Czujesz się tak, jakbyś co jakiś czas musiała stanąć naprzeciw olbrzymów. A oni za każdym razem wciskają cię coraz mocniej w ziemię. Nie możesz jednak nic zrobić, stoisz i czekasz – mówi Tośka Szewczyk, gdy pytam, jak wyglądały dotąd jej kontakty z przedstawicielami diecezji, w której zgłosiła swoją krzywdę.
Osoby wykorzystane seksualnie przez księży mogą zgłosić swoją sprawę delegatowi ds. ochrony dzieci i młodzieży, który jest w każdej diecezji i w każdym zgromadzeniu zakonnym. Zgłoszenie uruchamia postępowanie, a jeśli sprawa zostanie uznana za wiarygodną – proces kościelny. Jego przebieg, a także status pokrzywdzonych, precyzuje prawo kanoniczne.
28 lutego, przed „Dniem modlitwy i solidarności z Osobami Skrzywdzonymi wykorzystaniem seksualnym”, abp Wojciech Polak, delegat KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży, ogłosił wspólny list – pokrzywdzonych i biskupów – z apelem o zmiany w prawie kościelnym.
– Zmiany kluczowe, bo jeśli uda się je wprowadzić, osoby skrzywdzone będą stroną we własnych sprawach. Teraz, zgodnie z prawem kanonicznym, jesteśmy, mówiąc skrótem, „świadkami krzywdy Kościoła”. Pokrzywdzona jest wspólnota, sprawiedliwość, przykazanie, a nie osoba, które została wykorzystana seksualnie przez księży – mówi Tośka Szewczyk.
To ona jest jedną z inicjatorek listu.
Nie każda osoba skrzywdzona może ujawnić swoją sytuację
Od początku działa anonimowo. Nie ujawniła dotąd publicznie swojego wizerunku. Nie powiedziała najbliższym, że „Tośka Szewczyk” – to ona.
– Nie chciałabym jednak, żeby osoby skrzywdzone przez księży uznały, że nie warto mówić bliskim o tym, co się wydarzyło. Bywa, że prawda jest dobrze przyjmowana i wzmacnia relacje. Bliscy starają się wspierać, a wsparcie jest kluczowe.
– Skąd więc decyzja o anonimowości? – pytam.
– Wiem, że nie wszyscy wytrzymują emocjonalnie informację, że ich dziecko było molestowane seksualnie przez księdza. Znam dwie osoby, których najbliżsi nie poradzili sobie z tym tak bardzo, że odebrali sobie życie. Jeśli historia staje się publiczna, włączają się w nią kolejne osoby – krewni, znajomi, sąsiedzi. Nie zawsze po to, by wesprzeć – mówi Szewczyk.
Swoją sprawę zgłosiła do diecezji już jako dorosła, w 2020 r. Wciąż czeka na jej zakończenie. O tym, jak wygląda sytuacja osób pokrzywdzonych w procesach kościelnych, napisała w książce „Nie umarłam. Od krzywdy do wolności”. Określenie „nieumarli” ma oddać to, co przeżywają osoby wykorzystane seksualnie przez księży. Jego autorem jest Robert Fidura, który o swojej krzywdzie opowiedział po raz pierwszy także pod pseudonimem („Wiktor Porycki”).
Od maja ubiegłego roku działają we trójkę – Tośka Szewczyk, Robert Fidura i Jakub Pankowiak, główny bohater filmu dokumentalnego braci Sekielskich „Zabawa w chowanego”.
Osiem postulatów pokrzywdzonych
Zaczęło się od listu pokrzywdzonych do Rady Stałej KEP. Jego inicjatorami byli Szewczyk, Fidura i Pankowiak, ale podpisało się pod nim czterdzieści sześć osób.
List był reakcją na opublikowany w portalu Więź tekst Zbigniewa Nosowskiego „»Czy Ksiądz Biskup mógłby w końcu usłyszeć mój głos?«. Pytania do abp. Tadeusza Wojdy”. To historia dwóch kobiet, które zgłosiły sprawę wykorzystania seksualnego przez księdza w diecezji gdańskiej. Sprawę opisał wcześniej Stanisław Zasada w „Tygodniku Powszechnym”. Z relacji kobiet, a także ustaleń dziennikarzy, wynika, że w czasie zgłaszania sprawy doszło do licznych nieprawidłowości, m.in. zeznania złożone przez kobiety, które są podstawą w dalszym postępowaniu, zostały niewłaściwie zaprotokołowane. Metropolitą gdańskim był wtedy abp Tadeusz Wojda, obecny przewodniczący Episkopatu.
Pokrzywdzeni sformułowali w liście osiem postulatów. Domagali się zawieszenia abp. Tadeusza Wojdy w pełnieniu obowiązków przewodniczącego KEP do czasu wyjaśnienia stawianych mu zarzutów, a jeśli te zostaną potwierdzone – usunięcia go z tej funkcji; podania terminu rozpoczęcia działania niezależnej komisji, która zbada przypadki wykorzystania seksualnego w Kościele od 1945 r., na wzór komisji, które powoływały episkopaty m.in. Francji, Portugalii czy Niemiec; spotkania pokrzywdzonych z biskupami, powołania Rzecznika Praw Osób Skrzywdzonych, a także włączenia kobiet w system pomocy osobom pokrzywdzonym w diecezjach.
Jednym z najważniejszych postulatów było wprowadzenia zmian w prawie kanonicznym.
Skrzywdzeni piszą list do Watykanu
19 listopada ubiegłego roku Szewczyk, Fidura i Pankowiak spotkali się na Jasnej Górze z biskupami, którzy uczestniczyli w zebraniu plenarnym KEP. Przyszło ponad 70 biskupów, jednak nie wszyscy, którzy byli wtedy na miejscu.
– W czasie spotkania omówiliśmy szczegółowo zarówno postulaty zmian w prawie, jak i przygotowaną we współpracy z pokrzywdzonymi listę dobrych i złych praktyk – mówi Szewczyk. – Podzieliliśmy kontakty pokrzywdzonych z diecezją na etapy: składanie zawiadomienia w kurii, dochodzenie wstępne, w czasie którego zapada decyzja, czy sprawa jest wiarygodna, i na tej podstawie jest wysyłana do Watykanu, oraz sam proces. Omówiliśmy szczegółowo każdy z etapów, wymieniając po kilka najbardziej reprezentacyjnych przykładów, co może pójść nie tak i jaki to ma wpływ na pokrzywdzonych.
– Co na to biskupi? – pytam.
– Miałam wrażenie, że słuchali i że przyjęli naszą perspektywę. Wiem, że niektórzy mają świadomość, jak wygląda sytuacja osób pokrzywdzonych, i że wspierają nasze działania, by ją poprawić.
Jesienią pokrzywdzeni przekazali listę propozycji zmian w prawie kanonicznym polskiej delegacji biskupów na synod. Wcześniej nad propozycjami pracowali z kanonistami. – Tuż przed wyjazdem na synod spotkaliśmy się z biskupami, by omówić szczegółowo nasze propozycje i zastanowić się, w jaki sposób najlepiej dotrzeć z nimi do papieża – mówi Szewczyk.
– Dostaliście odpowiedź z Watykanu? – pytam.
– Sekretarz synodu odpisał polskim biskupom, że przekazał nasz projekt Papieskiej Radzie ds. Tekstów Prawnych, Dykasterii Nauki Wiary i Papieskiej Komisji ds. Ochrony Małoletnich. Czekamy na odpowiedzi tych instytucji.
Komisji do spraw pedofilii w polskim Kościele wciąż nie ma, bo nie chce jej część biskupów
W styczniu powstał wspólny list – pokrzywdzonych i biskupów, który miał wesprzeć wysłaną jesienią propozycję zmian w prawie kanonicznym.
– Wiemy, że nie udało się nam dotrzeć do wszystkich, nasze kontakty są ograniczone. Ale wiemy też, że nie wszyscy pokrzywdzeni chcą się podpisywać pod wspólnym listem z biskupami – mówi Szewczyk.
– Nie podaliście też informacji, którzy biskupi podpisali się pod listem. Dlaczego?
– Wśród osób skrzywdzonych podpisy zbieraliśmy my – skrzywdzeni, a wśród biskupów – sekretariat KEP. My obiecaliśmy podpisanym osobom pokrzywdzonym, że opublikujemy listę z naszej strony. Dla niektórych imienny podpis pod tym listem był ważnym krokiem w stronę wyjścia z anonimowości, inni natomiast, podpisani pseudonimem lub anonimowo, wciąż nie mają możliwości publikacji we własnym imieniu. We własnym imieniu może wypowiedzieć się natomiast każdy z biskupów, który zdecydował się list podpisać.
O jednomyślności biskupów i kwestii tego, jak wpływa ona na sytuację osób pokrzywdzonych, mówił w rozmowie z „Tygodnikiem” ks. Grzegorz Strzelczyk. Na pytanie, dlaczego episkopatom Niemiec czy Francji udało się powołać niezależną komisję badającą przypadki wykorzystania seksualnego w Kościele od 1945 r., odpowiedział: „Bo tam zgadzali się na to wszyscy biskupi. Żeby ogólnopolska komisja zaczęła działalność, też powinni zgodzić się wszyscy. Jeśli się nie zgodzą, komisja będzie działała na terenie poszczególnych diecezji – tych, których biskupi zgodzą się na jej działanie”. I dodał: „Gdyby była determinacja oraz chęć szybkiego i dogłębnego rozwiązania tej sprawy u wszystkich biskupów w Polsce, także odwaga do tego, żeby się z tym zmierzyć, pewnie udałoby się powołać ją w miesiąc”.
Jak kościelne procedury traktują osoby skrzywdzone
Gdy pytam, jak zmieniłaby się sytuacja pokrzywdzonych, gdyby zmiany w prawie, o które apelują, weszły w życie, Szewczyk odpowiada pytaniem: – Czy możemy się temu przyjrzeć, biorąc pod uwagę i zmiany w prawie, i to, w jaki sposób w ramach obowiązującego prawa bywamy traktowani przez kościelnych urzędników? Jest, na przykład, grupa delegatów, którzy dokształcają się, rozwijają, biorą udział w superwizjach. Ale są też delegaci, którzy nie pojawili się od miesięcy na żadnym szkoleniu i to ma przełożenie na naszą sytuację.
Przechodzimy wspólnie przez sprawę Tośki Szewczyk.
Najpierw moment składania zawiadomienia. – Być może, gdyby mój delegat brał udział w szkoleniach, ustaliłby ze mną miejsce składania zeznania, a nie zaprosił do budynku seminarium – zaczyna. – Skrzywdzeni wcale nie muszą składać zawiadomienia w miejscu, które jest nacechowane religijnie.
I druga rzecz: – Poszłabym na pewno z osobą towarzyszącą. Dopiero półtora roku po złożeniu zeznania zorientowałam się, że ani w protokole, który spisywał ksiądz, ani w jego notatkach nie było nazwisk innych osób, które mogły być pokrzywdzone przez tego księdza i które wymieniałam w czasie rozmowy. A to w śledztwie może mieć istotne znaczenie – mówi. – Nie zauważyłam tego, być może osoba, która byłaby ze mną, zwróciłaby na to uwagę.
Na etapie dochodzenia wstępnego w sprawie Tośki Szewczyk ksiądz, domniemany sprawca, dalej pracował w parafii. – Mimo że powinien zostać odizolowany na czas wyjaśnienia stawianych mu zarzutów. Został zabrany z parafii na koniec roku szkolnego i pożegnany z wielkimi honorami. Na stronie parafii pojawiły się zdjęcia, na których odbierał kwiaty. Zdjęcia zniknęły, ale właśnie w taki sposób został zapamiętany – opowiada Szewczyk.
Wreszcie proces. – Nie mamy żadnego dostępu do tego, co dzieje się z naszą sprawą. Moja wróciła z Dykasterii Nauki Wiary z zaleceniem przeprowadzenia procesu karnego administracyjnego w Polsce. Gdy dopytałam delegata, co to znaczy, odpowiedział, że nie wie.
Sprawa Tośki Szewczyk trwa od pięciu lat. – To jest moje pięć lat odbijania się od ściany. Dzwonienia do delegata i ciągłego dopytywania. Uczenia się prawa kanonicznego na własną rękę. W końcu: szukania pomocy wśród zaprzyjaźnionych ludzi Kościoła, także kanonistów.
Szewczyk podkreśla, że ten czas – oczekiwania i niewiadomej – może trwać wiele miesięcy, nawet lat. – Kościół, poprzez prawo kanoniczne, mówił mi w tym czasie: „Nie istniejesz”. To sytuacja, w której jako osoba pokrzywdzona jestem użyta do tego, żeby urzędnicy kościelni mogli zrobić porządek na własnym podwórku. Jestem potrzebna tylko po to, by złożyć zawiadomienie – mówi Szewczyk. – Czym więc różni się używanie mnie przez sprawcę od takiego używania mnie przez przedstawicieli Kościoła?
– Kiedy zorientowałaś się, że nie masz dostępu do swojej sprawy? – pytam.
– Nie było jednego momentu, raczej orientowałam się krok po kroku. Także dzięki osobom, które mnie wspierały. Dowiadywałam się, że nie mam wglądu do zeznań sprawcy, a on do moich ma. Że nie mogę składać wniosków dowodowych, a sprawca może. Że nie będę miała dostępu do treści wyroku, a sprawca – będzie miał. Czy gdybym o tym wszystkim wiedziała przed złożeniem zeznania w kurii, zdecydowałabym się na to? Raczej nie.
– Stąd obraz z olbrzymami?
– Tak, ale ostatnio chyba go przerobiłam. Jechałam rano do pracy samochodem, włączyłam kazanie. Nagle usłyszałam myśl „tak się nie traktuje córki Boga”. Trafiła do mnie. Dalej stoję naprzeciw olbrzymów, ale już nie czuję, że mogą mnie tak łatwo wciskać w ziemię. Gorzej, gdy tym olbrzymem nie jest konkretny człowiek, tylko system – jak prawo kanoniczne, gdzie trudno powiedzieć, z kim właściwie walczę. Ale nawet wtedy ta myśl pozostaje aktualna: „tak się nie traktuje córki Boga”.
„Dajcie już spokój z tymi skrzywdzonymi”
Tośka Szewczyk w mediach społecznościowych zamieszcza reakcje na jej działania na rzecz skrzywdzonych wykorzystaniem seksualnym w Kościele.
„Już za dużo o tych skrzywdzonych”, „Przecież już wszystko dostali”, „Jakie odrzucenie? Jakie niezrozumienie? Przecież oni się panoszą w Kościele”, „Stop lewackim cwaniarom!!! Tośkom i innym”, „Brednie bufonki, zbyt… tępej by pojąć że zasługi JPII są stokroć większe niż jej krzywda”, „A nie walić z grubej rury w każdego Brata w Chrystusie”, „Dajcie już spokój z tymi skrzywdzonymi, Pana Jezusa skrzywdzili, sądzili fałszywie, zamordowali, kto się domaga zadośćuczynienia? Dajcie już spokój”, „Zło jest złem ale jest przebaczenie pojednanie poprawa a nie wyłudzanie pieniędzy od ludzi, kurii, kapłanów”, „Przestańcie łgać kurwie syny i pluć na kościół”, „Tośka – agent propagandy”, „Spadaj suko”, „Powinnaś być w więzieniu za hejt w internecie”.
– Jak Ty się z tym masz? – pytam.
– Do wielu z tych reakcji trudno się odnieść, bo się wzajemnie wykluczają. Potrafię usłyszeć, że atakuję święty Kościół katolicki i że jak chcę współpracować z biskupami, to wchodzę w pakt z diabłem. Najbardziej bolą komentarze od swoich, czyli od skrzywdzonych. Kiedy mówię o swojej krzywdzie i walczę o zmianę sytuacji skrzywdzonych w Kościele, część skrzywdzonych błędnie zakłada, że próbuję reprezentować ich wszystkich. Nie jest tak. Reprezentuję Tośkę Szewczyk i tych, którzy każdorazowo mnie do tego upoważnili.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















