Czy tylko nieliczni będą zbawieni?

Na to pytanie, zadane Jezusowi przez osobę z tłumu, odpowiadaliśmy niezmiennie przez wieki: poza Kościołem nie ma zbawienia!
Czyta się kilka minut

Nie jesteś ochrzczony, nie chodzisz do kościoła, nie przystępujesz do spowiedzi i do komunii, nie masz kościelnego ślubu albo nie zdążyłeś przed wydaniem ostatniego tchnienia przyjąć ostatniego namaszczenia... Twój los jest przesądzony: piekło.

Na nic dobrego też nie możesz liczyć ani w niebie, ani na ziemi, jeśli porzuciłeś kapłaństwo. Też piekło.

Co do czyśćca, mógł nań mieć nadzieję katolik, który trochę do kościoła chodził, trochę nie chodził, od czasu do czasu praktykował i jakoś tam przestrzegał przykazań. To znaczy nikogo nie okradł (a jeśli, to nie na wielką sumę), nikomu domu nie podpalił ani nie uwiódł żony. Do niedawna mieliśmy też jeszcze ­limbus puerorum, czyli coś pośredniego między niebem a raczej czyśćcem niż piekłem – i tam wysyłaliśmy dusze dzieci (ale tylko chrześcijańskich rodziców), które zmarły przed chrztem.

Wyznając taką soteriologię, aniśmy się spostrzegli, jak zajęliśmy miejsce Boga. Wygląda nawet na to, że na tym nienaszym miejscu bardzo lubimy zasiadać, skoro niektórzy z nas nie wiedzą, co począć choćby z taką wypowiedzią biskupa Rzymu Franciszka: „Jeśli ktoś jest homoseksualistą, a poszukuje Pana Boga, i ma dobrą wolę, kimże ja jestem, aby go osądzać? Katechizm Kościoła Katolickiego wyjaśnia to bardzo pięknie, że tych osób nie należy z tego powodu marginalizować, powinny być włączone do społeczeństwa. Problemem nie jest posiadanie tej skłonności, nie – musimy być braćmi”.

Trudno się dziwić takiemu postawieniu sprawy, jeśli się pamięta, że prawdziwy Bóg był dostępny jedynie w Kościele rzymskokatolickim, gdyż tylko nasza Msza i pozostałe sakramenty były prawdziwe. Można nawet powiedzieć, że Jezus prawdziwie przebywał pośród ludzi jedynie przez krótki czas podczas Mszy po konsekracji, no i oczywiście w tabernakulum. Poza Mszą i tabernakulum Jezus, co prawda, też był obecny, ale jakby w mniejszym stopniu, a już z całą pewnością nie było Go w heretyckich nabożeństwach (bo w schizmatyckich jakoś był, choć ci, co je sprawowali, czynili to w sposób karygodnie niegodny). Jednym słowem, to my, katolicy, „jadaliśmy i piliśmy” z Jezusem, tylko „na ulicach naszych” i w naszych kościołach nauczał On prawdziwie, bo tylko my...

Na potwierdzenie tej wiary można by przytoczyć tysiąc dowodów. Nie dziw więc, że nawet błogosławionemu Janowi Pawłowi II stawiano zarzuty, że w Asyżu pewnie minął się z ortodoksją, bo modlił się z wyznawcami innych religii, a wiadomo przecież od niepamiętnych czasów, że: lex orandi – lex credendi, to znaczy: „prawo modlitwy – prawem wiary”. Mówiąc inaczej, Kościół wierzy tak, jak się modli.

Tymczasem tym, którzy sądzą, że Bóg zawsze i wszędzie stoi po ich stronie, a oni zawsze i wszędzie stoją po stronie Boga, Jezus mówi: niekoniecznie tak musi być. Samo przekonanie o swojej ortodoksyjności i praktyki religijne nie wystarczą, by znaleźć się po stronie Boga. Istnieje bowiem coś takiego jak rzeczywistość, codzienność. I że to, co dzieje się w tej chwili, jest równie ważne jak to, co działo się za czasów „Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków”. Inaczej być nie może, gdyż Jezus nie może zaprzestać poszukiwania i przyprowadzania do Boga tych, których stwarza.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 34/2013