Spadek dzietności we Francji. Jak politycy chcą zatrzymać katastrofalny trend?

Do niedawna Francja była wyspą dzietności na oceanie zapaści demograficznej Europy. Dzisiaj politycy proponują zachęty dla rodziców, a nestorka feminizmu wzywa mężczyzn do zaangażowania w wychowanie.
z Paryża
Czyta się kilka minut
„Nowe zbrojenia demograficzne” – tak Emmanuel Macron określa rządowe plany wsparcia dla rodziców. Na zdjęciu: prezydent Francji wśród swoich zwolenników podczas wyborów w czerwcu 2024 r. // Fot. Yara Nardi / AFP / East News
„Nowe zbrojenia demograficzne” – tak Emmanuel Macron określa rządowe plany wsparcia dla rodziców. Na zdjęciu: prezydent Francji wśród swoich zwolenników podczas wyborów w czerwcu 2024 r. // Fot. Yara Nardi / AFP / East News

Długowłosy brodacz w małym czarnym kapeluszu przywodzi na myśl odmłodzonego tolkienowskiego Gandalfa. Paryżanin Théo ma 32 lata. Z zawodu bibliotekarz, z upodobań miłośnik sztuki cyrkowej i średniowiecza oraz zapalony podróżnik. Jak mówi, ma mnóstwo pasji, na które brakuje mu czasu. 

– Dawno temu postanowiłem, że nie będę mieć dzieci. Ojcostwo wymaga dużego zaangażowania i rezygnacji z części osobistej swobody. Ograniczałoby mnie. Na szczęście zgadzamy się w tej sprawie z moją dziewczyną – zauważa Théo. 

Po namyśle dodaje, że „nie wyklucza”, że „jest jeszcze młody” i że „może za pięć lat” zmieni zdanie w sprawie potomstwa. Jeśli tylko praca będzie zajmować mu mniej czasu, zastrzega się. 

Théo dorzuca jeszcze, że wielu jego znajomych z paryskiej klasy średniej także nie myśli o dzieciach. Jedni boją się utraty wolności. Niektórzy motywują swoją decyzję lękiem o przyszłość ekonomiczną, inni – nawet strachem przed katastrofą klimatyczną. 

Théo przyznaje, że nie wszędzie we Francji tak jest: – Pochodzę z małego miasta w południowo-zachodniej Francji i dostrzegam, że moi tamtejsi rówieśnicy wciąż chcą mieć potomków. 

Francja 2025: więcej zgonów niż narodzin – historyczny punkt zwrotny

Sondaże pokazują, że coraz więcej młodych Francuzów i Francuzek podziela opinię Théo oraz jego partnerki. Z danych Państwowego Instytutu Demografii (INED) wynika, że mniej więcej co siódmy dorosły mieszkaniec Francji poniżej 30. roku życia (15 proc. mężczyzn i ponad 13 proc. kobiet) deklaruje, że nie zamierza mieć dzieci. Odsetek ten wzrósł aż trzykrotnie w ciągu ostatnich dwudziestu lat.

Jeszcze do niedawna Francja była, obok Irlandii, zdecydowaną liderką w Europie pod względem dzietności. Baby boom nad Loarą był przez kolejne lata powodem do narodowej dumy.

Dziś także dawną krainę Galów dopadła ogólnoeuropejska depresja demograficzna. W 2025 r. w kraju liczącym 69 mln mieszkańców zanotowano więcej zgonów niż narodzin. To moment przełomowy na miarę stulecia, gdyż stało się tak po raz pierwszy od zakończenia II wojny światowej.

Francuskie społeczeństwo coraz bardziej się starzeje – liczby alarmują

Nic dziwnego, że liczni demografowie, publicyści i politycy – na co dzień zwaśnieni – tym razem wspólnie biją na alarm i rwą włosy z głowy. „Francja bez dzieci?” – niepokoi się na okładce „Le Nouvel Obs”, tygodnik o lewicowo-liberalnym profilu. 

Czy naprawdę jest powód do narodowego dramatu? W 2025 r. na świat przyszło o jedną czwartą mniej dzieci niż w 2010 r. Przed piętnastu laty statystyczna Francuzka miała dwoje dzieci, dziś statystycznie przypada na nią tylko 1,56 dziecka (mimo wszystko to więcej niż średnia w krajach UE; w Polsce ten wskaźnik wynosi według GUS tylko 1,03 dziecka na jedną kobietę). 

Jednocześnie ze spadkiem liczby narodzin wydłużyła się przeciętna długość życia. W efekcie francuskie społeczeństwo starzeje się w zawrotnym tempie: obecnie jest we Francji tyle samo ludzi poniżej 20. roku życia, co seniorów (65 plus).

Stąd niepokój również o przyszłość systemu emerytalnego, który nad Sekwaną opiera się na tzw. solidarności międzypokoleniowej: płacąc składki, osoby w wieku produkcyjnym łożą tym samym na emerytury seniorów. 

Dlaczego młodzi Francuzi coraz częściej wybierają bezdzietność

Na przemiany demograficzne składa się wiele przyczyn: socjologicznych, ekonomicznych i kulturowych. Znany demograf Hervé Le Bras podkreśla, że załamanie się dzietności ma miejsce obecnie nie tylko we Francji oraz w ogóle w Europie, ale na całym świecie – od Dalekiego Wschodu (Korea Południowa, Chiny) przez Rosję aż po USA

Uproszczeniem byłoby więc tłumaczenie tego trendu indywidualizmem, który ma cechować zwłaszcza mieszkańców Europy Zachodniej. Choć faktem jest, że rosnąca liczba singielek i singli, a także coraz częstsze rozpadanie się związków (i małżeństw, i tych nieformalnych) muszą wpływać na spadek liczby urodzeń. Tak jest również nad Sekwaną.

Przypadek francuski jest jednak szczególnie ciekawy, gdyż Francja długo opierała się ogólnej tendencji obecnej w młodym pokoleniu, zwanej childless, czyli bycia bezdzietnym. 

Wciąż jeszcze dwie trzecie młodych Francuzów płci obojga deklaruje chęć posiadania co najmniej dwojga dzieci. Dzieje się to, warto zaznaczyć, w kraju, gdzie aborcja jest legalna od pół wieku i gdzie mieszka największy w Europie Zachodniej odsetek zdeklarowanych ateistów lub agnostyków. 

„Wagony bez dzieci”: awantura o reklamę kolei państwowych

Deklaracje te znajdują odbicie także w kulturze masowej. Dużą popularnością od wielu lat cieszą się telewizyjne reality show typu „Wielodzietne rodziny” na kanale TF1. Serial ten pokazuje codzienne, dość niespektakularne życie zwykłych francuskich par, wyróżniających się na tle ogółu tylko tym, że posiadają co najmniej piątkę potomstwa. 

Dla większości Francuzów życie rodzinne i wychowanie dzieci pozostają ważnymi wartościami. Świadczyć o tym może również dość powszechne oburzenie opinii publicznej na niedawną reklamę francuskich kolei państwowych SNCF: promowały one w superszybkich pociągach TGV nową klasę biznesową Optimum, gdzie, jak napisano, „dla maksimum komfortu pasażerów dzieci nie mają wstępu”. 

Co ciekawe, reklama ta wywołała żywiołowe protesty internautów oraz wielu polityków – od komunistów przez centrum aż po skrajną prawicę. Przewoźnikowi zarzucono „wykluczanie najmłodszych”. Dyrekcja kolei tłumaczyła się, dość niezręcznie zresztą, że użyła „niefortunnej formuły marketingowej”, dodając, że strefa no kids obejmuje tylko 8 proc. miejsc w całym pociągu. 

Jak pisze dziennik „Le Parisien”, pod wpływem krytyki SNCF wycofała z internetu kontrowersyjną reklamę, ale podtrzymała samą ofertę klasy zastrzeżonej dla osób powyżej 12. roku życia. 

Macron ogłasza „zbrojenia demograficzne” – nowa polityka prorodzinna Francji

Jeśli załamanie się wskaźnika dzietności uderza w zbiorowe „ego” Francuzów, to również dlatego, że kraj ten przeznacza od lat najwyższe w Unii nakłady na politykę prorodzinną. Obejmuje ona najrozmaitsze instrumenty, dla przykładu: hojne zasiłki dla rodzin wielodzietnych (tj. mających troje dzieci lub więcej), przysługujące aż do osiągnięcia przez nie pełnoletności; dopłaty państwowe do opiekunek dla dzieci; coroczne wyprawki szkolne dla uboższych rodzin. 

Jest też we Francji rozbudowana sieć żłobków i innych placówek publicznych dla dzieci do lat trzech, mająca ułatwiać kobietom łączenie pracy z wychowaniem dzieci.

Co więcej, już dwa lata temu prezydent Emmanuel Macron zapowiedział rządowy plan wsparcia dla nowych rodziców, okrzyknięty przez niego – ni mniej, ni więcej – „nowymi zbrojeniami demograficznymi”. Ta wojskowa metafora, a w tych Macron się lubuje (przynajmniej od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę), oburzyła feministki, które nie życzą sobie, by państwo nakłaniało kobiety do prokreacji.

Program Macrona przewiduje m.in. wprowadzenie już w tym roku dodatkowych dwumiesięcznych płatnych urlopów rodzicielskich. Kumulują się one z obecnymi urlopami macierzyńskimi i ojcowskimi – w rezultacie po narodzinach dziecka matkom będzie przysługiwać w sumie pół roku płatnego urlopu, a ojcom trzy miesiące. Ma to skłonić także mężczyzn do większego zaangażowania w wychowanie.

„List przeciw niepłodności” – jak francuski rząd chce walczyć ze spadkiem urodzeń

Kolejny punkt „zbrojeń”: z inicjatywy rządu wszyscy Francuzi płci obojga w wieku 29 lat mają latem tego roku otrzymać „list przeciw niepłodności”. 

Celem jest, jak uzasadnia to centroprawicowy gabinet Sébastiena Lecornu, uwrażliwienie młodych na tę kwestię i zachęcenie ich, aby leczyli ewentualne problemy związane z płodnością, zanim będzie za późno (niepłodność dotyka we Francji ponad 3 mln osób).

Na tym nie koniec walki ze spadkiem dzietności. W lutym parlamentarzyści ogłosili raport, przedstawiony jako „rewolucja w polityce rodzinnej”. Proponują w nim, by od tej pory przyznawać 250 euro miesięcznej premii na każde dziecko, niezależnie od dochodów – i to aż do ukończenia przez dziecko 20. roku życia. 

250 euro na każde dziecko – francuska wersja „800 plus” od 2027 roku?

Byłaby to w gruncie rzeczy rozszerzona na całe społeczeństwo i hojniejsza wersja już obowiązujących świadczeń. Obecnie przysługują one od drugiego dziecka, tyle że ich kwota zależy od wysokości dochodów rodziny. 

To nowe świadczenie miałoby kosztować państwo od trzech do ośmiu miliardów euro. Prócz tego poselski raport postuluje m.in. wprowadzenie pożyczek o zerowym oprocentowaniu na zakup mieszkania dla świeżo upieczonych rodziców.

Autorzy raportu chcieliby tej prorodzinnej rewolucji od 2027 r. Biorąc jednak pod uwagę obecne ogromne problemy budżetowe Francji, wydaje się to mało realne. 

Inna sprawa, że doświadczenie innych krajów pokazuje, iż samo finansowe wsparcie państwa dla rodziców nie wystarcza do podniesienia dzietności. „Fiasko silnej zachęty pieniężnej dla rodziców na Węgrzech, w Polsce czy Korei Południowej pokazuje, że dziecko nie rodzi się z motywacji finansowej” – komentuje chrześcijański „La Vie”, tygodnik bliski politycznego centrum. 

Nierówności w obowiązkach rodzicielskich we Francji – kobiety wciąż robią więcej

Tu dochodzimy do jeszcze jednego francuskiego (i nie tylko) problemu: nierównego rozłożenia obowiązków rodzicielskich między płciami.

Obecnie Francuzki poświęcają dwukrotnie więcej czasu na zajmowanie się dziećmi niż ich partnerzy. W dodatku, jak podaje „La Vie”, z powodu częstego rozpadania się par w jednej czwartej francuskich rodzin potomstwem opiekuje się samotny rodzic – zwykle jest to matka.

Wbrew stereotypom, aż do rewolucji obyczajowej z końca lat 60. XX w. Francja pozostawała krajem konserwatywnym w kwestii rodziny i relacji damsko-męskich. Dla przykładu: dopiero w 1965 r. przyjęto tu ustawę, która pozwalała zamężnym kobietom, bez zgody ich męża, podejmować pracę zawodową oraz zakładać własne konto bankowe (sic!).

Na spuściznę po wiekach nierówności płciowej zwraca uwagę Elisabeth Badinter, znana francuska filozofka i publicystka, autorka prac poświęconych historii kobiet i macierzyństwa. Twierdzi ona, że we Francji „nigdy nie było tak trudno być matką jak dzisiaj”.

Badinter uważa, że wiele Francuzek, pragnących równości w związku, zmaga się z podwójną społeczną presją: mają być jednocześnie idealnymi matkami i zarazem perfekcyjnymi pracowniczkami. Dlatego coraz częściej wybierają pracę i rezygnują z posiadania dzieci, gdy nie mogą liczyć na pomoc partnerów w domu. 

Apel do mężczyzn: równy podział obowiązków szansą na wzrost dzietności

Czy da się to jakoś zmienić? Elisabeth Badinter, uważana za nestorkę francuskiego feminizmu, przekonuje, że mężczyźni powinni po równo dzielić ze swoimi partnerkami obowiązki domowe i wychowanie dzieci. Dopiero gdy tak się stanie, macierzyństwo odzyska dla kobiet swoją całą atrakcyjność. 

„Panowie, jeszcze trochę wysiłku...” – zwraca się do mężczyzn filozofka (to tytuł jej eseju z 2024 r.). 

Nie wiadomo, czy jej apel zostanie wysłuchany. Jednak, tak czy owak, na razie pogłoski o wymieraniu Francuzów wydają się lekko przesadzone.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 10/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Barykady demografii