Watykan kontra Thiel: dlaczego Kościół potępia „amerykańską herezję”?

Watykan krytykuje poglądy Petera Thiela. Papieska Akademia Teologii ostrzega przed „prorokiem przemocy” i instrumentalizacją wiary w polityce i technologii.
Czyta się kilka minut
Peter Thiel podczas konferencji Bitcoin 2022. Miami, 7 kwietnia 2022 r. // Fot. Eva Marie Uzcategui / Getty Images
Peter Thiel podczas konferencji Bitcoin 2022. Miami, 7 kwietnia 2022 r. // Fot. Eva Marie Uzcategui / Getty Images

Papieska Akademia Teologii rozesłała dziś do dziennikarzy list, podpisany przez jej przewodniczącego, bp. Antonia Staglianò, z krytyczną analizą poglądów Petera Thiela, miliardera z Doliny Krzemowej i ideologa nowej amerykańskiej prawicy. 

Tajemnicze wykłady w Rzymie: Antychryst i walka z globalizmem

Rzadko się zdarza, by watykański teologiczny think tank wchodził w podobne polemiki. Tym razem powodem jest zapewne wpływ amerykańskiego „myśliciela” na prezydenta Donalda Trumpa i jego otoczenie, zwłaszcza w kontekście podejmowanych przez administrację amerykańską działań na arenie międzynarodowej. Ale także fakt, że w ostatnich tygodniach Peter Thiel gościł w Rzymie z serią wykładów o Antychryście, w których przedstawiał swoją wizję świata, pogrążonego w walce dobra (nowe technologie i silna, narodowa władza) ze złem (globalne instytucje, demokracja). Wygłaszał je w atmosferze tajemniczości – na wykłady zapraszano tylko wybrane osoby, nieznane było nawet miejsce ich wygłoszenia.

Organizatorem wydarzenia było Stowarzyszenie Kulturalne Vincenzo Giobertiego (którego hasłem jest „uczynienie katolicyzmu znów wielkim”) oraz konserwatywny Instytut Cluny działający przy Katolickim Uniwersytecie Ameryki w Waszyngtonie. Amerykańska uczelnia odcięła się jednak od przedsięwzięcia, podobnie jak Papieski Uniwersytet św. Tomasza z Akwinu (Angelicum), który podejrzewano o udzielenie gościny „amerykańskiemu mesjaszowi”.

Peter Thiel: krytyka Oświecenia i uznanie przemocy za przeznaczenie

Nie wiemy, czy prezydent papieskiej akademii odniósł się do treści rzymskich wystąpień Thiela, czy może do jego poglądów wygłaszanych wielokrotnie w wielu miejscach. W rozesłanym dziś dokumencie skupia się na jednej z jego głównych myśli, że „lepsza jest sprawiedliwa wojna niż fałszywy pokój". Amerykański technomiliarder opiera ją na krytyce Oświecenia, które próbowało „wymazać zło” (whitewashed away) ze swojej wizji człowieka, przekonując, że rozum, prawo i instytucje wystarczą, by „unieszkodliwić” każdą przemoc. Tymczasem, jak przekonuje Thiel, historia pokazuje, że przemoc jest „strukturalną częścią” życia społecznego. 

Z tego powodu, mówi dalej, wszelkie próby budowania pokoju – poprzez prawo międzynarodowe, demokratyzację społeczeństw czy organizacje międzynarodowe, np. ONZ – oparte są na kłamstwie i stają się „figurą Antychrysta". Skoro „przemocy nie dało się wyeliminować rozumem”, jak oszukańczo zapewniali oświeceniowi myśliciele, „należy ją zaakceptować jako przeznaczenie” – uważa Thiel.

Odpowiedź Watykanu: Przemoc to rana, a nie ludzkie przeznaczenie

Przewodniczący Papieskiej Akademii Teologicznej zgadza się, że Oświecenie zbyt naiwnie podeszło do problemu przemocy i zbawczej roli rozumu. Ale na tym się kończy jednomyślność. Bo dokument, o wymownym, choć przewrotnym tytule: „Brakująca teologia: dlaczego Thiel ma rację (zadając niewłaściwe pytanie)”, jest zdecydowaną polemiką zarówno z determinizmem, jak i cynizmem nowej, „krzemowej religii”. Biskup Staglianò nazywa Thiela „prorokiem przemocy”, który „ideologię przebiera w język wiary”. I przeciwstawia jego poglądom chrześcijańską wizję człowieka, która uważa ludzką naturę za „pierwotnie dobrą”, stworzoną na obraz i podobieństwo Boga, choć skażoną już u zarania grzechem. „Przemoc jest raną, nie nieuchronnym losem” – pisze przewodniczący akademii.

Ostrzega też przed instrumentalizacją religii i wykorzystywaniem kategorii teologicznych, takich jak Antychryst czy grzech pierworodny, w walce politycznej i legitymizowaniu wojny. Wspomina też o ewolucji stanowiska Kościoła, który dziś uważa, że żadnej wojny nie da się pogodzić z Ewangelią – w dobie broni atomowej i ataków na cywilów „nie da się spełnić kryteriów proporcjonalności i ultima ratio”  – pisze Staglianò. Co nie oznacza, że „obrona jest niegodziwa”, tylko że nie da się prowadzić żadnej wojny, nie uciekając się do przemocy.

Zagrożenia „amerykańskiej herezji”: Gloryfikacja AI i kult siły

Polemika bp. Staglianò pokazuje, że Kościół nie zamierza milczeć w obliczu rozprzestrzeniania się „amerykańskiej herezji”, jak poglądy Thiela nazwał dziennik „L’Avvenire”, należący do włoskiej konferencji episkopatu. Herezji, która polega na gloryfikowaniu władzy autorytarnej, deifikowaniu sztucznej inteligencji, podważaniu racji istnienia globalnych organizacji pokojowych, a także na wykorzystywaniu kategorii religijnych do budowania monopolu technologicznego i biznesowego albo walki politycznej.

Nie jest też tajemnicą, że niezależny autorytet moralny o światowym zasięgu, jakim jest Kościół, to dla Thiela i podobnych mu ideologów (jak też sporej części środowiska Donalda Trumpa) niewygodny przeciwnik. Zwłaszcza, gdy na jego czele stoi amerykański papież, Leon XIV, który wciąż przypomina, że chrześcijaństwa nie da się pogodzić ani z naiwnym negowaniem zła w świecie, ani z cynicznym kultem siły i absolutyzacją przemocy.


Bp. Antonio Staglianò: dlaczego Thiel ma rację (zadając niewłaściwe pytania)

Jest takie zdanie, które Peter Thiel – miliarder z Doliny Krzemowej, który stał się ideologiem nowej amerykańskiej prawicy – powtarzał przy wielu okazjach: „Problem przemocy został whitewashed away przez Oświecenie”. Używając tego sformułowania – „wybielony”, „wymazany” – Thiel ma na myśli, że nowoczesność usunęła przemoc ze swojego obrazu człowieka, łudząc się, że rozum, prawo i instytucje wystarczą, by uczynić ją nieszkodliwą.

Thiel wyprowadza stąd radykalny wniosek: skoro przemoc nie jest przypadkiem, tylko głęboką strukturą historii, to próby budowania globalnego pokoju – jak ONZ, prawo międzynarodowe, demokracja – są kłamstwem, a nawet „figurami Antychrysta”. Lepiej wybrać „sprawiedliwą” wojnę niż fałszywy pokój.

To mocna prowokacja. Dlatego zasługuje na poważne potraktowanie. Thiel ma zasługę w demaskowaniu pewnego wyparcia: Oświecenie rzeczywiście usunęło problem zła, redukując go do braku edukacji lub wadliwej organizacji społecznej. Jednak paradoks polega na tym, że Thiel, demaskując to wyparcie, nie pokonuje go, lecz odwraca. Jeśli Oświecenie mówiło: „przemoc można wyeliminować rozumem”, Thiel mówi: „przemocy nie da się wyeliminować, więc zaakceptujmy ją jako przeznaczenie”.

W obu przypadkach brakuje myśli, którą tradycja judeochrześcijańska zawsze pielęgnowała: przemoc jest rzeczywista, ale nie jest pierwotna; człowiek został stworzony jako dobry, nosi w sobie obraz Boga, a grzech jest raną, a nie naturą.

Oto kluczowy punkt. Oświeceniowe wyparcie nie polegało tylko na zapomnieniu o grzechu pierworodnym. Polegało na zbudowaniu alternatywnej antropologii: jednostki samouzasadniającej się zamiast osoby; rozumu zredukowanego do kalkulacji technicznej zamiast rozumu otwartego na prawdę; wolności rozumianej jako samostanowienie autonomicznego podmiotu a nie jako dynamizm ku dobru; stanu „czystej natury”, który sugeruje, że można myśleć o człowieku bez łaski i bez upadku.

Thiel, choć deklaruje się jako wróg tej konstrukcji, pozostaje jej więźniem: dla niego przemoc staje się rodzajem „grzechu pierworodnego bez odkupienia”, nieuniknioną strukturą ontologiczną. Decydująca różnica polega na tym, że dla wiary chrześcijańskiej opowieść o grzechu pierworodnym – która nie jest bajką dla naiwnych – wyjaśnia, dlaczego w człowieku jest tyle przemocy, ale nie daje jej ostatniego słowa. Ta sama tradycja wie, że człowiek, choć zraniony, jest zdolny do dobra, a zbawienie nie płynie z cynicznej akceptacji przemocy ani z technokratycznej iluzji jej wymazania, lecz z nawrócenia serca i przebaczenia, które przerywa spiralę zemsty.

Thiel czerpie z René Girarda, wielkiego antropologa, który pokazał, że funkcjonowanie każdego społeczeństwo opiera się na mechanizmie kozła ofiarnego. Jednak Girard był także chrześcijaninem, świadomym, że Ewangelia to jedyny tekstem, który ten mechanizm demaskuje z punktu widzenia niewinnej ofiary. Thiel natomiast używa Girarda, by powiedzieć: przemoc jest motorem historii, organizujmy ją mądrze. Robiąc to, kończy na powrocie do starej polityki siły Carla Schmitta, dla którego polityka definiuje się poprzez przyjaźń i poprzez walkę z wrogiem. W tej perspektywie pokój nie jest wartością, lecz formą osłabienia.

I tu pojawia się najbardziej niepokojące pytanie: co dzieje się w naszej debacie publicznej? Przez dziesięciolecia wierzyliśmy, że sekularyzacja jest nieuniknionym losem kultury zachodniej. Dziś zauważamy, że kategorie teologiczne wcale nie zniknęły, tylko wyemigrowały w nowe miejsca. Thiel mówi o „Antychryście”, by napiętnować europejską biurokrację i aktywizm klimatyczny; mówi o „grzechu pierworodnym”, by wyjaśnić nieuchronność konfliktu. Teologia zatem powraca w formie ideologii, bez krytycznej pamięci, którą Kościół gromadził przez wieki. Powraca, by legitymizować wojnę, a nie by budować pokój.

W obliczu tego scenariusza pytanie nie brzmi dziś, czy teologia powinna mieć miejsce w debacie publicznej? Ona już je ma, nawet gdy temu zaprzecza. Prawdziwe pytanie brzmi: jaka teologia? Czy ta, która redukuje wiarę do słownictwa uszlachetniającego siłę, czy ta, która pozostaje wierna Pismu i Tradycji, która wie, że jedynym wyjściem z przemocy nie jest poświęcenie innego, lecz dar z siebie? 

Kiedy Thiel mówi: „przemoc jest nieunikniona”, nie opisuje naturalnego faktu, lecz dokonuje aktu woli: idąc za Girardem, Schmittem i w pewnym stopniu za Nietzchem, sam podejmuje decyzję, by uznać za nieuniknione to, co może zostać „odkupione”.  

Tradycja katolicka, od Augustyna po Tomasza, od Benedykta XVI po papieża Franciszka, zawsze utrzymywała dwie prawdy: realność grzechu (a więc legitymizację obrony przed agresją) oraz priorytet pokoju jako dzieła sprawiedliwości i miłości. Nie jest to tradycja naiwna: wie, że pokój nie jest brakiem konfliktu, lecz porządkiem miłości, który zwycięża konflikt bez unicestwiania przeciwnika.

Dlatego w ostatnich dziesięcioleciach Magisterium przeszło drogę od kodyfikowania warunków „wojny sprawiedliwej” w Katechizmie, aż po słowa papieża Franciszka, według którego „nie istnieje wojna sprawiedliwa!”. Nie jest to uległość pacyfistyczna, lecz akt wyższego realizmu: w erze atomowej, przy coraz bardziej niszczycielskiej broni i wojnach uderzających głównie w cywilów, stało się faktycznie niemożliwe spełnienie kryteriów proporcjonalności i ultima ratio. Kościół nie mówi, że obrona nie jest godziwa; mówi, że dziś nie powinniśmy się już łudzić, iż możemy prowadzić wojnę, sami nie stając się przemocą.

To jest wizja człowieka. Jeśli człowiek jest obrazem Boga, zranionym przez grzech, ale odkupionym przez Chrystusa, to przemoc nie może być ostatnim słowem. Istnieje droga, która nie jest ani technokratyczną utopią (obiecującą eliminację przemocy wyłącznie narzędziami prawa), ani cynizmem Thiela (akceptującym przemoc jako przeznaczenie). To droga nawrócenia: tworzenie ludzkości, która odzyskuje swoją pierwotną dobroć, piękno i zdolność przebaczania, idąc za nauką Jezusa, który pokonał logikę kozła ofiarnego, sam stając się niewinną ofiarą i dając pokój nie jako brak konfliktu, lecz jako pojednanie.

Przywrócenie tej pamięci do debaty publicznej nie jest ćwiczeniem z nostalgii. To operacja wyjaśniająca. Ponieważ bez dogmatu o grzechu pierworodnym – który wyjaśnia przemoc, nie rozgrzeszając jej – oscyluje się między dwoma ekstremami: negacją przemocy (co kończy się w kruchych iluzjach progresywnych), albo jej absolutyzacją (co prowadzi do kultu siły). Teologia jako wiedza krytyczna o prawdach wiary jest jedyną, która może utrzymać razem świadomość ludzkiej kruchości i nadzieję na pokój, nie jako owocu techniki, lecz daru Ducha.

Są tacy, którzy uważają, że mówienie publicznie o teologii jest nie na czasie. W rzeczywistości jest to pilniejsze niż kiedykolwiek. Bo gdy ideologie przebierają się w język wiary – jak dzieje się to u Thiela i innych nowych proroków przemocy – jedyną odpowiedzią nie może być ani zakłopotane milczenie zwolenników laicyzmu, ani nostalgia tradycjonalistów. Odpowiedzią jest pozwolenie na przemówienie żywej Tradycji Kościoła, która przetrwała wieki, wiedząc, że człowiek nie jest ani aniołem, ani bestią, ale zranioną istotą, która może się wyleczyć tylko wtedy, gdy zgodzi się być kochana.

Dziś, na uniwersytetach, w salach wykładowych, na platformach cyfrowych, potrzeba tych, którzy uprawiają filozofię i komunikację tą metodą: historyczną, krytyczną, ale i ożywioną nadzieją, że idee tworzą światy, i że świat nie musi być koniecznie światem nieuniknionej wojny. Może to być świat możliwego pokoju. Nie dlatego, że pokój jest łatwy, ale dlatego, że miłość jest silniejsza od śmierci. 

I w tej kwestii teologia ma wciąż wiele do powiedzenia.

Autor: bp Antonio Staglianò, przewodniczący Papieskiej Akademii Teologicznej, tłumaczenie: Edward Augustyn

Watykan, 31 marca 2026 r.

Nieoficjalne polskie tłumaczenie tekstu zostało opublikowane przez Tygodnik Powszechny na prośbę bp. Antonia Staglianò. Włoski oryginał dostępny jest na stronie Papieskiej Akademii Teologicznej.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 15/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Apage, Thiel