Piłkarski finał w ostatnią sobotę maja odbywał się co prawda w Budapeszcie, ale tłumy Paryżan śledziły retransmisję meczu na stadionie Parc des Princes. Tymczasem gwałtowne starcia grup młodzieży z policją wybuchły w centrum miasta jeszcze przed meczem. Bandy używały wyrzutni fajerwerków, mierząc do mundurowych i raniąc dwustu z nich. Policja odpowiadała gazem łzawiącym.
Prócz Paryża do starć doszło w ok. 70 miastach całej Francji, łącznie policja zatrzymała prawie 900 podejrzanych. Niektórych osądzono w trybie natychmiastowym; zapadły wyroki więzienia w zawieszeniu. W wielu wypadkach sami podejrzani filmowali swoje „wyczyny”, by pochwalić się nimi w sieci, czym ułatwili działanie organom ścigania.
Prezydent Emmanuel Macron, gratulując klubowi Paris Saint-Germain zwycięstwa, potępił zarazem „niedopuszczalne sceny przemocy”. „Mamy tego dość! Będziemy nieprzejednani wobec sprawców” – zapowiedział.
Triumf PSG: radość i przemoc w Paryżu
Nad Sekwaną przemoc uliczna – nie tylko futbolowa – przybrała nieznaną w innych krajach Europy skalę. Nie od dziś.
Przypomnijmy, że rok temu, także z okazji zwycięstwa PSG w Pucharze Mistrzów, doszło w stolicy do gwałtownych starć z policją. Podobnie w 2018 r., gdy Francja zdobyła Puchar Świata. Grupy chuliganów i rabusiów, korzystając z anonimowości w bawiącym się spokojnie tłumie, atakowały policję, demolowały bary i sklepy.
Socjolog Fabien Jobard zauważa, że logika każdego karnawału zakłada „zawieszenie norm” – z tej perspektywy młodzieżowe bandy, często przybyłe z ubogich przedmieść, wyrażają radość przez demolowanie bogatych dzielnic i prowokowanie „zadym”.
Nie musi to mieć związku z futbolem. Na ubogich blokowiskach palenie aut i burdy z policją są już od ćwierć wieku elementem „obchodów” święta narodowego 14 lipca i Nowego Roku. Na blokowiskach, dodajmy, zamieszkanych w dużej części przez Francuzów, których rodzice przybyli z krajów Maghrebu i Afryki Subsaharyjskiej.
Powitanie PSG na Polach Marsowych
Starciom nie zapobiegły ogromne siły policyjne – tylko w Paryżu zmobilizowano 8 tys. mundurowych. To pierwszy wniosek z tych zajść. Druga rzecz: wśród sprawców były różne grupy. Obok młodych kibiców PSG z ubogich imigranckich blokowisk (w tym nieletnich), nie brakło zawodowych rabusiów, których mecz w ogóle nie interesował.
Po trzecie, nie należy generalizować. W niedzielę, dzień po zamieszkach, na Polach Marsowych 90 tys. Francuzów witało – radośnie i bez ekscesów – swą zwycięską drużynę. Tłum był różnorodny i wieloetniczny, jak dzisiejsze społeczeństwo Francji. Ten obraz-kontrapunkt z Pól Marsowych przeczy tezie, powtarzanej przez prawicę, jakoby w kraju trwała wojna domowa.
Cykliczne eksplozje ulicznej przemocy nie mają jednej przyczyny. Niemal wszyscy specjaliści są jednak zgodni, że u źródeł zjawiska leżą ciągłe napięcia między między białą (zwykle) policją a młodymi Francuzami z (na ogół) rodzin imigranckich.
A co ma do tego futbol? Jako sport masowy budzi „ekstatyczną” ochotę utożsamiania się ze swoją drużyną i swoją grupą. Pisał o tym przed laty zmarły właśnie w wieku 104 lat wybitny socjolog i filozof Edgar Morin, nazywany „teoretykiem myśli złożonej”. Doceniał on piękno futbolu, ale ostrzegał, że może on faworyzować „plemienne” i archaiczne zachowania, jak wznoszenie bitewnych okrzyków czy obrażanie kibiców przeciwnika.
Mélenchon, Bardella, Zemmour: kogo winią za zamieszki?
Ze „złożoną” myślą Morina raczej nie po drodze jest francuskim politykom, zwłaszcza tym z radykalnej prawicy i radykalnej lewicy. Tym bardziej, że szykują się do walki o prezydenturę Francji wiosną 2027 r. Będą to najważniejsze wybory od lat – dla Francji i pewnie też dla Europy.
Kandydatem radykalnej lewicy (Francja Nieujarzmiona, LFI) będzie po raz kolejny Jean-Luc Mélenchon i ocenia się, że ma szansę wejść do drugiej tury. Winą za ostatnie zajścia Francja Nieujarzmiona obciąża rząd i rzekomo prowokacyjne zachowania policji.
Skrajnie prawicowi kandydaci prześcigają się w obietnicach zrobienia porządku. Lider Zjednoczenia Narodowego (RN), Jordan Bardella, niekryjący ambicji prezydenckich, ostrzegł po zamieszkach, że „oni” (miał na myśli imigrantów lub młodych z przedmieść) „rozwalą drzwi i wejdą do waszych mieszkań, jeśli państwo nie zapanuje nad polityką karną i migracyjną”.
Éric Zemmour, inny kandydat (jeszcze bardziej na prawo od Bardelli), oświadczył z kolei, że winnymi zajść są „hordy arabsko-muzułmańskie przybyłe z przedmieść” i obiecał politykę ich „masowej reemigracji”.
Kibice, ci prawdziwi, myślą teraz pewnie nie o wyborach, lecz czerwcowym mundialu w Ameryce. Czy będzie to w Paryżu święto piłki, czy kolejny pretekst do ulicznych zadym?
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















