Walenie głową w ścianę

Robert Wiktor Fidura-Porycki: Do świadomości, że zostałeś seksualnie wykorzystany, nie jesteś w stanie się przyzwyczaić.

Reklama

Walenie głową w ścianę

Walenie głową w ścianę

22.02.2021
Czyta się kilka minut
Robert Wiktor Fidura-Porycki: Do świadomości, że zostałeś seksualnie wykorzystany, nie jesteś w stanie się przyzwyczaić.
Robert Wiktor Fidura-Porycki, Warszawa, 19 lutego 2021 r. ALBERT ZAWADA DLA „TP”
A

ARTUR SPORNIAK: Po obejrzeniu filmu „Najdłuższy proces Kościoła” zrezygnowałeś z członkostwa w radzie Fundacji św. Józefa wspierającej ofiary pedofilii, powołanej przez episkopat.

ROBERT WIKTOR FIDURA-PORYCKI: Zgadza się.

W wysłanym do abp. Wojciecha Polaka uzasadnieniu napisałeś m.in.: „Dowiaduję się o kolejnych sprawach, których nie umiem nazwać cywilizowanym językiem. Okazuje się, że Dzięga, jak i emeryt Głódź, ale także ponad 90 proc. biskupów, skoncentrowali swoją działalność na dyskredytacji nieumarłych, na torpedowaniu pomocy”. Nie wiedziałeś o tym wcześniej?

Zdawałem sobie sprawę, że nie wszyscy nastawieni są na pomoc ofiarom. Ale nie podejrzewałem, że skala jej hamowania jest aż taka. I Franciszek to powtarza, i powtarzał to Benedykt XVI, że to najważniejszy problem Kościoła, że zero tolerancji dla nadużyć seksualnych wobec...

14923

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »


ogłoszenie społeczne

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

"Miałam wtedy jakieś 17-18 lat. To był perkusista. Szukałam przyjaciela – kogoś bliskiego. Zaprzyjaźniliśmy się. I znowu trafiłam niestety na zwyrodnialca. Zaprosił mnie do domu na parę dni. Pojechałam, naiwna. Tam się nic wielkiego nie stało, po prostu spałam na łóżku polowym, a on do mnie w nocy przyszedł i próbował się do mnie dobierać. W momencie, gdy mu wycharczałam – bo trudno powiedzieć, że powiedziałam: „zostaw mnie w spokoju!”, wrócił do siebie na łóżko. Do niczego więcej nie doszło. To była tylko próba". Tak jak w przypadku #metoo warto się zastanowić, czy czasem nie powiedzieć mniej, by znaczyło to więcej.

.

.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]