Udowodnij, że jesteś człowiekiem. Chwileczkę, gdzieś zapodziałem egzemplarz „Obcego”, tam było co nieco na ten temat i do jutra chyba dałbym radę się przygotować. A może jest opcja uproszczona i wystarczy katechizm, dział drugi, paragraf szósty, punkt 355 i kolejne? Aha, mówicie, że chodzi tylko o dziewięć obrazków i trzeba wybrać te, na których jest rower. Albo samochód. Albo semafor. Prędko prędko, ten kawałek blachy to błotnik czy mi się zdaje?
Bardzo uliczny charakter ma człowieczeństwo, z jakiego jesteśmy rozliczani przed sądem najwyższym naszej codzienności cyfrowej. Jeśli ktoś żyje wysoko w górach albo dawno nie wyjeżdżał z mazurskiej kniei dalej niż po kwit na węgiel do gminy, to może mieć kłopoty z dopuszczeniem do sakramentu aplikacji.
Nieidealne szparagi
Takiej osobie (a raczej istocie dopiero mającej stać się pełnoprawną osobą w oczach algorytmu) o wiele prościej byłoby rozkazać: wskaż obrazki, na których są rzeczy jadalne. A może to za proste, bo na prawie każdym zdjęciu wykonanym na zewnątrz, pod gołym niebem, choćby był to peron kolejki podmiejskiej albo zrewitalizowany betonem plac miasteczka, wprawne oko znajdzie coś jadalnego. Np. mniszek wyłażący spod krawężnika albo niemal dowolne drzewo: zjeść się bezpośrednio raczej nie da, ale wypić napar z kory, liścia albo kwiatu – owszem.
Zatem może nieco trudniej – dać zdjęcia ze straganów i zadanie: wskaż obrazki, na których są warzywa i owoce sezonowe. Z początkiem maja to jednak byłoby aż za proste – wystarczy znaleźć ten jeden, jedyny kafelek ze szparagami. A może dwa, bo są wszak i zielone, i białe. A nawet fioletowe. A niech będą jakie bądź, bylebym mógł już jeść, choćby „nieidealne”, jak napisano na stronie z codzienną ofertą mojego ulubionego dostawcy.
Zastanawiam się nad tą nie-idealnością, czy to znaczy po prostu, że wyszły z nazbyt wciąż zimnej ziemi krzywe i nierówne, z poskręcanym, nieregularnie uformowanym czubkiem? Tylko tak napisać nie wypada, bo zniechęci to klientów, zwłaszcza tych, którzy muszą podjechać spory kawałek.
Analogicznie w świecie wielkiej mody, modelek, wybiegów i wszelkiego diabła odzianego u Prady, na modelki 30 plus nie mówi się, że są stare (taka jest w owym piekle granica starości), lecz generational, czyli pokoleniowe. A to znaczy, że „pokolenie” ewidentnie kojarzy się nam ze starszą częścią ludzkości, na czym korzysta ów śliski eufemizm.
Test na człowieka. Może trzeba być jak krzywy szparag?
Przeskakujemy obojętnie nad tymi obrazkowymi testami, mającymi odsiać w internecie ruch generowany przez roboty niczym irytujący płotek, nie na tyle jednak wysoki, żeby się na serio zatrzymać i kopnąć weń ze złością.
Podobnie, jak znudzeni klikamy w idiotyczne komunikaty o ciasteczkach, które raz po raz akceptujemy, byle szybciej, byle już się wyświetliło, bo przecież nikt nie ma czasu przeglądać listy „zaufanych dostawców” – z góry przecież wiadomo, że jeśli chodzi o reklamę i manipulację w internecie, to lepiej nikomu nie ufać. Także urzędnikom wystrzelonym na któryś z księżyców Jowisza lub dalej, którym się wydawało, że naprawdę ktoś będzie wdzięczny za taką formę ochrony prywatności. Już każdorazowe odrywanie zakrętki, żeby nie przeszkadzała w piciu, jest mniej uciążliwe od udzielania tuzin razy dziennie zgody na ciastka.
Test na człowieka to tylko kilka straconych sekund i na ogół nie zwracamy uwagi na sens tych słów. A powinny walić nas pięścią między oczy. Udowodnij. Wytłumacz się. Jesteś podejrzany, jesteś niepewna, kto cię w ogóle widział i kto cię zna? Już my tu sobie ustalimy, jak się wykażesz – np. rozwiąż prosty test poznawczy, którego na razie, w obecnym stanie rozwoju AI, robot jeszcze nie pokona. Ale jak się wyspryci, to damy ci coś jeszcze trudniejszego. W postaci zoptymalizowanej przez psychologów dla grupy społecznej i wiekowej, co do której założyliśmy sobie, że nas interesuje. Jak się w niej nie mieścisz, to idź sobie z tym niepewnym człowieczeństwem gdzie indziej.
Otóż może w byciu jak ten krzywy, niewyrośnięty szparag tkwi najskuteczniejszy dowód bycia człowiekiem? Poprzerywani i niecałkowici, jak ta tęcza u Leśmiana, co się „śniła ludzkiemu oku”. Jestem tego pewien, im bardziej wszechobecna nieludzka aparatura, podtrzymująca coraz liczniejsze funkcje życiowe i społeczne, chwali się wobec nas niezawodnością.
Przerośnięte warzywo też ma rację bytu
Potrzeba nam znów rozsądnego oswojenia koślawości. Bez przesady w drugą stronę. Przecież nawet w kuchni nieobliczonej na pokaz, niehołdującej celom malarskiego efektu, szuka się rzeczy równych i regularnych.
Szparagi (znów one, jeszcze z tydzień będę miał obsesję, proszę o cierpliwość), jeśli dajemy je do brytfanki z oliwą, to chcemy je mieć równej długości i grubości, żeby doszły w tym samym momencie. Nieraz grzebię długo w skrzyni, żeby wyciągnąć podobne w kształcie ziemniaki, które potem nożem doprowadzę do identycznych ćwiartek, bo inaczej potem część zacznie się palić, a reszta będzie niegotowa.
Serce się raduje, kiedy się ułoży sałatkę caprese tak, by średnica plasterków sera i pomidora się zgadzała. Wszystko to prawda. Taka jest tylko różnica, że to harmonia „w miarę”, z dużym marginesem błędu. A nawet to, co znajdzie się poza tym marginesem, nie idzie precz na śmietnik.
Nieforemne ścinki i przerośnięte warzywo mają rację bytu, której czasami odmawiamy sobie, w strachu rozwiązując test z semaforkiem.
Risotto szparagowe najlepsze
Około majówki robię się monotematyczny w swoich apetytach. Świadom tego, co roku obiecuję sobie, żeby nie zanudzać was żadnym przepisem szparagowym, bo – tak mniemałem – było tu ich już multum. Tymczasem sprawdziłem właśnie, że wcale nie tak wiele. Dlatego pozwolę sobie teraz przywrócić przepis na pracochłonne, ale zdecydowanie najlepsze na świecie risotto szparagowe, który pojawił się w „Tygodniku” dwanaście (!) lat temu.
- 320 g ryżu
- 2 pęczki (ok 1 kg) białych szparagów
- mały pęczek włoszczyzny (bez korzenia pietruszki)
- cebula
- masło
- parmezan
- dużo cierpliwości
Z każdego szparaga odcinamy po umyciu dolną jedną trzecią i te łodygi wrzucamy do garnka wraz z małą włoszczyzną, kilkoma ziarnkami pieprzu, zalewamy 1,5 litra wody i gotujemy na bardzo wolnym ogniu godzinę, a pod koniec solimy.
Z pozostałych szparagów odcinamy łebki i wrzucamy je do miseczki z wodą. Resztę jędrnych łodyg starannie obieramy i kroimy na drobne kawałki. Wkładamy do garnuszka z jedną posiekaną cebulą, solimy, podlewamy ok. 50 ml wody, przykrywamy i gotujemy na wolnym ogniu przez kilka minut, co jakiś czas mieszając, aż zrobią się miękkie. Po przestudzeniu miksujemy zawartość garnuszka na gładką papkę.
Na suchej dużej patelni o grubym dnie prażymy ryż na dużym ogniu, delikatnie go poruszając drewnianą łyżką, by się cały równomiernie ogrzał. Dalej, jak zwykle, „gasimy” go winem, czekamy aż prawie całe odparuje i zalewamy wrzącym bulionem warzywno-szparagowym tak, by płyn pokrył ryż na ok. 1 cm.
Ponieważ uprażony na sucho ryż będzie się nam sklejał w grudki, rozbijamy je delikatnie drewnianą łyżką. Cierpliwie gotujemy na średnim ogniu, aż ryż wypije większość płynu. Wtedy dolewamy kolejną porcję, lekko co jakiś czas mieszamy. Przy trzeciej dolewce płynu dodajemy połowę szparagowej papki. Przy czwartej dolewce – jej resztę.
Kiedy upłynie ok. 16-18 minut, zaczynamy uważać – ryż zacznie być już miękki, więc ewentualne dolewki muszą być niewielkie – choć z racji obecności zmiksowanych szparagów to risotto zawsze wyjdzie nam raczej „płynne”: jak to mówią Włosi all’onda, czyli falujące. Równolegle blanszujemy łebki szparagów przez dwie minuty i przekładamy na risotto w ostatniej fazie dochodzenia.
Na koniec dodajemy dwie łyżki masła i intensywnie mieszamy – brutalną siłą chcemy uwolnić maksimum skrobi z ryżu, żeby uzyskać maksimum kremowości. Potem pora na odpoczynek – minuta lub dwie pod przykryciem. Na wydaniu dodajemy parmezan, ale oszczędnie. Jeśli chcemy, żeby było ładniej na zdjęciach, możemy w ostatnich minutach dodać do gotowania garstkę mrożonego groszku (chyba że mieszkacie w kraju, gdzie jest już świeży, czego zazdroszczę).
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















