Naddniestrze funkcjonuje jako parapaństwo już ponad 30 lat. Formalnie terytorium to, którego „stolicą” jest Tyraspol, należy do Mołdawii, ale faktycznie pozostaje pod kontrolą Rosji (Kreml ma tam wojsko) i lokalnych oligarchów. Porozumienie Tyraspola z Kiszyniowem i Brukselą w sprawie gazu może okazać się znaczącym krokiem w stronę reintegracji Naddniestrza.
Na razie, od 1 stycznia tego roku, w separatystycznej republice z powodu braku gazu stoją prawie wszystkie fabryki, nie działa większość instytucji publicznych (w tym szkół i przedszkoli), ludzie są pozbawieni ciepłej wody w kranie, a domy i mieszkania muszą dogrzewać piecykami elektrycznymi.
Do tej pory Tyraspol odmawiał przyjęcia pomocy od Mołdawii i Unii Europejskiej, licząc jedynie na wsparcie Rosji. Ten kryzys jest bowiem częścią szerszego planu Kremla.
Naddniestrze było całkowicie uzależnione od Rosji
O tym, że problem z dostawami gazu ziemnego do Naddniestrza może się pojawić, było wiadomo już od końca sierpnia ubiegłego roku. To wówczas Kijów zapowiedział, że nie przedłuży umów tranzytowych z Gazpromem na transport gazu przez swoje terytorium – w tym na tranzyt do Naddniestrza.
W Mołdawii do tej zapowiedzi podchodzono z dużym spokojem, wychodząc z przekonania, że jest co najmniej kilka sposobów na rozwiązanie problemu. Rząd w Kiszyniowie już od dwóch lat nie kupuje gazu ziemnego z Rosji na własny użytek. Gospodarstwa i przedsiębiorstwa, znajdujące się na większości terytorium państwa, korzystają z surowca kupowanego na rynkach europejskich.
Jednak Mołdawia utrzymała cały czas relacje z Gazpromem – właśnie po to, aby zaopatrywać Naddniestrze, za które formalnie czuje się odpowiedzialna, nawet jeśli, jak już powiedziano, region ten oderwał się od Mołdawii już na początku lat 90. XX wieku. Od tego czasu gospodarka i budżet tego parapaństwa były w pełni uzależnione od dostaw gazu z Rosji – głównie dlatego, że Naddniestrze nie musiało za niego płacić.
Na co liczył Kreml, wywołując kryzys w Naddniestrzu?
Należy zaznaczyć, że pośrednio na całym układzie korzystała również Mołdawia. Do niedawna 80 proc. energii elektrycznej, zużywanej przez to państwo, pochodziło z elektrowni Mołdawska GRES, która znajduje się na terenie separatystycznej republiki. Dzięki darmowemu gazowi z Rosji oferowała ona Mołdawianom bardzo korzystne ceny.
W listopadzie 2024 r. Kiszyniów zwrócił się do Moskwy z propozycją, by dostawy do Naddniestrza kontynuować drogą okrężną: przez Turcję i Bałkany. Rosja uzależniła zmianę drogi dostaw od spłaty rzekomego długu (ponad 700 mln dolarów), jaki według Gazpromu ma u niego rząd Mołdawii (w istocie niezależny audyt wykazał, że zadłużenie wynosi raptem kilka milionów dolarów).
Był to oczywisty pretekst Kremla do wstrzymania dostaw i wywołania kryzysu politycznego w Mołdawii. Bo rosyjskie i naddniestrzańskie media, oraz część mołdawskiej opozycji, o całą sytuację obwiniły prozachodni rząd w Kiszyniowie. Do tego Mołdawska GRES wstrzymała sprzedaż prądu, więc Kiszyniów musiał przestawić się na droższą energię importowaną z Rumunii.
Moskwa liczyła na to, że kolejny wzrost cen pozwoli odsunąć prozachodni obóz od władzy w wyniku wyborów parlamentarnych, które odbędą się w Mołdawii jesienią tego roku.
Kryzys jako szansa: czy Naddniestrze może zmienić front?
Katastrofie humanitarnej w Naddniestrzu zapobieżono na razie dzięki zapasom węgla, które pozwalają nadal wytwarzać prąd. Dopóki jest on w gniazdkach, dopóty działają piecyki elektryczne. Szacowano, że starczy go na 50 dni.
Minimalne zapasy gazu, które już są na wyczerpaniu, pozwalają natomiast zaopatrzyć domowe kuchenki – można więc gotować. Zapasy jednak się kończą, co grozi poważnym konsekwencjami technicznymi: jeśli system gazociągowy „zapowietrzy się”, to dla jego ponownego uruchomienia będzie potrzebne kilka miesięcy.
Wywołany przez Rosję kryzys od początku był postrzegany przez Zachód jako szansa na zmianę zależności energetycznej Naddniestrza. Tyraspol od ponad dekady funkcjonuje bowiem w swoistym szpagacie: politycznie jest wspierany przez Rosję, która dostarcza również darmowy gaz, lecz ekonomicznie i biznesowo jest zorientowany na Zachód. Do Unii idzie już 70 proc. tamtejszego eksportu.
Dla Rosji los Naddniestrza to narzędzie nacisku na Mołdawię
Kiszyniów oferował Tyraspolowi pomoc w zakupach i dostarczaniu gazu do separatystycznej republiki, stawiając przy tym tylko jeden warunek: musi się to odbywać na rynkowych zasadach. Innymi słowy, za ten gaz Naddniestrze musiałoby płacić.
Jednak tamtejsi oligarchowie, którzy de facto rządzą regionem, konsekwentnie odmawiali, licząc na pomoc Moskwy. Interes strategiczny Kremla jest jak dotąd zgodny z ich interesem ekonomicznym. Dla Rosji Naddniestrze to narzędzie nacisku na Mołdawię i Ukrainę, zaś dla miejscowych oligarchów to maszynka do zarabiania pieniędzy – tyle że właśnie uzależniona od rosyjskiego surowca.
Odwrócenie zależności energetycznej wymusiłoby zmianę całego modelu gospodarczego, dodatkowo uzależniając republikę od relacji z Kiszyniowem.
„Zatruta” oferta pomocy z Kremla
Wadim Krasnosielski, faktyczny lider nieuznanej republiki, po niedawnej wizycie w Rosji ogłosił, że Naddniestrze otrzyma gaz jako pomoc humanitarną. Nie sprecyzował jednak, kiedy i jaką drogą. Po jakimś czasie wyjaśniło się, że Moskwa zamierza płacić za zakupy gazu dla Naddniestrza na rynkach europejskich, co samo w sobie brzmi kuriozalnie.
Rosja zażyczyła sobie przy tym, by mołdawski operator gazowy odpowiadał jedynie za tranzyt przez terytorium państwa, gdyż zakupy będzie realizować „inny podmiot”. W odpowiedzi Kiszyniów zaznaczył, że współpraca jest możliwa tylko z podmiotami, które nie zostały objęte zachodnimi sankcjami i na transparentnych zasadach.
Rosja, cynicznie rozgrywając ten kryzys energetyczny, ma więc coraz większy problem, aby z niego wyjść. W Naddniestrzu rośnie natomiast świadomość, że ich dotychczasowa patronka nie liczy się z kosztami, także ludzkimi.
Europa pokazuje, że zdaje sobie sprawę, jaka jest stawka tej gry
Zwrot nastąpił w poniedziałek 27 stycznia: Komisja Europejska zaproponowała, że wydzieli 10 mln euro na zakup gazu dla Naddniestrza na okres od 1 do 10 lutego.
Za tę kwotę ma zostać zakupiona ilość gazu wystarczająca dla wznowienia pracy elektrowni Mołdawska GRES na pełnej mocy, która pozwoli na dostarczanie prądu również dla Mołdawii. Pieniądze mogą być przekazane w postaci grantu lub pożyczki, zależnie od woli Tyraspola. Jasnym jest też, że po tym okresie próbnym współpraca może być kontynuowana. W tym momencie nie mamy jasności co do odpowiedzi władz Naddniestrza na tę ofertę Unii.
Pozytywnym sygnałem jest zawarte również wczoraj porozumienie, zgodnie z którym Naddniestrze pożyczy od Mołdawii 3 mln metrów sześciennych gazu ziemnego – ta ilość ma zabezpieczyć system przed wspomnianym „zapowietrzeniem”.
Ten zdecydowany ruch Brukseli jest szansą energetyczną Naddniestrza oraz jeszcze ściślejsze związanie go z Mołdawią i UE. Byłby to znaczący krok w stronę reintegracji państwa i poluźnienia relacji Tyraspola z Moskwą.
Uczestnicy tej gry doskonale zdają sobie sprawę, jaka jest jej stawka. Obecnie wszystko zależy od determinacji Rosji, jej możliwości nacisku na Naddniestrze, oraz kalkulacji własnych szans i interesów przez lokalną elitę.
Jednak Mołdawia utrzymała cały czas relacje z Gazpromem – właśnie po to, aby zaopatrywać Naddniestrze, za które formalnie czuje się odpowiedzialna, nawet jeśli region ten oderwał się od Mołdawii już na początku lat 90. XX wieku (po krótkiej, ale krwawej wojnie domowej, w której po stronie Naddniestrzan – ludzi utożsamiających się mentalnie ze Związkiem Sowieckim – stanęła armia rosyjska).
Od tego czasu gospodarka i budżet tego parapaństwa były i są nadal uzależnione od surowca z Rosji – głównie dlatego, że Naddniestrze za niego nie musiało płacić.
Dlaczego Kreml celowo wywołał kryzys w Naddniestrzu?
Należy zaznaczyć, że pośrednio na całym układzie korzystała również Mołdawia. Do niedawna 80 procent energii elektrycznej zużywanej przez to państwo pochodziło z elektrowni Mołdawska GRES, która znajduje się na terenie separatystycznej republiki. Dzięki darmowemu gazowi z Rosji oferowała ona Mołdawianom bardzo korzystne ceny.
W listopadzie 2024 roku Kiszyniów zwrócił się do Moskwy z propozycją, by dostawy do Naddniestrza kontynuować drogą okrężną: przez Turcję i Bałkany. Rosja uzależniła zmianę drogi dostaw od spłaty rzekomego długu (ponad 700 mln dolarów), jaki według Gazpromu ma u niego rząd Mołdawii (w istocie niezależny audyt wykazał, że zadłużenie wynosi raptem kilka milionów dolarów).
Był to oczywisty pretekst Kremla do wstrzymania dostaw i wywołania kryzysu politycznego w Mołdawii. Bo rosyjskie i naddniestrzańskie media, oraz część mołdawskiej opozycji, o całą sytuację obwiniły prozachodni rząd w Kiszyniowie.
Do tego Mołdawska GRES wstrzymała sprzedaż prądu, więc Kiszyniów musiał przestawić się na droższą energię importowaną z Rumunii. Moskwa liczy na to, że kolejny wzrost cen pozwoli odsunąć prozachodni obóz od władzy w trakcie wyborów parlamentarnych, które odbędą się w Mołdawii jesienią tego roku.
Tyraspol funkcjonuje w polityczno-gospodarczym szpagacie
W efekcie tej rosyjskiej rozgrywki to jednak w Naddniestrzu – regionie przecież prorosyjskim, który walczył o swą odrębność w imię zachowania więzi z Moskwą – brakuje ciepłej wody i ogrzewania, a gospodarka stoi.
Kryzysowi humanitarnemu zapobieżono na razie dzięki zapasom węgla, które pozwalają nadal wytwarzać prąd. Dopóki jest on w gniazdkach, dopóty działają piecyki elektryczne. Szacowano, że starczy go na 50 dni. Minimalne zapasy gazu, które już są na wyczerpaniu, pozwalają natomiast zaopatrzyć domowe kuchenki – można więc gotować.
Ten wywołany przez Rosję kryzys mógłby być szansą na zmianę zależności energetycznej Naddniestrza. Tyraspol od ponad dekady funkcjonuje bowiem w swoistym szpagacie: politycznie jest wspierany przez Rosję, która dostarcza również darmowy gaz, lecz ekonomicznie i biznesowo jest zorientowany na Zachód (do UE idzie już 70 procent tamtejszego eksportu).
Dla Rosji Naddniestrze to narzędzie nacisku na Mołdawię i Ukrainę
Kiszyniów zaoferował Tyraspolowi pomoc w zakupach i dostarczaniu gazu do separatystycznej republiki, stawiając przy tym tylko jeden warunek: musi się to odbywać na rynkowych zasadach. Innymi słowy, za ten gaz Naddniestrze musiałoby płacić.
Jednak tamtejsi oligarchowie, którzy de facto rządzą Naddniestrzem, konsekwentnie odmawiają – liczą na pomoc Moskwy. Interes strategiczny Kremla jest zgodny z ich interesem ekonomicznym. Dla Rosji Naddniestrze to narzędzie nacisku na Mołdawię i Ukrainę, a dla miejscowych oligarchów to maszynka do zarabiania pieniędzy, uzależniona od rosyjskiego surowca. Odwrócenie zależności energetycznej wymusiłoby zmianę całego modelu gospodarczego, dodatkowo uzależniając republikę od relacji z Kiszyniowem. Naddniestrze przestałoby być dla tych ludzi użyteczne.
Zapasy węgla w Naddniestrzu topnieją coraz szybciej
Wadim Krasnosielski, faktyczny lider nieuznawanej republiki, po wizycie w Rosji ogłosił, że Naddniestrze otrzyma gaz jako pomoc humanitarną. Nie sprecyzował przy tym, kiedy i jaką drogą. Po jakimś czasie wyjaśniło się, że Moskwa zamierza płacić za zakupy gazu dla Naddniestrza na rynkach europejskich, co samo w sobie brzmi kuriozalnie.
Rosja zażyczyła sobie przy tym, by mołdawski operator gazowy odpowiadał jedynie za tranzyt przez terytorium państwa, gdyż zakupy będzie realizować „inny podmiot”. W odpowiedzi Kiszyniów zaznaczył, że współpraca jest możliwa tylko z podmiotami, które nie zostały objęte zachodnimi sankcjami, i na transparentnych zasadach.
Sprawa utknęła, gdyż dla Rosji – jak się wydaje – są to zbyt twarde warunki. Tymczasem zapasy węgla w elektrowni Mołdawska GRES topnieją szybciej niż przewidywano.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















