Plan pokojowy Trumpa: co oznacza dla Ukrainy, Polski i Europy?

28-punktowe memorandum dotyczy nie tylko Ukrainy i Rosji, ale też relacji Rosja–Zachód. Trudno o jego ostateczną ocenę, ale bardzo wiele miejsc budzi niepokój. Przeanalizowaliśmy ten dokument.
Czyta się kilka minut
Spotkanie prezydentów Wołodimira Putina i Donalda Trumpa na Alasce. Stany Zjednoczone, 15 sierpnia 2025 r. // Fot. Julia Demaree Nikhinson / AP / East News
Spotkanie prezydentów Wołodimira Putina i Donalda Trumpa na Alasce. Stany Zjednoczone, 15 sierpnia 2025 r. // Fot. Julia Demaree Nikhinson / AP / East News

Tym razem rzecz wygląda bardzo poważnie. To już nie są ogólne deklaracje, rzucane przez prezydenta USA w medialną przestrzeń. Plan zakończenia wojny rosyjsko-ukraińskiej, który – jak dowiedzieliśmy się kilkadziesiąt godzin temu – negocjowali poufnie (i zapewne od jakiegoś już czasu) wysłannicy Trumpa i Putina, bez udziału Ukraińców i Europejczyków, liczy 28 punktów i jest wyjątkowo obszerny, a także konkretny.

A w każdym razie – konkretny w niektórych miejscach – np. tam, gdzie określony procentowo zyski, do jakich mają być uprawnione Stany podczas przyszłej odbudowy Ukrainy. Bo już w innych miejscach jest bardzo niekonkretny – akurat tam, gdzie dotyczy m.in. Polski.

Plan ma poparcie prezydenta USA, który – jak znów słyszymy z przecieków medialnych – oczekuje od prezydenta Ukrainy podjęcia w ciągu paru dni decyzji, czy go akceptuje. Można się domyślać, że brak akceptacji miałby konsekwencje.

Co zawiera plan pokojowy Trumpa?

Co zawiera ten plan? W największym skrócie: Ukraina musiałaby zrezygnować z tych terenów pięciu regionów, które Rosja okupuje dziś w całości lub częściowo (Krym i obwody ługański, doniecki, zaporoski i chersoński). Musiałaby też wycofać się z tej części Donbasu, której wciąż twardo broni. Jej armia mogłaby liczyć 600 tys. ludzi (dziś to 850-900 tys.). No i musiałaby wpisać do konstytucji, że nigdy nie przystąpi do NATO. Sojusz zaś miałby złożyć deklarację, że jej nigdy nie przyjmie.

To cena. A teraz obietnica: plan przewiduje „zdecydowaną, skoordynowaną odpowiedź militarną” Zachodu, w tym USA, w razie nowej rosyjskiej agresji. Na pozór brzmi dobrze. W istocie nie określa się tu jednak, na ile taka odpowiedź byłaby automatyczna ani jaką rolę odegrałyby wtedy Stany, w gruncie rzeczy zostawiając wszystko to uznaniu prezydenta USA (o tych gwarancjach więcej za chwilę).

Natomiast nagroda, jaką plan przewiduje dla Rosji za zakończenie agresji, jest – powiedzmy to wprost – wstrząsająco hojna. Znikają wszystkie sankcje, Rosja wraca do globalnej wspólnoty politycznej i gospodarczej – tak, jakby w minionych czterech latach nic się nie stało.

Nagrodę otrzymają też Stany: mają dostać „wynagrodzenie za udzieloną gwarancję” (tak czytamy w projekcie, szczegółów brak) i udział w przyszłych zyskach z odbudowy Ukrainy (o czym też więcej za chwilę).

Plan Trumpa przewiduje amnestię dla Putina i dla Rosji

No i jest jeszcze punkt 26. Brzmi dosłownie tak: „Wszystkie strony zaangażowane w ten konflikt otrzymają pełną amnestię za swoje działania podczas wojny i zgodzą się nie wysuwać w przyszłości żadnych roszczeń ani nie rozpatrywać skarg”.

Choć nie pada tu żadne nazwisko, oczywiste jest, że najważniejszym beneficjentem tego „amnestyjnego” punktu byłby Putin – zbrodniarz wojenny. Oraz Rosja jako państwo: uzyskałaby gwarancję, że nikt nigdy nie będzie domagać się od niej zadośćuczynienia za gigantyczne krzywdy, ludzkie i materialne, jakie wyrządziła Ukrainie.

Można powiedzieć, że w ten sposób społeczność międzynarodowa cofa się, gdy idzie o filozofię rozstrzygania konfliktów, do czasów sprzed Norymbergi (traf chciał, że tamten proces kierownictwa III Rzeszy zaczął się równo 80 lat temu, 20 listopada 1945 r.) oraz sprzed Hagi. Zważywszy na sygnał, jaki płynąłby z takiej umowy dla świata, Międzynarodowy Trybunał Karny można by rozwiązać.

Obietnica gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy jest bardzo ogólnikowa

Widać, że plan Trumpa wychodzi naprzeciw bardzo wielu żądaniom Putina. Również tam, gdzie mowa jest o tym, że po zawarciu porozumienia Ukraina musiałaby w ciągu 100 dni przeprowadzić wybory (to ewidentnie żądanie Kremla, choć można sądzić, że i Trump chętnie pozbyłby się Zełenskiego – dziś osłabionego wielką aferą korupcyjną).

Akceptując ten plan, Ukraina musiałaby więc zapłacić wysoką cenę. Z drugiej strony, plan ten przewiduje dla niej gwarancje bezpieczeństwa na przyszłość – w tym wspomnianą już obietnicę pomocy militarnej Zachodu na wypadek nowej rosyjskiej agresji.

Właśnie ta obietnica – dotykająca samej istoty przyszłości Ukrainy – sprawia, że być może projekt porozumienia byłby do zaakceptowania dla Ukrainy. Dla jej kierownictwa politycznego oraz dla społeczeństwa – nawet jeśli z zaciśniętymi zębami i ze łzami.

Byłby. Ale czy będzie? Kłopot znów w tym, że ta gwarancja, ta tak fundamentalna obietnica, zasadza się tylko na słowach, na papierze. Nie idzie za nią żadna gwarancja natury instytucjonalnej – tak byłoby, gdyby Ukraina została przyjęta do NATO. Tutaj jest to wprost wykluczone – podobnie jak stacjonowanie wojsk z krajów NATO na terytorium Ukrainy (mówi o tym punkt 8.).

Papier zaś, wiadomo, jest cierpliwy – w przeszłości Ukraina dostawała już papierowe gwarancje, w tym również od USA i Rosji (memorandum budapesztańskie z 1994 r., w zamian za oddanie Rosjanom posowieckiej broni atomowej otrzymała m.in. gwarancję integralności terytorialnej).

Plan Trumpa dotyczy także krajów Europy, w tym Polski

Niektóre punkty planu Trumpa dotyczą także innych krajów Zachodu, w tym Polski. To miejsca równie ważne, co te dotyczące Ukrainy. Spójrzmy na nie, po kolei.

Już punkt drugi stwierdza, że „zostanie zawarte kompleksowe porozumienie o nieagresji między Rosją, Ukrainą i Europą. Wszystkie niejasności z ostatnich 30 lat zostaną uznane za rozstrzygnięte”. Co to znaczy dokładnie? Co mają na myśli autorzy, mówiąc o tych 30 latach oraz o jakimś „rozstrzygnięciu”? Nie wiadomo.

Punkt trzeci mówi: „Oczekuje się, że Rosja nie będzie najeżdżać państw sąsiednich, a NATO nie będzie się dalej rozszerzać” (co, nawiasem mówiąc, wyklucza także Mołdawię jako kandydata do Sojuszu).

Punkt czwarty: „Zostanie przeprowadzony dialog między Rosją a NATO, mediowany przez Stany Zjednoczone, w celu rozwiązania wszystkich kwestii bezpieczeństwa i stworzenia warunków do deeskalacji, tak aby zapewnić globalne bezpieczeństwo oraz zwiększyć możliwości współpracy i przyszłego rozwoju gospodarczego”.

Brzmi to wręcz kuriozalnie. Bo czy to znaczy, że Stany Zjednoczone zamierzają brać udział w takim „dialogu” nie jako część NATO, nie jako nasz sojusznik, lecz jako jakiś dziwny pośrednik – mediujący między Rosją a krajami europejskimi, w tym Polską? Czy USA nie utożsamiają się już z interesami Europy?

Bardzo dziwna miałaby to być rola dla Stanów – kraju, który do tej pory był wszak państwem wiodącym Sojuszu (i atomowym gwarantem bezpieczeństwa europejskich sojuszników).

Czy USA i Rosja dogadują się o nas ponad naszymi głowami?

Jeszcze bardziej kuriozalnie, a przy tym tajemniczo, brzmi punkt 9: to jedno zdanie, mowa jest w nim o Polsce, wymienionej z nazwy: „Europejskie myśliwce zostaną rozmieszczone w Polsce”.

Co to znaczy? Nie wiadomo. Czy byłaby to zapowiedź, że amerykańscy żołnierze opuszczą w ogóle Polskę, a ich miejsce zajmą, w zastępstwie, jakieś enigmatyczne „europejskie myśliwce” (bo już niekoniecznie żołnierze europejskich wojsk lądowych)?

Tymczasem tego właśnie – wycofania wojsk USA (i w ogóle wojsk oraz infrastruktury NATO) z krajów Europy Środkowej, tych, które przystąpiły do Sojuszu po 1989 r., domagała się Rosja w grudniu 2021 r. Wtedy to Kreml przedstawił – Ameryce, NATO i Ukrainie – listę swoich żądań, a że zostały odrzucone, w lutym 2022 r. zaczął inwazję.

Ten punkt, tak sformułowany i pozostawiający tak wiele pytań otwartych, brzmi po prostu groźnie.

Ameryka Trumpa chce otrzymać konkretne zyski finansowe

Dwuznacznie brzmi z kolei punkt 11.: „Ukraina będzie uprawniona do członkostwa w UE i otrzyma krótkoterminowy uprzywilejowany dostęp do rynku europejskiego na czas rozpatrywania tej kwestii”.

Oto Trump i Putin, łaskawie zgadzając się – co do zasady – na wejście Ukrainy do Unii, mają dyktować krajom Unii, nie pytając ich o zdanie, że te mają zapewnić Ukrainie uprzywilejowany dostęp do swoich rynków? Na jakich zasadach? Nie wiadomo.

Dyspozycje odnośnie do tego, co powinna zrobić Europa, zawiera też punkt 14., gdzie mowa jest o tym, że „Europa dołoży 100 mld dolarów, aby zwiększyć pulę środków inwestycyjnych na odbudowę Ukrainy”.

Nie ma natomiast w memorandum takiego zobowiązania wobec Stanów – wręcz przeciwnie, Stany miałyby uzyskać liczne korzyści ze swojej roli – w tym zyski z odbudowy Ukrainy. Cytat: „100 mld dolarów zamrożonych rosyjskich aktywów zostanie zainwestowanych w kierowane przez USA działania na rzecz odbudowy i inwestycji w Ukrainie; USA otrzymają 50 proc. zysków z tego przedsięwzięcia”.

Okoliczności powstania planu zmuszają do pytania o wiarygodność USA

Można by powiedzieć, że plan Trumpa i okoliczności, w jakich powstawał, to kwintesencja filozofii politycznej obecnego prezydenta USA. Zarówno gdy idzie o jego transakcyjne podejście do polityki światowej, jak też o traktowanie sojuszników.

Treść tych 28 punktów, które mają niby uregulować całościowo nie tylko relacje rosyjsko-ukraińskie, ale także całość relacji między Rosją a szeroko pojętym Zachodem, negocjowano bez naszego udziału. Naszego, czyli Europy – mimo że nas wprost dotyczą. Mimo że Unia Europejska i NATO miałyby być – obok USA, Rosji i Ukrainy – sygnatariuszami np. osobnej (jak się zdaje) umowy o gwarancjach i statusie Ukrainy.

Kwintesencją myśli obecnego prezydenta USA jest ten dokument również, gdy idzie o podejście do Rosji. Czytając go, można odnieść wrażenie, że ekipa Trumpa traktuje w nim Rosję jak godnego poważania partnera. Kontrahenta, który, gdy coś mówi, to dotrzymuje słowa (punkt 16. memorandum: „Rosja zapisze w swoim prawie politykę nieagresji wobec Europy i Ukrainy”). Oraz który, dodajmy, tylko jakimś niefortunnym zbiegiem okoliczności został uwikłany w sytuację, z jakiej trzeba go teraz wyprowadzić.

I to w taki sposób, aby mógł ogłosić swoje zwycięstwo.

Putin będzie mógł ogłosić swoje zwycięstwo

Bo plan Trumpa daje Putinowi podstawy, aby mógł przedstawiać go swoim poddanym jako zwycięstwo. Choć Ukraina formalnie zachowałaby niepodległość, plan stwarzałby różne „furtki”, którymi Putin mógłby ingerować w przyszłości w sprawy wewnątrzukraińskie.

To na przykład ostatni podpunkt z punktu 20.: „Cała ideologia nazistowska i związana z nią działalność muszą zostać odrzucone i zakazane”. Na pozór brzmi niekontrowersyjnie – kto nie chciałby, aby zakazana była ideologia nazistowska?

Rzecz jednak w interpretacji. Dla Putina „nazistowski” charakter Ukrainy wynika już z samego faktu, że chce być niepodległa – nie tylko na papierze, ale faktycznie. Czytaj: chce być wolna, niezależna od Rosji. W retoryce Kremla „nazistą” był do tej pory każdy świadomy swej tożsamości Ukrainiec.

Kto zagwarantuje więc, gdy najbliższe wybory prezydenckie – te zarządzone w ciągu 100 dni od zawarcia porozumienia – wygra znowu Zełenski, Putin nie oświadczy, że ich nie uznaje, bo to nazista? Podobnie Putin mógłby zresztą zrobić, gdyby wygrał je jakiś inny kandydat niebędący po myśli Rosji, np. Petro Poroszenko.

Gra o Ukrainę – oraz o Europę – będzie toczyć się nadal

Mówiąc inaczej: plan Trumpa przedstawia Ukraińcom ofertę, którą można streścić tak: zakończmy umieranie, zakończmy ten koszmar; tak, będziecie musieli zgodzić się na rzeczy bardzo dla was bolesne (np. zrezygnować z dochodzenia sprawiedliwości i zadośćuczynienia); w zamian zaś dostaniecie gwarancje bezpieczeństwa.

Można zaryzykować prognozę, że gdyby te gwarancje były rzeczywiście bardzo twarde, Ukraina – jako państwo i jako społeczeństwo – byłaby gotowa zaryzykować wejście do tej gry.

Bo przecież nie byłby to koniec tej historii, lecz koniec jednego etapu i otwarcie kolejnego. Nic nie wskazuje na to, aby Putin miał zaprzestać dążenia do realizacji swoich strategicznych celów – zarówno wobec Ukrainy, jak też Zachodu.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

// grafika na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru NR 48/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Czy Ukraina jest bliżej pokoju