Czytelnicy „Tygodnika” z pomocą dla walczącej Ukrainy. Relacja z naszej akcji

Trafiły przede wszystkim do punktów medycznych rozrzuconych wzdłuż linii frontu: od pogranicza obwodów sumskiego i kurskiego, przez Charków, Donbas i front na Zaporożu, po odcinek chersoński – agregaty prądotwórcze, podarowane przez czytelników „Tygodnika”. Jeden służy także w obronie przeciwlotniczej.
z Ukrainy
Czyta się kilka minut
Sanitariusz Mychajło (na pierwszym planie) i chirurg Arsen (z lewej) ratują nogę rannego w punkcie stabilizacyjnym koło Charkowa. Punkt otrzymał agregat z inwerterem, do którego można podłączyć np. koagulator, elektronarzędzie do zamykania ran. Grudzień 2024 r. // Fot. archiwum Wojciecha Pięciaka
Sanitariusz Mychajło (na pierwszym planie) i chirurg Arsen (z lewej) ratują nogę rannego w punkcie stabilizacyjnym koło Charkowa. Punkt otrzymał agregat z inwerterem, do którego można podłączyć np. koagulator, elektronarzędzie do zamykania ran. Grudzień 2024 r. // Fot. archiwum Wojciecha Pięciaka

Jest ich czworo: trzech chłopaków (najstarszy już w wieku niepoborowym) i dziewczyna, Julia. Tworzą mobilny zespół stomatologiczny: swoją wysłużoną, ale jakimś cudem wciąż sprawną ciężarówką marki Ural, która służyć musiała jeszcze w armii sowieckiej, wędrują wzdłuż frontu. Ich gabinet mieści się w pudle-kontenerze z czerwonym krzyżem.

Są oczekiwani i wyczekiwani. Bo na froncie zęby to wielki problem. Niemożność higieny, byle jakie jedzenie – to musi mieć skutki także dla zębów. Niemal każdy z tych, którzy na wojnie są od dłuższego czasu, ma z nimi kłopot.  

Gdy więc Julia z chłopakami dotrą do kolejnych miejsc i jednostek, gdy już się ukryją (najlepiej w jakimś lesie) i zakryją siatkami maskującymi przed okiem dronów, będą pracować – dzień i noc, bez przerwy, na zmiany. Będą borować, a częściej rwać, bez końca. Dziś na zapleczu frontu gdzieś pod Pokrowskiem.

Na froncie charkowskim „Rzeźbiarz” i „Wódz” ratują nogę

250 kilometrów dalej na północ pracuje Mychajło, pseudonim „Wódz”. Starszy sanitariusz polowy, jest duszą medycznego punktu stabilizacyjnego jednej z brygad, które bronią Charkowa. Punkty takie, zwane stabpunktami lub czulej stabikami, są zwykle w odległości do kilkunastu kilometrów od frontu.

To kluczowe miejsca, gdy idzie o ratowanie rannych: ewakuowani z linii ognia, tutaj są „łatani” i stabilizowani, aby potem można ich było odesłać na tyły, do szpitali polowych i potem zwykłych. W stabikach prowadzi się też operacje: te niezbędne, gdy trzeba np. ratować kończyny, od wielu godzin ściśnięte turnikietami, opaskami tamującymi krwotok.

Tym razem się udało. Szczęśliwy Mychajło pisze w poście, że właśnie ocalili człowieka. Do stabika trafił w stanie krytycznym. Prawą nogę urwało poniżej kolana. Lewa, poharatana, była niby cała, ale już żółto-sina – spięta przez dwa turnikiety, bliska obumarcia i amputacji.

Przystąpili do pracy: on w roli anestezjologa i chirurg Arsen, ksywa „Rzeźbiarz”. Ocalili i człowieka, i jego jedną nogę. „Gdy się wybudził, zapytał: »Co z moimi nogami?«. Nie miałem siły tłumaczyć, odesłałem go jeszcze na chwilę w astral”.

Czytelnicy „Tygodnika” podarowali agregaty, stacje zasilania i sprzęt medyczny

Dentystka Julia i medyk Mychajło – to jedni z kilkudziesięciu odbiorców i miejsc, do których trafił transport pomocy, jaki w grudniu zawieźliśmy na Ukrainę. Przede wszystkim były to frontowe punkty medyczne: rozrzucone wzdłuż całej linii frontu, od pogranicza obwodów sumskiego i kurskiego, przez okolice Charkowa, obwód doniecki (w tym miejsca, gdzie są najcięższe walki, jak okolice Pokrowska, Kurachowego i Wielkiej Nowosiłki), dalej front na Zaporożu i wreszcie odcinek chersoński. Odbiorcą była też obrona przeciwlotnicza.

Julia w mobilnym gabinecie dentystycznym na zapleczu frontu koło Pokrowska. Zespół Julii otrzymał agregat i urządzenia do dezynfekcji narzędzi. Grudzień 2024 r. // Fot. archiwum Wojciecha Pięciaka

Transport ten, zorganizowany we współpracy ze Stowarzyszeniem Inicjatywa Sąsiedzka, był możliwy dzięki czytelniczkom i czytelnikom „Tygodnika”, którzy odpowiedzieli na apel o zbiórkę pieniędzy na pomoc na zimę dla Ukrainy.

Za przekazane środki mogliśmy kupić rzeczy, o które są stamtąd prośby: 27 mobilnych agregatów prądotwórczych z inwerterem (tj. stabilizatorem napięcia, co pozwala bezpiecznie podłączyć np. aparaturę medyczną), 10 mocnych stacji zasilania (rodzaj power banku), 210 kilo podkładów chłonnych (to jednorazowe prześcieradła absorbujące płyny ustrojowe).

Agregat z Polski broni nieba nad wschodnią Ukrainą

Były także myjki ultradźwiękowe, tj. małe mobilne urządzenia do dezynfekcji narzędzi chirurgicznych czy stomatologicznych. Jak również mobilne podgrzewacze do płynów infuzyjnych i krwi – w karetkach ewakuacyjnych nie ma warunków, by podgrzać płyny podawane rannym, a podanie zimnych może wywołać szok organizmu. Większość tych urządzeń podarował nasz czytelnik, przedsiębiorca pod Warszawy.

Z kolei inny czytelnik, przedsiębiorca z Krakowa, podarował swój agregat – o bardzo dużej mocy (85 kVA) i słusznej wadze (1500 kilo). Dziś służy on w jednostce obrony przeciwlotniczej, która odpowiada za obszar północno-wschodniej Ukrainy – zaopatruje w prąd radary wczesnego ostrzegania, które wykrywają wrogie rakiety i drony.

Gdzieś na Ukrainie: przeładunek półtoratonowego agregatu o mocy 85 kVA. Dziś agregat służy w jednostce obrony przeciwlotniczej, której radary ostrzegają zawczasu przed wrogimi rakietami. Grudzień 2024 r. // Fot. Marta Siewiera-Pięciak

Jak zwykle podczas naszych wyjazdów na Ukrainę, mieliśmy też trochę rzeczy, o które proszą polscy bracia bonifratrzy. Prowadzą w Drohobyczu (obwód lwowski) Stację Pomocy Socjalnej. Jest tam czterech braci, którzy mają pod opieką kilkuset mieszkańców (ludzi biednych, niepełnosprawnych) i kilkuset uciekinierów ze wschodu. Bracia prowadzą też hospicjum domowe – dla niego były podkłady i środki pielęgnacyjne.

Zespół Julii otrzymał agregat i dwie myjki, a stabpunkt Mychajła – agregat.

Na froncie koło miasta Kurachowe: żołnierze prezentują agregat, który trafił do kompanii medycznej walczącej tam brygady. Obwód doniecki, grudzień 2024 r. // archiwum Wojciecha Pięciaka

Wojna trwa, trwa więc i nasza akcja

„Dziękujemy, że jesteście z nami” – to zdanie powtarzało się w rozmowach. Wraz z prośbą, aby to podziękowanie przekazać dalej. Przy czym miałem wrażenie, że słowa te dotyczą nie tylko darów materialnych, lecz także ich, można chyba tak powiedzieć, aspektu niematerialnego: jakby wraz z tymi agregatami pojechały tam – i zostały przyjęte z wdzięcznością – również emocje, przyjaźń, jakiś rodzaj więzi. „Dziękujemy za Wasze braterstwo” – napisał starszy sanitariusz z frontu chersońskiego (jego szpital polowy otrzymał agregat).

Wojna trwa, trwa więc i nasza akcja. Możesz ją wesprzeć przechodząc do poniższego artykułu:

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 1-2/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Czytelnicy „Tygodnika” z pomocą dla Ukrainy