Nad wejściem do piętnastowiecznej kamienicy pod numerem dwudziestym krzywy ceglany portal. Napis „Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie” dość nieśmiały. Obok portierni – zabytkowy fresk. Na parterze – galeria połączona z salą audiowizualną. Niektórym zwiedzającym przeszkadza ponoć skrzypienie drewnianych schodów i trzeszczenie podłóg w pomieszczeniach wystawowych na wyższych piętrach.
Można tu znaleźć diamentową spinkę do krawata sprezentowaną Adamowi Mickiewiczowi przez Puszkina, zielniki Elizy Orzeszkowej czy fajkę Witolda Gombrowicza. Pracownicy śmieją się, że jest tu tyle książek, że żaden strażak by tego nie zaakceptował. Rzeczywiście, są tu całe biblioteki pisarek i pisarzy: Marii Dąbrowskiej, Juliana Tuwima. Największa kolekcja obrazów Brunona Schulza w Polsce.
– To są niezwykłe zbiory, czasem dosłownie ocalone spod ziemi, jak rękopisy Żeromskiego czy Tuwima, które po powstaniu warszawskim były wydobywane z gruzów – mówi jedna z osób pracujących w muzeum. – To nie jest izba pamięci. Naszym zadaniem jest obudzić myślenie i pokazać, dlaczego ci pisarze i pisarki są wciąż ważni i co mówią nam o nas samych – dodaje.
Muzeum Literatury: odchodzą fachowcy, wiele osób szuka pracy
Poza bezcennymi archiwami ofiarowywanymi przez rodziny autorek i autorów, muzeum prezentowało w ostatnich latach panoramę polskiej literatury współczesnej.
– Bez manipulowania pamięcią, bez koloryzowania – mówi poeta, pisarz i publicysta Wojciech Bonowicz. – Muzeum Literatury starało się zrozumieć procesy, jakie zachodzą w literaturze, dobrze je pokazać oraz interesująco skomentować. Dobrze, jeśli władza się w to nie miesza i pozostawia ludziom, którzy się na tym znają – podkreśla.
Niestety stało się inaczej. Po odejściu poprzedniego dyrektora Muzeum Literatury w 2024 r. konkurs na to stanowisko wygrała Agnieszka Celeda, specjalistka w zarządzaniu kulturą, producentka związana z instytucjami teatralnymi i projektami artystycznymi na skalę międzynarodową.
Mimo to marszałek województwa mazowieckiego Adam Struzik powołał na p.o. dyrektora Beatę Michalec, dawną dyrektorkę przedszkola, byłą zastępczynię dyrektora Muzeum Niepodległości, radną Koalicji Obywatelskiej w Warszawie. Marszałek uznał, że przepisy nie nakazują mu wyboru kandydata wskazanego przez komisję.
Efekt? Fachowcy „odchodzą”, gdy kończą im się nieprzedłużane przez dyrektorkę umowy, kilkoro kierowników działów „ratuje się” zwolnieniami lekarskimi. Wiele osób szuka nowej pracy.
– Dochodzi do cichej wymiany kadrowej. Ludzie nie wytrzymują atmosfery, są wypychani, żeby odejść. Trudno byłoby to wykazać w sądzie, ale przecież wiemy, jak to działa – podkreśla inna osoba pracująca w instytucji.
Konflikt pracowników Muzeum Literatury z Beatą Michalec
Muzeum Literatury było dotychczas kierowane przez osoby związane z badaniami literaturoznawczymi oraz literaturę tworzące. Poprzedni dyrektor, Jarosław Klejnocki był polonistą pracującym na Uniwersytecie Warszawskim, poetą, eseistą i autorem kryminałów. Wśród jego poprzedników byli uznani historycy literatury, poeci, krytycy literaccy, bibliografowie, pisarze.
– Podczas konkursu Beata Michalec bardzo źle odpowiadała na pytania dotyczące kwestii literackich, znajomości literatury – mówi poetka Marzanna Bogumiła Kielar, członkini komisji konkursowej z ramienia Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. – Napisałam wówczas, wraz z członkiem komisji konkursowej Zbigniewem Zbikowskim, list otwarty w proteście przeciwko powierzeniu tej funkcji osobie, która konkurs przegrała – tłumaczy.
List odbił się co prawda echem w mediach, ale Beata Michalec wprowadziła się do Muzeum i rozpoczęła serię chaotycznych zmian.
– Przychodzimy do pracy ze ściśniętym żołądkiem – mówi jeden z pracowników, który prosi o anonimowość. – Panuje atmosfera niepokoju, boimy się o swoje stanowiska. Nigdy nie wiemy, jakie nowe zarządzenie spadnie nam na głowę. To jest taka tresura. Pani dyrektor z nikim nie konsultuje decyzji, przekłada ludzi ze stanowiska na stanowisko bez uprzedzenia – opowiada.
Z dokumentów pozyskanych w trybie dostępu do informacji publicznej Kielar dowiedziała się, że Michalec dwukrotnie przyjęła do pracy osoby niespełniające wymogów ustawy o muzeach, a nawet niespełniające warunków ogłoszenia konkursów, które wygrały.
– Na stanowisko adiunkta w Muzeum Władysława Broniewskiego Michalec przyjęła instruktorkę z Wawerskiego Centrum Kultury, projektantkę zieleni po SGGW – mówi Kielar. Pani dyrektor nie przedłużyła także umowy o pracę specjaliście z działu fonicznego, zastępując go etnolożką z Muzeum Budownictwa Ludowego w Olsztynku, nie posiadającą kompetencji w pracy z archiwaliami dźwiękowymi, co pokazuje dokumentacja z rekrutacji. W obu konkursach pominięto osoby merytoryczne. – Nie wspomnę już o sposobie, w jaki przeprowadzono inwentaryzację rękopisów. Do zespołu spisowego weszły osoby bez przygotowania merytorycznego, z których nikt nie został przedtem przeszkolony przez konserwatora – dodaje nasza rozmówczyni.
Ministerstwo Kultury kwestionuje wybór dyrektorki, ale nie pomaga
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zakwestionowało procedurę wyboru nowego dyrektora uznając, że formalnie konkurs nie doprowadził do obsadzenia stanowiska. W wyniku konfliktu pomiędzy Ministerstwem a Urzędem Marszałkowskim ogłoszono więc drugi konkurs na stanowisko dyrektorskie, który miał zamknąć spór. Po raz kolejny przy stole z ramienia ministerstwa zasiadła Marzanna Bogumiła Kielar, tym razem z pisarzem Jackiem Dehnelem.
Zamiast specjalistów, w komisji zastała urzędników PO i PSL, osoby niezwiązane z literaturą. Nie pozwolono jej zadać żadnego z pytań o nieprawidłowości w zarządzaniu muzeum. Komisja konkursowa nie przyjęła także zaproponowanych przez nią i Dehnela kryteriów wyboru kandydata. Były wśród nich: umiejętność obchodzenia się z archiwami, wysokie kompetencje w zakresie historii literatury czy realna obecność na współczesnym polu literackim.
Komisja przyjęła za to wszystkie kryteria zgłoszone przez Urząd Marszałkowski: doświadczenie administracyjne, umiejętność zarządzania budżetem, kierowanie zespołem, współpraca z samorządem, doświadczenie zawodowe w kulturze czy niekaralność.
– Zderzyłam się ze ścianą – mówi Kielar. – Złożyliśmy z Jackiem Dehnelem votum separatum. Skrytykowaliśmy w nim odrzucenie kryteriów kluczowych dla chronienia bezcennych archiwaliów, uniemożliwienie zadawania pytań o poważne przekroczenia prawa podczas pełnienia obowiązków dyrektora przez radną Michalec, a także odrzucenie jakiejkolwiek rozmowy o kandydatach i niedopuszczalne traktowanie nas w trakcie przesłuchania konkursowego – relacjonuje.
Treść dokumentu trafiła do prasy, a ministra kultury Marta Cienkowska odmówiła powołania Michalec na stanowisko.
Pomimo nagłośnienia sprawy przez media, Beata Michalec konkurs wygrała i została powołana na stanowisko przez marszałka. W konsekwencji ministerstwo wypowiedziało umowę o współorganizacji muzeum, co znacząco obniża rangę placówki.
– Wtedy właśnie związki zawodowe poprosiły o możliwość spotkania ze wszystkimi pracownikami. Pani dyrektor się na tym spotkaniu nie pojawiła. Nie spotkała się z nami także, żeby opowiedzieć, jak będzie działało muzeum i co się z nami stanie – mówi osoba należąca do związków zawodowych. – Sytuacja finansowa muzeum jest w tym roku niezwykle trudna. Rezygnujemy z wystaw, bo mamy bardzo znacząco obcięte budżety – podkreśla.
List otwarty w sprawie Muzeum Literatury
Wygrana Beaty Michalec w pokazowym konkursie rozpętała burzę. Kielar i Zbigniew Zbikowski wystosowali list otwarty środowiska literackiego, wyrażając „zdecydowany sprzeciw wobec działań godzących w zaufanie, transparentność i elementarne zasady rzetelnego zarządzania kulturą.” Podpisało się pod nim (dane na 23 marca br.) ponad 600 osób, m.in. Hanna Krall, Olga Tokarczuk czy Wojciech Bonowicz.
– Nie lubię takich rozwiązań „siłowych” z naginaniem lub łamaniem prawa, zwłaszcza kiedy dotyczą kultury. W tym przypadku wydało mi się ważne, żeby środowisko zabrało głos, bo chodzi o miejsce, które dla historii literatury jest wyjątkowe i trzeba tego miejsca bronić – uzasadnia swój podpis Bonowicz.
Głos sprzeciwu wyraziły także Stowarzyszenie Pisarzy Polskich, Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej, Unia Literacka i Polski PEN Club. W odpowiedzi na poparcie przez ten ostatni inicjatywy zmierzającej do unieważnienia konkursu marszałek województwa odpisał, iż „ze zdziwieniem przyjmuje, że organizacja, mająca ogromne znaczenie dla kultury, jaką jest Polski PEN Club, przyłącza się do niepotwierdzonych doniesień o rzekomych nieprawidłowościach, bez zadania sobie trudu zbadania prawdziwości twierdzeń”. Zarząd Mazowsza wysunął podobny zarzut wobec ministerstwa twierdząc, że reaguje ono na doniesienia medialne, a nie fakty.
Zareagowały także związki zawodowe działające w obrębie Muzeum Literatury. W liście do zwaśnionych stron apelują o nieodstępowanie ministerstwa od współorganizacji muzeum, podjęcie rozmów z Urzędem Marszałkowskim oraz powołanie na stanowisko dyrektorskie osoby niezwiązanej z żadną partią polityczną. Związkowcy zadeklarowali gotowość do udziału w rozmowach. Ministerstwo odpowiedziało, że „nie odrzuca możliwości dialogu”, jeśli taka propozycja zostanie sformułowana przez marszałka.
Stanowisko dyrektor Beaty Michalec
Niestety, dyrektor Beata Michalec nie odpowiedziała jeszcze na wysłaną przez nas kilka dni temu prośbę o komentarz w sprawie krytycznych reakcji środowiska literackiego oraz jej podwładnych, a także sposobu powołania jej na stanowisko, kompetencji merytorycznych oraz metod zarządzania instytucją, którą kieruje.
Pytana o motywację do działania, Kielar odpowiada, że kieruje nią poczucie sprawiedliwości.
– Stanowisko dyrektora powinna objąć osoba merytoryczna. Jest to obowiązek wynikający z elementarnej odpowiedzialności za teraźniejszy i przyszły kształt polskiej kultury. Chodzi też o to, żeby instytucje publiczne były zarządzane w sposób przejrzysty, profesjonalny i z poszanowaniem głosu tych, którzy tworzą dziedzictwo literackie – mówi Kielar. – To literatura pozwoliła nam przetrwać, kiedy nasze państwo przez 123 lata nie istniało na mapie – dodaje poetka.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















