Efekt rosyjskiej dywersji na Bałtyku. Polska przypomniała sobie, że leży nad morzem

Straż Bałtycka: tak będzie nazywać się nowa operacja NATO. To odpowiedź na działania sabotażowe Rosji, które uderzają w zachodnią infrastrukturę krytyczną. Za inicjatywą stoi także Polska, która coraz bardziej koncentruje się na Bałtyku i współpracy z krajami z tego regionu.
Czyta się kilka minut
Tankowiec „Eagle S” zakotwiczony w pobliżu portu Kilpilahti podejrzany jest o zakłócenie połączenia elektrycznego Finlandia-Estonia 25 grudnia 2024. Zatoka Fińska, 7 stycznia 2025 r. // Fot. Antti Aimo-Koivisto / Imago / East News
Tankowiec „Eagle S” zakotwiczony w pobliżu portu Kilpilahti podejrzany jest o zakłócenie połączenia elektrycznego Finlandia-Estonia 25 grudnia 2024. Zatoka Fińska, 7 stycznia 2025 r. // Fot. Antti Aimo-Koivisto / Imago / East News

Ostatecznym impulsem do powołania tej nowej misji wojskowej – decyzję o tym podjęto na szczycie bałtyckich członków NATO, w miniony wtorek 14 stycznia w Helsinkach – było przerwanie kabla energetycznego EstLink2, łączącego Estonię z Finlandią.

Stało się to 25 grudnia 2024 r. O sabotaż oskarża się tankowiec „Eagle S”, który miał ciągnąć swoją kotwicę po morskim dnie na odcinku 60 km. Jednostka ta pływa pod banderą Wysp Cooka, jednak nikt nie ma wątpliwości, że należy do „floty cieni” – grupy tankowców zarejestrowanych w egzotycznych państwach, które przewożą ropę z rosyjskich portów, tym samym omijając zachodnie sankcje.

Już sama obecność na Bałtyku tych zdezelowanych statków, obsługiwanych często przez załogę o wątpliwych kwalifikacjach, jest zagrożeniem dla ruchu morskiego oraz ekologii. „Eagle S” pokazał, że mogą one również realizować działania sabotażowe.

Błyskawiczna akcja Finów ma charakter precedensowy

Nie jest to pierwsza taka sytuacja na Morzu Bałtyckim. Wcześniej w październiku 2023 r. uszkodzono gazociąg łączący Finlandię i Estonię, natomiast w listopadzie 2024 r. przerwano dwa kable światłowodowe biegnące po morskim dnie. Jeden z nich łączył Szwecję i Litwę, a drugi Finlandię i Niemcy.

Pierwszego sabotażu dokonał zarejestrowany w Hongkongu kontenerowiec, a drugiego chiński masowiec „Yi Peng 3”. W tym ostatnim wypadku dokonano zatrzymania jednostki na wodach międzynarodowych, jednak wejście służb na pokład oraz wszczęcie śledztwa było utrudnione ze względu na prawo morskie.

Najnowszy przypadek uszkodzenia kabla energetycznego miał przełomowy charakter, ze względu na błyskawiczną reakcję fińskiej straży granicznej: po zatrzymaniu statku wymusiła ona jego powrót na własne wody terytorialne, po czym dokonała abordażu. Te zdecydowane działania były jednak możliwe dzięki współpracy kapitana „Eagle S”, który zgodził się zawrócić statek z obszaru wyłącznej strefy ekonomicznej. Na tej części akwenu Finowie nie mogliby wejść na pokład i dokonać aresztowań.

Na czym polega „bałtycki zwrot” Polski?

Nowa misja wojskowa NATO, w którą zaangażowane zostaną fregaty i morskie samoloty patrolowe, ma ułatwiać podobne działania w przyszłości: ma wywierać presję i utrudniać „ucieczkę” podejrzanych statków z wód terytorialnych.

Pomysł utworzenia takiej misji na Bałtyku wysunął premier Donald Tusk na listopadowym szczycie państw regionu, który odbył się w Sztokholmie. Powołanie Straży Bałtyckiej jest pierwszym bardzo realnym efektem współpracy w takim formacie, który coraz bardziej angażuje polską dyplomację.

Przyłączenie się Szwecji i Finlandii do NATO zmieniło radykalnie układ sił w regionie, w czym Warszawa dostrzegła ogromny potencjał. Państwa północne w dużo większym stopniu podzielają nasze spojrzenie na Rosję i kwestie bezpieczeństwa, niż tradycyjni partnerzy z Europy Środkowej – dziś zwłaszcza Węgry i Słowacja pod rządami Viktora Orbána i Roberta Ficy.

Ten „bałtycki zwrot” w polityce zagranicznej wyraża się między innymi w tym, że od wielu miesięcy przed spotkaniem unijnych instytucji Polska prowadzi konsultacje z grupą NB8, która zrzesza państwa nordyckie (Szwecja, Norwegia, Finlandia, Dania, Islandia) oraz bałtyckie (Litwę, Łotwę i Estonię); do formatu tego często dołącza się również Irlandia.

We wcześniejszych latach podobne konsultacje, poprzedzające unijne szczyty, Warszawa prowadziła z przedstawicielami Grupy Wyszehradzkiej. Teraz jest inaczej.

Rosyjskie działania zagrażają także polskiej infrastrukturze podmorskiej

Kierowana przez Rosję morska dywersja to poważne zagrożenie dla infrastruktury krytycznej. Jest to ogromne wyzwanie również dla Polski, choćby ze względu na instalacje kluczowe dla naszego bezpieczeństwa energetycznego: gazoport w Świnoujściu, terminal naftowy w Gdańsku, a także gazociąg Baltic Pipe.

Jak pokazał szczyt w Helsinkach oraz akcja fińskiej Straży Granicznej, w tym regionie znajdujemy partnerów, którzy nie tylko podzielają naszą optykę, ale są również skorzy do autentycznych działań.

Można by powiedzieć przewrotnie, że dywersja Rosji przypomniała nam, że nasz kraj leży – także – nad morzem. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 4/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Rosja przypomina nam, że Polska leży nad morzem