Sześć telefonów Putina z Trumpem, pięć wielogodzinnych spotkań specjalnego wysłannika Stevena Witkoffa z dyktatorem na Kremlu, konsultacje doradców na Bliskim Wschodzie – pokazują czas i energię, jaką Amerykanie włożyli w kontakty z Rosją w ciągu 200 dni od inauguracji Trumpa.
Ta inwestycja się nie opłaciła. Kreml nie obiecał żadnych ustępstw, zwodził, a zarazem zwielokrotnił ataki z powietrza na Ukrainę, podnosząc liczbę ofiar cywilnych. Okrucieństwo zostało nagrodzone: 15 sierpnia na Alasce Trump podejmie Putina, nie zyskując nic w zamian, lecz w spektakularny sposób przełamując izolację Rosji na Zachodzie.
Miały być cios w gospodarkę Rosji, jest szczyt Putin–Trump
Takie uznanie dezorientuje, bo ostatnie miesiące to raczej rosnąca irytacja Trumpa wobec Putina i dobra komunikacja z Zełenskim. Środowa wizyta Witkoffa tę dynamikę zmieniła. Rosyjska inwestycja w niewiele rozumiejącego z polityki zagranicznej, lecz łasego na pochlebstwa Amerykanina przyniosła zwrot. W piątek miały być sankcje pośrednie na importerów rosyjskiej ropy – potencjalnie mocny cios w gospodarcze zdolności Rosji kontynuowania wojny – a jest dwustronny szczyt, na którym omawiana ma być przyszłość Ukrainy.
Według zachodnich gazet jest ona zarysowana w planie przewidującym uznanie przez Kijów rosyjskiej aneksji całości Donbasu i Krymu w zamian za wstrzymanie ognia przez Rosję, wycofanie się jej wojsk z fragmentów obwodów charkowskiego i sumskiego, a do dalszej dyskusji pozostawienie losów obwodów zaporoskiego i chersońskiego (gdzie agresor utknął). Potwierdził to pośrednio Trump, akcentując konieczność podjęcia trudnych decyzji na temat wymiany terytoriów. Putin ma się domagać też zakazu integracji Ukrainy z NATO, redukcji jej armii i wstrzymania dostaw zachodniego uzbrojenia. Żądania Rosji uległy więc jedynie semantycznej korekcie, clou zaś się nie zmieniło – Putin chce kontroli nad całą Ukrainą.
Europa murem za Ukrainą
Zełenski w żołnierskich słowach odrzucił handel ukraińskimi terytoriami i jakikolwiek deal bez Ukrainy. Przystąpił zarazem do mobilizacji Europy: w piątek i sobotę obdzwonił liderów, konsolidując wspólne stanowisko. Obawa, że Trump z Putinem porozumieją się ponad głowami Europy i Ukrainy, jest duża – w sobotę brytyjski minister obrony David Lammy, wspólnie z najbliższymi współpracownikami Zełenskiego Andrijem Jermakiem i Rustemem Umierowem, przekonywali wiceprezydenta J.D. Vance’a, że negocjacje pokojowe nie mogą się odbywać pod rosyjskim ostrzałem, bez udziału Ukrainy i przewidywać siłowej zmiany granic.
Dla zwiększenia presji na Waszyngton liderzy Francji, Włoch, Niemiec, Polski, Wielkiej Brytanii i szefowa Komisji Europejskiej wydali deklarację potwierdzającą powyższe ukraińsko-europejskie czerwone linie.
Co przyniosłaby zgoda Zełenskiego na rosyjskie warunki
Innej reakcji Ukrainy nie należało się spodziewać. Choć kraj jest wycieńczony, a społeczeństwo oczekuje zawieszenia broni, kluczowe są jego warunki. Nie ma akceptacji dla oddania de iure całego Donbasu – oznaczałoby to porażkę, poniżające wycofanie tysięcy żołnierzy, przekazanie Rosji tymczasowej stolicy Kramatorska i innych terenów, których mieszkańcy zostaliby pozostawieni na pastwę agresora. Pamięć okupacji Buczy, Irpienia czy Mariupola potwierdza, że taka decyzja oznaczałaby wyrok śmierci.
Z kolei pamięć o tzw. porozumieniach mińskich powoduje, że bez solidnych gwarancji bezpieczeństwa od Zachodu (optymalnie: członkostwa w NATO), silnej i doposażonej armii, kolejna agresja jest tylko kwestią czasu. Obie te lekcje zostały z całą brutalnością przez Ukraińców przyswojone, a zgoda Zełenskiego i jego ekipy na rosyjskie warunki byłaby politycznym samobójstwem. Tym bardziej że nie myślą oni rozstawać się z władzą, gdy zawieszenie broni otworzy możliwość przeprowadzenia wyborów.
Zgoda uprawdopodobniłaby też nowy Majdan (tabu na antyrządowe protesty zostało złamane po lipcowych wystąpieniach w obronie instytucji antykorupcyjnych), a także bunt w armii. Nie sposób Zełenskiemu odmówić racji, gdy mówi, że takie porozumienie Trumpa z Putinem byłoby martwe – Ukraińcy go nie kupią.
Czy Trump da się ograć
Putin zastawił pułapki – jeśli Ukraina się zgodzi, to scenariusz jak wyżej. Jeśli się nie zgodzi, to na Kijów, jako na hamulcowego procesu pokojowego, spadnie gniew Trumpa. Sprytne, choć czytelne, szczególnie, że Amerykanin pragnie powtórki obrazków z piątku, gdy siedząc między premierem Armenii a prezydentem Azerbejdżanu narzucił agendę procesu pokojowego na Kaukazie, a ci obiecali zgłosić go do pokojowego Nobla.
Na Ukrainie jego celem jest powstrzymanie rozlewu krwi. Rozumie to Putin, oferując zawieszenie broni, lecz na warunkach realizujących strategiczne cele Rosji. Trump niejasne rosyjskie „ustępstwa terytorialne” bierze za przełom, czym kolejny raz dowodzi kompletnego braku zrozumienia kremlowskiej polityki.
W logice postczekistowskiej elity kontrola nad Ukrainą ma dwa cele. Wewnętrzny – spacyfikować wirusa społecznego buntu. Ukraińcy i Rosjanie to w kremlowskiej świadomości jeden naród, więc skoro pierwsi nie raz już zmietli władze, protestując na ulicach, drudzy mogą się zarazić. Drugi cel jest zewnętrzny: podporządkowanie Ukrainy to pierwszy krok do dalszych działań w Europie. Bo skoro Zachód nie był w stanie wybronić Ukrainy, jest zbyt słaby, by wybronić się sam, a w związku z tym należy iść dalej, wyrzucić USA z Europy, a środkową jej część przekształcić w strefę buforową.
MAGA i miliardy dolarów dla Ukrainy
Trump w to nie wierzy, nie dostrzega też współzależności między bezpieczeństwem Europy i USA oraz tego, że plany Chin dotyczące Tajwanu zależą od powodzenia Rosji na Ukrainie. Liczy się obrazek na Truth Social i spełnienie wyborczych obietnic, a nie długotrwała presja na Rosję i miliardy dolarów na uzbrojenie dla Ukrainy, które rozeźliłyby ruch MAGA w przeddzień wyborów połówkowych do Kongresu.
Bez rozwiązania militarnego jednak lub zwiększenia Rosji kosztów prowadzenia wojny do pokoju nie będzie bliżej. Dlatego Alaska to przystanek.
TADEUSZ IWAŃSKI jest kierownikiem Zespołu Białorusi, Ukrainy i Mołdawii w Ośrodku Studiów Wschodnich im. Marka Karpia, stale współpracuje z „TP”.
Tekst ukończono 11 sierpnia rano.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.


















