Anatomia grzechu: od króla Dawida do Marka Zuckerberga

Biblijna opowieść towarzyszy mi w lekturze książki o wszechwładnych biznesmenach i programistach, którzy wzięli się za robienie międzynarodowej polityki.
Czyta się kilka minut
Zuzanna Radzik // Fot. Grażyna Makara
Zuzanna Radzik // Fot. Grażyna Makara

Dlaczego biblijny król Dawid przespał się Batszebą? Zakochał się? No gdzieżby! Nie zdążył. Zobaczył ją tylko z daleka. Tekst niby twierdzi, że była naga w kąpieli, ale cóż on mógł dostrzec z tego tarasu... Poza tym miał już kilka żon, więc kobieca nagość nie mogła go aż tak obezwładnić. Nie wiedział, że była żoną innego? Przecież gdy tylko zaczął wypytywać, co to za jedna, powiedziano mu, że jest żoną Uriasza. 

Jedna z interpretacji twierdzi, że jego grzech zaczyna się już w pierwszym zdaniu, które mówi, że Dawid został w Jerozolimie wiosną, gdy królowie zwykli wychodzić na wojnę. Zatem niby był królem, ale wymówił się od zadań, które się z tym wiązały. Posłał w bój wojsko, dowódców, nawet Arkę Przymierza. Sam zaś spędzał chwile na tarasie pałacu. Był nie tam, gdzie powinien być, poza rolą, może nią znudzony. Uwiedziony władzą, jaką dało mu bycie królem, a jednocześnie migający się od królewskich zadań militarnych.

Dlaczego więc biblijny król Dawid przespał się z Batszebą? Bo mógł. Przynajmniej tak mu się wydawało. Mógł po nią posłać, mógł ją posiąść. A potem stracił kontrolę, bo zaszła w ciążę. Swoją drogą – ciekawe, że Batszeba, która w tej historii nie ma dużo do gadania, ten jeden raz wykazuje się inicjatywą i posyła do Dawida wiadomość, że jest w ciąży. Jakby mówiła: posiadłeś mnie, to teraz zmierz się z odpowiedzialnością. Odmawia brania na siebie konsekwencji jego decyzji, którą dziś pewnie uznalibyśmy za gwałt. Inna rzecz, że Dawid wybiera mataczenie i – ostatecznie – zabójstwo. Niby taki z niego wielki król, taki wszechwładny, a nie jest w stanie zmierzyć się ze skutkami czynu popełnionego dla żądzy i zabicia czasu.

Zbiegła mi się w czasie lektura tej opowieści, fundamentalnej dla biblijnego rozumienia grzechu, z lekturą dzisiejszej opowieści o grzesznych, wszechwładnych ludziach. W tym wypadku – biznesmenach i programistach, których wciągnęło robienie polityki międzynarodowej. Też znaleźli się nie na swoim miejscu, też mieli poczucie, że nikt im nie podskoczy. Ale jednak zacierali swe głupie decyzje i brudne interesy. Krótko mówiąc: uległam modzie i sięgnęłam po „Careless people” (ang. Nieuważni ludzie), książkę dawnej dyrektorki ds. polityk publicznych w Facebooku.

Przez siedem lat Sarah Wynn-Williams budowała polityczne wpływy firmy na całym świecie. Dziś z przerażeniem wspomina efekty tamtej pracy. Nie kupuję jej jako „sumienia Facebooka”, śmierdzi mi w jej byciu sygnalistką opieszałość – nie odeszła z firmy, kiedy było trzeba, żeby opowiedzieć światu, jaki ona ma wpływ. Zawsze znajduje na to dobre wytłumaczenie: jak nie ciąża, to choroba, albo kredyt na dom, którego poręczeniem były firmowe opcje. 

Dlatego dopiero teraz opowiada, jaki związek miał Facebook z rozkręcającą się przemocą w Birmie. Oraz jak namierzał nastolatki i sprzedawał reklamodawcom ich brak poczucia własnej wartości. I dalej – jaką ofertę inwigilacji obywateli szykował dla Chin, z całą świadomością, że jego pracownicy przyczynić się mogą do uwięzień, tortur i śmierci, co oczywiście w ostatecznej wersji firmowego dokumentu ubrano w kilka eufemizmów. 

Mówi o molestowaniu przez szefów, którym nic za to nie grozi. Wreszcie, Wynn-Williams opisuje spotkanie Zuckerberga z głowami państw w Limie, tuż po pierwszych wyborach wygranych przez Trumpa. Wiadomo, że pomógł mu Facebook, więc nagle głowy państw stają się potulne, nie dociskają, nie chcą niczego regulować. Wiedzą, że od niego zależy ich być albo nie być. Rozdawanie kart w globalnej polityce nie jest rolą prezesa firmy i programisty. A tu nagle dostał taką władzę.

Nie zaskoczyło mnie oczywiście to, że Facebook nie jest firmą niosącą światu pokój i dobro, ale jednak spojrzenie z bliska zmroziło. A ledwo skończyłam czytać, gruchnęła wieść, że Meta (czyli ten sam grzeszny Facebook, z tym samym kierownictwem, tylko po zmianie nazwy) używała spiratowanych książek, by karmić dobrej jakości tekstem budowany przez siebie model sztucznej inteligencji. Bo skoro można za darmo, to po co płacić, nawet jak się jest super bogatym? Facebook kradł, bo mógł. Oraz – bo przekonał się, że nie takie rzeczy uchodzą mu na sucho.

Może dlatego opowieść o grzechu Dawida z Batszebą jest tak fundamentalną dla Biblii anatomią grzechu. Bo skoro coś takiego mogło się wydarzyć nawet Dawidowi... Z niepozornego pasterza stał się władcą, wszystko zawdzięczał Bogu, a i tak uwiodła go nieograniczona władza. A potem wyszedł z roli. Miał jednak proroka, który przepowiedział mu nieuchronną karę. Czy Facebook znajdzie kogoś, kto mu pokaże granice jego władzy?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 17-18/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Anatomia grzechu