Obrona bez końca. Dlaczego wojna w Ukrainie będzie trwać

Nic nie wskazuje, by piąty rok pełnoskalowej wojny, zaczynający się 24 lutego, miał być rokiem ostatnim. Determinacja Ukraińców, by bronić wolności, połączona jest z przekonaniem, że dla dalszej obrony nie ma alternatywy.
Czyta się kilka minut
Drogi w strefie frontowej, służące do zaopatrzenia i ewakuacji, są dziś chronione siatkami antydronowymi. Nie zawsze jest to skuteczne: zniszczone ukraińskie pojazdy na drodze między Drużkiwką a Konstantynówką w obwodzie donieckim. Ukraina, 11 lutego 2026 r. // Fot. Kostiantyn Liberov / Libkos / Getty Images
Drogi w strefie frontowej, służące do zaopatrzenia i ewakuacji, są dziś chronione siatkami antydronowymi. Nie zawsze jest to skuteczne: zniszczone ukraińskie pojazdy na drodze między Drużkiwką a Konstantynówką w obwodzie donieckim. Ukraina, 11 lutego 2026 r. // Fot. Kostiantyn Liberov / Libkos / Getty Images

Najkrótsze podsumowanie aktualnego stanu rosyjskiej agresji mogłoby brzmieć następująco. Ukraina z uporem się broni i – mimo ogromnego zmęczenia – dalej będzie się bronić, bo nie ma lepszego wyjścia. 

Rosja napiera na froncie, choć bez strategicznych sukcesów, a zarazem udaje, że negocjuje porozumienie pokojowe. Prezydent Donald Trump niezmiennie uważa, że może zakończyć wojnę, choć jedynym wygranym wielomiesięcznych negocjacji jest Kreml. Europa pozostaje kluczowym sojusznikiem Ukrainy, starając się nie antagonizować Trumpa i utrzymując jednocześnie stanowcze podejście do Rosji.

Spróbujmy przyjrzeć się bliżej wielowymiarowej sytuacji wokół Ukrainy.

Rosyjskie postępy na froncie wciąż są niewielkie

Zacznijmy od sytuacji na froncie, bo to działania militarne pozostają kluczowe dla dalszego rozwoju wydarzeń politycznych. 

Jakkolwiek Rosja bardzo chciałaby doprowadzić do przełamania ukraińskich pozycji i móc się wreszcie pochwalić sukcesami, to nic nie wskazuje, aby miało się to wydarzyć. Kreml i rosyjska propaganda próbują zaklinać rzeczywistość, jednak rosyjskiej postępy na froncie są cały czas niewielkie.

W ciągu ostatniego roku wojska rosyjskie zajęły około 0,8 proc. terytorium państwa ukraińskiego. Po czterech latach pełnoskalowej agresji nadal jedna piąta Donbasu znajduje się pod kontrolą Kijowa. W ostatnich miesiącach największym sukcesem Rosji było zajęcie aglomeracji pokrowskiej, zdobycie przyczółków w obwodzie dniepropietrowskim oraz wyparcie – po wielu miesiącach walk – sił ukraińskich z obwodu kurskiego.

Ponadto, licząc od 24 lutego 2022 r., zabitych lub rannych zostało już – według szacunków amerykańskiego Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych, opublikowanych w styczniu – ok. 1,2 mln rosyjskich żołnierzy. 

Ukraińcy są w defensywie, ale zadają Rosji bolesne ciosy

Z pewnością nie o takie zwycięstwo chodzi Putinowi. Kreml nie traci jednak nadziei, że jest zdolny odmienić los tej wojny.

Popatrzmy teraz na sytuację po drugiej stronie frontu. Siły obrońców uczyniły w trakcie czterech lat trwania tego konfliktu znacznie więcej, niż ktokolwiek mógł sobie wyobrazić w pierwszych dniach po 24 lutego 2022 r., gdy zaczynała się pełnoskalowa inwazja – włącznie z samymi obrońcami. 

Ich największym sukcesem jest wciąż skuteczne powstrzymywanie naporu armii rosyjskiej. Choć Ukraińcy znajdują się w głębokiej defensywie, to regularnie potrafią uderzać w głębi Rosji. Przykładem operacja „Pajęczyna” – bezprecedensowe ataki na bazy rosyjskich bombowców strategicznych i zniszczenie co najmniej siedmiu z nich. Regularne stały się również ataki dronowe na rosyjskie rafinerie, co doprowadziło do deficytów paliw i spowodowało dla Kremla wielomiliardowe straty. 

Ukraina pokazuje, że jest w stanie podnosić Rosji koszty prowadzenia przez nią agresji. To ważne, choć to nadal zbyt mało, aby pozbawić agresora nadziei na wygraną.

Rosja pozoruje dobrą wolę i gra na czas

Nowym elementem obrazu sytuacji stały się w ciągu ostatniego roku negocjacje z Kremlem, zainicjowane przez administrację Trumpa. Dziś można stwierdzić, że przyniosły one dokładnie to, czego należało się spodziewać – zupełnie nic. 

Jakiekolwiek rozmowy pokojowe mogą zakończyć się tylko wówczas, gdy obie strony wyrażają taką wolę. W tym przypadku końca wojny chce Ukraina, jednak nie za cenę utraty suwerenności. Nie chce go natomiast Rosja, której celem było i jest nadal podyktowanie Kijowowi swoich maksymalistycznych warunków.

Jedna i druga strona przystąpiły do tych rozmów przy pośrednictwie i pod presją Stanów Zjednoczonych, ale ich motywacje są zasadniczo odmienne. Rosja pozoruje swoją rzekomo dobrą wolę, w istocie grając na czas i próbując przekonać Trumpa, że to Kijów nie chce pokoju. Jednocześnie Kreml konsekwentnie mówi, czego oczekuje od Ukrainy i od Zachodu. Ważne jest, aby odpowiednio czytać komunikaty rosyjskiej dyplomacji. 

Cele i żądania Putina pozostają niezmienne

Z tego specyficznego języka wyłania się zwłaszcza kluczowe żądanie Putina, jakim jest „usunięcie źródeł konfliktu” (to dosłowny cytat). Oznaczające, mówiąc wprost, koniec ukraińskiej suwerenności. To właśnie wolna, proeuropejska i demokratyczna Ukraina jest bowiem w percepcji rosyjskiej ową „praprzyczyną” wojny. 

Generalny cel Kremla pozostaje zatem niezmienny, ewoluować mogą jedynie taktyczne działania na rzecz jego osiągnięcia.

W obecnym wariancie tej taktyki rosyjskie warunki sprowadzają się więc do żądania wycofania się wojsk ukraińskich z całości Donbasu. A zatem rosyjska dyplomacja próbuje osiągnąć to, do czego nie jest w stanie doprowadzić rosyjska armia. Za pośrednictwem Trump sprawić, że Ukraińcy wycofają się z obecnych pozycji. 

Dlaczego to tak ważne dla Moskwy? W Donbasie znajdują się silne ukraińskie umocnienia, cały czas rozbudowywane na zapleczu linii frontu. Ich porzucenie otworzyłoby siłom rosyjskim szeroką drogę do zajęcia sąsiednich regionów – centralnej już Ukrainy.

Kijów nie zamierza wpadać w rosyjską pułapkę

Sondaże pokazują, że ponad połowa społeczeństwa ukraińskiego sprzeciwia się wycofaniu z Donbasu. Kreml rozumie, że jeśli administracji amerykańskiej uda się wykręcić ręce Zełenskiemu, wywoła to poważny konflikt wewnętrzny na Ukrainie. Część frontowych jednostek mogłaby wręcz nie wykonać rozkazu odwrotu. To wszystko byłoby gotowym przepisem na chaos na Ukrainie, który ułatwiłby Rosji realizowanie zamierzonych celów.

Akcja ratownicza po nalocie na Odessę, 27 stycznia 2026 r. // Fot. Oleksandr Gimanov / AFP / East News

Nic dziwnego, że Kijów nie zamierza wpadać w rosyjską pułapkę. Z jednej strony, aby nie narazić się na gniew Trumpa, pokazuje swoją dobrą wolę, w tym co do różnych ustępstw. Z drugiej natomiast strony prezydent Zełenski twardo powtarza, że lepiej nie zawrzeć żadnej umowy, niż zmusić naród do zgodzenia się na niekorzystną. 

W takim otoczeniu, niezwykle trudnym, Ukraina negocjuje mądrze i nadal udaje się jej wychodzić z zastawianych przez Rosję sideł. 

Wybory w trakcie trwania wojny to recepta na chaos

Zadziwiającym paradoksem historii jest, że ukraińskiej walce na froncie militarnym towarzyszy starcie na froncie dyplomatycznym z kluczowym do niedawna, amerykańskim sojusznikiem.

Kijów słusznie przekonuje, że częścią porozumienia pokojowego muszą być zachodnie gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy. Odpowiedni dokument został już nawet wynegocjowany z Waszyngtonem, choć nie wiadomo, co dokładnie zawiera. Według przecieków prasowych, warunkiem ich wejścia w życie miałoby być przeprowadzenie na Ukrainie w najbliższych miesiącach wyborów prezydenckich. 

Byłaby to w istocie realizacja postulatu Rosji, która zarzuca władzom ukraińskim brak legitymizacji (kadencja prezydenta Zełenskiego skończyła się w 2024 r., ale obowiązujący w kraju stan wojenny sprawia, że zgodnie z prawem urzęduje on dalej). Wybory w warunkach wojny to recepta na rozhermetyzowanie państwa i wywołanie wewnętrznych sporów politycznych.

Niszcząc infrastrukturę krytyczną, Kreml chce złamać morale Ukraińców

Traktowanie przez Rosję negocjacji pokojowych wyłącznie taktycznie najlepiej widać po towarzyszących im zmasowanych atakach rakietowych i dronowych na ukraiński system energetyczny. Nigdy wcześniej w historii współczesnych wojen agresor nie próbował sparaliżować na podobną skalę infrastruktury krytycznej państwa-ofiary (konflikt rosyjsko-ukraiński jest zresztą „laboratorium” w wielu sferach).

Rosji sprzyja wyjątkowo mroźna zima. Ataki na elektrownie, sieci dystrybucyjne i elektrociepłownie spowodowały, że w części największych ukraińskich miast normą stały się długotrwałe wyłączenia dostaw energii i ciepła. W szczególności dotyczy to Kijowa, gdzie od wielu tygodni niemal tysiąc wielkopowierzchniowych bloków pozbawionych jest ogrzewania i prądu. W zasadzie odpowiada to definicji kryzysu humanitarnego.

Poddawany długotrwałym i zmasowanym atakom, system energetyczny Ukrainy mimo wszystko wciąż działa. Ukraińscy energetycy dokonują technicznych cudów, skutecznie go reanimując. Społeczeństwo zaś wyczekuje wiosny.

Niszcząc systematycznie infrastrukturę krytyczną, Rosja liczy, że w ten sposób złamie morale Ukraińców – tak aby w końcu było im wszystko jedno, na jakich warunkach skończy się wojna, byle tylko się skończyła. Tymczasem większość społeczeństwa nie tyle popada w defetyzm, co jeszcze bardziej nienawidzi wszystkiego, co rosyjskie.

Kluczowa dla dalszego ukraińskiego oporu jest dziś Europa

Trzy czwarte Ukraińców negatywnie ocenia dziś politykę administracji Donalda Trumpa. Trudno się temu dziwić. W sytuacji, gdy w ciągu ostatniego roku wsparcie militarne i finansowe z USA spadło niemal do zera (za broń produkowaną w Stanach, a dostarczaną Ukrainie, płacą obecnie Europejczycy, a także kilka innych krajów), kluczowa dla dalszego oporu stała się Europa.

To ona jest teraz głównym źródłem pomocy wojskowej, finansowej i humanitarnej. Pomocy, bez której prowadzenie wojny stałoby się praktycznie niemożliwe. Europejczycy są również wsparciem dla Ukraińców w negocjacjach prowadzonych pod auspicjami Trumpa – torpedują niekorzystne dla Kijowa propozycje. Jak ważna to rola, najlepiej świadczy fakt, że Kreml nieustająco krytykuje Europę.

Stosunek Kijowa do Unii Europejskiej jest jednak specyficznym połączeniem: z jednej strony zrozumienie, że jest ona niezbędna dla przetrwania Ukrainy, z drugiej strony otwarcie wyrażane rozczarowanie i krytyka. 

Jej bodaj najmocniejszym wyrazem było wystąpienie styczniowe Zełenskiego na Forum Ekonomicznym w Davos. Zarzucił w nim Europie zagubienie i brak woli politycznej do bardziej zdecydowanego działania, wzywając do większej odwagi. 

Choć w wielu miejscach ta diagnoza unijnych problemów i bolączek była słuszna, to jednak Kijów powinien się zastanowić, czy publiczne jej wyrażanie nie przynosi więcej szkód niż pożytku.

Granice wytrzymałości ukraińskiego państwa i społeczeństwa

W zaczynającym się, piątym już roku wielkiej wojny z coraz większą siłą będzie powracać pytanie: jak długo jeszcze? Dotyczy ono również kondycji rosyjskiej gospodarki i licznych, maskowanych problemów Rosji.

Kreml niezmiennie ma nadzieję, że uda mu się przekonać administrację Trumpa, aby oddzielić „kwestię ukraińską” (jak ją nazywa) od reszty relacji amerykańsko-rosyjskich. W tym celu kusi prezydenta USA i jego otoczenie rzekomymi wielkimi możliwościami biznesowymi, którym – rzecz jasna – musiałoby towarzyszyć co najmniej złagodzenie sankcji. Waszyngton na razie opiera się pokusom.

Jak więc długo jeszcze? W większym stopniu niż Rosji, pytanie to dotyka granic wytrzymałości ukraińskiego państwa i społeczeństwa. Sami Ukraińcy nie są w stanie określić, ile jeszcze będą zdolni wytrzymać. Rosyjska determinacja, aby doprowadzić do zwycięstwa niemal za wszelką cenę, spotyka się z ukraińską determinacją do obrony życia i wolności – połączoną z przekonaniem, że obecnie nie ma alternatywy niż dalsza obrona. 

Ukraina walczy więc nadal i wciąż pozostaje na tyle silna, aby nie dopuścić do większych przesunięć frontu. Liczy zarazem, że Europa będzie ją wciąż wspierać, i że szaleństwa Trumpa uda się okiełznać.

Tragizm sytuacji tkwi w tym, że scenariusz dalszego trwania wojny jest najbardziej prawdopodobny. Będzie ona trwała, dopóki Rosja będzie uważała, tak jak dzisiaj, że może ją wygrać.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 08/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Obrona bez końca