Ksiądz, zawód wysokiego ryzyka

Wypalenie, depresja, pokusa samobójstwa. Chroniczne napięcie. Samotność w przemocowym środowisku. Podwójne życie. Uzależnienia. Oto prawdziwy obraz kapłaństwa w Polsce.
Czyta się kilka minut
Fot. AnnaStills / Alamy Stock
Fot. AnnaStills / Alamy Stock

Znam księży uzależnionych od używek. Znam duchownych z depresją czy stanami depresyjnymi. Znam całkowicie wypalonych zawodowo. Znam takich, którzy nie przestrzegają zasad celibatu, żyjąc w stałych lub przygodnych związkach.

I nie, to nie są wyjątki, odosobnione przypadki czy „dowody anegdotyczne” – choć przecież ich historie nie mają nic wspólnego z anegdotą.

***

– Czy miałem myśli samobójcze? Tak – mówi ksiądz Marcin (imię zmienione), jedenaście lat po święceniach. – Próby nie podjąłem, leczę się, ale nie powiem, że na pewno nigdy tego nie zrobię. Nie wiem. Czy znałem księży, którzy się zabili? Tak. Dwóch pamiętam z seminarium, choć żaden nie był ze mną na roku, nie byliśmy blisko.

– A najbardziej uderza mnie świadomość, że znam więcej księży, którzy próbowali się zabić, niż takich, którzy wprost mówią o tym, że są w terapii. Zdrowie psychiczne to wciąż wśród nas temat tabu.

Niezbadani

Bogdan Stelmach, psychoterapeuta i seksuolog, w rozmowie z Tomaszem Terlikowskim w książce „Tylko prawda nas wyzwoli. Przyszłość Kościoła katolickiego w Polsce” mówi: „W rankingu zawodów najczęściej prowadzących do zespołu stresu pourazowego ksiądz jest tak samo wysoko jak psycholog i lekarz”.

Agnieszka Oleszko, Jadwiga Jośko-Ochojska, Jerzy Smoleń i Rafał Śpiewak przebadali stan psychiczny duchowieństwa archidiecezji katowickiej. Wylosowali 1300 księży – diecezjalnych i zakonnych – do których wysłali anonimowe ankiety. Przyszło 231 odpowiedzi. I tak: 68 proc. księży jako źródło stresu wskazuje stosunki z przełożonymi, 67 proc. – zmianę parafii, 85 proc. – pracę w szkole. 40 proc. wskazało celibat i życie w pojedynkę, 73,5 proc. przyznało, że dręczą ich myśli o sprawach seksualnych, a 46 proc. „zaznaczyło odpowiedzi, które wskazują, że czują się samotni, nawet przebywając wśród ludzi”. 92,4 proc. ocenia, że są przemęczeni. Czują smutek, przygnębienie, poczucie winy i wstydu, samotność. 27,4 proc. zaznaczyło, że ma depresję.

Przekrojowych i replikowanych badań nie ma. Nikt w Polsce – łącznie z instytucjami kościelnymi – nie bada dobrostanu psychicznego księży.

To jedno z ważniejszych ustaleń, jakie poczyniłem podczas pracy nad książką „Pastwisko”: zawód księdza rzymskokatolickiego w Polsce jest zawodem wysokiego ryzyka kryzysu psychicznego.

Godong / Alamy Stock Photo / BE&W

***

– Siedziałem sam na plebanii i nie wiedziałem, co mam ze sobą zrobić po pogrzebie dziecka. To był pierwszy taki pogrzeb, jaki prowadziłem – opowiada ksiądz Marcin. – Seminarium mnie do tego nie przygotowało, proboszcz nawet nie przeszedł ze mną na „ty” i traktował mnie wyłącznie formalnie, a z drugim wikarym się ciągle mijaliśmy. Byłem sam.

Samotni

Na kryzysy wpływa m.in. samotność. W wielu seminariach klerycy są wciąż uczeni, by nie przyjaźnić się z wiernymi, bo może to prowadzić do zeświecczenia. Ci, którzy podobnych napomnień nie słuchają, są bezpieczniejsi – zwłaszcza gdy ze wspólnoty duchownych czują się wyobcowani ze względu np. na poglądy. Owszem, wśród samych księży istnieją głębokie przyjaźnie – bardzo rzadko w relacji zależności, częściej w strukturze poziomej – które stanowią choćby bezpieczną przestrzeń, w której można ponarzekać na przełożonych.

– To ważne, ale przecież nie wyleczy z poczucia zależności czy codziennej samotności – komentuje jeden z moich rozmówców. Księdzem jest od 17 lat, na depresję choruje od 10, leczy się od 7. – To protezy. Pomagają funkcjonować, ale nie leczą.

Kryzysom sprzyja również frustracja, poczucie nieustannego bycia ocenianym – przez przełożonych i wiernych – oraz skala duszpasterskich wyzwań, które są coraz większe w wyniku przemian kulturowych i społecznych. Księża częściej niż kiedyś spotykają się z krytyką – wyrażaną wprost i pokątnie. Praca w szkole – zawsze trudna – staje się trudna ekstremalnie.

Jest ich też coraz mniej. Wiedzą, że następcy nie nadchodzą, więc obowiązków nie będzie ubywać, a utrzymanie parafii będzie coraz trudniejsze. Seminaria zaś nie przygotowują ich do zmierzenia się z tą rzeczywistością.

Jeden z moich rozmówców podczas pracy nad „Pastwiskiem” mówił: „Seminarium to coś całkowicie odwrotnego niż życie na parafii. Wszystko masz zorganizowane. Nie musisz myśleć, bo myślą za ciebie. Nic od ciebie nie zależy. Pilnują pobudki i tego, czy zgasiłeś światło. Masz rozpisany plan dnia. I żyjesz w grupie – a przynajmniej tak było, gdy seminaria były pełne. A po skończeniu seminarium masz pustkę do zapełnienia. Odprawisz mszę, posiedzisz w konfesjonale – to parę godzin. A reszta? Wiele zależy od parafii, czy jest co robić, czy uczysz w szkole. Musisz wziąć odpowiedzialność za swoje życie, ale też za parafian. Co powiesz na ambonie? Czy będziesz w stanie ich wesprzeć w konfesjonale? Czy w szkole ktokolwiek cię wysłucha? Jak trafisz na mądrego proboszcza, to masz się kogo radzić. Ale jeśli trafisz źle, jesteś sam”.

W samotności niektórzy księża mierzą się zwłaszcza ze skutkami niesłusznego wyboru. Jeśli poszli do kapłaństwa pod wpływem impulsu nierozeznanego później dojrzale, jeśli uciekali przed sferą relacji z kobietami lub przed prawdą o ich homoseksualnej orientacji, jeśli było to – choćby podświadome – realizowanie cudzych oczekiwań, albo jeśli nie odeszli z seminarium z obawy o to, co inni, zwłaszcza w rodzinie, sobie pomyślą... Być może zdołają w sobie to poukładać. Wielu jednak prędzej czy później nie da rady. Trwanie w napięciu w końcu zawsze da o sobie znać.

Nie pomaga także to, jak wygląda księżowska starość. W diecezjach, gdzie starzy proboszczowie zostają w swoich parafiach, na ogół jeszcze nie jest źle (przynajmniej dla nich – dla nowych proboszczów bywa to źródłem dodatkowego stresu). Tam, gdzie emerytowany proboszcz opuszcza parafię, sytuacja wygląda gorzej. Jeśli mogą się przydać – bo posiedzą w konfesjonale, odprawią mszę – na ogół znajdują parafię, która ich przyjmie, zwłaszcza wobec braku młodych księży. Ale stary ksiądz wymagający opieki na ogół trafia do domu księży emerytów, które bywają bardzo smutnymi miejscami. Depresja seniorów to temat tabu w całym społeczeństwie. Stan psychiczny starszych księży – jeszcze mocniej.

***

– Każdy etap ma swoje trudności. Boję się bycia starym księdzem. Probostwo to często nieustanny stres, bo w Polsce proboszcz zajmuje się wszystkim i za wszystko odpowiada, a okoliczności, choćby ekonomiczne, są coraz trudniejsze – mówi ksiądz Marcin. – Ale najgorzej mają wikarzy. Nie wiem, jak wyglądałoby moje zdrowie psychiczne, gdybym jako wikary miał elementarne poczucie bezpieczeństwa. Ale nie miałem. Duszpasterstwo jest trudne, seminarium cię do tego nie przygotuje, sam trafiłem na proboszcza-formalistę (tak, wiem, bywa gorzej!), a biskupa się bałem, bo w każdej chwili mógł mnie przenieść z byle powodu albo zamknąć drogę do probostwa w przyszłości. Lepiej się ukryć.

Zależni

Niektórzy księża żartują, że zamiast „wikary” należy mówić „wio, kary!”.

To właśnie wikarzy najsilniej mierzą się z całkowitą zależnością od przełożonych. Biskup jednym podpisem może zmienić całe ich życie. A to od przydziału duszpasterskiego zależy status majątkowy (od, bez przesady, skraju ubóstwa do poważnej zamożności), dostępność usług, ilość obowiązków, otoczenie społeczne, możliwość podtrzymywania relacji, wreszcie – osoba bezpośredniego przełożonego. Relacje między wikarymi a proboszczami są zaś skrajnie zróżnicowane: od przyjaźni do przemocy, od wsparcia po upokarzanie, od partnerstwa po dyktaturę.

Z zewnątrz to jeden z mniej widocznych elementów różnicujących „atrakcyjność” parafii w oczach księży. Dla nich samych – kluczowy. Księża doskonale wiedzą, do jakiego proboszcza trafić źle, a do jakiego dobrze. – Czasami niewiele trzeba, by wikarzy chcieli być w twojej parafii. Wystarczy nie być potworem – komentuje jeden z proboszczów, których pytam o to zjawisko.

Owszem, także proboszczowie bywają przez biskupów czy kurialistów mobbowani czy po prostu niszczeni – także ich sytuacja w systemie władzy w Kościele jest nie do pozazdroszczenia. Jednak ich prawnokanoniczna pozycja jest znacznie silniejsza niż wikarych. Ponadto niektórzy własne poczucie zależności „odbijają sobie” na najbliższych współpracownikach.

Jeden z księży w „Pastwisku” mówił mi: „Znam proboszczów, którzy nie dogadywali się z żadnym wikarym, co roku następowała wymiana, a proboszcz trwał. To może nie w wikarych był problem?”.

Wikary jednak podobnego wpływu nie ma. Jego dalsza droga często jest zależna od referencji, jakie wystawi mu proboszcz. A gdy sam poprosi o zmianę parafii, dorobi się łatki „problematycznego”.

Nawet jednak tam, gdzie proboszcz jest „ludzki”, a relacje możliwie partnerskie, ich głębia jest ograniczona przez ilość obowiązków czy konieczność dostosowania planu dnia do szkolnego planu lekcji. Po powrocie religii do szkół w wielu parafiach zniknęły wspólne posiłki. Gdy dodatkowo obowiązki lub owoce pracy – słowem: pieniądze – są dzielone nierówno, wspólnota staje się bytem wyłącznie teoretycznym.

Bywają wreszcie proboszczowie zwyczajnie przemocowi. Rzucający przekleństwami, wyzywający współpracowników, nieustalający z nimi np. tego, czy homilię będą głosić dorosłym, czy dzieciom, o której odprawiają mszę i jakie wspólnoty mają pod opieką. Okradający wikarych przy podziale pieniędzy: zachowujący dla siebie zdecydowaną większość ofiar za śluby, pogrzeby i chrzty niezależnie od tego, ile sami odprawili. Albo niepozwalający wikarym w ogóle błogosławić ślubów i w związku z tym zagarniający wszystkie ofiary dla siebie. Traktujący współpracowników jak powietrze.

***

– Nie, biskup nie wie o moich problemach. Nie wie, że jestem w terapii, nie wie, że się leczę – mówi ksiądz Marcin. – Naprawdę lepiej, żeby nie wiedział, bo jeszcze mnie odsunie od pracy. Zostanę bez środków do życia i jedynego źródła poczucia sensu trwania w kapłaństwie.

– Mój kolega trafił na oddział psychiatryczny, a gdy wyszedł, biskup powiedział, że może zamieszkać w domu księży emerytów. Wiem, że gdzieniegdzie wygląda to inaczej, ale do tego biskupa kto jeszcze przyjdzie zwierzyć się z problemów?

Z problemami

Ks. Jacek Prusak, jezuita i psychoterapeuta, w rozmowie do „Pastwiska” przyznawał: „Są przełożeni, którzy chcą wychodzić naprzeciw księżom z problemami. Ale depresja wciąż bywa traktowana jako skutek słabej wiary, a uzależnienie jako wina moralna. Dominuje postawa korporacyjna: »Nie pójdę powiedzieć szefowi, w czym nie domagam, bo uzna mnie za niezdolnego do pracy. Jeśli wyśle mnie na leczenie, nie będę miał do czego wracać«”.

Przyczyny wielu kryzysów są systemowe. Niezdolność do radzenia sobie z nimi – również.

Nie ma programów profilaktycznych. W programie kształcenia większości seminariów przedmioty psychologiczne są traktowane po macoszemu. Księża nie są edukowani, jak rozpoznawać symptomy wypalenia, uzależnienia, depresji, i co powinni zrobić, gdy dostrzegą je u siebie lub kolegi. Nikt – powtórzmy – nie sprawdza ich dobrostanu psychicznego. Nie prowadzi się szkoleń z przeciwdziałania przemocy przełożonych i reagowania na nią. Większość księży nie czuje się bezpiecznie w rozmowie na podobne tematy z biskupami.

Nie ma więc kultury mówienia o problemach. Zbyt wielu księży (a także sióstr) usłyszało w swoim życiu, że problemy należy „oddać Jezusowi”, „więcej się modlić”, „ciągle pracować, by nie mieć czasu na rozmyślania i by Szatan zawsze znajdował cię zajętym”, że „na terapię chodzą wariaci”, a do tego „nie możesz przestać uczyć w szkole, bo nie mam kim cię zastąpić”.

Mówią o tym najbliższym – jeśli ich mają – albo milczą. Nie chcą „okazać słabości”. „Sprawiać problemów”.

Ks. Grzegorz Strzelczyk tłumaczył mi: „W sytuacji idealnej mamy zespół, w którym trudno odróżnić proboszcza od wikariusza. W sytuacji patologicznej mamy wyzysk, który będzie prowadził do coraz większej liczby kryzysów młodych księży. To oni są »frontmanami«, idą do szkół, gdzie mierzą się z rzeczywistością. Jeśli mają dobre doświadczenie Kościoła, bo proboszcz troszczy się o nich, są sprawiedliwie wynagradzani, w parafii budują wspólnotę, to poradzą sobie z wyzwaniami, nie rozpadając się przy tym. Ale jeżeli mają trudne doświadczenia z proboszczami i biskupami, to jeśli nie są herosami – a nie możemy tego wymagać – będziemy mieli dramaty”.

Owe dramaty robią się zaś znacznie poważniejsze, jeśli na problemy nie zareaguje się wcześniej.

***

– Nie widzę dla siebie dobrego rozwiązania. Czemu nie powiem biskupowi, już wspominałem. Odejść z kapłaństwa nie chcę, bo naprawdę wierzę, że Bóg mnie tutaj przywiódł, czuję, że mnie wspiera i widzę sens tego, co robię – opowiada ksiądz Marcin. – Przydałby mi się rok przerwy, ale o nią nie poproszę. Uprawiam więc terapeutyczną partyzantkę. I może ocaleję.

Bezsilni

Odejścia – często przedstawiane przez biskupów jako największa możliwa porażka – bywają jednak wyjściem najlepszym. A jeśli już postrzegać je w kategorii „porażki”, to w wielu przypadkach jest to porażka wspólnoty, nie zaś duchownego. – Najłatwiej powiedzieć, że to odchodzący ksiądz zbłądził, nie pytając o to, jak traktował go proboszcz, czy miał możliwość zgłoszenia problemów, czy biskup go przyjął, a jeśli tak, to w jaki sposób, czy kogoś obchodziło, co on myśli i czego chce, oraz czy ktokolwiek był wrażliwy na sygnały kryzysu – komentuje jeden z duchownych.

Nie każde odejście jest związane z kryzysem psychicznym. Jednak księża przyznają, że wiele takich historii zawiera w sobie element związany z działaniami kościelnych instytucji i relacjami we wspólnocie.

Od 7 lat Kościół nie podaje oficjalnych danych dotyczących odejść z kapłaństwa. Danych na temat samobójstw księży nie ma w ogóle. Z pewnością dochodziło do ich serii w diecezjach tarnowskiej i włocławskiej. Niekiedy do mediów przedostają się informacje o kolejnych przypadkach. Część jest tuszowana, w dokumentach kwalifikowana np. jako śmierć z zatrucia czy w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Zmierzenie się z doniosłością odebrania sobie życia przez człowieka wymagałoby bowiem zapytania o przyczyny i o to, czy dało się coś zrobić, by temu zapobiec.

Jeden z księży w „Pastwisku” opowiadał: „Mój kolega z roku rano w szkole omawiał z nauczycielką wycieczkę, a po południu znaleziono go w łazience. Miał bardzo złe relacje z proboszczem. Może były przyczyną, może nie, ale na pewno nie pomogło mu to, gdy zaczął mieć problemy psychiczne. Depresja może się zdarzyć każdemu, ale wtedy kluczowe jest, czy człowiek ma się do kogo zwrócić. Nie zwróci się do proboszcza, który nim pomiata”.

Łatwiej zasłonić oczy i usta, odprawić mszę żałobną i złożyć kondolencje. Zapomnieć.

Inni duchowni popadają w uzależnienia – od alkoholu, innych substancji psychoaktywnych, środków uspokajających, pornografii, hazardu. Kolejni nawiązują przypadkowe kontakty seksualne, jeszcze inni wchodzą w stałe związki z kobietą lub mężczyzną, czasami także księdzem, w nich poszukując oparcia i stabilności. Kolejni chorują na depresje czy doświadczają ataków paniki.

Konsekwencje wielu z tych problemów odczuwają inni ludzie. Wpływa to na wspólnoty parafialne. Na penitentów w konfesjonale – wszak dobrze, by spowiednik był stabilnym psychicznie i emocjonalnie człowiekiem z odpowiednimi zasobami do pracy w tak delikatnej materii, jak ludzkie słabości, upadek czy dramaty. Na osoby, z którymi duchowni wchodzą w relacje romantyczne czy seksualne, które bywają zaledwie ucieczkami. Na uczestników ruchu drogowego, narażonych na niebezpieczeństwo przez jazdę pod wpływem alkoholu tego czy innego księdza.

No i w końcu: zdarza się, że stopień nieradzenia sobie z problemami wewnętrznymi prowadzi do przemocy seksualnej wobec innych, w tym dzieci. Wśród sprawców przemocy seksualnej wobec dzieci w Kościele kliniczni pedofile, tzw. sprawcy preferencyjni, którzy satysfakcję seksualną mogą osiągnąć wyłącznie poprzez kontakt z dzieckiem, stanowią zdecydowaną mniejszość (choć jednocześnie to wśród nich jest najwięcej sprawców, którzy skrzywdzili wiele osób). Większość to sprawcy sytuacyjni, którzy nie umieją nawiązywać dojrzałych relacji z dorosłymi, oraz zastępczy, którzy, krzywdząc dzieci, realizują nie potrzeby seksualne, lecz pragnienie władzy, kontroli czy uwielbienia.

Innymi słowy: profilaktyka kryzysów psychicznych, edukacja psychologiczna, system wsparcia, takie przeobrażenie funkcjonowania instytucji i wspólnoty, by zmniejszać stres i frustrację – to wszystko chroni przed dramatami i księży, i ludzi wokół nich. Chroni Kościół w najgłębszym rozumieniu i chroni ludzi spoza niego, za których również jesteśmy współodpowiedzialni.

***

– To nie jest czarna magia ani fizyka kwantowa – mówi ksiądz Marcin, gdy pytam o systemowe rozwiązania. – Tyle tylko, że aby sięgnąć po osiągnięcia współczesnej psychologii, trzeba byłoby się z nią przeprosić. Biskupi na ogół się jej boją. Wolę wierzyć, że z powodu ignorancji, a nie świadomości, że gdybyśmy poznali mechanizmy przemocy i zależności, trzeba by podważyć ich wszechwładzę, a oni musieliby uświadomić sobie, za jak wiele kryzysów są współodpowiedzialni.

Stęsknieni

Stawka jest więc wysoka, ale działania naprawcze podejmowane są jedynie punktowo, często oddolnie. Zmiany zachodzą, ale powoli.

W młodszych pokoleniach duchownych korzystanie z terapii jest wielokrotnie częstsze niż we wcześniejszych. Świadomość wagi dbania o zdrowie psychiczne rośnie. Zdarzają się – ale tylko zdarzają – biskupi, którzy dają do zrozumienia księżom, że w sytuacji kryzysu nie zostaną odesłani na boczny tor, nie „przegrają” księżowskiego życia, nie zostaną sami. Zapewniają terapię, środki do życia, ścieżkę powrotu, zgadzają się na czasowe ograniczenie liczby obowiązków, przenoszą do parafii zarządzanej przez świadomego i dojrzałego proboszcza, udzielają zgody na dłuższe urlopy dla poratowania zdrowia psychicznego itd.

Nawet jednak wtedy brak zaufania do struktur bywa silniejszy. – Tak, aktualnemu biskupowi mógłbym powiedzieć o depresji. Ale jemu już bliżej niż dalej do emerytury, a kto będzie jego następcą? Przecież nie wiem. W aktach personalnych zostaną ślady. Czy kolejny ordynariusz nie uzna ich za powód, by mnie odsunąć? Bezpieczniej się trzymać od kurii z daleka, nawet jeśli akurat kieruje nią sensowny gość – tłumaczy mi duchowny leczący się od 7 lat.

Rozmówców pytam więc o pomysły na rozwiązania. Jest ich wiele. Psychologowie w seminariach na etatach, a nie z gościnnymi wykładami. Procedury zgłaszania patologii i przemocy. Wspomniane badania dobrostanu księży. Kampania uświadamiająca duchownych. Szkolenia dla biskupów. Telefon zaufania. Obowiązkowa superwizja dla spowiedników. Anonimowe konsultacje psychologiczne. Procedury zabezpieczające ekonomicznie księży czasowo urlopowanych.

– A tu i teraz wielu księżom pomogłyby też zdrowe, bliskie relacje z wiernymi. Przyjaźnie po prostu. I nadzieja, że gdy powiemy o słabości, nie zostaniemy odrzuceni – mówi mi jeden z księży. – Nie chcę powiedzieć, że to odpowiedzialność świeckich. To my na ogół tkwimy w kokonie klerykalizmu, wypaczonego spojrzenia na świat i poczucia, że nie możemy się odsłonić. Proszę tylko, byście byli na nas otwarci, gdy będziemy dojrzewać do tego, by z tego kokonu wyjść.

***

– Pomodlisz się za mnie? – pyta na koniec ksiądz Marcin. – To nie zastąpi terapii ani reformy, ale przecież nie zaszkodzi. A mnie będzie na sercu lżej, gdy będę wiedział, że ktoś jeszcze o mnie Bogu wspomina.

IGNACY DUDKIEWICZ jest redaktorem naczelnym Magazynu Kontakt i autorem książki „Pastwisko. Jak przeszłość, strach i bezwład rządzą polskim Kościołem”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 0.00 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 36/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Ksiądz, zawód wysokiego ryzyka