Arcybiskup Marek Jędraszewski złożył rezygnację z urzędu. Kto po nim posprząta?

Największy wpływ na nominację następcy abp. Jędraszewskiego mają nuncjusz abp Antonio Guido Filipazzi i kard. Grzegorz Ryś. Gdyby wybór zależał tylko od predyspozycji, liderem krakowskiego Kościoła zostałby bp Damian Muskus.
Czyta się kilka minut
Po mszy w czasie zebrania plenarnego Konferencji Episkopatu Polski. Warszawa, 11 czerwca 2024 r. // Fot. Adam Burakowski / East News
Po mszy w czasie zebrania plenarnego Konferencji Episkopatu Polski. Warszawa, 11 czerwca 2024 r. // Fot. Adam Burakowski / East News

Ta decyzja będzie ważna nie tylko dla Krakowa. I nie tylko ze względu na miejsce tej metropolii wśród innych polskich diecezji. Będzie ważna przede wszystkim z powodu modelu biskupstwa, jaki reprezentował odchodzący metropolita, oraz tego, co po sobie zostawia. Nie dziwi więc, że po rezygnacji, którą abp Marek Jędraszewski ogłosił w piątek 21 czerwca w związku ze zbliżaniem się do biskupiego wieku emerytalnego (24 lipca skończy 75 lat), wszyscy zadają jedno pytanie: kto po nim?

Proces wyłaniania kandydatów na biskupa objęty jest na każdym etapie tajemnicą papieską. Ci, którzy biorą w nim udział, nie mogą, pod groźbą ekskomuniki, zdradzać jego szczegółów. Nasi informatorzy są więc dość enigmatyczni, co nie znaczy, że z informacji, jakich nam udzielają, nie da się wysnuć żadnych wniosków. Zwłaszcza gdy zna się procedury i kryteria wyboru, pozwalające dokonać analizy kandydatów i ocenić ich szanse.


 

Prawo kościelne mówi, że wybór biskupa dokonuje się w drodze „nieskrępowanej decyzji papieża”. Który jednak, co oczywiste, nie podejmuje jej sam. Kto zatem informuje go o potrzebach i problemach lokalnego Kościoła? Kto przedstawia mu kandydatów i ma decydujący głos w ich ocenie? I czy odchodzący metropolita ma realny wpływ na nominację następcy?

Przetrącona diecezja

Abp Marek Jędraszewski zostawia po sobie diecezję pełną napięć, ze zrażonym do siebie duchowieństwem. Od czasu, gdy kościelny system przetrącił mu kręgosłup (a więc od sprawy arcybiskupa Juliusza Paetza, o czym pisali na naszych łamach Anna Goc, Przemysław Wilczyński i Marcin Żyła w tekście „Kościół jest zamknięty”), sam zaczął łamać kręgosłupy innym. Po raz pierwszy, gdy kazał poznańskim proboszczom podpisywać lojalki wobec oskarżanego o molestowanie kleryków pryncypała. Gdy w styczniu 2017 r. pojawił się pod Wawelem, niektórzy uspokajali, że krakowski kler jest mocny i wiele przetrzyma, w przeciwieństwie do duchowieństwa łódzkiej diecezji – młodej i rachitycznej.

Nie wiemy, ilu księży w Małopolsce zostało złamanych działaniami swego arcybiskupa. Prawdopodobnie dopiero po jego ustąpieniu poznamy skalę zniszczeń. Anonimowe informacje, jakie na jego temat się pojawiają, pokazują, że stał się dla wielu antysymbolem biskupa. Choć – jak się zdaje – on sam nic sobie z tego nie robi, co potwierdzają ostatnie decyzje przed emeryturą, np. przygotowywanie dla siebie bogatej rezydencji w centrum Krakowa, konflikt z proboszczem bazyliki Mariackiej czy kapitułą katedralną – oba o podłożu finansowym. Skutecznie izolując się od ludzi, zaczął żyć we własnym, szczelnie zamkniętym świecie.

Co może krakowski metropolita

Procedurę wyboru biskupa regulują kanony 377-380 Kodeksu Prawa Kanonicznego. Mówią one, że kandydatów na biskupa diecezjalnego wskazuje nuncjusz, który może – choć nie musi – sugerować się nazwiskami, jakie przysyłają mu biskupi z całego kraju. Na wybór trzech nazwisk (tzw. terno), które zostaną przedstawione papieżowi, ustępujący biskup nie ma – przynajmniej teoretycznie – wpływu.

Nuncjusz ma natomiast obowiązek skonsultować swoje propozycje z metropolitą archidiecezji, której wybór dotyczy, biskupami sufraganami (kierującymi diecezjami, które wchodzą w skład metropolii) oraz przewodniczącym episkopatu.

Przełóżmy to na krakowską sytuację. Nuncjusz apostolski w Polsce abp Antonio Guido Filipazzi wybiera terno (w jaki sposób – o tym za chwilę) i prosi o jego zaopiniowanie metropolitę (a zatem abp. Jędraszewskiego), sufraganów (biskupów: Andrzeja Jeża z Tarnowa, Jana Piotrowskiego z Kielc i Romana Pindla z diecezji bielsko-żywieckiej) oraz przewodniczącego episkopatu abp. Tadeusza Wojdę. Ich zdanie nuncjusz przesyła w raporcie do Watykanu.

Na marginesie dodajmy, że nieco inaczej wygląda wybór biskupów pomocniczych. W tym przypadku terno przygotowuje nie nuncjusz, ale biskup diecezjalny. To, czy Watykan zaakceptuje jego propozycję, czy ją odrzuci (zwykle nakazując powtórzyć całą procedurę), świadczy nie tylko o kandydatach, ale też o pozycji tego, kto ich zgłasza. Warto więc w tym miejscu wspomnieć o problemach z zatwierdzeniem terna zgłoszonego przez abp. Jędraszewskiego w 2020 r., gdy wybierano trzeciego biskupa pomocniczego w Krakowie. Został nim ostatecznie ks. Robert Chrząszcz, pochodzący z Kalwarii Zebrzydowskiej, od 15 lat pracujący na misjach w Brazylii. Gdy rozmawialiśmy z nim krótko po wyborze, przyznał, że jego kandydaturę zgłosił nie abp Jędraszewski, ale kard. Orani João Tempesta z Rio de Janeiro. Ignacy Dutkiewicz w książce „Pastwisko” pisze, że ks. Chrząszcz miał zostać biskupem w tamtejszej diecezji (podobnie jak zgłoszony kilkanaście miesięcy wcześniej, przez tego samego kardynała, inny polski misjonarz, ks. Zdzisław Błaszczyk), ale w ostatniej chwili został „przerzucony” do Polski, by zakończyć impas po odrzuceniu propozycji krakowskiego metropolity.

Tak powstaje biskup

Wróćmy jeszcze na chwilę do sposobu tworzenia terna kandydatów na nowego biskupa diecezjalnego.

Nuncjusz wybiera ich z trzech źródeł. Pierwszym są nazwiska wytypowane przez biskupów. Przynajmniej raz na trzy lata każdy metropolita przygotowuje, wraz z sufraganami i biskupami pomocniczymi, listę księży „zdatniejszych do biskupstwa”. Normy dotyczące promowania do tej roli z 1972 r., opisujące proces bardziej szczegółowo niż Kodeks Prawa Kanonicznego, mówią, że biskupi aktualizują te listy, dopisując nowe nazwiska i wykreślając tych, którzy z powodu wieku, choroby czy innych przeszkód przestali się nadawać. A następnie przekazują, wraz z opiniami na temat kandydatów, do nuncjusza.

Drugim źródłem są kandydaci zgłaszani indywidualnie do nuncjusza, do czego prawo ma każdy biskup. Trzecim – nazwiska, które proponuje sam nuncjusz, na podstawie własnych informacji, pozyskanych od księży, zakonników czy osób świeckich.

Jak ujawnił były nuncjusz, abp Celestino Migliore, w referacie „Rola Kościoła partykularnego w procedurze mianowania biskupów przez papieża”, przed nominacją biskupa diecezjalnego nuncjusz przeprowadza rozpoznanie na temat stanu diecezji, konsultując się z dość dużą, liczącą ok. 70 osób grupą. Z kolei po wykrystalizowaniu się terna prosi o opinie na temat kandydatów nie tylko osoby nakazane przez prawo kościelne (o których była mowa), ale też „powinien wysłuchać zdania niektórych członków kolegium konsultorów [ciało wybrane z rady kapłańskiej] i kapituły katedralnej” oraz wybranych duchownych i świeckich. Abp Migliore zdradził, że o każdego z trzech wybranych kandydatów nuncjusz wypytuje szczegółowo ok. 25 osób. Służy mu do tego specjalny kwestionariusz.

Kandydat w punktach

W maju 2022 r. niemiecka gazeta „Kölner Stadt-Anzeiger” opublikowała 63 pytania, jakie zadawane są podczas opiniowania kandydatów na biskupa. W porównaniu z wcześniejszymi ankietami (ujawnionymi w 2001 r., czyli za czasów Jana Pawła II), pojawiły się nowe zagadnienia. Np. czy kandydat zawsze postępował właściwie i uczciwie w sprawach dotyczących wykorzystywania seksualnego dzieci, i czy sam nie wykazywał jakichkolwiek niewłaściwych zachowań. Z kolei inne pytania zostały usunięte (np. o stosunek do encykliki „Humanae vitae”, zakazującej antykoncepcji). W kwestionariuszu znajdziemy pytania o wygląd, stan zdrowia i moralność kandydata, o jego stosunek do kościelnej etyki seksualnej, nauczania o małżeństwie i wyświęcania kobiet. A także o to, „czy traktuje siostry zakonne z szacunkiem i uznaniem”, co świadczy, że niektórzy hierarchowie miewają problem nawet z tak oczywistymi kwestiami.

Niezależnie od tego, co można sądzić o wartości i sensowności poszczególnych pytań, z ankiety wyłania się obraz biskupa, jakiego Kościół chciałby widzieć: trzeźwo myślącego, wiodącego skromne życie, umiejącego słuchać i być blisko drugiego człowieka, troszczącego się o biednych i potrzebujących, współpracującego z księżmi diecezjalnymi, zakonnikami i świeckimi, szukającego konsensusu i porozumienia.

Tyle teorii.

Ma nie narzekać i nie bać się ludzi

Terno wraz z dossier kandydatów nuncjusz przekazuje do Dykasterii ds. Biskupów, która z trzech kandydatów wybiera jednego, przedstawiając go papieżowi. Dokonują tego w tajnym głosowaniu, po poznaniu opinii o kandydatach i przeprowadzeniu dyskusji. Trudno sobie wyobrazić, by najbardziej nie liczyło się zdanie tych, którzy kandydatów znają osobiście lub pochodzą z ich kraju. Dlatego decydujący głos w sprawie polskich kandydatur ma w tej chwili kard. Grzegorz Ryś, od 2020 r. członek wspomnianej dykasterii.

Wydaje się też oczywiste, że dykasteria, która jest urzędem papieża, przy wyborze kandydata kieruje się jego „wzorcem biskupa”. We wrześniu 2019 r. Franciszek, na spotkaniu z nowo mianowanymi biskupami, podzielił się swoim ideałem „dobrego arcypasterza”, który zawsze jest blisko Boga i swego ludu. „Nie otaczajcie się, proszę, sługusami, pochlebcami i karierowiczami” – mówił. „Potrzebujemy biskupów zdolnych usłyszeć bicie serca swoich wiernych i swoich kapłanów. Którzy nie ograniczają się do spotkań formalnych, zaplanowanych czy okolicznościowych”. Prosił, by nie bali się ludzi, nie narzekali na nich i nie dzielili ich („biskup, który burzy mosty i budzi nieufność, jest antybiskupem”). By nie myśleli tylko o swojej doskonałości („są bez smaku, jak woda destylowana”) i nie bali się ubrudzić rąk. By żyli skromnie, troszcząc się o biednych i wykluczonych. I by byli blisko swoich księży. „Jeśli zadzwoni do ciebie któryś z księży, a ty nie możesz odebrać, oddzwoń do niego najpóźniej następnego dnia. Bo drugi raz on już nie zadzwoni” – mówił przy innej okazji.

Skąd Jędraszewski w Krakowie

Nie da się ukryć, że krakowski metropolita z trudem wpisuje się we wzorzec nakreślony nie tylko przez Franciszka, ale nawet ten wyłaniający się z kwestionariusza dla kandydatów. Dlaczego więc osiem lat temu powierzono mu wawelską katedrę?

Nominacja abp. Jędraszewskiego została ogłoszona 8 grudnia 2016 r., a on sam, jak twierdzą osoby z nim zaprzyjaźnione, dowiedział się o niej 10 dni wcześniej bezpośrednio od Franciszka. Kto stał za tą decyzją? Jak udało się nam ustalić, kandydatura arcybiskupa łódzkiego nie była pomysłem ustępującego metropolity, kard. Stanisława Dziwisza, choć i on, i jego sufragani ją opiniowali (najwyraźniej z dobrym skutkiem). Niedługo po zmianie pojawiły się w mediach sugestie, że za transferem abp. Jędraszewskiego do Krakowa lobbowała w nuncjaturze ówczesna premier Beata Szydło. To kusząca hipoteza, bo wiadomo, że metropolita łódzki cieszył się sympatią jej środowiska politycznego, a czerwony biret, jakiego się w takiej sytuacji spodziewano (Kraków uważano wciąż za stolicę kardynalską), wart był zachodu. Ale mimo wszystko hipoteza mało prawdopodobna – ingerencja władz państwowych w proces wyboru biskupa byłaby poważnym naruszeniem prawa, w dodatku ówczesnemu nuncjuszowi, Celestino Miglioremu, wcale nie było z PiS-em po drodze. Warto jednak przypomnieć, że proces wyłaniania nowego metropolity Krakowa przypadł na czas zmian w samej nuncjaturze – 28 maja 2016 r. abp Migliore został mianowany nuncjuszem w Moskwie i nie jest pewne, czy zdążył osobiście wyłonić terno. Nowy nuncjusz, abp Salvatore Pennacchio, przyjechał do Polski dopiero w listopadzie, gdy nominacja abp. Jędraszewskiego była już zatwierdzona. Możliwe więc, że za proces przygotowania i zaopiniowania terna odpowiadali urzędnicy niższego szczebla, bardziej podatni na sugestie – niekoniecznie polityków. 

Możliwe też, że kandydatura Jędraszewskiego pojawiła się dopiero na poziomie kongregacji. W Watykanie krążyły pogłoski, że stał za nią papieski jałmużnik Konrad Krajewski, pochodzący z Łodzi, który w ten sposób przygotował w swoim rodzinnym mieście miejsce dla innego kandydata, bliższego Franciszkowej wizji. I rzeczywiście: po roku katedrę łódzką objął abp Grzegorz Ryś.

„Co mamy, Stasiu, wolnego?” 

Kościelne sita bywają jednak dziurawe – wieloetapowy i precyzyjnie opisany proces wyboru biskupa, diecezjalnego czy pomocniczego, nieraz kończy się porażką. Czasem media ujawniają skrzętnie ukrywane problemy kandydata, blokując jego nominację, czasem wycofuje się sam zainteresowany, innym razem papież uznaje swą pomyłkę. Biskupi impas trwa w Argentynie, ojczyźnie papieża: w maju Franciszek „poprosił o rezygnację” abp. Gabriela Mestre z La Plata, którego mianował na to stanowisko 9 miesięcy wcześniej. Powodem są „poważne błędy”, jakie hierarcha miał popełnić w swojej poprzedniej diecezji, Mar del Plata, która zresztą od tamtej pory pozostaje nieobsadzona – pierwszy następca abp. Mestrego zrezygnował po niespełna miesiącu, kolejny po czterech dniach.

Spektakularnym przykładem papieskiej pomyłki była nominacja w styczniu 2015 r. bp. Juana Barrosa z Chile, której Franciszek długo bronił, mimo ujawnianych przez media faktów, że biskup zatajał informacje o seksualnym wykorzystywaniu nieletnich przez seryjnego pedofila o. Fernanda Karadimę, swego byłego przełożonego. Po trzech latach papież przyznał się do błędu, tłumacząc, że został okłamany. Afera skończyła się zdymisjonowaniem nie tylko bp. Barrosa, ale też wymuszeniem przez Franciszka dymisji całego chilijskiego episkopatu.

Zdarzały się też przypadki omijania procedur. Jeden z emerytowanych pracowników Watykanu opowiedział nam, jak Wanda Półtawska w rozmowie z Janem Pawłem II domagała się awansu dla współpracującego z nią biskupa („zbyt długo jest pomocniczym i należy mu się diecezja”). Papież zwrócił się do swojego sekretarza z pytaniem: „Stasiu, co my tam mamy wolnego w Polsce?”. W odpowiedzi padła nazwa jednej z diecezji nad morzem i po kilku dniach ogłoszono nominację.

Czy podobnie dzieje się za pontyfikatu Franciszka? Możliwe, bo przecież biskupie nominacje są „nieskrępowanymi decyzjami papieża”. Choć zapewne nie dotyczy to już biskupów z Polski.

Kto przyjdzie do Krakowa

Procedura wyboru następcy abp. Jędraszewskiego trwa od kilku miesięcy. Jeśli zaproponowane przez nuncjusza terno znalazło uznanie dykasterii i akceptację papieża, nazwisko nowego krakowskiego metropolity poznamy w ciągu miesiąca. Jeśli propozycje z Warszawy były dla Watykanu niezadowalające (albo gdy wybrany kandydat nie przyjmie nominacji, co też się zdarza), obecny metropolita pozostanie na urzędzie aż do znalezienia następcy. Kto nim będzie?

W mediach najczęściej pojawia się nazwisko gliwickiego biskupa Sławomira Odera, który miałby być „kandydatem Jędraszewskiego”. Na jego korzyść przemawiają też zasługi dla krakowskiej metropolii – był postulatorem w procesie kanonizacyjnym Jana Pawła II. Gdyby jego transfer do Krakowa zależał tylko od pozycji obecnego metropolity, z pewnością nie doszedłby do skutku – w świetle uzyskanych przez nas informacji wpływy ustępującego metropolity w nuncjaturze i samym Watykanie mocno osłabły.

Warto więc przyjrzeć się innym kandydaturom. Na liście rankingowej pojawia się nazwisko kard. Konrada Krajewskiego. Nowa konstytucja kurii rzymskiej stanowi, że „duchowni, którzy pełnili posługę w instytucjach i urzędach kurialnych, po pięciu latach powracają do posługi duszpasterskiej w swojej diecezji” (kadencję można im wyjątkowo przedłużyć o kolejne pięć lat). Kard. Krajewski pełni funkcję papieskiego jałmużnika już jedenasty rok. Gdyby te przepisy zastosowano także wobec niego (co nie jest oczywiste, bo objął urząd przed ich wejściem w życie), musiałby pożegnać się ze stanowiskiem, które dało mu popularność, swobodę i możliwość realizacji ambitnych planów. Sam pewnie nie zamieniłby go na niewdzięczną i nudną pracę biskupa diecezjalnego, choć przecież papieżowi się nie odmawia... Czy trafi do Krakowa? Już dwa lata temu pojawiły się głosy, że wróci do swej macierzystej diecezji łódzkiej, a w zamian kard. Ryś miałby objąć ważne stanowisko w Watykanie.

Inną, rzadziej braną pod uwagę „kandydaturą watykańską” jest bp Krzysztof Nykiel, wyświęcony zaledwie kilka dni temu (22 czerwca), dotychczasowy regens w Penitencjarii Apostolskiej. On także pochodzi z Łodzi – zaprzyjaźniony jest z kard. Krajewskim i kard. Rysiem. Czy będzie „czarnym koniem” w wyścigu o wawelską katedrę? W kurii rzymskiej cieszy się bardzo dobrą opinią, kierownicze stanowisko (równe sekretarzowi w dykasteriach) pełni od 12 lat. Nasi rozmówcy w Watykanie przypuszczają, że biskupia nominacja jest wzmocnieniem jego urzędu przed nadchodzącym rokiem jubileuszowym, w którego organizacji Penitencjaria Apostolska odgrywa ważną rolę. Choć ci sami rozmówcy nie wykluczają, że zamysł papieża wobec polskiego księdza może być inny.

Biskup Damian Muskus przed ołtarzem papieskim stawianym na krakowskich Błoniach na Światowe Dni Młodzieży, 11 lipca 2016 r. // Fot. Marek Lasyk / Reporter

Muskus wart wyboru

Często biskupem diecezjalnym zostaje któryś z lokalnych biskupów pomocniczych, jako że zna dobrze realia diecezji, a sam też jest znany miejscowemu duchowieństwu.

Atutem wspomnianego już bp. Roberta Chrząszcza jest doświadczenie pracy na misjach, cenione przez Franciszka. Tyle że ściągnięty z Brazylii do Krakowa, przez cztery lata niczym specjalnym się nie wyróżnił.

W przeciwieństwie do innego krakowskiego biskupa pomocniczego, Damiana Muskusa, koordynatora Światowych Dni Młodzieży w Krakowie (2016 r.), przy których wykazał się zdolnościami organizacyjnymi i komunikacyjnymi. Dał się też poznać jako hierarcha niekoniunkturalny – posiadający własne zdanie i niebojący się upominać o ważne sprawy. W 2021 r. krytykował władze za niehumanitarne traktowanie imigrantów na granicy z Białorusią. W 2023 r. wzywał do zachowania rozsądku, gdy wybuchła histeria po filmie „Bielmo” Marcina Gutowskiego, ukazującym niewłaściwe reakcje Karola Wojtyły na doniesienia o księżach krzywdzących małoletnich (abp Jędraszewski mówił wtedy o „drugim zamachu na Jana Pawła II”). „Nikomu nie jest potrzebna dzisiaj nowa odsłona wojny polsko-polskiej, którą od lat fundują nam środowiska polityczne” – pisał w mediach społecznościowych bp Muskus, dodając, że „ani trzymanie w dłoni obrazka z jego wizerunkiem, ani wieszanie go na ścianach instytucji publicznych nie odmieni oblicza tej ziemi”.

Krakowski biskup pomocniczy znany jest też z oryginalnych, ale skutecznych pomysłów na pomoc dzieciom chorym na rzadkie choroby. W 2022 r. wystawił na licytacji swój srebrny pierścień biskupi (zakupiło go wspólnie pięć osób za sumę ponad 70 tys. zł, oddając zresztą cenny przedmiot właścicielowi, który po raz kolejny przekazał go na sprzedaż). Od tamtego czasu bp Muskus zaczął wystawiać na aukcję nie tylko biskupie pamiątki, ale też swoją pracę – „zatrudniając się” do sprzątania, zmywania naczyń czy porządków w ogrodzie.

Ostatnio zareagował na list prawicowych intelektualistów, którzy w obronie biskupów zaatakowali osoby skrzywdzone seksualnie przez księży. Pisał: „Bardzo proszę, aby sygnatariusze (...) raczyli nie brać mnie w obronę, gdyż wołanie Skrzywdzonych ani mnie nie krzywdzi, ani gorszy. Gorszy mnie natomiast brak współczucia dla ludzi, którym odebrano niewinność, zadano rany, które są trudne, a czasem niemożliwe do uleczenia. Gorszy mnie dokrzywdzanie ofiar przestępstw poprzez stawianie ich w jednym szeregu z tymi, którzy Kościół traktują jako rzecz zbędną. Jest mi bardzo przykro, że »List w obronie...« w istocie stał się »Listem przeciwko«. Przeciwko skrzywdzonym. Przeciwko pragnącym sprawiedliwości. Przeciwko, jak sami o sobie mówią, »Nieumarłym«”.

Gdyby wybór nowego metropolity zależał tylko od predyspozycji kandydata, bp Muskus miałby spore szanse. Także dlatego, że jest franciszkaninem: Franciszek coraz chętniej powierza odpowiedzialne stanowiska w Kościele zakonnikom. Trudno zresztą byłoby znaleźć osobę o podobnym autorytecie wśród krakowskiego duchowieństwa i darzoną przez świeckich większym szacunkiem. A to zalety niezbędne, by móc odbudowywać archidiecezję po rujnujących rządach abp. Marka Jędraszewskiego.

O ile tylko proces wyłaniania jego następcy będzie przebiegał w oparciu o procedury i kryteria nakreślone przez papieża.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 26/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Kto posprząta po metropolicie