Twórcy serialu „Świat według Kiepskich” jakby przewidzieli tę sytuację – w swoim prześmiewczym i przaśnym stylu – już prawie ćwierć wieku temu. Oto na początku odcinka pt. „Titanic”, emitowanego po raz pierwszy w 2002 r., okazuje się, że za oknem mieszkania Kiepskich rozpościera się morze, a cała ich kamienica kołysze się na falach.
Po opanowaniu kryzysu wywołanego chorobą morską jeden z sąsiadów wyjaśnia, że chwilę wcześniej w budynku pojawili się minister i ksiądz. Ten pierwszy ogłosił kamienicę „jednostką morską”, a drugi ją poświęcił – i tak zaczęła się przygoda na falach.
Rosyjska agresja: geopolityczny wstrząs i jego skutki
Słuchając polskich polityków i licznych analityków, można odnieść wrażenie, że w ostatnich latach Polska przesunęła się na mapie. Dotąd postrzegaliśmy się jako kraj Europy Środkowej (którą to formułę za rządów PiS-u próbowano rozszerzyć na Trójmorze: obszar między Bałtykiem, Morzem Czarnym i Adriatykiem). Z Europą Środkową łączyła nas historia, a po 1989 r. także aspiracje.
Tymczasem teraz stajemy się przede wszystkim państwem bałtyckim, które swoje strategiczne interesy i szanse rozwojowe wiąże ze współpracą z regionem Europy Północnej. Naszą mapą geopolityczną wstrząsnęła Rosja – najeżdżając Ukrainę i prowadząc hybrydową agresję przeciw Europie.
W efekcie przyszło nam zweryfikować przeświadczenie o strategicznej bliskości z sąsiadami z Europy Środkowej: dziś cała trójka partnerów z Grupy Wyszehradzkiej – najpierw Węgry, potem Słowacja, a teraz Czechy – staje się coraz bardziej prorosyjska.
Natomiast na północy zaszedł proces odwrotny: Szwecja i Finlandia przystąpiły do NATO, zmieniając układ sił na Bałtyku, który stał się kluczową areną konfrontacji Zachodu z Rosją. Równocześnie zdaliśmy sobie sprawę, że znakomita część naszej infrastruktury krytycznej jest na Wybrzeżu, a Bałtyk ma kluczowe znaczenie dla polskiej energetyki. Ciekawy jest też fakt, że Północ przyciąga naszą uwagę już od dłuższego czasu również w wymiarze społeczno-kulturowym.
Na czym polega bałtycki gamechanger
Po tym, jak w grudniu 2021 r. Kreml przedstawił ultymatywne żądania (dotyczyły nie tylko Ukrainy, ale też Europy Środkowej i Północnej), a w lutym 2022 r. uderzył na Ukrainę, zarówno Finlandia, jak i Szwecja – wcześniej stawiające na doktrynę niezaangażowania w czasie pokoju i neutralności w razie wojny – przystąpiły do NATO (Finowie wyprzedzili Szwedów, których członkostwu początkowo sprzeciwiały się Węgry i Turcja).
Zmieniło to sytuację i na Bałtyku, i w całej Europie Północnej, ograniczając możliwości działania rosyjskiej floty, za to zwiększając możliwości obrony Estonii, Litwy i Łotwy. Na dodatek Szwecja wniosła do Sojuszu „niezatapialny lotniskowiec”, czyli Gotlandię (strategiczne położenie tej wyspy doceniano już w średniowieczu), a także rozwinięty przemysł obronny. Jego twarzą jest koncern Saab, zaś markami rozpoznawczymi myśliwce Gripen i okręty podwodne (w listopadzie 2025 r. Polska zdecydowała się na zakup trzech z nich).
Z kolei Finlandia szybko dała się poznać jako kraj zdeterminowany, również w kwestii obrony granic. Dla wielu Finowie są dziś przykładem w sferze ochrony ludności i społecznej odporności, a także obrony totalnej, opartej m.in. na licznych rezerwistach. Niezbędnej w sytuacji, gdy kraj o powierzchni większej od Polski ma 5,5 mln mieszkańców i nieliczną stałą armię (25 tys. żołnierzy).
Próba cieni, czyli Rosja kontratakuje
Rosja poddała próbie nowy układ sił, stosując dywersje i prowokacje. Podejrzewa się ją o co najmniej 11 akcji sabotażowych, wymierzonych w infrastrukturę energetyczną i telekomunikacyjną na Bałtyku. Scenariusz wszystkich wydarzeń był podobny: statek z rosyjską załogą ciągnął po dnie kotwicę przez kilkadziesiąt kilometrów, zrywając np. kable energetyczne łączące Finlandię i Estonię (w październiku 2023 r. i grudniu 2024 r.).
Po 2022 r. problemem szlaków transportowych na Bałtyku stała się również tzw. flota cieni. Tworzą ją zdezelowane tankowce, często rejestrowane w „rajach” podatkowych, które przewożą rosyjską ropę, omijając sankcje. Są one też narzędziem dywersji, służą działaniom szpiegowskim i są zagrożeniem dla zwykłej żeglugi, jak też dla środowiska morskiego.
W odpowiedzi na to bałtyccy członkowie NATO stworzyli wspólną operację pod nazwą „Strażnik Bałtyku” („Baltic Sentry”). Walka z morską dywersją jest trudna, bo prawo zabrania zatrzymania i inspekcji statku na wodach międzynarodowych. W tej sytuacji o powodzeniu decyduje szybkość i sprawczość. Pokazali to Finowie, zatrzymując w grudniu 2024 r. tankowiec „Eagle-S”, który przerwał kabel energetyczny EstLink2.
Nordycka ósemka wyróżnia się na tle NATO
Flota cieni nadal jest dużym problemem – i to nie tylko z powyższych powodów. Wiele wskazuje na to, że drony, które zakłócały prace lotnisk w Danii i Norwegii we wrześniu 2025 r., startowały z pokładów tych statków.
Jednocześnie rosyjskie okręty wojenne poczynają sobie coraz śmielej: na początku października 2025 r. duński wywiad informował, że rosyjska jednostka symulowała kolizję z duńskim okrętem, kierując w jego stronę swoje działa i wysyłając na Duńczyków helikoptery.
Skala wyzwań na Bałtyku jest więc ogromna. Tym bardziej pocieszający jest fakt, że sojusznicy Polski z tego regionu wyróżniają się na tle całego NATO decyzyjnością i zaangażowaniem. Wszyscy są też w pierwszej dziesiątce państw wydających największy procent PKB na obronność. Polska, Litwa, Łotwa, Estonia i Norwegia zajmują pierwsze pięć miejsc, Dania jest na siódmej pozycji, a Finlandia i Szwecja na dziewiątej i dziesiątej.
Zwracając się na Północ, Polska nadrabia zaległości
Dla Polski to sytuacja nowa. Po 1945 r. żelazna kurtyna odcięła nas także od północnych sąsiadów. Z kolei po 1989 r. Warszawa traktowała kraje nordyckie po macoszemu, widząc w nich – w najlepszym razie – partnerów gospodarczych i handlowych.
Rok 2022 kazał szybko nadrobić tę zaległość. Trudno w tym miejscu streścić wszystkie działania dyplomatyczne, które zintensyfikowały relacje z krajami bałtyckimi i nordyckimi. Dość wskazać, że premier Tusk i minister Sikorski uznali współpracę z nimi za priorytet rządu, a „północny wymiar” wspierali również prezydent Duda i marszałek Hołownia. Dlatego Polska uczestniczy dziś w pracach Rady Państw Morza Bałtyckiego (1 lipca 2025 r. Warszawa objęła w niej roczną prezydencję).
Organizacja ta przeszła po 2022 r. wielką zmianę. Powstała 30 lat wcześniej i długo była na drugim planie, jako przestrzeń dla tzw. miękkiej dyplomacji (skupiała się na ekonomii i ekologii). Po tym, jak w maju 2022 r. Rosja została z niej usunięta, Rada zajmuje się głównie bezpieczeństwem regionu.
Ponadto Polska stale konsultuje swoje działania na unijnej arenie z grupą NB8. To format współpracy regionalnej, zrzeszający pięć państw nordyckich (Dania, Finlandia, Islandia, Norwegia, Szwecja) i trzy bałtyckie (Estonia, Litwa, Łotwa). Wcześniej takie konsultacje odbywaliśmy głównie z Grupą Wyszehradzką.
W listopadzie 2024 r. premier Tusk został zaproszony na szczyt NB8. Przy tej okazji podpisał umowę o polsko-szwedzkim strategicznym partnerstwie.
Gdzie polskie państwo ma swój „tułów”?
W trakcie dyskusji „Bałtyk w polskiej myśli strategicznej”, która odbyła się 3 grudnia 2024 r. w Akademii Marynarki Wojennej, gen. Rajmund Andrzejczak (były szef Sztabu Generalnego) przywołał przedwojenne „Studium planu strategicznego Polski przeciw Niemcom” autorstwa Tadeusza Kutrzeby i Stefana Mossora. W opracowaniu tym wskazywano, że „tułów” państwa polskiego to Wielkopolska i Śląsk. W języku wojskowych planistów pojęciem „tułów państwa” określa się obszary, których utrzymanie jest warunkiem jego funkcjonowania. Wówczas Wielkopolska stanowiła istotne zaplecze żywnościowe, a Śląsk energetyczne.
Andrzejczak podkreślał, że dziś wygląda to inaczej: na mapie Polski pojawiły się dwa punkty, nazywane „węzłem szczecińskim” i „węzłem trójmiejskim”. Oba kluczowe dla polskiej energetyki i transportu – czyli dla rozwoju państwa w czasie pokoju, a w czasie wojny dla jego obrony i przetrwania.
Polskie Wybrzeże coraz bardziej strategiczne
To przesunięcie jest efektem inwestycji realizowanych od kilkunastu lat. Obecnie niemal cały import gazu i ropy odbywa się poprzez porty i podmorskie rurociągi. Kluczowe są tu terminal gazu skroplonego LNG w Świnoujściu (przyjął już ponad 400 dostaw) i gazociąg Baltic Pipe, łączący polskie Wybrzeże z Norwegią (przez Danię). Z kolei terminal naftowy w Gdańsku (Naftoport) jest istotny dla różnicowania źródeł dostaw ropy.
Znaczenie wybrzeża dla sektora energetycznego będzie rosło. Wynika to z planów budowy elektrowni atomowej w gminie Choczewo, kolejnego terminala LNG (w Zatoce Gdańskiej) i farm wiatrowych na Bałtyku.
Rok 2024 przyniósł zaś rekordowe wyniki trzech głównych portów transportowych: Gdyni, Gdańska i kompleksu Szczecin-Świnoujście. Ich łączny zysk netto wyniósł prawie 552 mln zł (wzrost o 26 proc. rok do roku). Natomiast w 2023 r. przychody do budżetu z portowego VAT-u, ceł i akcyzy osiągnęły ponad 9 mld złotych.
Co może dać Polsce „zwrot północny”
Dawne porzekadło głosiło, że morze łączy, a ląd dzieli. Wracamy do niego dziś, gdy okazuje się, że podobna ocena zagrożeń, którą dzielimy z bałtyckimi sąsiadami, jest ważniejsza niż bliskość językowa i historyczna z Europą Środkową. „Zwrot północny” w polskiej polityce nie powinien jednak oznaczać zupełnego odwrócenia się od tradycyjnych kierunków. Nie powinno się powtarzać starych błędów, gdy zafiksowanie się na nowych perspektywach każe zapomnieć o dorobku przeszłości.
W części polskiego środowiska eksperckiego „kierunek północny” budzi już ogromny entuzjazm. Pojawiają się głosy, że pozwoli to Polsce zbudować nową podmiotową pozycję w Europie. Warto jednak pamiętać, że do tanga trzeba dwojga, a do poloneza całej grupy, podążającej jednym rytmem w tym samym kierunku. Snując podobne wizje, warto spojrzeć na nie także z perspektywy np. Sztokholmu.
Warto więc zastanowić się, czy bliskość, którą odkryliśmy, jest podobnie odczuwana po innych stronach Bałtyku. Obecna polityka jest realizowana w trybie awaryjnym, a na pierwszym miejscu stawia się palące kwestie militarne i infrastrukturalne. Dobrze by było, gdyby w ślad za nimi podążyła ofensywa w sferze dyplomacji publicznej i kulturalnej.
Ponadto: waga Polski nie musi oznaczać konieczności przewodzenia w nowej grupie. Państwa nordyckie i bałtyckie mają silne poczucie wspólnej tożsamości i doświadczenie współpracy opartej na kompromisie. Tymczasem w przeszłości bywało, że ustawianie się przez Polskę w pozycji lidera skazywało nasze projekty na porażkę.
Ster i dryf, czyli: byle tego nie popsuć
Rozwój relacji z krajami bałtyckimi i nordyckimi to szansa na wzmocnienie bezpieczeństwa Polski i jej pozycji w Europie. Niestety, trudnym sprawdzianem dla naszych relacji z północnymi partnerami może okazać się dążenie USA do aneksji Grenlandii. Skandynawskie media odnotowały wypowiedź premiera Tuska, że Polska nie wyśle na arktyczną wsypę swoich wojsk – na szczęście na razie nie wzbudziła ona tam fali krytyki.
Ale istotna będzie tu również dynamika w polskiej polityce wewnętrznej. Dlatego warto wrócić do lekcji ze wspomnianego na początku serialu komediowego. Gdy Kiepscy zrozumieli swoje nowe położenie, szybko doszli do wniosku, że trzeba zmienić kapitana. Walka o mostek podzieliła załogę na kilka frakcji, każda ciągnęła ster w swoją stronę. Ich „statek” groźnie dryfował, a na koniec rozbił się o górę lodową.
Państwo nie może pozwolić sobie na podobny scenariusz.
PIOTR OLEKSY pracuje na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu i Instytucie Europy Środkowej w Lublinie. Stały współpracownik „TP”.
DAMIAN SZACAWA pracuje na Uniwersytecie im. Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie oraz Instytucie Europy Środkowej.
NATO jest w głębokim kryzysie. USA, najważniejszy gwarant porządku zrodzonego po II wojnie światowej, traktują półkulę zachodnią jako swoją strefę wpływów: nie chcą dalej zapewniać bezpieczeństwa Europie ani wspierać Ukrainy w jej walce z Rosją.
Jak powinna zachować się Polska? Wciąż stawiać na Stany Zjednoczone, wierząc, że w momencie próby wypełnią swe zobowiązania? Skupić się na zacieśnieniu współpracy z europejskimi członkami NATO? Grać na czas, budując alternatywną koalicję państw, które – jak my – czują się zagrożone przez Rosję Putina?
Na łamach „Tygodnika” publikujemy cykl o polskiej strategii bezpieczeństwa rozpoczętą artykułem Zbigniewa Parafianowicza, publicysty i autora książki „Polska na wojnie”. Ciąg dalszy cyklu w kolejnych tygodniach.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















