Trump zmienił zdanie. Czy nowe sankcje złamią Rosję?

Administracja Bidena była ostrożna w zakresie sankcji dotyczących sektora naftowego, bo bała się wzrostu cen ropy w trakcie kampanii wyborczej. Tymczasem Trump robi właśnie radykalny zwrot w swojej polityce wobec Rosji – i może pójść na całość.
Czyta się kilka minut
Trump wprowadził sankcje i ruszył w podróż po Azji, unikając spotkania ze specjalnym wysłannikiem Putina. Na zdjęciu: Kuala Lumpur, 27 października 2025 r. // Fot. Andrew Harnik / Getty Images
Trump wprowadził sankcje i ruszył w podróż po Azji, unikając spotkania ze specjalnym wysłannikiem Putina. Na zdjęciu: Kuala Lumpur, 27 października 2025 r. // Fot. Andrew Harnik / Getty Images

Marchewka nic nie dała, Trump sięgnął więc po kij. Po miesiącach zwlekania i hamletyzowania, USA wprowadziły nowe sankcje wobec Rosji. Nałożono je na dwa największe rosyjskie koncerny naftowe: Rosnieft i Łukoil. Łącznie wydobywają one co drugą baryłkę krajowej ropy. 

To giganci, generujący znaczną część dochodów Rosji. W 2024 r. sam Rosnieft odpowiadał za 17 proc. wpływów jej budżetu. Wraz z ograniczeniami z czasów Bidena, sankcjami USA objęto trzy czwarte rosyjskiego wydobycia ropy, a więc 7 proc. globalnego rynku tego surowca.

Jak będą działać nowe sankcje Trumpa

W myśl zapisów sankcyjnych, od 21 listopada (do tego dnia trwa okres przejściowy) Stany zakazują jakichkolwiek transakcji z oboma wspomnianymi koncernami. 

Sankcje te są eksterytorialne, działają na całym świecie. USA mogą z automatu objąć nimi każdy podmiot, który wchodzi we współpracę z Rosjanami. 

To tzw. sankcje wtórne, a ich siła stanowi wypadkową pozycji dolara i opartego na nim systemu rozliczeń. Gdy USA wpisują na listę sankcyjną jakiś podmiot, odłączają go od zachodniego obiegu pieniądza. Traci on możliwość operacji na globalnych rynkach.

Z sankcjami USA liczą się więc wszyscy. I o ile Chiny starają się odizolować handel z Rosją od ingerencji USA, to dla Indii i Turcji – ważnych odbiorców rosyjskiej ropy – tworzą one duży dylemat. Oba kraje zarabiają na kupowaniu rosyjskiej ropy i sprzedawaniu jej dalej na zachodnie rynki w formie paliw. 

Ignorowanie sankcji nie wchodzi w grę. Indyjska firma Reliance, mająca największą rafinerię  świata, już zapowiada rewizję portfela dostaw.

Nowe sankcje USA wywracają też sytuację w Europie. Na prawach wyjątku od unijnego embarga, Słowacja i Węgry wciąż importują rosyjskie węglowodory. Objęcie sankcjami USA kluczowych eksporterów z Rosji zawęża im tę możliwość. 

Pod znakiem zapytania stoi też los europejskich rafinerii, które wciąż formalnie należą do rosyjskich spółek – w Niemczech, Rumunii i Bułgarii.

Sankcje powodują, że rosyjska ropa jest tańsza niż ropa innych producentów

Rynek zareagował błyskawicznie: cena baryłki wzrosła z 60 do 66 dolarów. Jednocześnie, ze względu na swą „toksyczność”, tanieje ropa z Rosji. To zła wróżba dla rosyjskich koncernów.

Jeśli presja USA poskutkuje i obecni odbiorcy odwrócą się od Rosji, jej sektor naftowo-gazowy znajdzie się pod ścianą – nie będzie komu sprzedawać.

Przejąć „niczyje” baryłki zawsze mogą Chiny, w ramach budowania swych gigantycznych rezerw, ale nie zrobią tego po cenie rynkowej – kupią taniej.

Tymczasem kondycja rosyjskiej branży jest daleka od dobrej, a poprawy próżno wypatrywać. Koncernom nie udało się wrócić do poziomu produkcji sprzed lutego 2022 r., nie wspominając o wskaźnikach finansowych. Obserwowane od początku 2025 r. spadki cen ropy owocują obniżeniem zysków: w pierwszej połowie roku sektor notował przychody o połowę mniejsze niż przed rokiem. 

Sankcje powodują, że rosyjska ropa jest tańsza niż ropa innych producentów.

Nowe sankcje USA mogą boleśnie uderzyć w budżet Rosji

Swoją rolę odgrywa też Unia Europejska, deklarująca całkowite odejście od rosyjskich węglowodorów do 2028 r. Przyjęty dzień po sankcjach Trumpa 19. pakiet unijnych sankcji przyspiesza proces derusyfikacji, zapowiadając zakaz importu rosyjskiego gazu skroplonego (LNG) od 2027 r. Paliwo to jest wciąż sprowadzane przez zachodnioeuropejskie podmioty i wyładowywane we Francji czy Hiszpanii.

Wszystko to negatywnie wpływa na dochody naftowo-gazowe Rosji, stanowiące ok. 30 proc. budżetu. Przez dziewięć miesięcy 2025 r. zebrano ich o jedną piątą mniej niż przed rokiem, co przy rosnących wydatkach na wojnę jest złą wieścią. 

Z braku innej opcji, koszty są przerzucane na Rosjan: rok temu podwyższono podatek dochodowy, a od 2026 r. wzrośnie VAT. I to mimo wcześniejszych obietnic Putina, że nie podniesie obciążeń do 2030 r.

Utrata przychylności Trumpa byłaby dla Putina katastrofą

W reakcji na woltę Trumpa, Putin robi dobrą minę do złej gry. Mówi, że nowe sankcje „nie będą miały znaczącego wpływu, zwłaszcza na nasz dobrobyt gospodarczy”. Gdy to mówił, w drodze do USA był już Kirył Dmitriew, specjalista od „kuszenia” Amerykanów – co przeczy tezie, jakoby sankcje nie miały znaczenia. Miał namawiać do wznowienia dialogu, ale nastawienie Białego Domu jest wyraźnie chłodniejsze.

Gra negocjacyjna toczy się o wysoką stawkę, ale aspekt ekonomiczny nie jest tu najważniejszy. Rosjanie poważnie boją się, że „stracą” Trumpa. Uważają, że jego opór przed wzmocnieniem nacisku na Moskwę brał się z charakterologicznej niechęci do takich kroków, z obawy przed pogorszeniem relacji z Putinem. Stąd zdziwienie, jakie zapanowało na Kremlu.

Z punktu widzenia władz Rosji utrata przychylności prezydenta USA byłaby katastrofą – stanowi ona bowiem potężne narzędzie, jakie im się trafiło nieco przypadkiem. Dotąd skwapliwie z niego korzystali.

Czy Donald Trump będzie wystarczająco konsekwentny? 

Zwracając się do przedstawicieli obecnego establishmentu USA, Dmitriew apelował, by nie byli „Bidenami” i nie powtarzali wrogich działań poprzedniego prezydenta, który zacieśniał pętlę sankcyjną. Faktycznie, Trump nie powinien działać wobec Rosji jak Biden. Poprzedni prezydent był ostrożny w zakresie sankcji na ropę, bo bał się wzrostu jej ceny w trakcie kampanii. Teraz Waszyngton może pójść na całość.

Jednak wybijanie zębów machinie wojennej Kremla, która niszczy Ukrainę, to proces żmudny. Aby sankcje się do tego przyczyniły, Stany muszą konsekwentnie ścigać tych, którzy je łamią. Do tego potrzebna jest determinacja głównodowodzącego – Donalda Trumpa. Ten zaś, jak wiemy, jest zmienny w swoich poglądach. W przeszłości byliśmy świadkami, że wystarczył jeden telefon Putina, by wywrócić wcześniejsze ustalenia.

Wycofując sankcje bądź nie wypełniając ich zapisów, Trump osłabiłby wiarygodność USA. Pozostaje nadzieja, że nie poświęci powagi gwiaździstego sztandaru dla swych relacji z Putinem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 44/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Kreml traci Trumpa. Na dobre?