ANTONINA PALARCZYK: Czy Twoja decyzja o wstąpieniu do armii wynikała z utraty wiary w zmiany systemowe w kraju? Jako dziennikarz śledczy miałeś możliwości wpływu na decyzje na poziomie państwowym, a teraz jesteś na froncie jako żołnierz.
Jurij Butusow: O potrzebie stawiania oporu do końca można mówić tylko wtedy, gdy samemu jest się częścią tego oporu.
Jaką funkcję pełnisz?
Dowodzę oddziałem operatorów dronów. Rozpoznawczych, ale też uderzeniowych. Ta wojna opiera się na broni o wysokiej precyzji, która z kolei działa tylko w połączeniu z precyzyjnym zwiadem.
Jak opisałbyś sytuację na froncie?
Trwa wojna pozycyjna, wróg wywiera presję wzdłuż całego frontu, by wykorzystać swoją przewagę. Rosjanie atakują jednocześnie na wielu odcinkach, abyśmy nie mogli manewrować naszymi siłami i rotować jednostek. Na poziomie taktycznym niewielkie grupy piechoty prowadzą ciągłe operacje szturmowe. Odpieramy je, ale powoli się cofamy. Mamy mniej ludzi i mniej środków, przede wszystkim aby móc używać drony w większej niż dotąd skali.
W social mediach ukraińskich brygad coraz częściej pojawiają się filmy o żołnierzach, którzy po kilka miesięcy przebywają na pozycji. One są dowodem niezłomności tych ludzi, ale chyba także dowodem nieodpowiedzialności ich dowódców?
Prawdę o czynach konkretnych osób trzeba mówić. Co do odpowiedzialności dowództwa, to faktycznie problem częściowo leży w tym, jak prowadzona jest rotacja i jak planuje się działania. Jednak to problem obiektywny w sytuacji, gdy wróg stale atakuje, a jego drony kontrolują strefę frontową i prowadzące do niej drogi.
Wyjście z niektórych pozycji jest śmiertelnie niebezpieczne. Dlatego niektóre rotacje mogą trwać miesiąc lub dwa. Zwłaszcza jeśli długo nie ma pogody, która ułatwia rotację, jak deszcz lub mgła.
To także kwestia uzupełnień: czy do danej jednostki trafia dość zmotywowanych i przeszkolonych ludzi, by mogła prowadzić rotację, luzować. Wreszcie – to kwestia woli. Czy będziemy bić się o tę konkretną miejscowość, czy nie? Bo można cofać się w nieskończoność albo trzymać ją do końca.
Jakie są możliwe militarne scenariusze dla Ukrainy w 2026 r.?
Dobrym scenariuszem byłyby takie zmiany po naszej stronie, na szczeblu strategicznym i taktycznym, które przewyższą zmiany zachodzące w armii wroga. To pozwoliłoby zatrzymać front. Gdy to się stanie, dojdzie do koreańskiego wariantu, kiedy nie ma pokoju, ale dochodzi do faktycznego zatrzymania działań bojowych.
Dziś byłby to dla nas wariant najbardziej optymalny. Myślę, że jeśli będziemy mogli liczyć na odpowiednie wsparcie ze strony Europy, zwłaszcza finansowe, to Ukraina będzie zdolna do samodzielnego wyprodukowania takiej ilości dronów i środków walki z wrogimi dronami, by zatrzymać front i zadawać Rosjanom straty, których nie będą w stanie odrabiać.
Można wiele mówić o Trumpie, ale to on pokazał, iż to Europa w pierwszej kolejności powinna zająć się wsparciem Ukrainy, bo to głównie interes Europy.
Rosja nie będzie zagrożeniem dla Europy, dopóki Ukraina walczy, i dopóki to na niej skupione są rosyjskie siły i zasoby. Jeśli Rosjanie otrzymają możliwość regeneracji, to oni wypracowali już schemat, logikę agresji, która każe im pójść dalej.
Europa to dla Rosji odwieczny przeciwnik, z którym zawsze będzie walczyć o to, aby zmniejszać wpływy europejskich państw. To trwa od wieków, to naturalna konfrontacja geopolityczna.
Europa jest na nią gotowa?
Europa ma niedostatecznie rozwinięty przemysł wojskowy, aby się bronić i móc manifestować swoją siłę w polityce zagranicznej. Pomagając Ukrainie, Europa pomaga sobie: zyskuje czas na reorganizację w tej sferze.
Historia świata pokazuje, czym się kończy, gdy politycy mają małą wiedzę historyczną. Próby przekonania samych siebie i wyborców, że agresora można odeprzeć tylko pokojowymi metodami – to wszystko już było, wielokrotnie. I nigdy nie zadziałało. Jeśli nie będzie polityki odstraszania, przeciwdziałania, żadne działania dyplomatyczne nie przyniosą skutku.
Dlatego z szacunkiem patrzę na działania polskich władz, które polegają nie tylko na wspieraniu Ukrainy, ale też wzmacnianiu własnego potencjału i przemysłu obronnego. Oraz poszukiwaniu i dywersyfikowaniu dostaw broni i technologii z różnych krajów. To przemyślana polityka, której kurs jest niezmienny niezależnie od tego, kto u was rządzi.
Jak oceniłbyś obecne stosunki polsko-ukraińskie?
Mam szacunek dla tego, co Polska robiła i robi. Polska pomoc od początku 2022 r. była nieoceniona i na bezprecedensową skalę. A że z czasem w sferze medialnej pojawiły się problematyczne tematy, to normalne. To wewnętrzny dyskurs, walka polityczna.
Bez względu na to, wsparcie Polski było i jest dla nas kluczowe. I powtórzę: to ważne, że Polska buduje swój potencjał obronny, bo pozwoli to prowadzić bardziej aktywną politykę zagraniczną. Sądzę, że przyjazną Ukrainie, bo mamy wspólne interesy w sferze bezpieczeństwa.
Ukraina może wiele nauczyć się od Polski, jeśli idzie o prowadzenie reform, wzmacnianie państwa. Polska od lat prowadzi stabilną i przewidywalną politykę gospodarczą, by przyciągać inwestycje i siłę roboczą. To przynosi efekty i pozwala także na realizację programu zbrojeniowego.
Siła ekonomiczna, siła finansowa, siła militarna, siła technologii – tu musi być synergia. Mam nadzieję, że będziemy strategicznymi partnerami.
Chcę zapytać o Rosję: jak rosyjska armia zmienia się w toku tej wojny?
Rosja przeprowadza wiele zmian na poziomie taktycznym, operacyjnym i strategicznym. Ale, patrząc z perspektywy wojennego rzemiosła, jej działania są dość prymitywne i schematyczne. Są przewidywalne i mają wiele wrażliwych punktów. Ukraina nie jest w stanie wykorzystać tych słabości, gdyż kluczowym elementem rosyjskiej strategii jest wykorzystanie przewagi liczebnej, gdy idzie o ludzi i uzbrojenie.
Rosja budowała ten arsenał, podczas gdy Europa i Ameryka wierzyły w politykę powstrzymywania jej metodami pokojowymi. Rosja cały czas przygotowywała się do przyszłych wojen, jej przemysł zbrojeniowy przewyższa łączny potencjał militarny państw Europy. Sama produkuje znaczną część wykorzystywanych przez siebie środków rażenia.
Rosja wykorzystuje tę przewagę.
Na niej buduje strategię w walce z Ukrainą i stara się ją systematycznie realizować. Mamy tu do czynienia z jednym systemem pracy na wszystkich poziomach. Ustalili, jak będą realizować swoją przewagę liczebną, organizacyjną, przy użyciu wszystkich zasobów państwa. W tych ich działaniach jest pewna logika, wszystko jest jej podporządkowane.
Jak można temu przeciwdziałać?
Gdy rozmawiałem z zachodnimi politykami, mówiłem im, że Ukraina może wygrać tę wojnę, ale potrzebujemy porównywalnego do Rosji finansowania sił zbrojnych. Zwłaszcza w sferze dronów. Pięć-sześć miliardów euro rocznie mogłoby przyczynić się do zbudowania przez nas takiej przewagi w dronach, że nie dałby temu rady żaden z rosyjskich atutów.
Bo przewaga w liczbie ludzi nie odgrywa dziś roli w tej wojnie. Ona działa tylko wtedy, gdy po naszej stronie są problemy z organizacją, gdy brakuje nam broni i dronów. Gdybyśmy mieli odpowiednią ilość tych ostatnich, wróg nie miałby dziś żadnej przewagi.
Wierzę, że gdyby kraje Europy skupiły się nie tylko na wspieraniu Ukrainy tak, by mogła się dalej bronić, ale na osiągnięciu zwycięstwa w wojnie z Rosją, byłoby to możliwe. To nie jest oderwane od rzeczywistości marzenie. Chodzi o to, by z pomocą dronów niszczyć tak wielką liczbę rosyjskich okupantów, jakiej nie będą już mogli zmobilizować w Rosji.

JURIJ BUTUSOW jest ukraińskim dziennikarzem, założycielem portalu Censor.net. Wojnę z Rosją relacjonował od jej początku w 2014 r. Publikował reportaże z frontu, prowadził śledztwa dziennikarskie dotyczące korupcji i innych nadużyć. W maju 2025 r. wstąpił na ochotnika do 13. Brygady Gwardii Narodowej „Chartia”, która walczy na Charkowszczyźnie. Na wywiad spotkaliśmy się w Charkowie, dokąd Butusow przyjechał z frontu na przepustkę.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















