„Znaki pana Śliwki”. Skromny mistrz polskiego dizajnu

Dokument „Znaki pana Śliwki” przypomina twórcę logotypów PKO BP, WSiP i Instytutu Matki i Dziecka. Kim był Karol Śliwka, którego logotypy przez dekady meblowały polską codzienność.
Czyta się kilka minut
Film „ZNAKI PANA ŚLIWKI” – reż. Urszula Morga, Bartosz Mikołajczyk. Prod. Polska 2025. Dystryb. Awareness Distribution // materiały prasowe
Film „ZNAKI PANA ŚLIWKI” – reż. Urszula Morga, Bartosz Mikołajczyk. Prod. Polska 2025. Dystryb. Awareness Distribution // materiały prasowe

Marcin Wicha pisał o nich, że „są nie z tego świata”, mówiło się też, że kryje się w nich „intryga”. Tymczasem kilku pokoleniom Polaków i Polek kojarzą się z czymś jak najbardziej codziennym i zwyczajnym. Symbole graficzne stworzone przez Karola Śliwkę meblowały nasz pejzaż wizualny przez dobrych kilkadziesiąt lat – a częściowo nadal go tworzą.

Pejzaż to również emocjonalny. Wielu z nas odnajdzie w nim ślady peerelowskiego dzieciństwa: wedlowskie słodycze, popularną oranżadę, podpalane ukradkiem Giewonty czy używane przez rodziców kosmetyki Pollena-Uroda. Nie mówiąc o symbolach już tak ikonicznych, jak nieśmiertelna skarbonka (albo po prostu śliwka) zaprojektowana pod koniec lat sześćdziesiątych dla banku PKO BP. Film dokumentalny Urszuli Morgi i Bartosza Mikołajczyka „Znaki pana Śliwki” przybliża postać zmarłego w 2018 r. artysty, który uporczywie nazywał siebie rzemieślnikiem.

Znaki codzienności

Zanim tak pięknie „oznakował nam świat”, był Śliwka z wykształcenia artystą malarzem, musiał zatem wykonać dodatkową pracę, ażeby wejść w obce mu rejony sztuki użytkowej, gdzie liczy się przede wszystkim minimalizm i funkcjonalizm. Czyli kondensacja treści do zaledwie kilku prościutkich kresek, porównywana przez bohatera filmu do ociosywania rzeźby. Od początku jednak była to droga wcale nie taka prosta i film opowiada o niej, korzystając z wielu źródeł: z archiwalnych wypowiedzi samego Śliwki, bogatych materiałów kontekstowych tudzież nakręconych przez niego domowych filmików.

Na tym polega szczególna wartość tego dokumentu, pozwala on bowiem wejść w bardziej prywatne światy bohatera. W pierwszej kolejności oglądamy film o strasznie zapracowanym człowieku i wielce zasłużonym grafiku, nagradzanym w kraju i za granicą. Mającym na koncie ponad czterysta znaków graficznych i do tego jeszcze plakaty, okładki, znaczki pocztowe, etykiety czy opakowania.

Ale obraz artysty co i raz ustępuje miejsca portretowi jowialnego starszego pana, który po dekadach wzmożonej aktywności po prostu cieszy się zwykłym życiem – lubi wyjazdy na działkę i rodzinne spotkania przy suto zastawionym stole. Powstałe już po jego śmierci „Znaki...” to w dużej mierze sympatyczna gawęda, aczkolwiek opowiedziana przez kogoś, kto dobrze zna cenę swojego talentu w rozmaitych odsłonach polskiej rzeczywistości.

Cena talentu

Wspomina więc Śliwka o kosztach rodzinnych i etycznych swojej pracy. W końcu wiele jego projektów, robionych na zamówienie peerelowskich dygnitarzy, nie było politycznie neutralnych, co wymagało elastyczności, czasem zaś sporej asertywności. A pewną cenę za te nieustające zlecenia płacili też często jego najbliżsi, w tym ukochana żona Alicja, śpiewaczka operowa, która zrezygnowała z własnej kariery. 

Dobrze, że dokument Morgi i Mikołajczyka wydobywa i taki aspekt pracy twórczej – dziś już chyba nie trzeba komukolwiek tłumaczyć, jak istotne są odpowiednie warunki, w tym również domowe, dla rozwoju indywidualnej kreatywności.

W filmie „Znaki pana Śliwki”, nagrodzonym przez publiczność Warszawskiego Festiwalu Filmowego, na naszych oczach zmienia się Polska, która w latach dziewięćdziesiątych, wraz z nadejściem gospodarki wolnorynkowej, stała się estetycznym śmietnikiem.

Nad czym bohater tego filmu oczywiście ubolewa, bo kto jak kto, ale to między innymi Karol Śliwka sprawił, że słusznie miniony ustrój zostawił po sobie dizajn, którego nie sposób wyrzucić na śmietnik historii, a już na pewno nie w całości. Jednocześnie, przypominając sobie doskonałość i ponadczasowy charakter wielu graficznych form z lat sześćdziesiątych czy siedemdziesiątych, można zadać pytanie, co zostanie po atakujących nas dzisiaj zewsząd „logoskach”.

Kiedy Karol miał trzynaście lat, wojenny niewypał uszkodził mu oko, uniemożliwiając widzenie w trzech wymiarach. Można by potraktować ten fakt, podobnie jak chłopski rodowód Śliwki, w sposób symboliczny i budować wokół niego jakąś legendę czy etos, film jednak krąży wokół niezwykłej zwyczajności tego życiorysu. Co jeszcze bardziej uświadamiają prywatne materiały z domu państwa Śliwków – świadectwo polskich najntisów, tak bardzo naznaczonych obecnością domowych kamer, magnetowidów i kaset VHS

Zwyczajność mistrza

Najbardziej wzrusza to, że modernistyczny z ducha artysta, któremu poświęcono osiem lat temu dużą wystawę w Muzeum Miasta Gdynia i odsłonięto na jego cześć mural złożony ze słynnych znaków firmowych (zaprojektował go Patryk Hardziej, współautor wystawy i współtwórca tego filmu), jawi się jako człowiek niezwykle skromny i samokrytyczny. I w tym całkowitym braku gwiazdorstwa jakże niepasujący do naszych czasów, zafiksowanych na autopromocji.

Znaki pana Śliwki nadal bronią się same, choć oczywiście dobrze jest pamiętać, kto za nimi stoi. Jestem pewna, iż po obejrzeniu tego filmu – opowiedzianego nie tylko archiwaliami, lecz również samymi znakami i muzyką Michała Jacaszka – używany do niedawna logotyp Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych czy nadal stosowany znak Instytutu Matki i Dziecka będą wydawać się jeszcze bardziej znajome i swojskie.


„ZNAKI PANA ŚLIWKI” – reż. Urszula Morga, Bartosz Mikołajczyk. Prod. Polska 2025. Dystryb. Awareness Distribution. W kinach od 16 maja.


Urszula Morga jest poetką i reżyserką, nakręciła m.in. nagradzaną etiudę „Mleko” (2017) oraz filmy animowane i teledyski. Bartosz Mikołajczyk to filmowiec, fotografik i grafik, wykłada na gdańskiej ASP. Był autorem zdjęć do filmu „Heniek” (2010) uhonorowanego na kilku festiwalach. Oboje od dwudziestu lat współtworzą w Gdyni studio animacji Esy-floresy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 20/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Ponadczasowe logoski