Wieloletni współpracownik Jana Pawła II opowiadał, że rzadko widywał go zirytowanym. Jednak w tamtej sytuacji zniecierpliwienie było wyraźne. Gdy rozmawiał z papieżem o powikłanej historii życiowej w związku z trudną ciążą ich wspólnej znajomej, podsumował swoją opowieść stwierdzeniem: „To sytuacja bez wyjścia”. A papież bardzo stanowczo odpowiedział: „Nie ma sytuacji bez wyjścia!”.
Papież uważał, że dylemety moralne nie mogą się zdarzyć
Warto tę wypowiedź mieć na uwadze, gdy próbujemy analizować rygorystyczne podejście Jana Pawła II do aborcji i innych kwestii moralnych w encyklice „Evangelium vitae”, której 30. rocznicę ogłoszenia niedawno świętowano. Wojtyła odrzucał istnienie rzeczywistych dylematów moralnych, czyli sytuacji, w których każde z podjętych działań będzie moralnie złe. Odrzucał nie dlatego, że takie sytuacje się nie zdarzają, tylko dlatego, że według niego nie mogą się zdarzyć.
Dokonanie złego czynu byłoby śmiercią duszy, gorszą nawet od śmierci ciała, dlatego gdybyśmy byli do tego zmuszani, w efekcie rzeczywistych dylematów moralnych, popełnialibyśmy za życia duchowe samobójstwo. A przecież Bóg nie mógł stworzyć tak złośliwego świata. To stara doktryna etyczna Kościoła, z dużą determinacją przypominana i wzmacniana za pontyfikatu Jana Pawła II. Obecny pontyfikat dyplomatycznie przestał się na nią powoływać.
Dobra nowina czy bezwzględna norma?
Dlatego „Evangelium vitae”, która w zamiarze miała być „dobrą nowiną o życiu”, formułuje przede wszystkim przekaz negatywny w postaci bezwzględnych norm, od których nie ma wyjątków, zabraniających aborcji i eutanazji jako zabójstwa niewinnej osoby. Czyni to, sięgając po język uroczystego definiowania dogmatów (co wzbudziło konsternację teologów, o czym za chwilę).
Encyklika wiele też mówi o obowiązku stanowienia prawa, które karałoby wszystkie osoby przyczyniające się do aborcji – łącznie z matką (choć papież uwzględnia możliwość braku jej winy). Kompromis jest uzasadniony jedynie w sytuacji, kiedy nie jest możliwe uchwalenie prawa bardziej restrykcyjnego.
Natomiast nie ma w tym dokumencie rozważania dramatycznych przypadków – np. ciąży zagrażającej życiu matki czy ciąży z gwałtu. Ani odnoszenia się do rozwiązań wypracowanych przez współczesnych etyków. Najwyraźniej papież nie chciał dyskutować o konsekwencjach – jednak zaskakujących – swojego nauczania.
Przede wszystkim zignorowana została perspektywa kobiet, choć prawo aborcyjne jest jedynym, które w tak dużym stopniu „wchodzi” w ludzkie (kobiece) ciało. O kobietach mówi się bez nich. Jan Paweł II odwołuje się jedynie do opinii biskupów, których głos jest mu potrzebny, by pokazać, że wypowiada prawdę powszechnie i jednomyślnie głoszoną w Kościele (cechy nauczania nieomylnego). Mamy precyzyjnie rozpoznane normy, które zostały dane „z góry” – papież i biskupi je przekazują, a świeccy mają je wiernie aplikować do sytuacji życiowych. Co o tym sądzą, nie jest ważne, przeciwnie – papież daje do zrozumienia, że świeccy łatwo ulegają pokusie relatywizmu.
Choć kilkukrotnie Jan Paweł II wspomina o trudnościach, jakie ciąża może powodować w życiu kobiet (np. materialne ubóstwo), nie ma to jednak wpływu na główne rozstrzygnięcia. Mamy Kościół nauczający (biskupów wraz z papieżem) i Kościół słuchający (całą resztę). Prawdy Bożej w takim podejściu ani się nie rozpoznaje, ani tym bardziej nie weryfikuje w życiu.
Czy w encyklice o życiu Jan Paweł II ogłosił dogmat?
Ceniony przez Jana Pawła II polski teolog ks. Stanisław Nagy (papież mianował go pod koniec życia kardynałem) miał pewien kłopot z oceną stopnia pewności nauczania przedstawionego w encyklice. W artykule opublikowanym w 1996 r. w Śląskich Studiach Historyczno-Teologicznych zastanawiał się, czy papież ogłosił w tym dokumencie dogmat. W trzech miejscach bowiem pojawiają się sformułowania charakterystyczne dla uroczystych formuł dogmatycznych. Potępiają one zabójstwo niewinnej istoty ludzkiej, aborcję i eutanazję.
Zacytujmy pierwsze: „Dlatego mocą Chrystusowej władzy udzielonej Piotrowi i jego Następcom, w komunii z biskupami Kościoła Katolickiego, potwierdzam, że bezpośrednie i umyślne zabójstwo niewinnej istoty ludzkiej jest zawsze aktem głęboko niemoralnym. Doktryna ta, oparta na owym niepisanym prawie, które każdy człowiek dzięki światłu rozumu znajduje we własnym sercu (por. Rz 2, 14-15), jest potwierdzona w Piśmie Świętym, przekazana przez Tradycję Kościoła oraz nauczana przez Magisterium zwyczajne i powszechne”.
Brakuje jednak kluczowego elementu: jasnego komunikatu, że papież chce ogłosić dogmat. Dlatego ks. Nagy był prawie pewien, że mamy tu do czynienia z nauczaniem bez angażowania nieomylności (tzw. nauczaniem autentycznym). Tymczasem zbiła go z tropu rozmowa z kard. Josephem Ratzingerem, gdy polski teolog był w Rzymie na zebraniu watykańskiej Komisji Teologicznej, której był członkiem. Ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary dwukrotnie stanowczo twierdził, że jest to nauczanie nieomylne i tajemniczo odsyłał do artykułu, który niebawem miał się ukazać w „L’Osservatore Romano”.
Autorem tego artykuły okazał się ówczesny sekretarz Kongregacji Nauki Wiary abp Tarcisio Bertone, a całą operacją zawiadował kard. Ratzinger, przy wsparciu Jana Pawła II. Chodziło o wprowadzenie do nauczania nowego sposobu ogłaszania prawd nieomylnych. Papież dokończył realizację tego pomysłu w 1998 r. w liście „Ad tuendam fidem”. Obok nadzwyczajnego nauczania papieży i soborów (np. Credo czy ogłaszanych dogmatów maryjnych) oraz nieomylnego nauczania zwyczajnego i powszechnego (np. nigdy nie zdogmatyzowanej, ale też nigdy nie kwestionowanej prawdy o Odkupieniu), dokument wprowadzał pojęcie prawd powiązanych – historycznie lub logicznie – z prawdami objawionymi, które papież ogłasza jako „ostateczne” (np. prawomocność wyboru papieży, zwoływanych soborów czy kanonizacji, ale również prawdy moralne, jak niedopuszczalność eutanazji czy prostytucji).
Operacja nie do końca się udała. Teologowie wciąż dość gremialnie kontestują „ostateczność” ogłaszanych prawd – np. nauczanie o święceniach kapłańskich, zarezerwowanych wyłącznie dla mężczyzn, które ogłoszono jako „ostateczne”, ale jest z powrotem gorąco dyskutowane za obecnego pontyfikatu. Francuski teolog Bernard Sesboüé w książce „Władza w Kościele” przestrzega, że ryzykowne jest wyrażanie papieskiej nieomylności zwykłym aktem nauczycielskim (czyli poza kontrolą biskupów czy soboru).
Życie od poczęcia i antykoncepcja „dzień po”
W encyklice „Evangelium vitae” Jan Paweł II zignorował też toczącą się dyskusję o początku życia. Ma to konkretne konsekwencje, co widać np. w nieugiętym stanowisku Kościoła w sprawie tzw. pigułki „dzień po”. Katolicka doktryna moralna zakłada, że kobieta ma prawo obrony przed gwałtem i jego skutkami stosując antykoncepcję (głośny kazus zakonnic stale zagrożonych gwałtami w latach 60. XX wieku podczas wojny domowej w Kongu), ale sprzeciwia się stosowaniu pigułki „dzień po” uznając, że uniemożliwia ona zagnieżdżenie zarodka, gdyby do zapłodnienia jednak doszło (choć prawdopodobieństwo tego jest bardzo niewielkie). Tak więc oprócz działania antykoncepcyjnego ma też charakter wczesnoporonny.
Dramat zgwałconej kobiety z Kolonii (Niemcy), której w 2012 r. w dwóch katolickich szpitalach odmówiono podania tej tabletki, wydaje się być pokłosiem encykliki „Evangelium vitae”, która naucza, że życie ludzkie zaczyna się od poczęcia i od tej chwili powinno być chronione, gdyż zarodkowi przysługuje pełnia praw osobowych.
Jan Paweł II odwoływał się do genetyki, która ukazuje, że „od pierwszych chwil istnieje dokładny program tego, kim będzie ta żywa istota: człowiekiem, tym konkretnym”. Problem w tym, że wykorzystywał wiedzę naukową selektywnie. Powstanie odrębnego genomu w trakcie zapłodnienia nie jest równoznaczne z powstaniem jednostkowego odrębnego życia – zauważają filozofowie. Przed zagnieżdżeniem zarodek jest tworem bardzo plastycznym – może się jeszcze podzielić (wówczas powstają bliźniaki jednojajowe), możliwa także jest, choć bardzo rzadko, fuzja dwóch zapłodnionych komórek jajowych (powstaje wtedy genetyczna chimera).
Czy zatem nie za wcześnie przypisujemy ludzkiemu zarodkowi miano „istoty ludzkiej”, a co za tym idzie – cech osobowych? Istoty się nie dzielą ani nie zlewają w jedną. Dyskusja w tej kwestii wciąż trwa. Jan Paweł II uznał jednak sprawę za zamkniętą.
Życiowe dramaty, o których milczy „Evangelium vitae”
Zdecydowanie papieża-Polaka najbardziej podważają jednak konsekwencje, jakie encyklika niesie w sytuacjach dramatycznych. Jak postąpi lekarz, który będzie chciał wiernie kierować się wymogami stawianymi przez encyklikę np. w przypadku ciąży zagrażającej życiu, o czym papieski dokument milczy?
Stosując się do nauczania Jana Pawła II – powinien czekać. Nie wolno mu zlikwidować zagrożenia przez dokonanie aborcji, bo zakaz uśmiercania życia niewinnego płodu jest bezwzględny. Można tu ujrzeć odniesienie do tradycyjnej doktryny (choć akurat papież do niej w encyklice się nie odwołuje), że zaniechanie dobra, czyli ratowania, skutkuje mniejszą winą moralną niż czynienie zła. Jan Paweł II uprzedza natomiast, że lekarz nie może powołać się w tym przypadku na zasadę dopuszczalnej obrony przed napastnikiem, bo niewinny płód nie jest przecież agresorem (choć dylemat, jakim słowem nazwać źródło zagrożenia, jest dla niej samej z pewnością najmniej istotny).
Lekarz powinien więc czekać do momentu, aż życie kobiety będzie bezpośrednio zagrożone. Dopiero wtedy może zacząć ją ratować, usuwając płód i powołując się na zasadę podwójnego skutku: śmierć płodu jest złym, ale niechcianym skutkiem dobrego czynu ratowania życia matki. Tę zasadę tradycja uświęca, choć ratunek przychodzi także kosztem życia płodu, w dodatku znacznie zwiększając ryzyko śmierci kobiety. Co pokazuje, do czego prowadzi naginanie rzeczywistości do doktryny.
Jeszcze bardziej bezwzględny będzie lekarz idący za wskazaniami „Evangelium vitae” w przypadku ciąży z gwałtu. Tu po prostu odmówi aborcji, bo nowe życie ludzkie jest wartością niewymierną, nawet w porównaniu z najbardziej traumatycznym doświadczeniem.
W podobnych sytuacjach nie etyka zawodzi, ale utopijne założenie, że w rzeczywistości nie może dojść do konfliktu obowiązków moralnych. A przecież dochodzi. Etycy proponują różne sposoby rozwiązania tego problemu – może dalekie od doskonałości, ale przecież warte uwagi. Na przykład – skoro kobieta ma prawo bronić się przed gwałtem, nawet uśmiercając napastnika, można by ciążę będącą skutkiem gwałtu potraktować jako kolejną jego fazę (biorąc pod uwagę doświadczenie kobiety – równie straszną). Dlaczego kobieta ma być nadal bezbronna? Czy wina za śmierć płodu nie obciąża sprawcy gwałtu?
Papież na takie rozwiązania był jednak programowo głuchy.
Franciszek zrywa z doktrynalną sztywnością Jana Pawła II
Głuche na dyskusje i argumenty były też instytucje ustanowione przez Jana Pawła II – ustanowiony w 1981 r. przy Uniwersytecie Laterańskim Papieski Instytut Studiów nad Małżeństwem i Rodziną oraz powołana w 1994 r. Papieska Akademia Życia. Instytucje te nie studiowały problemów, tylko pomagały papieżowi krzewić sztywną doktrynę. Statut Akademii nie wymagał od członków, by byli katolikami, ale musieli podpisać deklarację zwaną „Świadectwem Sług Życia”, potwierdzającą akceptację katolickiej nauki o ochronie życia od poczęcia do naturalnej śmierci.
Zmiany przyszły za pontyfikatu Franciszka. Papież Bergoglio zreformował obie instytucje. Odszedł od wizji „Evangelium vitae”, poszerzył zakres tematów, jakimi mają się zajmować. Uznał, że życie nie sprowadza się tylko do jego początku i końca. W obu instytucjach pojawili się specjaliści i wykładowcy zajmujący się migracją, ubóstwem, ekologią. Ku zgorszeniu środowisk konserwatywnych niektórzy nowi członkowie Papieskiej Akademii Życia publicznie opowiadali się za aborcją w pewnych przypadkach. Instytucja zmieniła nazwę na Papieski Instytut Teologiczny Jana Pawła II dla Nauk o Małżeństwie i Rodzinie.
Długoletni jego wykładowca prof. Stanisław Grygiel krytykował zmiany: „Jedno nowe słowo w tytule mówi wszystko: »dla nauk«. Jakich nauk? Nie ma przecież nauk o małżeństwie i rodzinie. Więc o czym ten tytuł mówi? Tylko o tym, że socjologia, psychologia i tym podobne nauki będą decydowały o tym, jak i co należy myśleć o małżeństwie i o rodzinie w nowo powstałym Instytucie”.
Zmiany przypieczętowała deklaracja o godności człowieka „Dignitas infinita”, zredagowana przez Dykasterię Nauki Wiary, pod nowymi rządami mianowanego dwa lata temu prefekta kard. Víctora Manuela Fernándeza. Dokument po raz pierwszy w historii Kościoła potępił penalizację homoseksualizmu, odszedł od sztywnego doktrynalnego języka, a kard. Fernández, opisując we wstępie trudności, z jakimi się spotkał podczas długiego, 5-letniego okresu redakcji, nie udaje, że zna odpowiedzi na wszystkie pytania. We fragmencie potępiającym aborcję znalazł się cytat z „Evangelium vitae”, ale nie ten najbardziej doktrynalny, który sprawił kłopot kard. Nagiemu.
Symboliczne jest, że nowa deklaracja zatwierdzona została przez papieża Franciszka w 29. rocznicę ogłoszenia przez Jana Pawła II „Evangelium vitae”. Wygląda na to, że czas doktrynalnej sztywności tej encykliki powoli mija.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















