Czy równość jest możliwa, skoro poród i rodzicielstwo są tak nierówno angażującym doświadczeniem?

Po którymś już dniu spędzonym na sama nie wiem czym, ale z dzieckiem, zanotowałam: „Nie dziwi mnie, że to mężczyźni zarabiają pieniądze, piszą książki i mają władzę”.
Czyta się kilka minut
Zuzanna Radzik // Fot. Grażyna Makara
Zuzanna Radzik // Fot. Grażyna Makara

Budzę się w szpitalu przed trzecią z panicznym impulsem. Dziecko śpi. Budzić? Nie budzić? Położne kazały karmić nie rzadziej niż co trzy godziny. Czuję potworny ból pleców na wysokości łopatek, efekt ciąży, porodu i pierwszych zmagań z karmieniem. Tak bardzo potrzebuję leżeć płasko, a nie karmić. Tak bardzo… Skoro mocno śpi, to może jeszcze z godzinę poczekać? Potrzebuję tej godziny, właściwie to każdych wyrwanych pięciu minut. „Jesteś złą matką” – podszeptuje głos w mojej głowie. Aż się od tego budzę. Zatem tak to działa? Matczyne poczucie winy przychodzi błyskawicznie, nieproszone. Zdążyłam jedynie pomyśleć o niedopełnieniu obowiązku. Notuję w głowie: po raz pierwszy mam poczucie winy pierwszej nocy, o drugiej czterdzieści pięć. Chcę pamiętać, żeby lepiej się przed nim bronić. Skąd ono przyszło? Ze mnie czy ze świata?

Uruchamianie odtwarzacza...

Pytanie, co przychodzi ode mnie, a co z kultury, wisi nade mną w pierwszych tygodniach. Co ja mówię, pewnie zostanie na zawsze, ale może trochę sobie to przesortuję w głowie. Zrobię swoisty triaż, co przyjmuję, a na co się nie godzę. Sama jednak nie umiem zamknąć tego w słowach. A może zwyczajnie wyczerpana nowym doświadczeniem nie mam siły myśleć, więc zapraszam do swoich połogowych rozważań feministyczne autorki książek o macierzyństwie. Innym trochę w tych okolicznościach nie ufam. Czego u nich szukam? Uchwycenia w słowa, jak potężnym, dzikim doświadczeniem jest stawanie się matką. Nie chcę lukru, ale też nie potrzebuję opowieści o udręce, bo chłonę wszystko z zachwytem, jednocześnie próbując połapać się w rachunku zmian, strat i zysków.

Czytam więc klasyczkę Adrienne Rich, po której słynną książkę „Zrodzone z kobiety” – wstyd przyznać – pierwszy raz sięgnęłam właśnie teraz. Stare wydanie jest trudno dostępne po polsku, ale dwa najważniejsze rozdziały wyszły teraz w zbiorze jej „Esejów zebranych”. Już wcześniej rzuciłam się na książkę Lucy Jones, brytyjskiej autorki i popularnonaukowej dziennikarki, której dociekania obudziły jej własne trzy ciąże i porody oraz trudy wczesnego macierzyństwa. Jej „Matrescence” („Stawanie się matką”) łapczywie czytałam w połogu. Jest mi intymną towarzyszką, wywołuje łzy, zachwyt, przynosi ulgę. Innym razem rodzi bunt i poczucie, jakby chciało się rozwalić świat i przebudować tak, by matki mogły w nim godnie żyć.

Na trzecią nóżkę czytam Rachel Cusk, która, gdy dwadzieścia lat temu w książce „A life’s work” opisała, co macierzyństwo zrobiło z jej życiem, spotkała się z wściekłą krytyką i opiniami, że nienawidzi swoich dzieci. Czytam ją oszołomiona, bo mam wrażenie, jakby wykradła myśli z mojej głowy i ułożyła na stronach wydanej dwie dekady temu książki.

Wychodzi na to, że fundamentalna książka o tym, jak feministka i pisarka zostaje matką, musi powstać co mniej więcej 20 lat. I dobrze, bo każda pisała w innych czasach i kontekście. A i tak są pytania, obserwacje, wyzwania, które uparcie są te same. Jak pomieścić w sobie to wszystko? Czy to, kim byłam, jest jeszcze ważne wobec tego, kim się staję? Czy równość jest możliwa, skoro poród i wczesne rodzicielstwo są tak nierówno angażującym doświadczeniem?

Rachel Cusk wspomina, jak sama wstrząśnięta doświadczeniem macierzyństwa zastanawiała się, czemu nikt tego nie opowiedział, czemu nie opisał, czemu tego nie czytała i nie wiedziała. Opisał, stwierdza chwilę później, tylko póki cię to nie dotyczy, nie chcesz tego czytać i wiedzieć. Inaczej pisze o tym Lucy Jones, która z zacięciem popularnonaukowej dziennikarki stwierdza: gdy jesteśmy chronicznie zmęczeni, nie tworzymy wspomnień, co być może znaczy, że matki, zwykle chronicznie niewyspane, nie tworzą wspomnień i nie są potem w stanie przekazać tego doświadczenia.

To drugie wyjaśnienie mnie przeraża, bo jest jak opis czarnej dziury, która pochłania życia kobiet, ten doniosły i trudny okres, który nie tylko przepada w niepamięci, ale też nie staje się politycznym paliwem. Sama po którymś już dniu spędzonym na sama nie wiem czym, ale z dzieckiem, zanotowałam: „Nie dziwi mnie, że to mężczyźni zarabiają pieniądze, piszą książki i mają władzę”. Co nie znaczy, że miałam zły dzień. Zaczęłam o 5.30 od oglądania lipy za oknem, niemal jak jeden z tych prezesów, co wstają o piątej rano na sesję mindfulness. Robię to jednak od miesiąca, w zachwycie i znużeniu przepalając godziny na coś, co może buduje dziś mózg dziecka, ale czego ono nawet nie będzie pamiętać. Tak jak ja nie pamiętam tych zabranych mojej matce godzin, które zbudowały mnie. Taka to pozasystemowa ekonomia. Nieproduktywna produktywność.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 22/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Dzikie doświadczenie