Nietykalny. Arcybiskup Jędraszewski zamiast odejść, umacnia władzę i wpływy

W Krakowie panowało przekonanie, że po złożeniu rezygnacji abp Jędraszewski ograniczy się do głoszenia kazań, święcenia dzwonów i urządzania rezydencji, w której osiądzie na emeryturze. Ale on zachowuje się tak, jakby wcale nie zamierzał odchodzić.
Czyta się kilka minut
Abp Marek Jędraszewski podczas procesji z palmami przed katedrą wawelską. Kraków, 2 kwietnia 2023 r. // Fot. Artur Widak / Anadolu Agency / Getty Images
Abp Marek Jędraszewski podczas procesji z palmami przed katedrą wawelską. Kraków, 2 kwietnia 2023 r. // Fot. Artur Widak / Anadolu Agency / Getty Images

Cieszyłem się, gdy został metropolitą. Myślałem: przynajmniej nie trzeba będzie kazań za niego pisać”.

„Wszystkim się wydawało, że skoro idzie na emeryturę, to da sobie spokój. Tymczasem on nie odpuszcza. I wygrywa sprawa za sprawą”.

„Mówiono, że traci wpływy. A on owinął sobie nuncjusza wokół palca”.

Trzech księży, trzy opowieści o tym, co mówi, robi i planuje abp Marek Jędraszewski. Mieszkają w różnych miejscach diecezji, nie znają się osobiście. Porozmawiają chętnie, ale anonimowo, różnie to tłumacząc: urzędem, jaki wciąż pełnią (proboszcza, pracownika uniwersytetu), albo świętym spokojem na emeryturze, którego nie warto tracić.

Nie byli w gronie tych, którzy uruchomili internetowy zegar, odliczający dni do przejścia metropolity na emeryturę. Ani wśród tych, którzy układali prześmiewczy psalm pożegnalny „Marcus emeritus”. Ale nie ukrywają, że czekali z niecierpliwością na 24 lipca 2024 r., dzień 75. urodzin arcybiskupa i złożenia przez niego – zgodnie z prawem kanonicznym – rezygnacji z urzędu.

Trzy dni wcześniej hierarcha poinformował jednak, że papież poprosił go o pozostanie na urzędzie do czasu znalezienia następcy. Nie była to wyjątkowa sytuacja. Zdarza się, że ustępujący biskupi pełnią urząd przez dwa-trzy (przypadek kard. Franciszka Macharskiego), a nawet pięć lat (jak kard. Seán O’Malley z Bostonu) po osiągnięciu wieku emerytalnego. Są w tym czasie pełnoprawnymi ordynariuszami diecezji – nie „przejściowymi” czy „zastępczymi” administratorami.

Abp Jędraszewski z przysługujących mu praw korzysta codziennie. Podejmuje kontrowersyjne decyzje personalne i finansowe. Chciałby także sprawować rząd nad duszami i umysłami, nawet jeśli jest to dużo trudniejsze niż odwoływanie proboszczów.

Abp Jędraszewski długo był uważany za intelektualistę. Gdzie dziś błądzi jego myśl?

Gdy przeprowadzał się do Krakowa w 2017 r., wiele osób uważało go za intelektualistę. Wprawdzie przez pięć lat w Łodzi zdążył już wygłosić kilka kazań i przemówień, które przeczyły tej opinii, ale jednak sława specjalisty od Lévinasa, którego chwalił „sam Tischner”, zrobiła swoje. Spodziewano się mądrych homilii i pogłębionych refleksji.

Uruchamianie odtwarzacza...

Nie jest tajemnicą, że jego poprzednik, kard. Stanisław Dziwisz, nie miał głowy do teologicznych rozważań. I że korzystał z pomocy ghostwriterów – grupy księży, często z tytułami naukowymi, którzy pisali za niego teksty publicznych wystąpień.

– Czasem brał gotowca, a czasem łączył fragmenty z kilku wersji – opowiada pierwszy z moich rozmówców. – Różnie wychodziło. Ale przynajmniej nie było błędów ani głupot. I nie chodzi wcale o „tęczową zarazę” czy „kłamstwo smoleńskie”. Proszę posłuchać kazania, jakie wygłosił miesiąc temu w Kalwarii Zebrzydowskiej. Ono najlepiej pokazuje, jakimi drogami błądzi myśl krakowskiego metropolity.

Nowa spiskowa teoria abp. Jędraszewskiego: „12 zasad Szkoły Frankfurckiej”

Charakterystyczną, choć nie oryginalną cechą kaznodziejstwa abp. Jędraszewskiego jest umiejętność łączenia ewangelii z bieżącą polityką. Nie inaczej było w kalwaryjskiej homilii do księży, zebranych na pokutnej pielgrzymce w pierwszą sobotę Wielkiego Postu.

Arcybiskup szybko przeszedł od proroka Izajasza i ewangelisty Łukasza do premiera Tuska i ministry Nowackiej, którym wytknął walkę z Bogiem (zmniejszenie liczby godzin religii) oraz „planową deprawację dzieci i młodzieży w duchu, przepraszam, że tak powiem wprost, masturbacji i ideologii gender” (edukację zdrowotną w szkołach).

Po czym wyjawił zgromadzonym źródło wszelkiego zła, jakim jest „Dwanaście zasad Szkoły Frankfurckiej”, wprowadzanych dziś w życie – jego zdaniem – przez Unię Europejską i polski rząd. O demonicznym wpływie tej grupy metropolita pisał także w tegorocznym Liście na Wielki Post, co może oznaczać, że o rzekomym spisku Horkheimera, Adorna, Marcuse’a i innych dowiedział się niedawno i uznał za swój obowiązek publicznie go zdemaskować. Kreśląc historię Szkoły Frankfurckiej posunął się nawet do pochwały totalitarnych systemów – stalinizmu i nazizmu – które skazały deprawatorów na banicję. Niestety, przybywszy do Ameryki, opanowali oni tamtejsze uniwersytety, wywołali rewoltę ’68 roku, a następnie przejęli instytucje państwowe – w USA i Europie – z pomocą których nadal realizują swe niecne cele. Na szczęście – zauważył abp Jędraszewski – „od kilku miesięcy Stany Zjednoczone budzą się z tego przerażającego bolszewickiego snu”.

„Dwanaście zasad Szkoły Frankfurckiej” – fragment homilii abp. Marka Jędraszewskiego

Kalwaria Zebrzydowska, 8 marca 2025 r.

„Proszę pozwolić, że zacytuję dwanaście punktów pewnego programu:

1) Uchwalić prawa, które ścigają rasizm i przestępstwa nienawiści;

2) Wprowadzać ciągłe zmiany, aby wywołać zamieszanie;

3) Propagować masturbację w szkołach, poddając dzieci jednoczesnej homoseksualizacji, pozyskiwać je poprzez prezentowanie pornografii w klasach;

4) Systematycznie podważać autorytet rodziców i nauczycieli;

5) Popierać imigrację, by zniszczyć tożsamość narodową i w ten sposób wznieść nowe wojny w przyszłości;

6) Systematycznie promować alkohol i narkotyki;

7) Popierać w sposób systematyczny dewiacje seksualne w społeczeństwie;

8) Tworzyć nierzetelny wymiar sprawiedliwości, działający na szkodę ofiar przestępstw;

9) Uzależniać od pomocy społecznej;

10) Kontrolować media, sprzyjając im w misji ogłupiania społeczeństwa;

11) Zachęcać do niszczenia rodziny;

12) Atakować chrześcijaństwo na każdym odcinku, doprowadzając do wyludnienia się kościołów.

Brzmi swojsko? Ten program powstał 100 lat temu. Dokładnie w latach 20. XX wieku. Jest owocem tzw. Szkoły Frankfurckiej. Co to była za szkoła?

Tu arcybiskup wyjaśnia, że Szkołę Frankfurcką założyli ludzie Lenina, którzy chcieli formować dzieci w duchu „homo sovieticus”, „walczyli z tradycją grecko-rzymską”, propagowali homoseksualizm, aborcję i rozwody. Dalej mówi tak:

Tyle że Stalin, jak doszedł do władzy, zrozumiał, że na takich dzieciach i młodzieży nie zbuduje społeczeństwa. Więc zakazał aborcji i homoseksualizmu, a zwolenników bolszewickiej radykalnej edukacji wypędził z Rosji. I oni osiedli w Niemczech, we Frankfurcie, i stworzyli tę tzw. frankfurcką szkołę w 1923 r. Ta szkoła przetrwała zaledwie 10 lat. Dlaczego tylko dziesięć? Otóż dlatego, że w 1933 r. doszedł do władzy Hitler, który też uważał, że tego rodzaju pomysły nie dadzą nic dobrego, jeśli chodzi o budowę silnej rasy aryjskiej, która mogłaby podbić świat. A że większość tych zwolenników edukacji bolszewickiej, którzy przybyli z Rosji i działali w Niemczech, była pochodzenia żydowskiego, więc uciekli do Stanów Zjednoczonych i już przed wojną zaczęli wchodzić w struktury uniwersyteckie".

– Słuchało się tego z zażenowaniem – komentuje jeden z krakowskich księży. – Zamiast teologicznej głębi, jakieś gazetowe wymysły.

Skąd metropolita czerpie wiedzę na temat seksualizującego marksizmu?

Krytyka Szkoły Frankfurckiej z pozycji konserwatywnych nie jest niczym nowym. Jej uproszczoną formę, choć i tak o niebo bardziej merytoryczną niż kalwaryjskie kazanie abp. Jędraszewskiego, spopularyzował w 1992 r. amerykański kwartalnik „Fidelio”, wydawany przez Instytut Schillera (oskarżany o antysemityzm i sekciarstwo, a w ostatnich latach – usprawiedliwianie rosyjskiej agresji na Ukrainę). W Polsce o demoralizującym wpływie Szkoły prawicowe media piszą od ponad dekady. Przekonanie o spisku „marksizmu kulturowego”, którego spadkobiercy seksualizują dzieci, rozbijają rodziny i niszczą naród, jest też popularne wśród zwolenników Donalda Trumpa oraz na konspiracjonistycznych portalach w Indiach i Tajlandii.

Z dorobkiem Szkoły Frankfurckiej, która zasłynęła interdyscyplinarną teorią krytyki, ale też diagnozowaniem i prognozowaniem procesów społecznych (co jednak nie oznacza planowania czy inicjowania), można oczywiście polemizować. Choć trudno pojąć, że człowiek chlubiący się tytułami naukowymi i medalami, jakie na rzymskim uniwersytecie Gregorianum zdobywały jego prace o Ricoeurze i Lévinasie, odwołuje się do teorii spiskowych.

A może nie powinno to dziwić? Tuż przed przyjściem do Krakowa abp Jędraszewski opublikował przecież pamiętny artykuł „Chrzest Polski” („Łódzkie Studia Teologiczne” 26/2/2017), w którym przywoływał jako historyczne źródło nieistniejący „Żywot Mieszka” niejakiego Kpinomira (wymyślony dla primaaprilisowego żartu przez jednego z historyków). Odwołanie się w bądź co bądź naukowym czasopiśmie do fejkowego źródła pokazuje, że arcybiskup już od dawna ma problemy z krytyczną oceną źródeł.

Abp Jędraszewski odwołuje proboszczów tajnymi dekretami 

Dużo większe emocje, niż poglądy abp. Jędraszewskiego, budzą jednak w krakowskich księżach jego ostatnie działania. Bo gdy wszyscy myśleli, że po złożeniu rezygnacji ograniczy się do święcenia dzwonów czy urządzania rezydencji przy kolegiacie św. Floriana, gdzie ma zamiar osiąść na emeryturze, on przystąpił do ofensywy. Ostatnie dziewięć miesięcy to walka z osobami i instytucjami, które zachowały finansową niezależność od kurii biskupiej, a także zabiegi o pomyślny dla siebie wybór następcy.

Trzy głośne konflikty pomiędzy metropolitą a podwładnymi, pokazujące, w jaki sposób działa arcybiskup i dowodzące jego niesłabnącej siły, opisywały już media. W czerwcu 2024 r. znani krakowscy proboszczowie – ks. Dariusz Raś z bazyliki Mariackiej i ks. Krzysztof Wilk z parafii w Nowym Prokocimiu – otrzymali decyzje o usunięciu ich z urzędów. W tym samym czasie arcybiskup wszedł również w spór z kapitułą katedralną, instytucją o ponad tysiącletniej tradycji, której członkowie mają służyć metropolicie radą i pomocą w zarządzaniu archidiecezją. Tak przynajmniej mówi prawo i tak było za czasów poprzednich krakowskich biskupów. Bo abp Jędraszewski żadnych rad nie potrzebował.

Wszystkie trzy dekrety arcybiskupa – dwa odwołujące proboszczów i jeden ustanawiający zarząd komisaryczny nad kapitułą – jako powód sankcji podawały „nieprawidłowości w zarządzaniu majątkiem Kościoła”.

Proboszczowie i kapituła katedralna wygrywają z metropolitą bitwę. Ale nie wojnę

Zarzuty brzmią poważnie. Choć ze względu na brak transparentności w Kościele, zwłaszcza w sprawach majątkowych, oraz tajemnicę, jaką objęte są decyzje metropolity, nikt z zewnątrz nie jest w stanie ich zweryfikować.

Obaj odwołani księża odmówili mi rozmowy, tłumacząc, że zostali pisemnie zobowiązani do milczenia pod groźbą suspensy – każda ich wypowiedź udzielona mediom może zostać uznana za „szerzenie publicznego zgorszenia”, jakim jest bunt przeciwko biskupowi. Komentować sprawy nie chcą też kanonicy kapitulni.

– W przypadku zarządzania tak dużym majątkiem, jaki ma parafia mariacka czy kapituła, nieprawidłowości zawsze się znajdzie, jeśli się ich szuka – mówi mi ksiądz, który dobrze zna wszystkie te sprawy, choć w żadną nie jest bezpośrednio zaangażowany.

Wawelska kapituła jest właścicielem trzynastu kamienic w centrum Krakowa. Nie mniejszym majątkiem dysponuje parafia mariacka, uważana za najbogatszą w Polsce: ma kilka kamienic w mieście, sporo gruntów w okolicy, a do tego hotel, pensjonat i ośrodek wypoczynkowo-rekolekcyjny. Słowem „przedsiębiorstwo turystyczne”, zatrudniające ponad 60 osób.

Z kolei ks. Wilk zarządzał, do 2021 r., Katolickim Centrum Edukacji Caritas Archidiecezji Krakowskiej – instytucji, w której skład wchodzi dziewięć placówek oświatowych (przedszkola, szkoły podstawowe i średnie, internat). Zarzuty mu postawione mają dotyczyć właśnie tego okresu.

Zarówno proboszczowie, jak i kanonicy odwołali się od dekretów metropolity do Stolicy Apostolskiej, która nakazała zawieszenie wykonania biskupich decyzji na czas rozpatrywania rekursów (jak w prawie kościelnym określa się odwołanie). Nie zdarza się to często. W Krakowie odtrąbiono więc spektakularną porażkę abp. Jędraszewskiego.

Proboszcz z Sułkowic komisarzem metropolity na Wawelu

Znane przysłowie o watykańskich młynach, co mielą powoli, pozwalało odwołanym księżom i kapitule mieć nadzieję, że zmiana na biskupiej stolicy dokona się szybciej, niż kuria rzymska rozpatrzy ich rekursy. Tak się jednak nie stało.

Pierwszy odpowiedź z Rzymu otrzymał ks. Wilk. Nieco później, pod koniec lutego – pismo dostała wawelska kapituła. W obu przypadkach watykańska dykasteria zaleciła posłuszeństwo wobec decyzji arcybiskupa.

Krakowskich księży szczególnie zbulwersowała przegrana kapituły. Szacowną instytucję, której członkami są księża z tytułami profesorskimi, oddano w zarząd komisarza, którym został proboszcz z Sułkowic, człowiek bez wykształcenia prawniczego czy ekonomicznego (zanim wstąpił do seminarium, skończył technikum mechaniczne w Nowym Targu), i bez większego doświadczenia (po święceniach był wikarym i proboszczem w niewielkich parafiach na Podhalu). Kanonicy kapitulni odmówili mu wydania ksiąg majątkowych, zapowiadając kolejne pismo do Watykanu, z prośbą o doprecyzowanie kompetencji komisarza.

Na odpowiedź z Watykanu czeka wciąż ks. Raś, choć duchowni, z którymi rozmawiałem, nie spodziewają się, by była inna niż w poprzednich przypadkach.

Franciszkańska Trzech: kto naprawdę rządzi w krakowskiej archidiecezji?

O co tak naprawdę chodzi w konflikcie metropolity z księżmi? Może – po prostu – arcybiskup postanowił w ostatnich miesiącach rządów uporządkować sprawy majątkowe archidiecezji i zlikwidować „państwa w państwie”, które bez jego wiedzy i zgody dysponują olbrzymim majątkiem? Albo może potrzebuje funduszy na realizację szlachetnych celów?

– W pierwszą niedzielę Wielkiego Postu ogłosił składkę na rozbudowę Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego Caritas w Zatorze – mówi jeden z księży. – To inwestycja obliczona na lata i idąca w dziesiątki milionów złotych. Takich pieniędzy nie uzbiera się na tacę. Ale gdyby sprzedał ze dwie kapitulne kamienice albo kilka działek parafii mariackiej, pewnie by wystarczyło. Kuria współpracuje blisko z jedną z wielkopolskich firm deweloperskich, może więc coś jest na rzeczy.

Nie można jednak wykluczyć także innej ewentualności – metropolita kieruje się personalnymi urazami, a przejmując majątek niezależnych instytucji chce podreperować budżet kurii, która – z powodu spadku ofiarności wiernych – z roku na rok dysponuje coraz skromniejszymi zasobami.

Jakie są zamiary arcybiskupa, nikt nie wie. Ale w jakim stylu je realizuje, widzą i mówią wszyscy.

Od ośmiu lat krakowskim Kościołem rządzi grupa młodych księży (dziś już nieco po czterdziestce), lojalnych i posłusznych wobec metropolity, który powierzył im wszystkie kluczowe urzędy. Na czele listy są trzy nazwiska: ks. Grzegorza Kotali (kanclerza kurii, proboszcza parafii Świętego Krzyża, kanonika kapituły katedralnej), ks. Łukasza Michalczewskiego (który – jak śmieją się księża – „funkcji ma więcej niż japoński kalkulator”, m.in. ekonoma kurii, rzecznika prasowego, proboszcza parafii św. Floriana, pełnomocnika Arcybractwa Miłosierdzia, kapelana policji itd.) i ks. Stanisława Czernika (przewodniczącego rady ekonomicznej, proboszcza parafii św. Jadwigi, kanonika kapituły św. Floriana i Jana Pawła II).

W rozmowach z tutejszymi księżmi pojawiają się oskarżenia o arogancję i pychę, jaka króluje w kurii, oraz o niszczenie instytucji i osób, do których księża z „Franciszkańskiej Trzech” (jak złośliwie nazwano tę grupę, nawiązując do adresu kurii) mają osobisty uraz. Zausznicy abp. Jędraszewskiego mają też odpowiadać za przemienienie kurii w bastion, broniący go przed niechcianymi gośćmi. Czasy, w których każdy ksiądz z archidiecezji mógł przyjść do metropolity na rozmowę (a w jeden dzień tygodnia, w określonych godzinach, możliwe to było także dla wszystkich wiernych), wspominane są z rozrzewnieniem.

Lista ofiar rządów Jędraszewskiego

–  Na liście skrzywdzonych przez arcybiskupa i grupę trzymającą w kurii władzę jest ponad 30 księży – mówi jeden z moich rozmówców. – Zostali nagle odwołani lub zawieszeni, bez podania przyczyn, bez możliwości obrony. Stracili parafie lub funkcje, mieszkają w domach rodzinnych lub u kolegów. Ks. Raś czy ks. Wilk to tylko dwa nazwiska, które przebiły się do mediów, bo chodzi o osoby znane.

–  To jego styl rządzenia – słyszę. – Tajnymi dekretami, bez konsultacji, bez poszanowania praw osób zainteresowanych.

Proboszcz z Nowego Prokocimia dostał godzinę na opuszczenie parafii („potraktowali go gorzej niż pedofila” – mówi jeden z krakowskich księży), proboszcz bazyliki Mariackiej konflikt z arcybiskupem przypłacił pobytem na oddziale kardiologicznym, a potem trzymiesięcznym leczeniem.

Skrzywdzone zostały też osoby świeckie, choćby trzy pracownice biura prasowego kurii, które w 2019 r. z dnia na dzień straciły pracę (ks. Michalczewski tłumaczył później, że dotknęło to jedynie „pracownic niezamężnych”, natomiast „dwie pozostałe osoby, które w życiu prywatnym jako matki tworzą wraz ze swymi mężami katolickie rodziny, nadal pozostają pracownikami Biura Prasowego”). Albo nauczyciele i pracownicy zespołu szkół na Pędzichowie, którzy odeszli z pracy po objęciu przez ks. Czernika funkcji dyrektora Centrum Edukacyjnego Archidiecezji.

W pewnym sensie ofiarą jest także Uniwersytet Papieski Jana Pawła II, który od lat otrzymywał pieniądze zebrane „na tacę” w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Decyzją arcybiskupa, ogłoszoną w ostatnią Wigilię, zbiórka przeznaczana będzie odtąd na „dzieła edukacyjne archidiecezji krakowskiej” (czyli w praktyce szkoły prowadzone przez Centrum Edukacyjne Archidiecezji).

– Dziwne, prawda? – mówi jeden z księży. – Abp Jędraszewski jest wielkim kanclerzem uniwersytetu, ale o obcięciu funduszy na uczelnię rektor dowiaduje się z ogłoszeń parafialnych. Myślę, że nie bez znaczenia jest tu osobista niechęć, jaką panowie się darzą.

Kim jest człowiek Jędraszewskiego w Watykanie

Bo krakowski metropolita – zdaniem moich rozmówców – jest osobą pamiętliwą, długo chowającą urazy, bezwzględną w realizacji swoich zamiarów i pozbawioną empatii. W wypowiedziach księży pojawia się też obraz człowieka wpadającego w furię z powodu najmniejszej oznaki sprzeciwu, jak podczas ostatniego spotkania z kapitułą katedralną, gdy rugał kanoników za „szkalowanie go” w Watykanie.

Zarówno kapituła katedralna, jak i ks. Wilk nie składają broni. Proboszcz z Nowego Prokocimia wysłał kolejny rekurs – już nie do watykańskiej dykasterii, ale do Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej, ostatniej instancji prawnej w Kościele. Nie jest – przynajmniej w teorii – bez szans.

Bo o ile dykasteria w sporach księży z biskupami niemal zawsze staje po stronie ordynariuszy, o tyle w Sygnaturze wygrane podwładnych zdarzają się często. Powód jest prosty – sprawy w dykasterii rozpatrywane są przez jednego urzędnika, który zawsze, bez zagłebiania się w meritum, proponuje stronom rozmowę i polubowne załatwienie sprawy, co w praktyce oznacza apel o podporządkowanie się decyzji przełożonego. W Sygnaturze sprawę rozpatruje dziewięciu sędziów, którzy badają ją szczegółowo, zdarza się więc, że przyznają rację zwykłemu księdzu.

– Problem jednak leży gdzie indziej – mówi jeden z księży, dobrze znający watykańskie instytucje. – Promotorem sprawiedliwości, czyli prokuratorem w Sygnaturze Apostolskiej, jest ks. Paweł Malecha, blisko związany z Jędraszewskim. Znają się jeszcze z czasów poznańskich, obaj zrobili karierę dzięki wsparciu kard. Zenona Grocholewskiego. Z pomocą przyjaciela krakowski metropolita załatwił już w kurii rzymskiej niejedną sprawę.

Abp Jędraszewski nie odpuszcza. Kto będzie nowym metropolitą krakowskim?

Bo wbrew obiegowym opiniom abp Jędraszewski wcale nie stracił wpływów w Watykanie. Wręcz przeciwnie. Ma skutecznego lobbystę w rzymskiej kurii, ma też swojego człowieka w warszawskiej nuncjaturze. Jest nim ks. Jan Słowiński, doradca prawny nuncjusza, a prywatnie – syn zaprzyjaźnionego z nim profesora z Poznania, „chrześniak” krakowskiego arcybiskupa, jak mówią księża (prawdopodobnie – bo pewni nie są – chodzi o to, że chrzcił go abp Jędraszewski). Częste w ostatnim roku wizyty nuncjusza pod Wawelem, w Kalwarii Zebrzydowskiej czy na Podhalu pozwalają przypuszczać, że metropolita mocno pracował, by decyzja o wyborze jego następcy nie zapadła bez jego udziału. Wiele wskazuje, że skutecznie. Informacje, że nominacja została już ustalona, ale nie ogłoszona, są coraz częstsze. I że wybrany został kandydat arcybiskupa albo ktoś z nim uzgodniony.

Wśród krakowskich księży krąży pogłoska o spotkaniu abp. Jędraszewskiego z kardynałami Konradem Krajewskim i Grzegorzem Rysiem, do jakiego miało dojść niedawno w watykańskim mieszkaniu papieskiego jałmużnika. I choć wszyscy zastrzegają, że nie musiało ono mieć żadnego związku z powołaniem nowego metropolity, to jednak nie kryją zaskoczenia – obaj rozmówcy ustępującego arcybiskupa są przecież wymieniani w gronie jego potencjalnych następców (kard. Ryś odmówił nam odpowiedzi na pytanie, czy do takiego spotkania rzeczywiście doszło.)

To oczywiste, że abp Jędraszewski chciałby mieć wpływ na ten wybór: można mówić wiele pięknych słów o trosce o przyszłość archidiecezji, ale chodzi przecież również o sprawy przyziemne – nowy metropolita mógłby jedną decyzją pozbawić wpływów i karier „grupę trzymającą władzę”, a nawet odmówić swemu poprzednikowi prawa do zamieszkania w „krakowskim Castel Gandolfo”, jak księża nazywają szykowaną dla abp. Jędraszewskiego rezydencję przy parafii św. Floriana.

Wydarzenia ostatnich miesięcy pokazują jednak, że arcybiskup i jego świta mogą być o swój los spokojni.

Edward Augustyn

Współpraca: Artur Sporniak

Ks. Dariusz Raś i ks. Krzysztof Wilk oraz czterech kanoników kapituły katedralnej odmówiło rozmowy na tematy poruszane w tekście. Nie otrzymaliśmy też odpowiedzi na przesłane mailem pytania do rzecznika Kurii Metropolitalnej w Krakowie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 15/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Nietykalny