletniej byłyby dużo mniejsze. Niestety, wojny religijne miały zawsze swoich entuzjastów, dla których własnoręczne zabicie choćby jednego wroga religii było najmocniejszym dowodem na to, że Bóg im sprzyja, a skoro im sprzyja, to na pewno istnieje, bo przecież gdyby nie istniał, to by nie sprzyjał.

43. Co jakiś czas ludzkość dla dobra ludzkości powinna nawet najświętsze dogmaty przewietrzać pogodnym światłem uzdrawiającej ironii. Śmiertelna powaga dogmatów bywała zbyt często wzniosłym alibi dla szlachetnych zbrodni, które miały zbawić świat, a przynosiły ze sobą lawinę nieszczęść, krzywd i ludzkiej rozpaczy.

44. Wszystkie powyższe zalecenia nie mają żadnego znaczenia praktycznego w realnej rzeczywistości międzyludzkiej, albowiem ludzkość nie jest w stanie żyć na Ziemi bez jakiejś formy fanatyzmu religijnego czy ideologicznego. Wszystkie Kościoły świata nie cierpią ironii, w której gustuje nie tylko dobra literatura, lecz którą także kultywują wysoko rozwinięte sztuki piękne. Nie cierpią jej również wszystkie instytucje Narodu i Państwa, zwykle śmiertelną powagą oficjalnych obrzędów przykrywając swoje większe i mniejsze grzechy. Większość ludzi reaguje na żarty z religii wolą zabicia żartownisia, wsadzenia go do więzienia czy choćby radykalnego zamknięcia mu ust. Podobnie z Narodem i Państwem. Tylko mniejszość jest zdolna żyć bez idei Boga, Narodu i Państwa, która każdą przemoc bez specjalnego trudu potrafi przedstawić jako szlachetną, najgłębiej słuszną misję uzdrawiania świata. Jest to jeden z dowodów na to, że świat znajduje się w rękach Diabła, który zawsze lubił dostarczać ludziom wzniosłych argumentów dla prześladowania, dręczenia, poniżania i zabijania innych ludzi.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 21/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Wiara i niewiara