Bułgaria ma szansę zakończyć okres destabilizacji, trwający pięć lat. Sukces partii Postępowa Bułgaria, stworzonej przez eksprezydenta Rumena Radewa, budzi jednak niepokój o stanowisko Sofii wobec Rosji i UE. Za to w sąsiedniej Rumunii rozpada się proeuropejska koalicja rządząca. Na tym kryzysie mogą skorzystać nacjonaliści, którzy podważają prozachodni kurs Bukaresztu.
Bułgaria: nowy rząd między Rosją, UE i NATO
W Bułgarii od 2021 r. siły reformatorskie walczyły ze starą elitą, reprezentującą interesy oligarchów. W tym czasie osiem razy wybierano parlament. W efekcie w wyborach, które odbyły się 19 kwietnia, aż 44 proc. Bułgarów poparło polityka będącego w tym czasie jedynym stałym punktem odniesienia: Radewa, który z urzędu ustąpił w styczniu 2026 r. (w ostatnim roku swej drugiej kadencji), zapowiadając budowę nowej partii. Teraz ma samodzielną większość.
Ten były oficer lotnictwa pozycjonuje się jako ostry krytyk dotychczasowej elity. Czas pokaże, czy jego celem jest faktycznie demontaż patologicznego systemu, czy też zajęcie w nim centralnej pozycji. Na razie zapowiada wznowienie zakupu gazu z Rosji, odmawia przekazania broni Ukrainie (za to chętnie ją sprzedaje), często krytykuje UE i wzywa do pragmatyzmu w relacjach światowych.
Wśród Bułgarów, konserwatywnych i tradycyjnie sympatyzujących z Rosją, to poglądy i tak umiarkowane. Nie wydaje się przy tym, by w unijnej układance Radew zastąpił Orbána; kraj jest bardziej zależny od rynków i środków z UE. Radew deklaruje niepodważalność zobowiązań w NATO, ale nie będzie zwolennikiem projektów, które pozwoliłyby zwiększyć siłę Sojuszu na Morzu Czarnym.
Rumunia: nacjonaliści czekają na błąd prozachodniego rządu
Tymczasem po drugiej stronie Dunaju, w Rumunii, Partia Socjaldemokratyczna opuściła koalicję rządzącą, którą tworzyła z ugrupowaniami centroprawicowymi. Powstanie tej koalicji na koniec 2024 r. było odpowiedzią na zagrożenie przejęcia władzy przez skrajną prawicę. Teraz PS doszła do wniosku, że polityka rządu, zmierzająca do zmniejszenia deficytu budżetowego, uderza w jej bazę wyborczą. Pozostałe partie koalicyjne, ciesząc się poparciem prezydenta Nicușora Dana, nie zamierzają ustępować.
Dziś rząd mniejszościowy w Bukareszcie to scenariusz bardziej prawdopodobny niż przyśpieszone wybory. Gra o partyjny interes odbiera jednak Rumunii chwilową stabilność polityczną. A to wszystko na rok po zakończeniu kilkumiesięcznego kryzysu, związanego z wyborami prezydenckimi. Ich niedoszły zwycięzca, George Simion z nacjonalistycznego Związku Jedności Rumunów, może teraz tylko zacierać ręce.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















