Na rozdrożu. Do jakiej Hiszpanii przyjeżdża papież Leon XIV

Papież odwiedza kraj spolaryzowany, rządzony przez skrajną lewicę i leczący blisko stuletnie traumy. Czy jego podróż zbliży Hiszpanów do siebie?
z Madrytu
Czyta się kilka minut
Spotkanie Papieża Leona XIV z wiernymi w Gwinei Równikowej. 21 kwietnia 2026 r. // Simone Risoluti / East News
Spotkanie Papieża Leona XIV z wiernymi w Gwinei Równikowej. 21 kwietnia 2026 r. // Simone Risoluti / East News

Lądując w Madrycie, zwanym „miastem, w którym krzyżują się drogi”, papież przybywa do Hiszpanii dwóch światów. Z jednej strony – tętniące nowoczesnością państwo pod rządami skrajnej lewicy. Z drugiej – kraj, w którym masowo odradza się katolicyzm: z wyboru i wśród ludzi młodych.

Jednym z pierwszych symboli hiszpańskiej ziemi, jakie Leon XIV zobaczy, pewnie jeszcze z okien samolotu lądującego w Madrycie, będzie krzyż w Paracuellos de Jarama. To cmentarz ofiar hiszpańskiego terroru lat 30. XX wieku, który ogniskuje większość problemów, z jakimi następca Piotra spotka się na Półwyspie Iberyjskim: rany wojny domowej, pamięć o męczennikach, do dziś trwające próby pojednania. Ale też symbol Kościoła, który od czasów Filipa II (władcy imperium, „w którym nigdy nie zachodzi słońce”, i budowniczego El Escoriala, największego w Europie renesansowego budynku, gdzie królewskie gabinet i sypialnia niemal graniczą z głównym ołtarzem bazyliki) aż po Hakunę (nowoczesny ruch, ewangelizujący przez muzykę i taniec) wciąż szuka nowego języka wiary. 

Emocje przed pielgrzymką Leona XIV 

Historia Gonzala to jedna z tych opowieści, które mówią wiele o przemianie hiszpańskiego katolicyzmu. Student z San Lorenzo de El Escorial dorabia, śpiewając w tradycyjnym zespole. Spotykam go w restauracji, do której wszedł z przyjaciółmi, by zaśpiewać zebranym tam dziennikarzom – zjechaliśmy się z całego świata, by relacjonować papieską wizytę. 

– Jestem katolikiem, więc jestem niesamowicie podekscytowany przyjazdem papieża – odpowiada Gonzalo na pytanie o emocje, jakie towarzyszą papieskiej pielgrzymce.  

Augustianin, o. Pedro Alberto Sánchez, organista i absolwent Królewskiego Konserwatorium w Madrycie, widzi w tym znak czasu. 

– Coś się zmienia w Hiszpanii – mówi „Tygodnikowi”. – Młodzi coraz liczniej uczestniczą w uroczystościach religijnych. Widzę też w nich coraz mniejszy strach przed identyfikowaniem się jako wierzący i jako katolicy. Gonzalo jest najlepszym przykładem tej zmiany. Jeszcze kilka lat temu nie usłyszelibyście od niego takiego świadectwa – dodaje o. Sánchez.

Zmiany w religijności Hiszpanów

Mimo że wciąż ponad 50 proc. Hiszpanów deklaruje się jako katolicy, praktykuje zaledwie 18,7 proc. W ciągu ostatnich lat odsetek katolików spadł o 15,8 proc., liczba chrztów zmalała o połowę (z 325 271 w 2007 r. do 159 693 w 2024 r.), spada też liczba księży (z 19 121 do 14 994) i misjonarzy. Jednocześnie Kościół ponad dwukrotnie zwiększył liczbę ośrodków charytatywnych – do 9 060 – niosących pomoc ponad 3,8 mln potrzebujących.

Arcybiskup Valladolid Luis Argüello, przewodniczący hiszpańskiego episkopatu, mówi o „Kościele na rozdrożu”. W rozmowie z niewielką grupą dziennikarzy, w tym z autorką  „Tygodnika”, powiedział: – Kościół hiszpański przez kilka ostatnich dekad musiał szukać miejsca w nowym kontekście społecznym, ekonomicznym i politycznym, co oznacza, że ​​z jednej strony się skurczyliśmy, ale z drugiej – w ciągu ostatnich dwóch lat zaobserwowaliśmy pragnienie zbliżenia się do Kościoła w młodszych pokoleniach.

– Wizyta papieża będzie wspaniałym momentem, który wesprze całą misyjną drogę Kościoła w Hiszpanii – podsumował.

Socjolog Narciso Michavila, szef ośrodka GAD3, tłumaczy tę zmianę jednym zdaniem: – Relacja Hiszpanów z religią jest dziś bardziej nabyta niż odziedziczona. Wiara jest coraz częściej wybierana, a nie przyjmowana poprzez społeczną inercję.

Dodaje też, odpowiadając na pytania „Tygodnika”, że wprawdzie trudno mówić o „masowym powrocie”, jednak wyraźne jest „zainteresowanie liturgią, nowymi wspólnotami, pielgrzymkami, muzyką, mediami społecznościowymi i publicznym wyrażaniem wiary”.

Program pielgrzymki papieża Leona XIV do Hiszpanii

Hiszpania, która wita Leona XIV w Madrycie, Barcelonie i na Wyspach Kanaryjskich, to kraj, w którym, owszem, sekularyzacja zaszła daleko, ale procesje nadal potrafią zatrzymać ruch bardziej niż niejedna manifestacja. 

– To prawda, że proces sekularyzacji jest silny – przyznaje Sara de la Torre, rzeczniczka archidiecezji madryckiej. – Ale prawdą jest również, że z roku na rok rośnie liczba osób biorących udział w uroczystościach Wielkiego Tygodnia czy Bożego Ciała.

W Madrycie ta ostatnia odbędzie się w niedzielę, po mszy na Plaza de Cibeles. To także jeden z centralnych momentów papieskiej pielgrzymki i „wielka manifestacja Kościoła na ulicy, Kościoła pośród świata”, jak mówi abp Argüello, uznając głoszenie Ewangelii na forum publicznym za jedno z najważniejszych wyzwań hiszpańskiego Kościoła.  

W galicyjskim Ponteareas kwiatowi mistrzowie, zwani alfombristas, ułożyli, z pomocą 160 wolontariuszy, z ponad 30 tys. goździków szesnaście kwiatowych dywanów z eucharystycznymi motywami. W latach 80. podobnymi dywanami witany był Jan Paweł II w Santiago de Compostela. Sama tradycja ma ponad 200 lat.

Innym obrazem, jaki zapamiętamy z wizyty Leona, będzie procesja z figurami Matki Bożej Almudeńskiej i Jezusa z Medinaceli, dwoma największymi religijnymi symbolami stolicy Hiszpanii, niesionymi na tradycyjnych platformach pasos przez ikoniczny stadion Santiago Bernabéu Realu Madryt. Symbol łączenia dróg i czasów.

Na Bernabéu za plecami Leona słychać będzie także dźwięki orkiestry i głosy liczącego tysiąc osób chóru. Jego częścią są m.in. młodzi ludzie ze wspomnianego już ruchu Hakuna, któremu – jak mówią „Tygodnikowi” organizatorzy papieskiej pielgrzymki – Hiszpania zawdzięcza „odnowione zaangażowanie religijne młodych dorosłych”.  

Wizyty papieży w Sagrada Familia

Najbardziej spektakularnym obrazem tej pielgrzymki stanie się jednak prawdopodobnie msza w słynnej Sagrada Familia w Barcelonie. Leon XIV zamknie tam klamrą historię papieskich wizyt i wpływu Rzymu na świątynię, zaprojektowaną przez duchowego giganta Antoniego Gaudíego. 

Kamień węgielny pod bazylikę położono w 1882 r., za pontyfikatu Leona XIII. Jego imiennik poświęci mierzącą 170 metrów Wieżę Jezusa Chrystusa, ostatni etap trwającej od 144 lat budowy. Stanie się to dokładnie w 100. rocznicę śmierci słynnego barcelońskiego architekta, kandydata na ołtarze.

Gdy Jan Paweł II odwiedzał Sagradę w 1982 r., świątynia nie miała jeszcze dachu. W 2010 r. Benedykt XVI konsekrował jej ołtarz. Duży ból sprawił Hiszpanom Franciszek – hiszpańskojęzyczny papież nigdy do ich kraju nie przyjechał. Co dodatkowo tłumaczy entuzjazm, z jakim dziś witany jest tam Leon. 

El Corte Ingles, największa sieć ekskluzywnych domów handlowych Hiszpanii, przekazała na organizację pielgrzymki milion euro. Organizatorzy zebrali zresztą kwotę 12 razy większą. Na kilka dni przed przyjazdem papieża brakowało im jeszcze trzech milionów, ale – jak zapewniali „Tygodnik” – nie spodziewają się większych problemów w pozyskaniu funduszy: – Ludzie wiedzą, że głos papieża jest Hiszpanii potrzebny, i nie szczędzą na ten cel pieniędzy. 

Leon XIV na Wyspach Kanaryjskich

Ostatnim etapem podróży Leona XIV będą Wyspy Kanaryjskie, którym daleko do splendoru Madrytu i nowoczesności Barcelony. Barokową pobożność stolicy i modernistyczne wizje Gaudíego zastąpią surowe obrazy z miejsca, w którym dokonuje się jeden z aktów największego współczesnego dramatu Europy. 

To właśnie na Gran Canarię i Teneryfę docierają w drewnianych cayucos tysiące Afrykańczyków, ryzykujących życie w podróży przez Atlantyk.

Trzy takie łodzie, „zacumowane” przy papieskim ołtarzu podczas końcowej mszy w Santa Cruz de Tenerife, będą cichym, ale mocnym znakiem współczesnych czasów i zmian, jakie się dokonały na wyspach w ostatnich latach. Leon XIV odwiedzi też ośrodki przyjęć migrantów i spotka się z organizacjami, które towarzyszą im w drodze na europejski kontynent. Papież pojedzie także do portu Arguineguín, który w 2020 r. stał się międzynarodowym symbolem kryzysu migracyjnego.

– Znany był jako Przystań Wstydu – mówi „Tygodnikowi” organizatorka Enélida Hernández. – Chcemy, aby teraz stał się Portem Nadziei. 

W jednym zdaniu Hernández streściła też emocje, jakie towarzyszą nie tylko mieszkańcom Wysp Kanaryjskich: wielu Hiszpanów oczekuje od papieskiej wizyty znaku nadziei. 

Hiszpańska trauma po wojnie domowej

Najgłębszą raną hiszpańskiej pamięci i największym powodem podziałów społecznych pozostaje jednak tamtejsza wojna z lat 1936-39. – Pomimo upływu dziesięcioleci od jej zakończenia hiszpańska wojna domowa wciąż krwawi w społeczeństwie, podsycając jego polaryzację – mówi „Tygodnikowi” Alberto Ruiz‑Gallardón, prawnik i były burmistrz Madrytu.

Alberto Ruiz-Gallardón // archiwum prywatne

Paracuellos de Jarama, które Leon XIV zobaczy już z samolotu, to jedno z najważniejszych cmentarzysk ofiar przemocy czerwonego terroru lat 30. Jak podkreślają moi hiszpańscy rozmówcy, „każda hiszpańska rodzina miała wtedy swoich zmarłych”.

Ci, którzy przetrwali, byli zbyt straumatyzowani, by mówić o brutalnej przemocy, jaka spotkała ich bliskich. Ruiz‑Gallardón nie wiedział przez lata, że nosi imię po stryju, zabitym przez republikańskie lewicowe bojówki. Ojciec nie chciał na ten temat rozmawiać. – Myślę, że wojna domowa, która jest największą tragedią, jaka może spaść na kraj, nigdy nie kończy się czyimś zwycięstwem. W wojnie domowej wszyscy tracą – zaznacza Ruiz‑Gallardón.

Po śmierci nacjonalistycznego dyktatora Francisco Franco i przejściu do demokracji Hiszpania próbowała leczyć rany amnezją, jak też szczerym staraniem ludzi pamiętających tamten czas, by uniknąć wendety z którejkolwiek strony. Wczesne lata dwutysięczne przyniosły odwrót: rząd José Luisa Rodrígueza Zapatero sięgnął po pamięć wojny, uznając ją za świetną strategię wyborczą, budującą tożsamość polityczną Hiszpanów. 

– Wprowadzenie wojny domowej w XXI wieku było największym historycznym błędem, jaki popełniliśmy ostatnio my, Hiszpanie, w kwestii narodowego współistnienia – mówi Ruiz-Gallardón. – Narzucanie innym swojego dyskursu przez jedną osobę nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem – dodaje. 

Leon XIV może przynieść Hiszpanii „rewolucję dialogu”

W Paracuellos de Jarama pamięć społeczna spotyka się z pamięcią Kościoła: wojna lat 30. oznaczała dla hiszpańskiego katolicyzmu jedną z najcięższych fal prześladowań w XX wieku. Republikański terror wymazał z powierzchni ziemi niemal całe diecezje, zginęły tysiące księży i świeckich liderów katolickich. Po zwycięstwie nacjonalistów Kościół na dekady związał się z reżimem Franco, czego ślady widać do dziś.

– Zabito ich z nienawiści do wiary – mówi Lourdes Grosso García, dyrektorka biura ds. kanonizacyjnych hiszpańskiego episkopatu. Dodaje, że do końca 2026 r. beatyfikowanych ma zostać blisko 2,5 tys. męczenników wojny domowej, w tym 80 z diecezji Santander, których męczeństwo niedawno uznał Leon XIV. A to tylko część z ponad 10 tys. podobnych spraw, którymi zajmuje się Kościół. – Ale męczennicy nie są świadkami zła, tylko miłości Boga – dodaje Grosso.

Liczy na przesłanie pojednania, jakie przynosi Hiszpanii Leon XIV. Może ono przynieść Hiszpanii „rewolucję dialogu”, w czasie, gdy rząd Pedro Sáncheza z jednej strony deklaruje się jako sojusznik papieża w kwestiach pokoju, a jednocześnie przyjmuje gigantyczną liczbę antyklerykalnych ustaw i wspiera dostęp do aborcji oraz eutanazji. 

Czy hiszpańscy katolicy uwolnią się od strachu?

Hiszpania, która wita papieża, jest bowiem w dużej mierze krajem, w którym katolik ma coraz mniej do powiedzenia w debacie publicznej. Ale też coraz rzadziej sam zabiera w niej głos. 

– Dzisiejsza Hiszpania potrzebuje papieża jeszcze bardziej niż w 1982 r. – ocenia Ruiz‑Gallardón. – Dziś jesteśmy atakowani nie fizycznie, ale ideologicznie i intelektualnie. Paradoksalnie, wywołuje to bunt duchowy, przede wszystkim wśród młodych ludzi. Ale ci młodzi potrzebują wsparcia, wzoru do naśladowania i kogoś, kto odważnie zadeklaruje, że będzie ich wspierać. Dlatego tak bardzo potrzebujemy dziś Leona XIV. 

Papież, twierdzą zgodnie moi rozmówcy, może stać się prawdziwym pontifeksem – budowniczym mostów – który pokaże, że spory polityczne nie muszą dzielić Hiszpanów w dążeniu do dobra wspólnego. 

Ruiz‑Gallardón nie liczy na natychmiastowe efekty legislacyjne papieskiego przyjazdu. – Siła, jaką może wnieść Leon, leży nie tyle w konkretnych zmianach w trwających obecnie procesach legislacyjnych, co raczej w zmianie sposobu myślenia obywateli – tłumaczy. – Wierzę, że fundamentalną zmianą, jaką papież może przynieść Hiszpanii, będzie wyzbycie się przez katolików strachu przed wyznawaniem swojej wiary. Jeśli my, katolicy w Hiszpanii, będziemy tchórzliwie milczeć, to ci, którzy myślą inaczej niż my, będą mogli robić, co chcą, bez narażania się na jakiekolwiek zarzuty. Bo politycy zawsze tłumaczą się, że robią tylko to, czego chce większość obywateli – dodaje Ruiz‑Gallardón.

Abp Argüello w podobny sposób mówi o drodze Kościoła: że trzeba „się pozbierać” i „wyjść z Ewangelią, być znakami spotkania, dialogu i pojednania w społeczeństwie, które z powodu napięć politycznych jest być może nadmiernie spolaryzowane, a nawet boi się dyskutować o pewnych kwestiach z obawy przed konfliktami”. 

Leon XIV: papież-misjonarz

„Hiszpania była i miejmy nadzieję, że nadal będzie krajem bardzo misyjnym” – powiedział jakiś czas temu Leon XIV do ks. José Maríi Calderóna, krajowego dyrektora Papieskich Dzieł Misyjnych w Madrycie. W świecie, który coraz chętniej mówi językiem wojen kulturowych, Hiszpania – z jej krzyżem w Paracuellos, kwiatami na stołecznej Calle Alcalá i cayucos przy ołtarzu w Santa Cruz – może stać się dla papieża idealnym miejscem, by powiedzieć, co naprawdę znaczy „być krajem misyjnym” i „szukać dobra wspólnego”. 

Leon XIV sam jest papieżem-misjonarzem. Nie tylko dlatego, że przez lata był arcybiskupem misyjnej, peruwiańskiej diecezji. Także ze względu na podróże, jakie odbył będąc generałem augustianów. W samej Hiszpanii był 50 razy, odwiedzając ponad 30 miast (jedynym krajem, w którym jako Robert Prevost był więcej razy, są Włochy).

To doświadczenie sprawiło, że gdy mówi o „narodzie misyjnym”, nie ma na myśli tylko czasów „imperium, nad którym nie zachodziło słońce”, ale misję tu i teraz, która od pierwszych chwil połączy Hiszpanów na nowo w jedną wspólnotę. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł