Czas to przerwać: do wyjaśnienia sprawy zarzucanych mu zaniedbań abp Wojda powinien ustąpić z funkcji przewodniczącego Episkopatu

Czterdzieści sześć osób wykorzystywanych przez księży zapytało: czy na czele polskiego Kościoła ma być człowiek, który nie stanął po stronie skrzywdzonych?
Czyta się kilka minut
Arcybiskup Tadeusz Wojda w drodze na zebranie plenerne Konferencji Episkopatu Polski. Warszawa, 14 marca 2024 r. // Fot. Adam Chełstowski / Forum
Arcybiskup Tadeusz Wojda w drodze na zebranie plenerne Konferencji Episkopatu Polski. Warszawa, 14 marca 2024 r. // Fot. Adam Chełstowski / Forum

„Nikt nie powinien błagać o sprawiedliwość w Kościele” – tym cytatem z apelu Papieskiej Komisji ds. Ochrony Małoletnich rozpoczęło swój list 46 osób, które doznały wykorzystania seksualnego przez duchownych.

Inicjatorami listu do Rady Stałej Episkopatu, a także nuncjusza, są Tośka Szewczyk, Robert Fidura i Jakub Pankowiak.

LIST Tośka Szewczyk to pseudonim. Swojego prawdziwego imienia i nazwiska nigdy nie ujawniła, nigdy też nie opowiedziała swoim bliskim, w tym rodzicom, o tym, że była wykorzystywana seksualnie przez księdza. Swoją historię opisała w książce „Nie umarłam. Od krzywdy do wolności”.

Robert Fidura – to on jako pierwszy użył sformułowania „nieumarli”, próbując oddać to, co przeżywają osoby wykorzystywane seksualnie. Przez kilka lat funkcjonował pod pseudonimem Wiktor Porycki i właśnie pod zmienionym nazwiskiem opisał, jak tamto doświadczenie wpłynęło na jego życie. Był członkiem Rady Fundacji Świętego Józefa, której misją jest „ochrona dzieci i młodzieży, budowanie struktur pomocy skrzywdzonym i zapobieganie przestępstwom wykorzystania seksualnego w Kościele”.

Jakub Pankowiak jest jednym z bohaterów filmu dokumentalnego braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”, także działa na rzecz osób skrzywdzonych.

Po raz pierwszy w historii polskiego Kościoła osoby skrzywdzone występują razem – jako domagająca się swoich praw i uznania ich podmiotowości grupa.

– Gdy pisałam nasz list, wiedziałam, że najpierw muszę zapanować nad emocjami, które pojawiły się po przeczytaniu tekstu o sprawie abp. Wojdy – mówi Tośka Szewczyk. – Każdy z nas ma własną historię skrzywdzenia przez duchownych. I każdy z nas na różnym etapie i na różne sposoby angażował się w pomoc innym skrzywdzonym. Gdy obserwujemy, jak przedstawiciele kurii traktują kolejne osoby, chcemy ruszyć im z pomocą, ale wciąż próbujemy poradzić sobie też z własnym bólem.

Tośka Szewczyk już wcześniej pisała do biskupów, zapraszała ich do rozmowy. Chciała opowiedzieć im o perspektywie skrzywdzonych przez księży i wysłuchać, co mają do powiedzenia.

– Jechałam do jednego biskupa, rozmawiałam z nim, potem leżałam w łóżku, leżałam... wstawałam, jechałam do kolejnego biskupa, rozmawiałam z nim, i znów leżałam. Skończyło się miesięcznym zwolnieniem lekarskim wystawionym przez psychiatrę. Więc z jednej strony koszty są ogromne, z drugiej – czuję, że działanie przywraca nam sprawczość. Wiem, że niektórzy biskupi są z nami. Nigdy nie rozmawialiśmy o wyborze abp. Wojdy na przewodniczącego episkopatu, ale gdy zobaczyłam, że część z biskupów podjęła taką decyzję, mimo jego historii, wróciła bezsilność.

REPREZENTANT KOŚCIOŁA Pierwszym postulatem z listu skrzywdzonych jest „zawieszenie abp. Tadeusza Wojdy w pełnieniu obowiązków przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski do czasu wyjaśnienia zarzucanych mu zaniedbań. W przypadku potwierdzenia stawianych mu zarzutów – usunięcie go z funkcji przewodniczącego”.

Pytam o ten postulat dwóch kanonistów. Obaj proszą o anonimowość. Obaj wyjaśniają, że statut KEP nie daje biskupom możliwości zawieszenia ani odwołania przewodniczącego.

Podkreślają jednak, że jeśli sprawa abp. Wojdy dotyczy zaniechania czy utrudniania postępowania wobec księdza oskarżonego o przestępstwo wykorzystania seksualnego małoletnich, także niewłaściwego traktowania osób pokrzywdzonych, to tryb postępowania wobec przewodniczącego episkopatu będzie taki sam, jak wobec każdego innego biskupa.

– Zawiesić abp. Wojdę w obowiązkach przewodniczącego KEP na czas wyjaśnienia sprawy lub odwołać z tej funkcji może tylko papież, także za pośrednictwem odpowiedniej dykasterii. Duchowny może również zrezygnować sam – mówi kanonista.

I dodaje: – Biskupi wybrali swojego przewodniczącego na 5-letnią kadencję i choć nie mają władzy, by go odwołać, mogą zwrócić się do abp. Wojdy, by sam podjął decyzję o odsunięciu się od pełnienia obowiązków na czas wyjaśnienia sprawy.

Ks. Leszek Gęsiak SJ, rzecznik KEP, w krótkim oświadczeniu napisał, że „członkowie Rady Stałej KEP otrzymali list”. Dodał, że „w najbliższym czasie zostanie ustalony termin spotkania Rady Stałej, która zajmuje się omówieniem aktualnych spraw Kościoła w Polsce. Podejmie także zawarte w liście kwestie”.

Demonstracja przed katedrą oliwską w czasie ingresu abp Tadeusza Wojdy, Gdańsk, marzec 2021 r. // Fot. Mirosław Pieślak / Forum

GDAŃSKA SPRAWA „Ksiądz Adrian G. z archidiecezji gdańskiej Kingę wykorzystywał przez cztery lata. Martę rok. Kinga i Marta złożyły skargę do gdańskiej kurii, zeznawały przed kościelnym trybunałem. Ksiądz Adrian nadal odprawia msze w jednym z gdyńskich kościołów”. To początek reportażu Stanisława Zasady „Nie musimy tego robić”, który opublikowaliśmy w „Tygodniku” w lutym 2022 r.

Kinga miała 13 lat, a Marta właśnie zdała maturę, była pełnoletnia, gdy ks. Adrian G. (wszystkie imiona zmienione) zaczął je wykorzystywać seksualnie.

„»Jak nie będziesz mnie słuchać, zostaniesz alkoholiczką, jak ojciec« – krzyczy, gdy zrobi coś nie po jej myśli” – przywoływała słowa księdza Kinga. Opisywała mechanizm znany wielu skrzywdzonym – stopniowego wikłania przez sprawcę: odwiedzin duchownego w domu rodzinnym, kupowania prezentów, pomocy w odrabianiu lekcji i trwającej kilka lat przemocy seksualnej. W reportażu jest też informacja, że ks. Adrian G. złamał tajemnicę spowiedzi siostry Kingi.

Marta poznała ks. Adriana G. w trudnym czasie, gdy potrzebowała wsparcia. „Z rodzinnego domu Marta pamięta: brak miłości, kłótnie i że nie lubiła świąt” – pisał Zasada. „Byłam zahukana, wstydziłam się” – mówiła kobieta.

Ks. Adrian G. nie odniósł się do zarzutów Kingi i Marty. Odpisał wtedy „Tygodnikowi”, że w związku z tym, że Gdański Trybunał Metropolitalny rozpatruje sprawę, „jest zobowiązany do zachowania milczenia”.

W marcu 2021 r. nowym metropolitą gdańskim został abp Tadeusz Wojda, który zastąpił abp. Sławoja Leszka Głodzia. Marta zawiadomiła kurię pod koniec maja, Kinga w październiku – a więc ich sprawy od początku rozpatrywano już pod zwierzchnictwem abp. Wojdy.

Kobiety przesłuchano przed Trybunałem Metropolitalnym w odbiegających od standardów i – jak wynika z ich relacji – wywołujących powtórne cierpienie warunkach. Ich zeznania przyjmowano w obecności dwóch księży. Marta wspomina o biegłej psycholog, która „wydawała się znudzona”. Kobiety przyznały, że o „najgorszych rzeczach” nie powiedziały. „Bo jak księżom opowiadać o tym, że krzywdził mnie inny ksiądz?” – mówiła „Tygodnikowi” Marta. Kobieta miała także poważne zastrzeżenia do spisanego przez jednego z księży protokołu, wyznała nawet, że „nie poznała swoich słów” i że „pięć razy musiała prosić o poprawki”.

„Pod koniec listopada [2021 r. – red.] obie napisały skargę do abp. Tadeusza Wojdy. Poskarżyły się na przesłuchanie przed kościelnym trybunałem (że źle się czuły) i na ogólnikowy protokół. Napisały też, że dziwi je, iż ks. Adrian wciąż posługuje w parafii i ma kontakt z wiernymi. List do rezydencji arcybiskupa Marta zawiozła osobiście, na kopercie było: »do rąk własnych«. – Chciałam mieć pewność, że list dotrze do adresata – tłumaczy. (...) Na list Kingi i Marty arcybiskup Wojda do tej pory nie odpowiedział” – pisał Zasada.

Przewodniczącym Episkopatu abp Wojda został 14 marca 2024 r.

Gdy publikowaliśmy reportaż Zasady – było to prawie rok od pierwszego zawiadomienia i kilka miesięcy od drugiego – Adrian G. wciąż odprawiał msze i spowiadał. Przestał jedynie być opiekunem grup duszpasterskich i wikariuszem, działał w parafii jako tzw. „pomoc duszpasterska”.

Zbigniew Nosowski, redaktor naczelny kwartalnika „Więź”, komentował w tekście Zasady: „Ksiądz Adrian powinien być zawieszony przez biskupa w czynnościach duszpasterskich, żeby nie miał możliwości kontaktu z wiernymi”.

CIĄG DALSZY Do sprawy Kingi i Marty oraz gdańskiej kurii wrócił na początku maja b.r. Zbigniew Nosowski w tekście „Czy Ksiądz Biskup mógłby w końcu usłyszeć mój głos? Pytania do abp. Tadeusza Wojdy”. Ustalił, że „w marcu 2024 r., czyli przed kilkoma tygodniami, do Nuncjatury Apostolskiej w Warszawie wpłynęło oficjalne zawiadomienie o możliwych zaniedbaniach metropolity gdańskiego”.

„Dokument jest bardzo obszernie udokumentowany, opatrzony wieloma załącznikami. Przedstawiane są w nim błędy proceduralne popełnione podczas postępowania wstępnego prowadzonego w archidiecezji gdańskiej już za rządów aktualnego metropolity. Według zawiadomienia doszło także do lekceważenia obowiązujących kościelnych zasad troski o osoby poszkodowane, co skutkuje ich powtórną, poważnie odczuwaną krzywdą” – pisze Nosowski.

Autorka zgłoszenia – jak zaznacza Nosowski – „przekazując list do nuncjatury, wskazała jednoznacznie, że traktuje go jako zgłoszenie zaniechań abp. Tadeusza Wojdy, zgodnie z motu proprio »Vos estis lux mundi« (VELM)”.

VELM – czyli list apostolski Franciszka, którego zapisy weszły w życie 1 czerwca 2019 r. (a nowa wersja, uwzględniająca m.in. bezbronnych dorosłych i świeckich zwierzchników wspólnot kościelnych – w marcu 2023 r.) opisuje zasady postępowania w przypadku zarzutów zaniedbań przełożonych w wyjaśnianiu przestępstw seksualnych księży wobec małoletnich.

Art. 5 VELM brzmi: „Władze kościelne są zobowiązane, aby ci, którzy twierdzą, że są poszkodowani, wraz ze swoimi rodzinami, byli traktowani z godnością i szacunkiem oraz zaoferują im w szczególności: a) przyjęcie, wysłuchanie i wsparcie, również za pośrednictwem właściwych służb; b) pomoc duchową; c) pomoc medyczną, terapeutyczną i psychologiczną, w zależności od konkretnego przypadku”.

Z tekstu Nosowskiego dowiadujemy się, co działo się w gdyńskiej kurii przez dwa lata po publikacji reportażu Zasady. Naczelny „Więzi” podkreśla, że w czasie trwania postępowania kanonicznego Kinga miała utrudniony kontakt z niektórymi pracownikami kurii.

Cytuje też fragment listu wysłany przez Kingę do abp. Wojdy, w którym kobieta opisuje, w jaki sposób przedstawiciele kurii manipulowali jej zeznaniami dotyczącymi ks. Adriana G.: „Mówiłam: »wchodził do mojego śpiwora«; a w protokole tego nie było. Mówiłam: »były pocałunki«, a w protokole to się nie znalazło. Mówiłam: »zbliżał się do mnie fizycznie», a w protokole było: »dochodziło między nami do zbliżeń fizycznych«. Mówiłam, że nie chcę, płakałam – a w protokole tego zabrakło. Mówiłam: »on też do mnie przyjeżdżał«, a w protokole było: »jeździłam do niego«. Powiedziałam im: »Mówił, że nie muszę tego robić, jeśli nie chcę; mówiłam, że nie chcę, ale nadal się to działo«. Zanotowali w protokole: »Mówił, że mogę odmówić«”.

Kinga wyznała, że w liście do abp. Wojdy zapowiedziała chęć opisania tego, czego w obecności dwóch księży przesłuchujących ją w Trybunale Metropolitalnym nie była w stanie powiedzieć i wysłania swoich zeznań pocztą. Nie otrzymała odpowiedzi.

Protokoły są jednym z podstawowych dokumentów w kościelnych procesach.

Nosowski opisuje także próby, jakie podjęły kobiety, by dotrzeć do abp. Wojdy. Do spotkania Marty z metropolitą gdańskim doszło w lutym 2023 r., „bynajmniej nie z inicjatywy abp. Wojdy”. Metropolita miał przeprosić Martę, mówić „to nie powinno się zdarzyć”, jednak „nic więcej z przeprosin nie wynikało”. Pełnomocniczka Marty miała usłyszeć od abp. Wojdy, „iż w jej sprawie według niego nie było wykorzystania seksualnego, gdyż »to było tylko macanie«. »Nie doszło do pełnego stosunku« – mówił biskup, a on przecież »nie odpowiada za to, co robią dorośli ludzie«”.

Z tekstu Nosowskiego dowiadujemy się także, że „w ramach dotychczasowego postępowania kościelnego nie przesłuchano jako świadka osoby, która dwukrotnie pisemnie informowała metropolitę gdańskiego, że posiada informacje o innych osobach mogących złożyć zeznania w tej sprawie, w tym o innych kobietach skrzywdzonych przez ks. Adriana”. A ks. Krzysztof Szerszeń, co do protokołowania którego kobiety miały liczne zastrzeżenia, został rektorem Gdańskiego Seminarium Duchownego.

Obie kobiety nie otrzymały wsparcia finansowego na leczenie, w tym na psychoterapię. Kuria zaproponowała Kindze, by przesłała swój numer konta, na który środki na psychoterapię będzie przelewał ks. Adrian G. (nie zrobił tego).

Co więcej: Nosowski ustala, że w sierpniu 2023 r. ks. Adrian G. został zastępcą kapelana w szpitalu psychiatrycznym (pełnił tę funkcję niecałe 3 miesiące).

Duchowny oskarżony przez kobiety o wykorzystanie seksualne może obecnie odprawiać mszę tylko dla jednej grupy parafialnej, nie ma zakazu spowiadania.

Nosowski ustala także, że „po przesłaniu do Dykasterii Nauki Wiary akt dotyczących skargi pani Kingi archidiecezja gdańska otrzymała polecenie przeprowadzenia procesu karnego pozasądowego wobec ks. Adriana”. W sprawie pani Marty DKN – jak podaje naczelny „Więzi” – „odpisała, że nie leży w jej kompetencji rozpatrywanie zgłaszanych przestępstw wobec dorosłych osób bezbronnych, jeśli nie są one na stałe »pozbawione pełnego używania rozumu«”. Informację o tym ks. Jerzy Więcek z Gdańskiego Trybunału Metropolitalnego przekazał pani Marcie cztery miesiące po wydaniu decyzji.

Ks. Adrian G. – jak relacjonowała Marta – znał jej trudną sytuację rodzinną, „on uzależnił mnie psychicznie i emocjonalnie” – mówiła Nosowskiemu.

„Jak słyszę od ekspertów, decyzja DNW o odmowie prowadzenia sprawy pani Marty wcale nie zamknęła wszystkich możliwości działania, jakie daje prawo kanoniczne. Można było tę sprawę skonsultować z Dykasterią ds. Duchowieństwa” – pisze Nosowski. Czy to zrobiła gdańska kuria – nie wiadomo, bo dziennikarz na razie nie otrzymał odpowiedzi na swoje pytania.

POSTULATY To właśnie ta historia była impulsem dla grupy pokrzywdzonych do wysłania listu. Jednym z najważniejszych postulatów – jak piszą jego inicjatorzy – są zmiany w prawie kanonicznym.

Jako osoby zgłaszające swoją krzywdę mamy status świadka, a nie strony w sprawie – mówi Jakub Pankowiak. – Nie mamy więc dostępu do przebiegu postępowania i akt. Wciąż nie jesteśmy traktowani podmiotowo przez Kościół. Mamy wrażenie, że biskupi odpowiadają nam dopiero wtedy, gdy nasze sprawy staną się medialne.

Wśród pozostałych postulatów są zagadnienia znane z dyskusji o sytuacji osób skrzywdzonych w Kościele od lat. Są to m.in. możliwość spotkania biskupów z delegacją pokrzywdzonych w czasie zebrania plenarnego. Podanie terminu rozpoczęcia działań niezależnej komisji badającej przypadki wykorzystania seksualnego w Kościele od 1945 r. Powołanie Rzecznika Praw Osób Skrzywdzonych w Kościele czy zaangażowanie kobiet w diecezjalny system pomocy osobom pokrzywdzonym.

Wszystkie te zmiany mogłyby wpłynąć na sytuację osób skrzywdzonych, zapewnić im społeczne wsparcie.

– Przez 38 lat się bałem – mówi Robert Fidura. – Mieszkam na wsi, gdzie wszyscy się znają. O tym, że zostałem wykorzystany seksualnie przez księdza, nie powiedziałem nawet rodzicom. Wiedziałem, że to będzie dla nich za trudne. Gdy kilka lat temu opowiedziałem o tym publicznie, poczułem ulgę. Okazało się, że nie jestem sam.

– Cztery lata temu pokazałem swoją twarz, widzowie poznali moją historię. Zaczęły się do mnie odzywać kolejne osoby skrzywdzone przez księży – mówi Jakub Pankowiak. – Korespondowaliśmy, zwłaszcza ci z nas, którzy zdecydowali się działać na rzecz osób pokrzywdzonych w Kościele. Tworzyła się siatka znajomości. Moja liczy około stu osób. Inni pokrzywdzeni, którzy opowiedzieli publicznie swoje historie, mają podobne sieci.

Momentem przełomowym było spotkanie w Żarach, zorganizowane przez Fundację Składak jesienią 2023 r. Ponad dwadzieścia wykorzystywanych seksualnie przez księży osób usiadło przy jednym stole.

– Znaliśmy się z mediów społecznościowych, ale wtedy zobaczyliśmy się twarzą w twarz. Mogliśmy wspólnie popłakać, powspierać się, opowiedzieć, w obecności psychologów, o tym, co nas spotkało i chyba to był taki zalążek tego, że teraz mogliśmy wspólnie zareagować na sytuację, w której pojawiły się pytania do człowieka, który stoi na czele polskiego Kościoła – mówi Pankowiak. – Czekamy na konkretny ruch ze strony Rady Stałej, mam nadzieję, że w czerwcu będziemy mieli okazję spotkać się z jej przedstawicielami i wspólnie przedyskutować nasze postulaty. Do tej pory rozmawiamy głównie przez media.

– A jeśli nie? – pytam.

– Nie wiem, nie wyobrażam sobie jednak naszego protestu przed budynkiem episkopatu, by skłonić biskupów do rozmowy.

ODPOWIEDŹ Czy zgodnie z postulatem pokrzywdzonych abp Wojda powinien ustąpić z funkcji przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski na czas wyjaśnienia sprawy? To jak odpowiedź na pytanie, po której stronie stanąć – osób pokrzywdzonych czy sprawców.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 22/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Czas to przerwać