Jak Rosja omija sankcje

Zdezelowane i nieubezpieczone statki z rosyjską ropą pływają także po Bałtyku. Mogą służyć do działalności szpiegowskiej i dywersyjnej. W przeszłości dochodziło już na tym morzu do tajemniczych incydentów.
Czyta się kilka minut
Rosyjski tankowiec „Ust Ługa” blokowany przez aktywistów Greenpeace w porcie Asgardstrand, koło Oslo, kwiecień 2022 r. // Fot. Ole Berg-Rusten / EPA / PAP
Rosyjski tankowiec „Ust Ługa” blokowany przez aktywistów Greenpeace w porcie Asgardstrand, koło Oslo, kwiecień 2022 r. // Fot. Ole Berg-Rusten / EPA / PAP

Do kolizji doszło 2 marca w duńskich cieśninach na południe od Kopenhagi. Tankowiec Andromeda Star, zmierzający do rosyjskiego portu niedaleko Sankt Petersburga, zderzył się z niewielkim kontenerowcem, uszkadzając część własnego kadłuba. Tankowiec był pusty. Do Rosji miał przybyć 4 marca i dopiero tam załadować ropę. Tylko dlatego uniknięto rozlania się surowca w wąskich cieśninach, co doprowadziłoby do katastrofy środowiskowej. 

Krótko po kolizji załoga jednostki przekazała Duńczykom dokumenty ubezpieczenia statku, na podstawie których wypłaca się odszkodowanie za wyciek ładunku. Okazało się, że polisa była nieaktualna. Co więcej, podjęte przez dziennikarzy Bloomberga próby nawiązania kontaktu z rzekomym właścicielem statku – indyjską firmą zarejestrowaną w najprawdopodobniej nieistniejącym budynku – również spełzły na niczym.

Gdyby kolizja skończyła się rozlaniem surowca, trudno byłoby znaleźć kogoś, kto by za to zapłacił.

Mogłoby się wydawać, że w branży żeglugowej tego rodzaju lekkomyślność jest czymś wyjątkowym. Rosyjska ropa jest jednak często przewożona w taki sposób, a jednostki transportujące ten surowiec z krajów objętych sankcjami – Rosji, Wenezueli czy Iranu – nazywane są „flotą cienia”.  Statki tej grupy często mają niejasną strukturę właścicielską i nie dysponują rzetelnym ubezpieczeniem. Albo wyłączają transpondery lokalizujące ich kurs, by ukryć swą działalność.

Jednostki „floty cienia” umożliwiły Iranowi sprzedaż własnej ropy i wymknięcie się z dławiącej pętli sankcji. Po rozpoczęciu pełnoskalowej agresji na Ukrainę, gdy na Moskwę nałożono obostrzenia o bezprecedensowej skali, okazały się zbawienne również dla Rosji.

Embargo i limit cenowy

Od lutego 2022 r. Zachód systematycznie rozbudowuje reżim sankcyjny, który ma na celu uderzenie w Kreml. Jednym z jego filarów jest embargo na dostawy ropy naftowej drogą morską, wprowadzone przed niespełna dwoma laty, które ograniczyły dochody Moskwy z eksportu i wyeliminowały unijną zależność od rosyjskiego surowca.

W skarbiec Kremla uderzono także za pomocą innego narzędzia, a mianowicie wprowadzonego przez kraje G7 mechanizmu tzw. limitu cenowego. Władze państw należących do grupy zabroniły własnym firmom uczestnictwa w eksporcie rosyjskiej ropy sprzedawanej po cenie wyższej niż 60 dolarów za baryłkę. Zakaz dotyczy zarówno armatorów i właścicieli tankowców, jak też firm ubezpieczeniowych i finansowych.

Wprowadzając ten mechanizm, zachodni decydenci chcieli wpłynąć na obniżenie ceny sprzedawanego przez Rosję surowca – a więc i dochodów eksportowych Kremla – przy jednoczesnym uniknięciu szoku podażowego. Deficyt na rynkach paliwowych, spowodowany całkowitym brakiem rosyjskiej ropy, pozbawionej transportu, wywindowałby ceny tego surowca. Rosja odpowiada przecież za około 12 proc. światowego rynku tego krytycznego węglowodoru. 

Flota cienia

Zaburzenia podaży udało się uniknąć, a rosyjski surowiec był przez pewien czas sprzedawany po bardzo niskiej cenie – niższej nawet o 30 dolarów w porównaniu do innych gatunków ropy. Wydawać by się mogło, że uzależnienie od zachodniej floty i systemu ubezpieczeń jest na tyle silne, że wymusza na rosyjskich eksporterach sprzedaż poniżej wyznaczonego progu 60 dolarów za baryłkę. Mechanizm początkowo działał, co uśpiło czujność zachodnich decydentów.

Niemniej, w obliczu narastającej konfrontacji z Zachodem – i braku sygnałów, aby reżim sankcyjny mógł zelżeć – Rosjanie rozpoczęli aktywny proces uniezależniania się od zachodnich firm. Tu w sukurs przyszła „flota cienia”, której wielkość od 2022 r. gwałtownie wzrosła. Tankowce o niejasnej proweniencji zaczęły wozić nie tylko ropę z Iranu czy Wenezueli, ale także tę wydobywaną w Tatarstanie czy na Syberii.

W 2022 r. na rynku pojawili się kupcy zainteresowani pozyskaniem dużej liczby statków z drugiej ręki. Stan techniczny nie grał roli, kupowano również mocno wyeksploatowane, które już dawno powinny trafić na złom. Polisy na przewóz zdezelowanymi jednostkami zaczęły wystawiać rosyjskie firmy ubezpieczeniowe o wątpliwej reputacji i gwarancji na wypłatę odszkodowania. W niektórych przypadkach statki w ogóle nie były ubezpieczone albo ich polisy były sfałszowane.

Wielkość „floty cienia” przewożącej rosyjską ropę i paliwa trudno oszacować. Liczba jednostek może się wahać od kilkuset do nawet ponad tysiąca – w lipcu brytyjski rząd mówił o około 600 statkach. Dla porównania – na globalnym rynku, według szacunków amerykańskiego Kongresu, znajduje się obecnie ok. 7,5 tysiąca tankowców.

Konsekwencją rozrośnięcia się „floty cienia” jest uniezależnienie się rosyjskiego eksportu od zachodnich podmiotów. Jak wynika z prac helsińskiego Centre for Research on Energy and Clean Air, badającego wpływ sankcji energetycznych na Rosję, w lipcu tego roku około 74 proc. całości morskiego wywozu ropy naftowej z Federacji Rosyjskiej zrealizowano bez udziału zachodnich armatorów czy ubezpieczycieli. Jeszcze w lutym 2022 r. byli oni zaangażowani przy ponad trzech czwartych transakcji.

Ropa równa się rakiety

Stworzenie alternatywnej infrastruktury transportowej – z nowymi, niezwiązanymi z zachodnim rynkiem dostawcami – sprawiło, że mechanizm „limitu cenowego” stał się bezzębny, a Rosjanie mogą swobodnie targować się z kupcami swojego surowca, którymi w większości są odbiorcy chińscy i indyjscy. Co jednocześnie pozwala Kremlowi nakładać potężne podatki na własnych eksporterów.

To istotny element dochodów Rosji, której sektor naftowo-gazowy – a więc generujący dochody z wydobycia i sprzedaży węglowodorów – odpowiada za 30, a w niektórych latach nawet 50 proc. budżetu. Do roku 2022 dwie trzecie tej pozycji generowała ropa naftowa, obecnie znaczenie tego surowca jest jeszcze większe.

Stabilny napływ zagranicznych środków jest jednym z głównych czynników pozwalających Kremlowi na wypłatę horrendalnie wysokiego żołdu tym, którzy są gotowi strzelać do Ukraińców. Środki ze sprzedaży ropy idą też na produkcję rakiet i dronów, codziennie ostrzeliwujących ukraińskie miasta.

Nić łącząca agresywną politykę imperium z ropą naftową jest więc widoczna gołym okiem. Finansową podstawę dla rosyjskiego rewanżyzmu tworzą pordzewiałe, zdezelowane tankowce na Bałtyku.

Bałtyk – słaby punkt Rosji

Jak dotąd, nie podjęto skutecznej próby ukrócenia tego procederu. Choć przecież Morze Bałtyckie, wraz z tegorocznym przystąpieniem Szwecji do Sojuszu Północnoatlantyckiego, stało się wewnętrznym akwenem NATO, a ograniczenie żeglugi statków wychodzących z rosyjskich portów bałtyckich byłoby dla Rosji wyjątkowo bolesne: wychodzi z nich od 30 do blisko 50 proc. ropy eksportowanej drogą morską.

Wymuszenie ograniczenia pracy tych terminali byłoby mocnym uderzeniem w dochody Kremla. Bałtycka infrastruktura była przez lata systematycznie rozbudowywana, by obsługiwać najbliższy jej rynek – zachodni. Unijne embargo na rosyjski surowiec i paliwa pozbawiło Kreml dostępu do tych odbiorców – stąd jego zamiary wytyczenia nowych szlaków komunikacyjnych, nieprzechodzących przez Bałtyk. Ale to wciąż pieśń przyszłości. Na razie ropa musi wędrować wzdłuż wybrzeży wrogich państw i wąskimi cieśninami Danii.

Świadomość tej zależności jest dla władz Rosji bolesna. Doniesienia o możliwym zamknięciu duńskich cieśnin dla tankowców z rosyjską ropą spotykają się z natychmiastową reakcją Kremla. W maju tego roku rzeczniczka rosyjskiego MSZ, Maria Zacharowa, zapowiedziała „ostrą odpowiedź” w przypadku ograniczenia możliwości żeglugi dla tych statków. Nie sprecyzowała jednak, na czym miałby ten respons polegać.

Międzynarodowe rozwiązanie

Tyle tylko, że duńskich cieśnin nie można dla Rosjan zablokować ot tak. Swobodę międzynarodowej żeglugi szlakiem łączącym Bałtyk z Morzem Północnym reguluje m.in. XIX-wieczna konwencja kopenhaska. Blokowanie statków w oparciu o kryterium pochodzenia ładunku – a więc transportujących rosyjską ropę i paliwa – byłoby łamaniem międzynarodowych standardów żeglugowych.

Mimo to dyskusje nad taką blokadą trwają od blisko roku. Dla Zachodu znalezienie rozwiązania byłoby istotne z kilku powodów. Bezkarność „floty cienia” świadczy nie tylko o nieszczelności reżimu sankcyjnego, ale stanowi też realne zagrożenie. Marcowa kolizja w duńskich cieśninach unaoczniła wszystkim, jak duże jest ryzyko katastrofy środowiskowej, przy braku jakichkolwiek gwarancji odszkodowania za poniesione szkody. Co więcej, istnieje podejrzenie, że statki te wykorzystywane są przez Rosjan również do działalności szpiegowskiej bądź dywersyjnej. W przeszłości dochodziło już na Bałtyku do tajemniczych incydentów. Ostatni głośny przykład to uszkodzenie, w zeszłym roku, gazociągu łączącego Finlandię z Estonią. 

Jednym z pomysłów na ukrócenie procederu mogłyby być inspekcje statków i zatrzymywanie ich na podstawie przesłanki o łamaniu norm międzynarodowych, na przykład z powodu niezadowalającego stanu technicznego. Kontroli takich mogłyby dokonywać zainteresowane strony, a więc Szwecja i Dania. W takim przypadku można by, po inspekcji, wpisać tankowiec na zachodnie listy sankcyjne, zakazując mu przechodzenia przez unijne wody terytorialne. To znacząco utrudniłoby żeglugę. 

Do tego jednak konieczna byłaby koordynacja działań w ramach szerokiej koalicji państw Zachodu. Do niedawna jedynie Amerykanie aktywnie uzupełniali własne listy sankcyjne o konkretne tankowce, które łamały limit cenowy. Metoda ta, choć wybiórcza, wciąż jest skuteczna. Waszyngton dysponuje silnym orężem w postaci dolara i straszakiem sankcji wtórnych, czyli odłączeniem od zachodniego systemu finansowego każdego, kto będzie współpracował z podmiotami wpisanymi na listy sankcyjne.

Tankowce, które popadły w niełaskę Amerykanów, są zatem postrzegane jako „toksyczne”, co skutkuje odmową przyjmowania ich ładunku przez większą część portów i rafinerii na całym świecie. Również banki odmawiają pośrednictwa w transakcjach. Znakomita większość z 53 takich jednostek, które trafiły na amerykańskie listy, pozostaje bezczynna. Unia Europejska i Wielka Brytania zdecydowały się na podobne restrykcje dopiero w czerwcu tego roku.

Uroczyste nadanie imienia tankowcowi Rosneftu "Walentyn Pikul", Bolszoj Kamien, koło Władywostoku, sierpień 2023 r. // Fot. Contributor / Getty Images

Ekonomiczna konfrontacja z Rosją

Obejmowanie sankcjami poszczególnych tankowców i zastosowanie rozwiązań systemowych jest jednak trudne, a główną przeszkodą są zachodnie elity. Chodzi więc o brak tzw. politycznej woli. Deficyt determinacji wynika z nieustannie podsycanych obaw o wzrost cen surowca na rynku, co miałoby wywołać gniew europejskich i amerykańskich elektoratów. Ponadto, do aktywnego śledzenia tankowców każdy z sygnatariuszy sankcji – USA, UK i UE – musiałby oddelegować sporą grupę urzędników, co oznacza nadanie całej sprawie wyższego priorytetu. W obecnej chwili wydaje się to mało prawdopodobne. Na politycznej agendzie zachodniej wspólnoty zacieśnianie reżimu sankcyjnego nie zajmuje wysokiej pozycji.

Nie ma się co łudzić. Nawet przy wytężonej pracy zachodniej koalicji, nie wszystkie tankowce z rosyjską ropą da się zablokować. Pomimo zbiorczej nazwy, „flota cienia”, są to jednostki o stopniowalnej skali „szarości”: od zdezelowanych i nieubezpieczonych kryp, zarejestrowanych gdzieś na globalnym wygwizdowie, do tankowców, wobec których trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. One również przewożą rosyjską ropę. Jeśli w proceder nie jest zaangażowany żaden zachodni podmiot, a jednostce nie da się zarzucić złego stanu technicznego, nie ma przesłanek, by blokować jej żeglugę.

Mimo wszystko, dalsze odwracanie wzroku od realnych zagrożeń na Morzu Bałtyckim byłoby dużym błędem Zachodu. Zwłaszcza że nie da się wykluczyć incydentu, którego skutkiem będzie w końcu czarna plama na Bałtyku. Jeśli myślimy o zapobieżeniu katastrofie, konieczny jest jasny komunikat, że tego rodzaju samowolka w obrębie akwenu (który jest wewnętrznym „jeziorem” NATO) nie będzie tolerowana.

Ograniczenie żeglugi dla rosyjskiej „floty cienia” – nawet jeśli będzie dotyczyć kilku czy kilkunastu najbardziej wyeksploatowanych tankowców – zmusi Rosjan do ponoszenia kolejnych kosztów, związanych z szukaniem nowych przewoźników. Gra jest warta świeczki. Ustąpienie choćby o krok w ekonomicznej konfrontacji z Rosją jest nie tylko szkodliwe z punktu widzenia Ukrainy, ale wystawia też mizerne świadectwo całej zachodniej polityce. Pokazuje, że reżim sankcyjny jest dziurawy i nieegzekwowalny, co z zapałem podchwycą ci, którzy gardłują w Europie za jego zwinięciem i snują rojenia o upadku Zachodu.  


Pracownik Rosneftu w syberyjskiej rafinerii Ługańsk Neftegaz, 3 tys. km na wschód od Moskwy // Fot. Sergei Karpukhin / Reuters / Forum

Wojna i sankcje

Według danych Banku Centralnego Rosji w 2021 r. eksport rosyjskiej ropy był wart 110,2 mld dolarów, zaś kolejne 68,7 mld dolarów pochodziło ze sprzedaży za granicę produktów ropopochodnych. Wraz z eksportem gazu ziemnego, który w 2021 roku przyniósł 61,8 mld dolarów, sprzedaż paliw kopalnych stanowiła aż 36 proc. dochodów budżetowych Rosji. Główny odbiorcą był państwa OECD (z Niemcami na czele), do których trafiło ok. 60 proc. z 214 mln ton wyeksportowanej rosyjskiego ropy. Na drugim miejscu znalazły się Chiny, jako odbiorca ok. 20 proc. eksportu tego surowca.

Po ataku na Ukrainę te proporcje uległy zmianie. Odcięcie Rosji od znacznej części rynków europejskich sprawiło, że Kreml zaczął szukać nowych rynków zbyt dla ropy i gazu. Pomijając kwestie czysto finansowe, stały za tym także ograniczenia technologiczne: w uruchomionym odwiercie nie da się łatwo i tanio zamrozić eksploatacji. Moskwa oferowała swoje węglowodory z rabatem przekraczającym 30 proc. i długo nie musiała szukać chętnych. W 2022 roku Turcja podwoiła import ropy do około 400 tysięcy baryłek dziennie. Indie w styczniu 2023 roku zakupiły rekordowe 1,8 mln baryłek (w tym roku przedłużyły kontrakt z Rosnieftem opiewający na co najmniej 3 mln baryłek miesięcznie). Znacząco wzrósł także eksport gazu i ropy do Chin. Niepokój na rynkach surowcowych wywindował tymczasem globalne ceny obu tych surowców. W rezultacie - jak wynika z danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej - średnie dochody Rosji z eksportu ropy wzrosły z 16,4 mld dolarów miesięcznie w 2021 r. do 18,1 mld dolarów rok później.

Kolejny rok nie był już dla Kremla równie udany. Wejście w życie sankcji unijnych i określenie pułapów cenowych już w pierwszym półroczu doprowadziło do spadku dochodów ze sprzedaży węglowodorów o 36 proc. Według wyliczeń Komisji Europejskiej, sankcje i obostrzenia w obrocie gazem i ropą kosztują Rosję ok. 174 mln dolarów dziennie. Kreml oczywiście reaguje zmniejszeniem wydobycia, co podbija cenę, nie może jednak pozwolić sobie na zejście poniżej progów technologicznego i ekonomicznego minimum. Według źródeł niezależnych od rosyjskiego rządu dwa największe tamtejsze przedsiębiorstwa zajmujące się wydobyciem i sprzedażą węglowodorów, czyli Gazprom i Rosnieft, od miesięcy balansują na krawędzi bankructwa.

Sankcje wymierzone w Rosję mogłyby być bardziej dotkliwe, ale ani Europie, ani USA, ani tym bardziej partnerom Moskwy z grupy OPEC+ nie zależy na pełnym wyłączeniu tego kraju z globalnego rynku surowcowego. Mogłoby to wywołać globalny kryzys energetyczny.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru NR 34/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Brudna flota imperium