Człowiek Trumpa walczy z tłuszczami roślinnymi. My zróbmy makaron z cytryną na maśle

W latach 60. grupy roślinnego nacisku apelowały, by McDonald’s porzucił łój, na którym smażono frytki. Dziś strzały z napisem „Poison!” lecą w odwrotną stronę.
Czyta się kilka minut
Fot. SNeG17 / Shutterstock
Fot. SNeG17 / Shutterstock

Pięć i pół miliarda euro to spora kwota, nawet jeśli podzielimy ją na siedem lat obecnej tzw. perspektywy budżetowej Unii i na setki organizacji zajmujących się ochroną środowiska (czy też walką o jego przywrócenie do stanu preindustrialnej Arkadii). Dysponująca tak pękatą skarbonką europejska agencja ds. klimatu, czyli główny koordynator wdrażania Zielonego Ładu, zlecała beneficjentom m.in. kampanie nacisków skierowane na inne resorty w Komisji i urzędników różnych agend. Zamiast podejść na dyskusje do kolegów i koleżanek z działu dwa piętra wyżej, wynajmowano za spory pieniądz tzw. trzeci sektor.

Polski komisarz od pilnowania budżetu, bliski zausznik naszego premiera, określił tę karuzelę mianem niestosownej i od niedawna takich praktyk zakazano. W ramach rewizji co bardziej przesadnych, nierealistycznych lub wypaczonych aspektów Zielonego Ładu, którą obiecali rządzący unijnymi strukturami „ludowcy”. A z przyjemnością sekundują im w tym inne, od dawna wrogie politykom klimatycznym grupy. W Brukseli PO-PiS ma się świetnie. Rewizja, korekta, opamiętanie w wielu sprawach są zbawienne, ale to, ile się przy tym wyleje dzieci z kąpielą, będę dla was jeszcze długo zliczał.

Znowu mamy „odbicie wahadła w przeciwną stronę”. Rzekomy skręt Ameryki na prawo ma za sobą pociągnąć resztę zachodniego świata i będziemy jeszcze patrzeć, jak niejeden kandydat na urząd przez te oczy zielone zapomni francuskiego. Także w kuchni trzeba być czujnym na szybko zmieniające się mądrości etapu. Pisaliśmy już raz o trumpowskim kandydacie na ministra zdrowia i o jego, delikatnie mówiąc, dziwnych pomysłach. Jedną z jego idée fixe jest „uczynić łój z powrotem wielkim”. Robert Kennedy pośród innych spiskowych teorii wyznaje i tę, jakoby oleje roślinne – te rafinowane, z masowej produkcji – były groźną trucizną wywołującą wszelkie choroby sytego człowieka.

Zaczynam się bać, że ten – jak zwykle mający parę ziarenek prawdy u swych źródeł – odruch antyolejowy zacznie na serio dominować. Jedyny hamulec, który na razie powstrzymuje jego rozlewanie się, to wysoka, coraz wyższa cena sugerowanych alternatyw. Czyli oliwy z oliwek, klarowanego masła lub wysokogatunkowego łoju i smalcu. Faktycznie, gdy się czyta o sposobach rafinacji oleju roślinnego i chemicznej jego ekstrakcji w procesie tzw. drugiego tłoczenia, robi się niedobrze. Ale z drugiej strony, tylko taki tłuszcz przy smażeniu w wysokich temperaturach nie rozpada się na dość szkodliwe substancje, tak jak wtedy, gdy przegrzejemy najwspanialszą, dziewiczą oliwę. „Ostre” smażenie pozwala zaś na krótszą obróbkę i per saldo mniej nasiąknięty tłuszczem efekt finalny. I bądź tu, człowieku, mądry.

Jak zwykle kluczem jest właściwa miara. Ludzie Zachodu nie zaczęli chorować masowo na otyłość, bo od lat 60. smażą na olejach, tylko dlatego, że jedzą tej smażeniny coraz więcej i więcej, cokolwiek zostało wlane na patelnię. Ale hasło „jedz o połowę mniej smażonego” nie nadaje się na kampanię.

W latach 60. grupy roślinnego nacisku drukowały w gazetach odezwy „Zatrucie Ameryki” i apele, by McDonald’s porzucił łój, na którym smażono frytki. Poskutkowało, od 1990 r. sieć używa wyłącznie oleju (niekiedy aromatyzując go ekstraktem z wołowiny). Dziś te same strzały z napisem „Poison!” lecą w odwrotną stronę. Trzeba cholernie uważać, gdzie akurat Annuszka rozleje olej, bo inaczej wpadniemy pod tramwaj historii.

Makaron z cytryną

Wracamy do naszego cytrynowego serialu. W Kampanii czy na Sycylii nie ma krów, więc teoretycznie powinniśmy użyć oliwy – ale jednak potrawa wychodzi lepiej z masłem, bo pochodzi z północnych Włoch.

  • 320 g spaghetti, linguine albo tagliatelle
  • 2 małe cytryny bio (skórka i sok)
  • 3 łyżki masła
  • ząbek czosnku (opcjonalnie)
  • garść parmezanu lub łyżka śmietanki (opcjonalnie)

Ścieramy ostrożnie skórkę z cytryn, dajemy ją na patelnię, na której roztopiliśmy uprzednio masło z rozgniecionym czosnkiem. Podgrzewamy delikatnie, dolewamy sok, mieszamy i gasimy ogień. Kiedy makaron będzie al dente, przerzucamy go na patelnię, na bardzo małym ogniu mieszamy intensywnie, podlewając odrobiną wody z garnka. Można na tym etapie posypać garścią parmezanu, co w połączeniu ze skrobią da nam bardziej kremową konsystencję. Niektórzy zamiast tego dodają łyżkę tłustej śmietany. Ale wielu purystów nie dodaje niczego. Na wydaniu można posypać siekaną miętą albo – polecam – koperkiem. Czosnek nie jest tu wcale konieczny, musicie spróbować, która wersja wam odpowiada. W restauracjach w Amalfi można spotkać wersję, w której maceruje się skórkę oraz zioła w soku i oliwie, po czym łączy się z kluskami na zimno – ale do tego trzeba mieć naprawdę mocne, aromatyczne cytryny prosto z drzewa.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 5/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Make łój great again